Skip to main content

Full text of "Szkice literackie"

See other formats


I' 



w i I K I II P K A W \ 

AUTORSKIE ZASTRZF^tONR 

COFYKlt.lii uy OSTOJA iJ r " L K A 

\vvn\\VNU'ZA z or.n\s vnnv\;\ \y rn/WKu- 



TŁOCZNIA; J GOZD2IE jEWSKIECO W POZNANIU 



ADOLF NOWACZYNSKI 



SZKICE 
LITERACKIE 



POZNAŃ 19 18 

NAKŁADEM SPÓŁKI WYDAWNICZEJ OSTOJA 



PG 

noiS' 



JAN 8 1965 

^^^ITY Of TO»C 
95T73T 




SATYRA STAROPOLSKA 




|oi.\ « or ;■'. n nre< ya, opowiada Horacy, pomściła się 
lui ^w;. III .:wvc:rzcy ^.kładnąc nań wi«;zy swego ducha"; 
,,tylko Satura jedna*, dodaje ku temu Quintylian. 
^cala jest z nas". I rzeczywiście tylko Satyra jako rodzaj, jako 
fonnalny przejaw literackiej treści jest niezaprzeczalnym stwo- 
rem i owocem ducha rzymskiego. Kolebą jej i podłożem były 
ludowe zabawy jui 400 lat przed Chrystusem, pomysłowe 
1 harwne, wymyślne i artystyczne Dziś jeszcze, t. j. w po- 
( / iikat h XX wieku lud w Europie, nawet Zachodniej, Iwiwi 
!•: \\ sposób znacznie gorszy, bardziej barbarzyński, niźli się 
bawił kiedyś pra8tary>- naród Quirytów w swych Fascemunach, 
' " ich, mimach i pantomimach, z których to ostatnich 
i według T. Liviusza wykiełznać się miała satura. 
Etymologicznie wywodząc jej prapoczęcie, musimy zgodzić 
<ię na stiinowisko Teodora Mommsena, genialnego twórcy 
M-^-toryi Rzymu**, który treść pojęcia salura tłomaczy mai- 
kiem skojarzeniem się dwóch pojęć, greckiego aa%vQog, 
rozwiązłego koźlęco owłosionego półl)ożka, z łacińskiem po- 
iłci^m satura. t. j. pełnia, np. satura laux, pełna misa. 
W sumie złączone te pojęcia dają obraz: „zuchwałego ba- 
raszkowania człowieka sytego**. W konsekwentnem zaś roz- 
winięciu terminu staje się satura wesołem, śmiałem i dowcip- 
□em prześmiewaniem się z wszelkiego autorytetu zdolnych 
ludowych aktorów — trybunów, którzy przy uroczystościach 
religyno-publicznych, po dosytnem nakarmieniu się i piciu 
Sarani* mi i koźlemi skórami okryci, w dość rozwiązły sposób 
wypniwiali krytykujące „Theatrum Mundi* harce. Tak tedy 
pełna misa satura jak i pełna kiełbasa farcina, ze starorzym- 
; h zabaw ludowych wzięte, dały początek typom twórczości, 
^^•^e do dziś dnia, jako sat.\Ta i fana, l^ą i żyć ł)^ą. 



H«tyr>-, mt t. J. «><! ^ 

rodsaju. ponieważ nH87Ji twórczość w leJ ducha dztPdKint«» 
cala opiern -i)«t na Mskiej satyo'. ^^^ 

)ak I nasze .. . .:in<» kult; uawne iKiwiedzicćbN 

inttłnn było romańskie^iirii Icchickiem powtórzeniem, parafrazą 
ny odbiciem Szczcjc«^Iniej uiwienlzić się można w t4jm pro*- 

konanit .....;-.... ,.,»^.... ••. ... , . .o- .....i. i ;r-- ■- — ••ostkami 

praniAi . ^ ii prze- 

mian i faz obyczojowoKCi naszej, oglądane) przez pryzmat 
wi^oe) iub ' talentowanych pesymistów. Pr/- lem 

bowiem ^\., ...;.. .i w toku studyów na jaw*,- że. 

w analogicznych stosunkach prawnopaństwowych przy pewnem 
podobieństwie struktur^' administracyjnej i w pewnych po- 
dobnych rzyms!-' ^uacyach ' *■ znych, c^- * -owość staro- 
polaka ksstałt> ■ .•: tak ]>• <lo rzyui e nasi zoile 

i rezonerzy. prawdzice i ganicicle, z całą swobodą względem 
swoich sarmackich spółzioników posługiwali si<: taktyką r/ym- 
skłch talentów, walczyli bronią z ich arsenału duchowego 
pobraną, a csęeto nawet i oczywiście bł<^nie. uto^^miali swoją 
ojcayznę pod berłem Wazów czy Sasów z emporyum Nerona 
i Domicyana, o lrt4')reni się z pięknych satjr potwornie brzyd- 
kich rzeczy dowiadywali. 

i dlatego, wpatrąjąc si<2 kolejno w pi^ć wieków naazej 
egzystencyi histi)r>'cznej przez szkła satyryków, należy |>o od- 
trąceniu ze siebie pewnego odsetka zgrozy, ze względu na ich 
przy nudzony, konieczny, a ogólny w pLśmiennictwach furor sa- 
tyrims, odtrącić z siebie następnie i pewien odsetek w uczaciu 
przygT' ' ' ■ na tę romańską ku' nal wszyst- 
kich p<j. : .._-... i ideowo t)0gacącyi.- ., .:byt czasem 

sumienną i żarliwą lekturą Juvenala, Pers}'usza, Horac4^go. 
Lukyana. Cycerona. Po odtrąceniu tych odsetek zostanie 

jeszcze obraz wci' •• —y, będący niąjako odwrotną 

stroną kobierca h- uych dziejów, zaprzeczający 

mocno mesyanicznemu podchlebstwu romantyków, jakoby Polska 
była Oirystuseni ludów. Zostanie zato w każdym razie wi- 

Z€run»'k pl^»*!*7ł''>*'''' rtii'^ti ri»nlnv i>.łt)fn\ i if>m spkimi nia- 



-liv» l>/A( !i ,|u» szkoiizn" jMikolni iiv\>/.si\, a- 4irvczn.ych. 

rn.ik.U' Mi( /.n\ rh iom:uił\r:'.iivrh i <!'/irnnik > łir:nvd\ 

Ml 

Kied.N >n: I.C >iauo\vi8kłi ilzk>iejhzegii ^|>ojrz.> retros>jHjk- 
\\vnie w te sze^ć wieków i ogarnie je jedncm spojrzeniem 
'lijs/.\. widzi sir jakby olbrzymie, niezliczone milionowe tłumy 
i krocie naszych zmarłych, naszych proŁ(»plastów i praszczurów 
łnegnące >v n»zpodzie fatalnym lub wprost staczająca się bez- 
myślnie ku zionącej przepaści niewoli narodowej. A w tym 
obrazie tu i gdzieniegdzie podniesione i wyciągni^jte kurczowi) 
ręce ludzi wybrańszych, jasno-widzących, wołających z krzy- 

kir 'imiętanie, .r; • -h, perswadujących, każi^cych i wy- 

kli; . , ii. Nic nie i yą te przestrogi, wołania, lamenty, 

piorunowania jednostek, ponad tłumy ino mózgiem wystających: 
wszystko roznamiętnione, rozpasane, ślepe i głuche, biegnie po 
.p;.,i i<fv.h upłazach ku katastrofom rozbiorów; cały naród. 
./: , i hałasem** i rnaniakalicznymi krzykami <• wolno.«^ci! 

wolności 1 złotej wolności I stacza się ku niebytowi. 

I taką wobec tego była we wszech czasach rola naszej 
>aiyry: alarmować i ostrzegać, grozić i przestraszać i kassan- 
drycznie upad wszystkiego przewidyw*ać w głębokiem prze- 
"^wiadrzeniu, że równoczesne każdemu satyrykowi zło jest ino 
zjawisk formą przej?ściową, zmienną, a kastowych i stanowych 
j>rzywar, bł(^'dów, zhrodzicństw wypominanie z czasem wszyst- 
kich iK)prawi i Macierzy życie ocali. I w tem już przede- 
Nv^/ ' I leżała rć)żno.<ć naszej satyryckiej twórczości od 
»w< romańskiej i w tem już obie rozchodzą się w roz- 

bieżnych kierunkach, że tak Juvenal, Pers^-usz, Horacy, jak 
: i jeszcze Ennius. Terentius i G. Lucilius wychodzili 

/. lii^-/ ■fi^./nego przeświadczenia o nieprzemiennej nikczemności 
natur>' ludzkiej i wiekuistości wszelkich ., wielebnych głupstw", 
podczas gdy nasi satyrycy, zwęziwszy poprzód ca^ świat 
w <rr;uii< . o]»\ w it^i-klego żywota i wewnętrznej polityki swąj 
jjczyzny, jn-aii i {^'lumili w pi zeświadczeniu, że libellc ich po- 
prawią naturę ludzką, przyśpiesz;! przyjęcie KnWestwa Bożego 
tin "i. mi, a w każdym razie u Sarmatów podniosą ducha oby- 
v.łtelskiego. |K)czucip socyalne i zapal patryołyczny Słaro- 



10 - 

; . _. . . .■ i«'in r" ' 

u.ir : .■i';..-i„.;'.. '■::. ■■'''■' K"'. ' '■'"•'■ 'i^i "-'''j lub W|«m-''j "N 

hegemonię zła w jej charaktery stycznych objawach, przyp; 
wagi; i wartość* tylko mc»cy (Je8kT}'prvjnej, a absolutnie lekce- 
ważąc pisania skutki N-^'' '^ś w obywatelBklm zapale 
i młotłej rasowo naiwności ywała sobie moce przetwór- 

cze odwieczne, stawiała przed sii; przeróżne cele, potrzeby, 
doktr}^ly, obowiązki, ł' ' <' i \>o]\ 'zlei reformowała, 

pe^lagogowała i perory/ . juk z k ^. 

Kiedy wi«*c Horacy deklaruje sii;. że jego do wierszy sa- 
ch t j. do spokojnie nazwanych „rozmów* lub „swo- 

• ' ..>.!. ...ok o ludzkich przywarach pchnęła bieda 

(f .śmiałości**, kiedy Juvenal oświadcza, że 

skoro tylko z występków i zbrodni można mieć twgactwa, 
a „natura ci ich odmówi**. t<» „zgroza wiersz twój lymuje** 
u Persyusz już wprost odsuwa od siebie daleko nizki świat 
realny i, opierając sic; na najsurowszej rygorozalności stoickiej 
filozofd, uczy i pi-zckonuje o zwycięskiej wszechzłości i zwy- 
cięskiej wszechghipocie, na które nie masz żadnor '"'"rstwa 
poza absolutną i tr>nmfującą „wzgardą życia**, . oni. 

rzymscy satyrycy — arystokraci duchowi, tylko w bi^jncm bo- 
gactwie tematów, we własnej a więr 

w satyryckiej pobudliwości i si>;.... .. . , ... '" łjdiyą 

satysfakcyę twórczą, ani myśląc o złagodzeniu i lub 

tonu i nie puszczając w swe utwory ani promyka nadsiei 
w nil ■ ' -7.ej przy^ ' I w tej pozornej bezcelowości 

staror... •., ^atyry !• -ni** ioi i)i«*kii.'i siła i iei artys- 

tyczna doskonałość'. 

Na takie jednakże filozoficzne stanowisko 
i satyrycy wspiąi' się nie byli w możności z p<.v^,",.-„ ,t,t»,. 
rakich, między którymi niepoślednie miej.sce ząjmiye przed 
wszystkimi niezdolność i niechęć do jakiegokolwiek filozoficz- 
Wzgarda ogólna do " ' my 

...... „ . nczyzny", i pokrewny jt, — ^. ..ulonis 

L starożołnierskiem lekceważeniem pracy czystego rozumu na 
l)eneris impulsów czystodusznych, wyczeri>ująceg< • 

marzycielslwa i na benefis niełuuiKMN mi-j imaginacyjności. 



— 11 — 

ta wzgarda do poza-praktycznego myślenia (otwarcie później 
manifest.. \v;;iin nawet przez tfikich ludzi Jak ks. Adam Czar- 
luiybki. Koliątaj, Libelt i innych) była jednym zaledwie 
/ symptomatów pochodnych od plemiennej myślowej ocięża- 
łości obok takich i innych wad złown^żebnych, jak przewaga 
despotyczna wyobraźni nad refleksyą, ustawiczna nieścisłość: 
mydlenia i brak krytycyzmu przy gorącej w sądzeniu pohop- 
ności. .już satjTyk Starowolski, człowiek kulturalnego zapahi 
a encyklopedycznej ' 'to starannie przez 

kler pielęgnowane 1... ... ,_. kiego \s' słowach: 

,Lecz my, gnibi Sarmato wie, nie znając się na tych drogich 
|.»Tł;irh :i i :k wyzwolonych, jednem słowem filozofię błazeń- 
-i\v. :iu a lil../ofy i wszystkie ludzie uczone żakami, dominusami 
I n Sałtami z<»wieiny**. 

Od cxi\suw Starowolskiegc) w psychice ogńłu naszego 
mało — niło. To samo nieznanie się „na drogich i>erłach 

nauk A .„ — mych**, to samo, krótko powiedziawszy, lenistwo 
in- /LTn doprowadziło do tt^o, że w czystej teorjń, t, j. w tern 
co tworzy jądro twórczości ludzkiej, polski intelekt nie stwo- 

r/v' - ' '■ 'iwałego. Co więcej! Ile razy jeno nad 

vv', . . . lee „oświecenia" wschodziło, nie dotykając 
swoimi promieniami jeszcze ani milionów, ani kroci, a tylko 
nn cy cywilizowanych, tyle razy spon- 

Mhn.Aiijm 1. ijiiii -g.iia cx\łego zarzucano słońce czapami. 
Tak się działo za obu Zygmuntów, za Stanisława i tak się 
stało w naszej dobie \vykpanego pozytywizmu. Nadto co jaklA 
'•^'^ kie kampanie przeciw rozumowi, jako 

bt.. ,,„; — . tronu du.szy, czerpiąc hasła ot, na- 
wet z marazmatycznego limika Zaleskiego i jego wersetu 
■ .rozumie, służce duszy lichym" 

7c- -^--^ ~"i i harmonynie /. Ui wygodi^i ^N/r-' ^ ; oiii 
..parwr amu". będącą w istocie rzeczy tyi. zaspa- 

niem mózgu, szło lekceważenie obowiązków ogółowych, spo- 
łecznych i narodowych, tych obowiązków „zdrowych synów 
rozumu", jak mówi Carlyle, na rzecz znowu idealnego i poe- 
zyami reklamowanego „poświęcenia** t. j. efektownego, tle 
przygodnego stanu spółcnicin z ogółem, teg«> ..pot^więcenia**. 



- IS — 

UW •• 'ko aucnucgnem 

H : ' .... ,. ,. i,-. /.nego, codzien- 

syHlomutycznego lekcc wątlenia obowiiizków ogółowyrh 

'■^■- ■ --.> '•-■■j - .'■ 

tak też. i na dziedzinach inielek- 
tuain^ch , wo mobilizowało si^> ukwiecenie polakie w 

chwilowe, m. ■ awct nic akcyc, a ruchawki czy r— -— - 

by MToet po k< w zniechtjceniu Hkładiyitc broń. 

wa^' miejscu wiekuistej reakcyi zoologicznej miazgi narodu. 

Dziwnir iragiczn;« wydaje si«^ też skutkiem hypertrofii 
imaginacyjnej. a c<. za nii| idzie rozumowej atrofii, hiAtoryu 
kulturalnego p()st<,>pu w Pulsce: dwa kroki nuprzód. Jeden w tyl, 
oto było tempo inteiektualizmu i>ol8kiegu. ^ecydowanc «7- 
kreślenie nas z r/,odu owi' wórczyclj ludów. ' ' * i he- 

gemonii nad rozumem „i' - .nr „wielkiej j*. iszy 

oetatnią konseicwencyą. I w tą) izolacyi nie.4wieŁnej jeden 
tylko katolicyzm jeszcze pociesza i>ółnocnych Hiszpanów na 
romantycznych ruinach i zgliszczach wielkości Jagiellońskiej. 

Te 8i«j wl<jc przedewszystkicm narzueąjn badaczowi kul- 
tury obser^acye, które trzeba uwzględni*' jako przesłanki dla 
daejów sa^yiy; odężałośi- \ ' ' '^ci narodowej, pogrążonej 
sftale w konserwt^wnym nu .:.,-. omul islamski kismet i j 
cortz łatwiejsze poddawanie sią nieprzyjaznym okolicznościom 
wraz z paralelnemi zjawiskami; umysłowem wyjałowieniem, 
niekosztownem marr- ••>' 'wem : ziiczcm druga przesłań krł 
panowania iwmad ws n pr/epotłyżnojro ospaistwa my^io 

wego 

\S idzwny /. tego. na .jaki| rul«; okazani h - 

oto. na rolę budzicieli z odrętwienia, wskr/c v w . \vcg»i. 
ziemiańsko-rycerskiej, na rolę koniecznie czynnych, w ż; : 
narodu AN'prost intenvenii^qcych, na rolq z konieczności nie 

tylko :' '^ złego konstati\)ących artystów, ale i złość szko- 

dShm /> i^pstwa zwalczających driatacTy. Wobec za.< 

przcwlekłr mi ogołowej ospałości nie mogli się ograni 

czar'- ^■ ■ łiH dyagnostycł* złego, ale musieli zająć się i le 

rupia, n.-i-i. ii ieoretv7'" "• " i.\»ovłł n.-ił ..n l i ^t^^wt-,, \r>-vwii.- 



IM 

(*ro|(minv Ji^^cyaliir i iMiliiyczne. «|/iału(' i |K»xytywnic Nie mo- 
żna * 1' Iziwir^ że w niektórych wypatlkach akcyu saty- 
ry r, ' iła sir w walk'^ móL^i o /nai/nie \vi«^kszej ilości 
}^nglii /. móżdżkami bardsn zbliżonymi do cielęcych; przykła- 
dem sr :<» Ostroroga i jego Monumentu; przykładem sa- 
tyra fai ...iw, a afrykański poziom ich spółcześników. Za- 
wsze zaś prawie była to wojna ludzi o kulturze euro|>ejskiej, 
w zagranicznych uniw^rsytetAch czerpanej, walka uczniów 
nolonii. I*ary'ża, Krfurtu, Wirtembergii. ..pen^rynantów". 
./uioht«dnK/.k<i\v*' z thimanii niemających żadnej idei •» świecie, 
nieokrzesanych słucha<*z.v monitora Bo<'kowskiego. Alwara 
i O i). Jezuitów 

Kolej- wiek<»>N idąc. obskurantyzm rdzenia narodowego 
wykpiwał w pierwszych oświeconych satyrykach „włoskie kor- 
lezye" (Galileusz, Torricelli), nazywał ich następnie .^zotami 
(Lockt. Newton. Collins, Shaftesbury, Foland). by Mrreszcie 
iirziitizać naganki na lił>ertynów. ł j. czytelników Kartezytisza, 
Woltem, Diderota. dAlemberta. Podróżnicy po obczyźnie, po- 
wróciwszy w rodzinn«» pielesze, zastawali naokół egipskie ciem- 
ności, a w ziomkach pelazg^ski stan niuzgu i dzikość pier- 
wotiiij a uporną; satyra stawała się wtedy naturalnym odruchem 
1 reagowaniem na ciemność ludzką i złośliwość głupstwa; tak 
najstarsi Cricius. Janicius. Bielski, Kochanowski, jak w ośmna- 
^tym wieku Krasicki. Zabłocki, Naniszewicz - musieli się cza- 
.sami czuć jak łódki kruche w zburzonej toni bałwanów szla- 
checkich, broniących z zaślepienieni swoich tradycyi, zAł)ob<»- 
nów i często ś^^icconych, a zawszo świętych egoizmów klaso- 
wych. Satyra nasza w przeważnej części swych przedstawicieli 
chciała wszelkiemi siłami naprawiać nasze stałe (>ółwieczne 
op4Vźnianie się w pochodzie cyv ' iuym, nasze ociąganie 
się i maniderstwo, nasze nieza;:.. .„iiie i dziś jeszcze żywe 
przywiązanie do pierwotności, a niechęi* do Mryszakańszych, 
ło/pii.szych form bytowania. Niektórzy .satyrycy są wprost 

. ,1 .k..,j y, ladzie, czystości, przemyśle, .sztiice i spr»łf^ ' 

uh obczyzny; chcieliby w.szystko, co tylko >. 
Hoiandyi, w I/)ml)ardyi, we frankońskich i „auzońskicb" 
knijach, przenie.Hć i wkorzenić na naszym żyznym zagonie, „na 



— 14 — 

kt4)i:>'m (mówi. mOąjąc Hi*: z tfpniwdą Klonowicz) hiadła PoUka 
jako u Boga. na łonie". Tymczasem o.4wlcceni p«rogr>'nanci 
I mózgami, pełnymi > ;ych ubrazuw życła i siedź 
dów C3n»'ilizacyjuic i»...w.j.li. r.»-'f;.>i -i.-b-ł. ... • ...; 
twardy agresywny o|><\r niMsy. s/. .. za- 
pał młodego. wrażliN' nnaiy .zaciiodowca". jego ii\(\/j\. 
przyswajania o\c/ liazków, kunszt^^w. m.i 
drości. darów i r .ały się z czi\)nH. iKV'i 
nieubłaganą fron«: głupio i łianicbnie ł)od 
patronatom upłekuiiczym k>it;żej kliki polskiej. Czytał sv. 
Monument o naprawie Rpliuj nn ^" - - '-'.tyczny » • '' 
Ostroróg, a pi7.yj«itu go pr/emil* .swe p; 
młody senator, entuzyasta europejskiego oświecenia Opaliński. 
a tłum szlachty wyśmiał go i wyszydził. A \to nicłi ty' 
innych, „że nic po polsku myślą", że „obce rozumy \- ^ ... 
Jjt się nowinami opili**.. . I stąd si«j lęgła w tych satyrykach 
wyprzedzaczach i prekursorach cyAvilizacyjnych gorycz ! 
' ła.ściwir » ■ --i i osamotnionymi — za( - 
unbuł w .^ go, co polskie, i stąd absolu 
nieporozumienie, rozdział między nimi a społecznością, a wre- 
szcie i chybiony cel ich zamierzeń sat^ sta- 
tus quo anie w jednych dziedzinach, a .. ....... ^ ^'' 

wieku np. coraz większe pi*zyciemnienie i coraz z 
egoizm stutysięcznej kasty, gniotącej kolanami cały naród, t zy 
tano sobie satyryków i przepisywano nawet, ale nik" ' "- ' 
mów, 2e „giniemy, giniemy'.", że „Rplita nieboga v . 
le „rozwieją nas wiatrj' jako w lecie plewy" — nic brał do 
serca zbytnio ; często za.ś zasypiano przy nich dobrze, jn 
przy kazaniach Daniszmendy. "^''"' w satyrze tylko ,. 
Icazanie", wychodzące ze >s^^ -o z duchownem / 
teologicznego, że każdy człowiek grzesznik i kłamca, omnis 
homo mendax. więc i Polak „stworzeni- I tu za' 

camy wła.śnie o zasadnicze kwestye w 6..:. kiej, o V 

styę jej dynamiki. Otóż tak w twórczym \ nie nai« 

Jidc i każdego Innego narodu, stopień '^i satjry. 

jąj odwagi i jej siły, stopień miło.«ici pr '^ ' — ..^-^ 

proporcyonalnym do stanów tych w h^ 



— 16 — 

wyszła. Iii;u/ł'!, i,' • ; te wyra/.iws/.\ , Ka/.a\ luinni 

ma uikii aaiyp;. na ^ . ,i - . i-iiiżył. Z {^'óry można wrjat- 
kieni potwierdzić t<i reguł«i: naród polski miał leps. •:, 

ni. na nią zasłużył, bardziej o prawdy sticyalne wojującą, oby- 
• ' Vo odważniejszą i silniejszi\ w iudygnacyi. aczkolwiek 
mało samodzielną myślowo, niezbyt buntowniczą i z za- 
giną z satyr narodów cywilizacyjnie twórczycłi nie mogącą 
K' w porównanie. 

Pnewiele na to składało się powodów, że naród u tem- 
poramencie tak krewkim i fr^^ałtownym zdobył się na satyn: 
It r: 1 ' iioryzowaną, nie wulkaniczną. Kilka z nicłi trzeba 
1(5. Najfatalniejsze wynająwszy pomieszkanie w gma- 
j . skazaną była Polska na ciągłe konflikty, kłótnie 
i wojny z sąsiadami, co poprostu nie dawało czasu na różnicz- 
ki 'wanit* si<i narodu ideowe i duchowe; Turcy, Szwedzi, Mo- 
<k\Yic.:e, Kozaczyzna i hydra piiisacka, która od nas odnąjmo- 
waii pokoik skromny, a dziś ząjmąje apartamenta pierwszego 
l»ił;ira .r.Miachu Europy, nie dawały dziesięciu lat bezprzerw- 
nych pokoju, w którychby mogły przyjść do głosu pełnego 
nauki, ^iztuki, krasopisarstwo, a między niemi i satyra bezwzględ- 
na, przeciw prądowi i przeciw środowisku ostrzem stalowem 
! a, a nie działająca destrukcyjnie nu nartid, już i tak 
poza wojennym i sejmowym czasem) zatomizowany 
1 ni^'«iy nie za solidarny. Poprostu tedy z obywatelskiego obo- 
wiązku, se względu na mus ustawicznego powoływania złych 
' "- ■•'■- ■-" zeć najbliższj-ch pod oręż, ze względu na 
..^ • horyzonty polityczne" nie mogli satyryczni 

pisarze prowadzić kampanii dosłownie odśrodkowych, czyli 
pi>ać z całą prężnością swych temperamentów, na zabój wal- 
cząc z otoczeniem, ze środoMriskiem, ze społeczeństwem. Wcź- 
myż np. takie bujne, krwiste kreatmy ludzkie, jak Grochowski, 
Kochowski, Twardowski, i przypomnijmy sobie ich czasy, okres 
Pilawiec. Korsunia, Żółtowodów, Sicińskicb, Radńąjowskich, 
klęsk ognia i miecza, okres potopu, nieszczęść i czarnej 
śmierci. 

Jednym z następnych powodów letniości i względnej, 
zgoła nie mefistofelicznej siły satyry staropolskimi było takie 



w. rł*kr:" 

I to nlh«) /. yiiemiAn. mocno wie^/amcych Mi* paiinkicli klamek 
albo u»f. 2 inagł' \ I woj*- Ni*- 

l».vło u nas satji.. j .. ... icilkunaM.. .. ., :vk.'.u 

posesyonaUm. ..Iw(\w mu", panów koronnych, 

cyjisem zaś satyra ju:^. t^onotyr/nego załojtenia 

)c»st i winna l»yr i\v«in /<»?.rui / ludu i "lla ludu w n.ii 
s/em oczy wiście tego ^łowa znaczeniu. Jest bowiem w isi.H 
<<wej. jak była w pnipoczątkach. reagowaniem, przeciwdziałaniein 
iia egoizm poga inyrh warstw kapitalis' >. jest ha 

inuJcem na opo; lycznii etykr sfer rządź.. .,... jest moż 

liwie artystycznji krytyka \ wizerunkiem delia bestia triom 
phante. satysfakcyą maluczkich, wydziedziczonych i nieaktyv 
uycl). W /.nraniach satyrze pokrewnej l>ajki twórcami }.'r - 
władnymi >»yli genialni niewolnicy: Hidpąj. Exop. F« : . 
w rzymskiej satyrze Horacy był synem wyzwoleńca, Juvenali- 

ius Decimus szedł z ludu, a boski I*ersyu8z, co zmar 
iiludo, był nędzarzyni} i nauczycielem w ludowej - 
W pokrewnej satyrze komedyi greckiej Arystofanes, antii 
gog, pochodził jednak z ludu. łieronda^s. autor Miriambów. row 
iiież Tała satyra angielska, ta Uii 
iwórc7x».ść liberalnej negacyi. jest ' . , . 

antikastowj\. republikańskii i zwal elki d* 

wyjątkiem hańbiącym w niej jest tyiko jeden Dry<ien. knUiłik 
przekupiony do wielbił*nia aKsolutyzmłi przez .lakóba II. \' ■ - 
/j\s mieszcziiński stan. w sze^inastym wieku wcale impc»ii 
i kulturalnie płodny, w wieku XVII zwolna gnieciony i mim- 
\ch odsuwany i gnębiony, dał prr* 

^ . .; kilku mężów i to przez i>ół szła*...,,. ,« 

lanirius, Wolan. Klonowicz. Gawiński. Minasowicz. W t- 

— icf zaś mamy wyłącznie jMjłski typ satyryka magriatA i ma 
i.i'iuia. jak wojewoda Osti * ' ' ' ' ' ' ': 

t»iskup Krzycki. prałat Gr. 

błonowski, prałat Ik)homolec. biskupi Naruszewicz i Krasick 
jenerał Jasiński, nunister Poio<'ki, satyrycy oczywiście z d< 
iłroiłyjej^-łwMiM ,..j,.r».. itm,.i,ini^jj mag/iackich przy^*"- r»i^w.,.. 



— 17 — 

nionyrh amlMryi ,.k:ir:!h'i •• ■ " " ' • i „szarych*, 

pysz»'k. pr\ \\;i'iivr:. .;•..:;. .., . . ... . ... i interesów. 

Tej -atyizi'. ;:. /. j annałów rep: I, trzeba dobrze 

pair/t^ć w palce, czy w swych produ miała istotnie dobro 

publiczne na celu, czy też załat- ' :nków z konku- 

riyącemł „familiami", z królem, i ^tw*', i z ciżbą 

szlachecką, rozdawczynią sejmikowych kresek. Typ ten jed- 
nakże satyryka senatora u nas powstać musiał, gdyż tylko te 
sf.r • 'regrj'niyące*' często po Europie, miały możność do- 
ki . przypatrzenia się wyższemu, szlachetniejszemu byto- 
waniu ludzkości, szczególniej ludzkości w pięknych miastach 
\vł ' ' i holenderskich, a zatem posiadały w ręku probierze 
pLi egzystencyi Zachodu z egzystencyą ziemiaństwa 
w domu wzrosłego, a zazdroszczącego już szczypty komfortu 
kr I, lwowskiemu, warszawskiemu, no i gdańskiemu 
mit-/.^.ca.ic-."iL Niestety jednak, kpiąc z pańska z nieokrze- 
sania szerszych kół „rycerskiego stanu", szydząc ostro z takich 
panaceów niemyślącej tłuki, jak złota wolność, którą jeden 
zwał ,.pri ' ■ 1 na wymioty" (Lubomirski), a inny (Gro- 
chowski) ,. \ - iznaną szkapą", drwiąc z mizernej i niezasob- 
nej egzystencyi chodaczkow^ch megalomanów, równających 
się po kieliszku wina panom koronnym, doprowadzili satyrycy- 
magrnaci tylko do skutku wprost przeciwnego temu, jaki zamie- 
rzali. \\ >/yscy oni prawie bez wyjątku, począwszy od Ostroroga 
i Modrzewskiego, przemawiali za rozszerzeniem praw miesz- 
czaństwa, a ri.»mna ^/'achta prai|de wszystka, dźgana i iryto- 
wana tein wyśmiewaniem jej ' wielmożnej „dzikości" i troglo- 
dyckiej wegetacyi, zaczęła zawistnie ścieśniać i okrawać prawa 
miast, aż dopięła celu po części, bo zubożyła i wynędzniła 
mieszr- ■ '"O. a sama pozostała nadal jeno mierzwą dla jedno- 
stek I ających rasę, bezmyślną mierzwą, ubraną w al- 
tembasy i atłasy, forboty i robrony, wewnątrz niechliyną i pu- 
stą, jak pod wiosnę stodoły. 

I jeszcze Jeden z powodów, gwoli których satyra narodu 
szumnego i rogatego nie była wcale tak rogatą i „nie bodła 
nieba gęsiem piórem", jak o Swifcie mówi Sheridan. Pocho- 
dzenie to z jednej sfery naszych satyryków, i to ze sfery, 

M«vaei7teld. 8skic« UUnekto t 



- Ig - 

ktiSrt była rnczc^ Jedną wielką stuijsiccsną rodEina szlachecką, 
wpfynęło itf. 7. koniecEno.ści życiowych bardzo u na 

Mstrzo stall naokół tnącej. W Ifi jitó wieku , jak 

widać ze świadectw dnikowanycłi. doskonałą d\\. . -^'ł.ulo 

towarzyską i „szlif kortegiański**, kU'»rj' zacierał katiri i^osci 
i chropowatości natur obozowych I wszystko oblekał i k -t«'m 
edukacył i oby« i Aczkolwiek sled^- ut 

zbarbary/.owal i LAlnił szerokie mAs\ „.j4c 

je tylkłł w ^piwniczkach** i zakrystyach, to jednak wyższe war- 
stwy ziemiańskie i mieszkańcy wif^kszych miast zachowali jut 

to korteginństwo i względną d'' -z .śe w ot '^"^cli 

teraz uwzględnimy Jeszcze w.i ^i\ obra. ly, 

poza pół-wieklem humanizmu w Polsce nleznoszącej urąga, 
żadnego sąrderstwa I dochodzącą w tej nu ^-ij 

klejnot, cześć, honor, „zacność**, do bezw.-„....... .^. wza- 

rycznej Tyberyusza czy Napoleona (nieznoszących, jak wia- 
domo, ni cienia wyśmiechu), to i dziwić się nam nie wypadnie 
t«»mu bardzo charaktery * ^ - ' ' -yl tj. 

jej ogólnemu adresowan . i i tak 

zw. uszanowaniu osobistości, a mówiąc rzetelnie, uszanowaniu 
próżności w jednostkach, mających pieniądz, v i sił^. 

I pod tym wzj^lł/dem kurtuazyjuojić naszych p.i..^... złego 
I trzeblcieli głupstwa miewała, szczeg«')lnie u niektórych z nich 
z czasów jezuickich rządów, wszelkie znamiona braku odwagi, 
* ■ połowicznej, kompromisowej, zgoła obcej i nieznanej 

Liiym, ale szczerym kulturom, francuskiąj, włoskiej, 

a wprost wzgardzonej w Grecyi i w Anglii, gdzie tak komedya 
satyryczna, jak i satyra, celowały wprost w osobistości, karcąc 
w nich i tępiąc chwilowo, przygodnie najsilniejsze krystalizacye 
/łnśri i głupstwa. Pod tym względem satyra staropolska. 
lie jeszcze do tego polityczna, nie psychologiczno- 
obracąjąca się w kwestyach najogólniejszej 

<.^....j ^ ry, miała w tej bezosobowości może wielką 

dozę tego, co Horacy nazwał urbanitas t j. wielkomiąjskląj. 
wlelkoświalowąj dyskrecyonalności, ale skutkiem tego wiele 

rozwałkowanego, nieistotnego gdr- - i l wiele omawiania 

i okrążania miasto bespośredniego -go atakowania brzy- 



— 19 - 

dactwa moralnej w jego plastycznych i widomych choć 
przemijaj Jicycl» reprezentanUich. Dopiero bliższe zapoznanie 

si' : " - ' kich Mon* ' Spektatorów i Guardianńw, 

d«', Iga, Ch Johnsona, Steelego i Ad- 

disona podniosła nieco agresywnoi^ć tonu satyryków Stanisła- 
wowskich, wskazała im dzieła bardziej zachodnio-europejskiej 
"dwagi cywilnej wobec mandarynów i oligarchów i pchnęła 
samostwierdzenia się satyrj- w jej jestestwie. I'amfU't 
ly, który w zaraniu dziejów naszych, w czasach buma- 
ni^iuu ui» - ' z powo ' - 1 biskup poznański Stanisław 
f'iołek z / Aa (przs^ ^róla Jagiełły) i prymas Jędrzej 

r/ycki (przyjaciel królowej Barbary), przyszedł w dobie oświe- 
/. powrotem do praw ob}'watelskich. Wartość zaś i waż- 
...r.> rłn.L.Male ocenił jeden z najmilszjch iiuizi w naszej 
lit ki, w wierszu: 

„Fned wnjrstkiinl lalftom ci trzym*] Boala : 
On, kiedy gromi sbrodaie, iBion nie ocala. 
Inaczej nic nl« sdotaai t Satyra nie taka. 
Zamiast poprawić Jencse zabawi łajdaka.** 

Przytoczyć nadal wypadnie jeden z następnych powodów, 
gwoli których satyra narodu szumnego i rogatego nie była 
cale tak rogatą, nie zostawiła nam typów absolutnie heroicz- 
nych, nie miała pośród siebie ani jednego męczennika za praw- 
dę, za gejzerowe jakby wybuchy niena¥riści do złego. Brak 
u na.^^ i takiego typu, jak spółczesny Homerowi Archilochus. 
że wszystkich i wszystko ganił, zabity sztyletem, nawet 
'"^' "i jest pogrążon: brak u nas i takiego Boccaliniego. 
rc na Hiszpanów został kiedyś w Wenecji wor- 
kami z piaskiem na śmierć zatłuczonym; brak w tej satyrze 
Woltera, którego za paszkwil ciężko pobili posiepaki smar- 
kacza de Kohan; brak i takiego Swifta, którego Iiiandya ka- 
towana witała jak swego Anioła Pocieszyciela, zbawcę i obrońcę. 
P ch braków również leży w klerykalnej psychice ogółu 

i ».,..../, absolutnie nie należy do jej rj^sów zaszczytnych, u> 
bowiem polska: odmiefuowość. Pierwszego St. Orzechowskiego 
nazwała w 16 wieku opinia polska odmieńcem. z genialną wy- 



- 90 — 

raziBtoMą 7'>r"'*''^owawwBy w l«m słowie psycbc pierwszego 
polskiego I* y, a sarazem utrafiwszy w samo sedno 

naaz^ duszy zbiorowej. M(^wią biografowie Orzechowskiego, 
te po ojcu p' ' ' ' z rdzennic polskiej rodziny (krewnej 
1 Rzewuskim I < ..; rlim). czyli zawierał w Bwej knui jut 

elementy olijcnrchi' ..rrakcyonizmu" i znowuż hajda- 

mackiej anarchii. „Udmieniec" Onsechowski, w jednaj osobie 
i reakcyonista i rewcłlucyoniHta, to kto wie, czy nie 8)'mbo- 
liczna postać rzeczywistego Polaka. Kto wie. czy w katdym 
z nas, co na -ski się kończą, nie tkwi wielka, wiclLsza, nii 
]>i7y puszczamy doza odmleńcowoścŁ, wiekuistej poło^' i, 

kameleonowej zmienności, ugruntowanej na kobiet,,... |..cr- 
wiastku w charakterze wszysUdch słabych Słowian wogóle. 
Wielką jest skala tej odmieńcowości w naszej psychice, bo 
zawiera w sobie i bezspr/* naszą genialność towarzyską, 

czyniącą nas wdzięcznym . m salonowym, jak równiet 
i nasz, nie ulegający dyskusyi nawet w Potsdamie, zmysł do 
dyplomacyi, ale zawiera także i i^jemniejsze nieco załamki 
i załamania charakterów naszych, to jest kobiecą kameleono* 
wość w przekonaniach i zasadach. 

Ta „odmieńcowość" w psychice polskiej I związane z nią: 
wieczna gotowość ugody i kompromisów, układność czyli łatwość 
asymilowania się, dalej połowiczność w myślach, w czynie, 
w kaidem dziele nawet, przywarj- fatalne, leżące w zalążkach 
w naszej miękkiej naturze od wieków, wyhodowało starannie 
dopiero wychowanie jezuickie, które też tak zatruło ducha narodu, 
że nawet katastrofy historyczne i romantyzm polski nie zdołały 
do cna wytrzebić jezuityzmu z naszych stosunków wzajemnych, 
z naszych enuncyacyi oficyalnych. z każdego charakteryi^cs- 
niejszego faktu życia ogólnego. 

Już Bona królowa zaczęła uczyć Lechitów obok moiezzy 
i grandezzy włoskiej także i początków kunsztu hipokryzyi ; ale 
dopiero biskup prusld iiose, zwany w Polsce łlozyuszem, wzmoc- 
nił tę całkiem zbyteczną, a często zniechęcającą do nas innych 
Słowian nutę w polskim impulsywnym, szczeiym i dla włoskiej 
hipokryzyi trudno podatnym charakterze, sprowadzając nam na 
głowy całe falangi łiiszpańsldch i niemieckich mentorów a zelan- 



— 21 — 

iów Idei Idącego Lojoli i patra Canissiusa. Gdy najtężoe gło- 

^ - 'ieku z genialnym Ostrorogiem i Fryczem 

radziły nam unarodowienie Kościoła, lak 

jak innycli sfer i dziedzin socyalnego i politycznego życia, una- 

po^żnycłi państw i narodów europejskich 

....V ., j....e się z pod patronatu Rzymu, teraz właśnie 

król szwedzki, ale z ducłia Niemiec, z pomocą niemieckicli pa- 
trów (którzy w warszawskim swym kościele przez pół wieku 17 
* " - o niemiecku kazania głosili), z pomocą całej korporacyi 
.'olitycziiych uniwersalistów Rzymu zdołał odeprzeć pa- 
tryotyczny rucli wyzwalania siQ od Rzymu i owszem nawet 
z ,. h" /nf^tóo-katolików, jak Jeszcze donosił jeden nun- 

cyu... .:zymu, uczynić Polskę w 80 lat „najwierniejszą para- 
fią Apostolskiej kuryi", jak już donosił mmcyusz następny. 
Ćwierć wieku wytns ałej i konsekwentnej pracy uczniów Lojoli, 
cezaro-p a. tycli zatwardziałycli wrogów nauk przyrodni- 

czych i ityki, historji polskiej i filozofii greckiej, tych 

mistrzów ol)łudnego pochlebstwa i panegiryzmu, tych wielbi* 
cieli a podpór wszelkiego typu absolutyzmów, wystarczyło całko- 
vvicie, aby spaczyć mocno zbiorową duszę szlacheckiego narodu; 
aby ze słynnie w 16 wieku toleranckich i toleranckle idee apo- 
stohyących Lechitów uczynić zaciekłych pogromców wszystkich 
inne religie wyznających (z wyjątkiem jezuickich beniaminków: 
Żydów), wystarczyło do zatarcia śladów wszelkich zaczynów 
samodzielniejszej kultury narodowej i wystarczyło wreszcie do 
rozbudzenia takich instynktów tyranii w katolickiej większoiści 
narodu, że, przed ich przemocą chroniąc się, sprowadzać zaczęli 
bracia na braci, Polacy na Polaków falangi protestanckie — 
szwedzkie i hordy dyzunickie — ruskie. 

Przypomnijmy sobie na tem miejscu jeszcze, że gdy róż- 
nowiercy wszyscy w krótkim czasie swego istnienia założyli prze- 
szło 1600 szkół elementarnych i w tem kilka świetnych uczelni 
wyższych aryańskich, zwanych Ateńskierai, Jezuici nie założyli 

"i ' '• 'V- '--.^ntamej popularnej, a w konwiktach swo- 
izywnie szlacheckich, i w Akademii wileń- 
skiej paczyll, psuli młode dusze mechanizowaniem praktycznej 
wiedzy, podręcznikami frazesów krasomówczych, judzeniem na 



— JI2 - 

«iy8Mydency<2 oraz dewt»c>^, pn^clunlnĄCĄ w jakbi pól mekny- 
kański kult dla fetysziiw. w pdł egipski dla skarabe&szów. Fo- 
kolenia, wychowane w t> li kantowego i religynago 

egoizmu, wyszedłszy na "*z<jłjr działać wH»"r' 

Pisma Świętego: „wywiedź /. crcę i niech go 

mieni^je lud cały* i wnet pcłinęły nam różnowierców w objęcia 
szwedzkie, wnet ro/ ' ' 'anu złou », 

scłiyzmo (intrygi t. / ^ .Jiiego J". . 

wreszcie rozpalił}- straszny gniew i pom8t<^> torturo\s 
sakrowanego kozaczegu ludu. Trzeba im Jednak przyznać, że 
tylko oni uratowali byt katolickiego wyznania w Foliłce i pod- 
nieśli je do godności pnia narodowego, pcłmąwszy naród w kosz- 
towną rolę „przedmurza ctirześcyańskiego", antlmuraU Christla- 
nltatis. Ck) prawda, uczynili to kosztem rzek polskiej krwi 

i strumieni polskich łez, zawsze jednak \\ ' ' '• *ri Hosegu 

z Prus (który nie znał nawet Języka pol , i wyłącz- 

nie po łacinie), „że lepiej kraj oddać wrogom, niźli heretykom" 
i w myśl maksymy kaznodziejskiej, „jeśli zginie doczesna oic^ysna, 
10 przy wiecznej ostoim". 

Jakżeż tedy reagowała satyra, i. j. rzeczniczka opozycyi 
rozumowej na tę hegemonię absurdu, kryjącego się za maską 
abaoluta? Możnaby powiedzieć, szła z biegiem rzji^ 

bywszy się ni w jednym typie na protest pr/eciw o.. - 

ści owej choć cokolwiek podobny do analogicznych śmiałych 
ataków na Rzym ze strony satyryków włoskich, nie- 
mieckich, angielskich i francuskich. Trzeba Jednakże t 
znać, że nie oszczędzała ani derwiszów, ni t>ODZów, : 
gospodarowanych, roztyłych i rozzuchwalonych l>ezprzykład- 
nie. Idąc koleją wieków, wszyscy niemal satyrycy polscy ata- 
kowali sybaiytów, każących „w imię Chrystusa, a żyjących jak 
wieprze", nieświadomych szarlatanów i augurów, rozpowiada- 
jących urocze cuda o królestwie niebieskiem, a podpierających 
ziemskie królestwo przemocy kastowego gwałtu. Począwszy 
od prastarej omszałej pieśni z czasów modrzewiowych V— 
dyszczy i pierwszych feudalnych grodów i burgów, pocŁi 
od tej z czternastego wieku : 



— 98 — 

..Kaptaoiet ebeati fckifnbf', dusM iwty 

Nje m&» ei^ato: piwa nalty 

Bocs piwo jMi ddwny olejr. 

WI^ z nich kiamają chłopi (z was się śmi«ją chłopi) 

A rzaliąc: szaieni popi. " 

I odtąd Już wszystkie zdrowe mózgi u nas krnyknjją 
..szalonych popów" i ich polską gospodarkę. Nie zdobyła się 
nasza „wolna myśl" satyryczna coprawda na tej kolosalności 
szyderstwa z mitologii, jak „Chmury** Arystofanesa lub „Bajka 
o beczce" Swifta, ale w każdym razie omal wszyscy nasi we- 
redycy i przygańcy, począwszy od Ostroroga, biskupa Ciołka, 
spiżowego hetmana Tarnowskiego (w Sztuce Wojskowej), Biel- 
skiego, Wolana, Reja, nie wykluczając wcale naszych prałatów 
i biskupów satyryków, a kończąc na Krasickim, St Potockim, 
Zabłockim, — wszyscy sprawiali „wszetecznej księży" nie 
ocliouiie przyjmowaną flagellacyę pręcikami Jokusa. Pierwsze 
zaś czasy ich dorabiania się i wgryzania w zanadrze narodu 
i zaskarbiania sobie łask rządzących i potężnych sfer wywołały 
en*" '"'onną i t)ezimienną satyrę demaskującą. I dlatego, 
p: ;>zy do absolutnej władzy i trzymania narodu na pasku 

różańcowym, zaczęli ją wycofywać z obiegu, wykradać, niszczyć, 
pali< na stosach, wydzierać z niej karty kompromitujące, aż 
wrcizcie solidarnym wysiłkiem całego duchownego stanu powołano 
do życia Cenzurę w roku Pańskim 1643. Dzięki jej rozbudzeniu 
z t>nr;ła w drugiej połowie XVII wieku wraz z Satyrą i cała 
littiaiura polska i tak spała, aż póki Europą nie wstrząsnął 
smoczy -miech Lewiatana Hobbesa, póki nie padło wielkie, 
całym światem wjższcj ludzkości wstrząsające hasło: Wytępiać 
«>hy<lo! i aż póki u nas nie wstąpił na tron król oświecony, „co 
i'> łył niby z Polski, a po polsku nie myślał". 

I jeszcze zależy zarejestrować nam, ostatnio może, jeden 
/. walnych powodów względnej tylko siły polskiej satyry i nie 
p -■■■'■ ,.gQ akcentu prawdy w niej, ni ' iocia jej 

NN -k, W ją Iro zła, nie-zajęcia absolulii . ..iąjącego 

stanowiska, opartego na granitowej rafie negacyi w tem morzu 
'^' -JO głupstwa. Powód ten — to kombinacya dwóch 

p...c,.„..ck przytoczonych już, t. j. przejęcia się, przepojenia 



- 24 — 

Vt.iłiirn }f»r|t'ein 1 wvfe) w8poT""'np«^ ł»^ł"7"n<?niośclą polskiego 

w rz: ach znaleźli nasi 

pesymiści gotową form^ kontrastowania artystycznego prees 
1 cieniów marnej t. - 'Ą z jasnościami 

, , ^ /.łotcgo wieku {aurea j. '-dy w Cyceronie 

wyczytali zbożny kult dla zmarłych, cześć dla dziadów, 
a w Juwcnnlu nawet melancholijną tcjsknotc; do tych czasów* 
„gdy to ziemia byłr^ ;,../..« -ł->.)łj, a niebo nowem**, wtedy 
szetene polska ni« lowania logiki argumentacyi 

i niezdolność do poza-przyziemnego stosunku do świata i Jego 
stawisk, wstca£a)y satyrykom naszym w tem porównaniu 
ze starymi cisasami i w tcm chwalstwie czasów przebrzmiałych 
(temporis acti) doskonały i wypróbowany ideał, dla żyjących 
zawsze niedoiścigły. To powoływanie si<j na ongiś świetne, 

palr ^- 'nc czasy (których w rzeczy * •• ■ = •'•• nie było), 

pot\ . / ez pierwszych satyr}'ków 1 ^ , t j. przez 
teologów na kazalnicach, w naszej satyrze przeszło wprost 
w monotonną manię. Urodzeni progressiści, bojownicy ulep- 
szania, U(lo<i'.n .iftnia i reformowania, apoteozowali jakąś 
przeszłość : ^ i niebywałą, byle tylko kłuć nią w oczy, 
i drażnić, i kompromitować swoich cych, W ł)ezkry- 
tycznym zaś i niefilozoficznem uwicuiKnuu rzekomej złotej 
opoki zacietrzewiali się nawet tak silnie, że jako lekarstwo 
i środki na wszelkie zło podawali reakcyę sarmacką. Jako 
wzór, powrót do przestarzałych form i poglądów, to Jeszcze 
^>-i-i"h. to za Sasów do błogich obyczajów ł^okictkowych, 
-skich, kmiecych. Stąd płynęła tej satyry czasem Ja- 
nusowa dwulicowość, stąd szło, że lewa ręka mazała to, co 
prawa zaledwie napisać si- ' liła. Stąd y ton na- 
szego przectwa, które w ze . niu z liobesp. .^ -_aą zuchwa- 
łością satyr>-ków z ludu u np. nąjkonserwatywnic^jszego z nąj- 
konserwaty^ł-niejszych narodu, bo angielskiego, wygląda miej- 
scami ledwie Jak maruderska obstrukcya, jak kominkowe zrz^ 
dzenie z cybuszkiem w zębach. 

I teraz, zsumowawszy te argumenty, konstatujące dość 
może Jasno relatywną, spec; ' "^kj) manię ^^ ' <Jo 

mirażów przeszłości (zresztą : i...., o jeden nui; — ^^u 



— 25 - 

naszej oepiłosci myśio^v i slabszość, nie- 

.sAmi^dzielnoM I połowie^: ^ -'.:.' ' : ^ 'iskiej, chciejmy 

zdać sprawę z tego, co znowu tworzy 8ił<i, urok i nie- 

lą wag«i tej bądź co bądź magna pars, lwiej części 

" • ictwa staropolskiego, poczętej widocznie z bez- 

zeb i impulsów plemiennych, skoro pierwiastki 
At^'ryczne odkrywać można i w autorach z całkiem innych ga- 
ych, przedew8i78tkiem obficie w hi8torj'kach, 
, .: wszych historykach polskich, jak w Janie z Nie- 
ska, Dhigoszu i w Marcinie Kromerze. I oto z góry stwitr- 
\nć należy, że nawet ta nasza satyra, tak stale chodząca w cho- 
nątach p '=•■': tak niep • -^^ ' >giczna, Muza forensis i Muza pe- 
lestris, i ..ona pii i rytmem w nieświetnej formie 

rynsztunku po sejmach, sejmikach, ąjazdach, synodach, konfede- 
racyach, ob^>z:u'h, rokoszach, kołach, byatykach i pijatykach, za- 
wiera w sobie całe encyklopedye obyczajowości polskiej, całe 
panoramy już nigdy niepowracającego życia, całe muzea drze- 
worytów, sztychów, obraaów, szkiców, sylwetek, sytuacyi, kreś- 
' — '- -" — z niezrównaną energią plastyczną, czasem ze 
. holenderską, czasem z precyzyjnością lubują- 
cych się w swym przedmioce kunsztarzy, czasem z impresyoni- 
roś werwą, a często z bajeczną szarżą karykatury. 
ty czynić naszym piszącym zrzędom, że zbyt fol- 
skiemu stanowi i jego magnackim trymalchyonistom, 
znowu, że nie mieli zmysłu dla syntez historyozoficznych. 
NiKt im atoli nie zaprzeczy tego, co Francuz nazywa sensem 
konkretu, nie zaprzeczy, że posiadali prawdziwe poczucie real- 
ności i jakiś swoisty naturalizm, wprost podziwu godny u Reja, 
Klonowicza, Kochanowskiego, Krasickiego lub Zabłockiego. Są 
mi«jdzy nimi .śledziennicy i wątrobiarze, którzy w posępnych 
i opłakanych czasach z łacińska po polsku, klecili tylko niezwyk- 
łej długości jeremiaszowe tasiemce, tnąc całe olcresy z Juvena- 
la, indziej z ciemnawego Persyusza, myśli temu wszystkiemu na- 
dając Erazma z Czerwonej Grobli, a tylko kostyumy i dekoracye 
polskie. Ale są szczególnie w czasach humanizmu i encyklope- 
dyzmu talenty z czarciej łaski, samorodne, o Bachicznym dechu, 
pełne krewkiej „jou de vivre", tryskające rzutkim mięsopustnym 



— «6 - 

dowcipem i wesołością jalcby lejnych satyrów; Kt|: Ciołek, Cri- 
cins, tlanicius, Oawińfilci. Dzwonkowski, MiaskowHki.aw Warazii- 

wio T' ' ' '■■ ' 

CrtW \ ; ... ....... . ^ . .: :.... .: . 

AncuU, Zabłocki. Naruszewicz i wrc«zci« W na kt 

pamioci ciąży wr kwil kryiykaatr ^o, wku- 

|K"~ ■ ' ■ "' — ' AYskieJ palili u iinMtiłiMirm zoliy- 

♦1. ■ , , ■., ,, 

Wszyscy ci sntyr)'cy różnycłi czasów to jedna wielka par- 
tya racyonnlist<^w. I' ni« - 

szejdawcc, przytłoczony i.....^ .. ... v .,....; .,rn 

mocny, wyzywający, szukający zaczepek i ro/ t.tk 

tablice Mojżesza, jak i tablice z drzewami gen* 

a przedewszystkiem tabli« ' ' 

i przywilejów, przez sai: i 

uchwalanych. 

Walczyć musi ta satyra czasem i na dwa fronty, przeciw 

stadowemu zasypianiu całego narodu szlacheckie^" ' • ■ " 

sklepiania się i grzęźnięcia w swojskiem, ro<; 

zbawczem głupstwie. A na drugiem froncie znowu walczy< 

musi przeciw szałowi a< 

kiego, co dekoratywne, sz. , .. . 

temu, jak Kochanowski określa, „postronnemu ćwiczeniu", któro 
z Polaka czyni, znowu^wcdhig Grochowskiego, „wendetę wszyst 
kich iudcw", przeciw tej ^ •■• j u polaki'>w („Aebrakó^^■ ■ 
potrzeby, a w zbytkach ci- ir*) i»blekania się w « 

piórka z całego świata... we węgierski żupan, perski kontus/. 
hiszpańskci krezę, włtiskie płaszc^je, w nh" 
i w austryackie łańcnrłiv 7ł.»tcgo łiuna o;.... 
jezuitom poddaństwo. 

A że niewielkim jest ten inwentarz „grzechów" j 

jak 1 niezbyt n'>żnorodnem i psyct ' ' ■' ' 

tworzywo tej satyry, oficyalnc ry* 

polskie, więc i przez ciąg wieków powracają ust^iwicznie Ir 

które 



te same ronda przywar, k : 



— 27 — 

i>i«: . \sa\ .: .l/,woii Zygmunta wedle 

staraj .•.„'■- Ii.;, w yl:. w di:. 2.1. „Wi/.rdy l)i<:»iy! wsz<;dy blędyl..." 
Powtarza aią tedy konterfekt arcy-sainca, Don Juana, 
zwanego kolejno: otrokiem, junochem, czuryłą, wietrznikicm, 
galanteni. filutem, inwantem, dryganiem, gładyszcni. fircykiem. 
Powtarza si«; u Kochanowskiego i Klonowicza lichwiarz, piecze- 
niarz, bajczarz, skąpiec, „hisaczy bochenek'! „Żona modna'', 
jako motyw satyryczny, jest i w 16-tym i w 16-tym i w 18-tym 
wieku stale. Cudzoziemszczyznę, to przesadne i epidermalne 
naśladownictwo wszystkich z całego świata błyskotliwości, 
wykpiwa już Kromer, poczem Modrzewski (głęboko odczuwający 
efekciarstwo naszej nobilUatis, imponującej chodaczkoni vestitu 
splendore). Rej, Jurkowski, Grochowski, Zbylitowski, Gorczyn, 
Jagodyii^ki, Twardowski, Naruszewicz, Zabłocki i inni. Na 
bakszysz polski i przekupne trybunały skarżą się Kochowski, 
Opaliński, Gawiński. Włóczęgostwo polskie po mody zagraniczne, 
nie mające nic wspólnego z angielską podróżomanią, zwal- 
czającą niewygody i trudy, ryzykującą życie, inicyatywną, 
zdobywczą, nowe ścieżki cywilizacyi odkrj'wąjącą, to polskie 
wałęsania >ip po Europie typu określonego nazwą „ciconia ex 
Polonia' chłoszczą Kromer, Rej i znowu Naruszewicz i Staszyc. 
Żeniaczka dla pieniędzy szpetna powtarza się jako zarzut bardzo 
częsty, począwszy od najstarszego wiersza rubasznego: ,,pojął- 
bych i świnię z oborj', byli miała złota pełne komory". Rów- 
nież często rozbrzmiewa skarga na sarmacką niechęć do książki, 
barbaryjne lekceważenie wszelkiego druku, obojętność dla 
skarbów umu ludzkiego, składanych w tych „trumienkach ducha", 
na półkach książnic, libraryi i „gabinetów lektury", jak je 
zwano za Stanisława. W dobie najpotężniejszej Polski skarżą 
się na to porówno dwaj sobie najwięksi wrogowie. Grzmi 
Skarga I'awęski na kazaniu: „nic radzi czytaniem się bawią, 
a pieniądze, któro na zbytkach tracji, na ksi(^i żałiyą i choć 
im księgi danyesz, w kacio |e porzucają': A jego przeciwnik, 
kalwinista Wolan pisze: 

..To ledno tu przydawani. i« w PoUce przyjaźni 
Poelowie nie mą)ą i są nató wainL 



- t» - 

Ptftwdft Im to tprAwt^a, wedhig nie|p> sdaolA. 
Kt^rm bjU na świecie. Jako ijrwo. UaU; 
P6ki Im fhMiki pbMti, to nótL ctjta^ 
PlM-fte 00 fUleeiiufo, srodM tią gDltwąją* 

Wiersz ten mimo 350 lat starości Jest dzió tak samo chy- 
ba aktualnym, jak był nim satego Grochowskiego, kt^ry pisał: 

..ByA był Homerem lub wdii^ctnym Ifarooon, 
Ado wymownym rzymskim CyoerofMOi, 
Nie pnynieeleezli to 1 nie weimlMS llaroale 
I Cyceronie". 

Takie wiersze, skarżące się na iine Uole literata'" 

w Polsce, cz«jsto ucickaJHCego i żegnaj., f, . .,i<j z ojczyzną „nie- 
wdzięczną", pisali i Zabłocki i Wigierski już w czasach, kiedy 
to „był już August, ale jeszcze rzadkie Maecenasy", kiedy 
bajką mityczną był w Polsce taki protckt— ' * ^atury. jak np. 
kardynał du Hellay, ktńry niegdyś tym g swoim, którzy 

zdradzili się z tem, że nie czytali np. boskiego pornografa 
Rabelai8'go, kazywał siadać wraz ze słiiżbą w izbio czeladnej. 

Powtarzają się w r(>żnych czasach karjkatury o^/"^*" -hów 
bez cerebnim i opilczych gąl)ek. Bardzo często cz\ /.ka 

etyka każe satyrykom zaczepiać prerogatywy rycerskie i du- 
mę z klejnotu, opiewać wyższość szlachetności cnoty nad szla- 
chectwem rodu i kpać z tych, co się wywodzili od Abrałiama 
(jak Abramowicze), od Adama (Adamowcy), od Abla (jak 
Rayscy), albo wprost od Chrystusa, jak Topór-Korycińscy, na 
tej podstawie, że św. Józef był z profesyi cieślą, a oni w klejno- 
cie mieli przecież: Topór. Również często ci potomkowie 
w prostej linii Mahometa i Dawida, obstawiani przez Oyców 
JeiRiitów pełnymi kuł>łami kadzideł za swe męstwo Cezarowe, 
geniusz wojenny łiannibala, odwagę Sulli, hart Mucyusza 
Scaevoli i i p., do8t4yą tęgie ciągi satyryczne właśnie za swe 
zasiedzenie, zależenie po dworach, za zniewieściałość, tchórzostwo, 
zniedołężnienie i dolcefamientyzm w wiejskich Tusculach. 
Bardzo wielu satyryków, począwszy od Bielskiego (w „Seymie 
niewieścim**), Kochanowskiego (w „Satyrze"). Widawskiego 
(w „Riorbitancyach"), ciągle przypomina i grozi tureckiem 
niebespiecceństworn wykazi^je tak sromotne zaniedbania kunsztu 



— 29 — 

wojskowego, że. jak to mówi uszozy|ili\vie W. Polockl, „pod 
mierzeni jako wyżły '^i\ą sii^ ku ziemi", „ledwie że nie z nogami 
włażą w szyszak {łrzodka". Wielu gromi zanik energii Marsowej, 
zaparcie się wła.śnie t. -^d rycerskiego hartu i animuszu, który 
był niby kluczem do skarbu przywilejów rządzącego stanu. 
Ci sami odwodzą szlachtę z całą energią od handlu i industryl, 
w przekonaniu, ie, po pierwsze, ziemiańslwo to jedyna militarna 
siła, broniąca państwa, a po drugie, wiedząc, że na tom han- 
dlowaniu i industiyi rycersldąi milionowe straty ponosiłby skarb 
Kzeczypospolitąj wobec istnienia głupich praw, że towary szlachty 
są wolne od ceł, ie zatem miejsce płacącego wielkie cła 
mieszczaństwa zajęłaby szlachta, pod której płaszczem rówTT>7 
Żydowic sprowadzaliby towary kontrabandą, a „Rzeczpospc iia 
nieboga i w temby się chwiała'1 

Dwa są z pomiędzy przewielu innych jednakże stałe gene- 
ralne akordy, które przez ciąg wieków bierze prawie cała ka- 
pela satyryków polskich, mniej więcej czterdziestu męża 
licząca. Dwa powtarzają się motywy przewodnie, powraca- 
jące upornie, dwie czerwone nitki, ciągnące się od omal kolebki 
narodu aż w czasy rozbiorów. A te są mianowicie: przygana 
kobietom, „płci subtelnej, piękniej jeno na wejrzenie", i obrona 
chłopstwa, które było wedle Skargi ,Jako ziarno pod kamie- 
niem "^"'-Viem pod pany swymi" Na tym temacie „przygany 
biało- 1* i potępienia niewoli włościaństwa schodzą się 

wszyscy satyrycy nasi, i księża, i wojownicy, i posesyonaci, 
i ziemianie, i żółciowcy, i wesołkowie, renesansowi i rokokowi, 
artyści formy i grafomaniacy, wszyscy', dając tern samem 
świadectwo przenikliwości wzroku i rzetelności swego przectwa. 
Jak już pierwsi kaznodzieje z chłopskiej Polski Lokietkowej 
i z niemieckich jeszcze miast krzyczą z czeska nibacznie na 
„zbytki białogłowskie", na „córy fryjowne". .jedwabie na 
plecyskach wycięte", ,^lcpy na dwa łokcie, które służki 
dźwigają*, na „kapelusze wysokie na sześć łokci w g - 
podczas „gdy Chrystus tylko w demlowąj koronie chad 
tak i ostatni wykwintni monitorowcy i galantni espriforci 
potępiają to utracyuszostwo w modzie i wybryki luksusu 
u sawantek, u madam z redut, ^n modnych", gwiazdek 



^ SO - 

iiaiftii. iTiri Anv«n i r«»/,r/.imivcii ..ji' ■ ś[i-r>:, ' ' \- 

hallow>'t'h • • I)ii*o johl w l^łi i , :. i. ii 

i dyatrybaoh przeciw r/ndom kobiecym t«ologicznoKo ducha 
i Mtarodawiie) a^cetyki r' Ąvf] wgzelkic 

wogiile „fflw /cv/rH/n" ni«'( . . napominąiącej 

o „memento mori". du/ > o- inoliKl/Luj walki dwikb płci 
o supremacyt;, bardzu wiele tak^.e i zwykłego wpływu sknipu- 
latnie czytanego Juwenalu. kt<>ry w zaciekłości goiyeznej 
przeciw zepHowanym obyczajom kobiet dochodził do siedmloset 
wierszowych furyi, ale wiele także słuszności lokalnej, gdy sl^ 
uwz)(I(;dni, juk polski temperament ognisty I zawsze zbyt- 

nio słynnym już w średniowieczu z urod\ • -..nwin. tym wedle 
słów 8atyr>-ka z XV wieku, Łukaszu z Koźmina: „karocom do 
nieba*: Najświetniejsze karty satyry polskiej poświecone 8ł\ 
wesołej wojnie z „puniami duszkami" i z „pstrzącemi si<: 
sroczkami*: Bielski, Zbylitowskl, Paprocki. Widawski, Twardowski, 
Gawiński położyli w swych „Seymach" „Przyganach", „Dziesię* 
eiorgu przykazaniach", „Kamoenach", „Groszach** i „Dworzankach** 
trwałe podwaliny pod t<j wieżę pr"-' ■ samiczek sarmackich. 
Grochowski, dowcipny mędrzec, d' odgadł związek, jaki 

zachodzi między tem lekkomyślnem poddaniem się rządców 
świata rządom kobiet a największem złem polskiem, na jakie 
i niemasz już usprtwioiliiwi.nin :i to we wierszu, dziś jeszcze 
iywym i świeżym: 

nT% JtśdsI ctterma, ow« pooóstigrmi. 
Ta ftwiatna strojem, owa sliiibltljrBi, 
A mął nieborak ct^eto nie ma kony. 
Więc Mciaka chlop> 

I Oto przychodzimy do najciemniejszej Nin^iiy życia nie- 
podległej ojczyzny, d<i tej odwrotnej części pięknego. » -^-jto 
kobierca oan^ch dziejów, do kwesty i chłopskiej, oę\.\^\ if. 

pryzmtLi „prawdzic&w" ostrzegaczy, nawoh^ących do opamiętania. 
przee piyzmat racyonalistów, protestigących, można poNNied/ieO, 
w niebogtosy, a w rezultacie skazanych jedno na rolę „clamantis 
in deserta". krzyczących na pustyni, pustyni egoizmów. które 
pierwsze o trzy wieki przed BIsmarkicm wynalazły maksymę: 
„prawa za mocą idą!** 



- .^1 — 

f^/ .a' ii U' I i^^\c>\y\ ^(tradisus Judaeo- 

.■: • (.-kicli, hi.-5/i':i'i>kich, holender- 

^ich. w«: .1 była, .jak v.K:.>lil Modrzew«ki: 

femus rusticorum, piekłem włościaiistwa. Temu nie zaprzecz«| 

' * sofisterjo przygodnych skrybów, tańczących na 

, >'d gliniano nugiem kolosowem klam8t;^'em o hu- 

i Polsce, bo tego zatuszować nie zdołał i nasz mesya- 

Polsce (jak Yictor Hugo Francyi) wspa- 

-^, ....i. ...^,.^w*4, ale na mocnym pokładzie ignorowaniu 

\ opartą rolę „roidawcy sprawiedliwości ludom". Nie. 

l>otrzykroć nie. Przyznajmy sobie szczerze, że do tej roli jak 

II! 'otował nas 4 wiek XIX, tak i nie przygotowało nas pi^ć 

H iństwowej egzystencyi, w których, przyswoiwszy sobie 

ikowicie etykę feudalizmu tcutońskiego, pokochaliśmy ją tak 

. że trudno nam się było z nią rozstać samym bez ob- 

:ietów i armat pomocy. Zresztą sąsiadowaliśmy o ścianę 

im junkrem-nadczłowiekiem, którego kastowa etyka 

.'•)t^a, tkwiąca żelaznymi korzeniami w krwawej ziemi krzywd 

. działała przykładem swego powodzenia edukacyjnie 

j i niegodnie. Ale lo zło, które Prusom dało siłę i zro- 

ło z nich szanowną i głodną zakałę całej cywilizowanej ludz- 
ści, to samo zło zatruło, przegryzło i wyniszczyło nas, widocz- 

•" r>'ał ludzki organicznie już lepszy, etyczniejszy, do ży- 

aego powołany. 
i*rzerzucanie satyrycznych kart obyczajowości naszej od- 
ucza nas definitywnie od wiekuistych złudzeń o sielankowej pa- 
tn-archalnobci szlacheckiej symbiozy z chłopstwem i przekony- 
1 nawet po odtrąceniu odsetka przesady poetyckiej o tern, że 
io u nas istotnie tak źle, jak w one czasy omal w całej 

kiedyś pół-(;hlopska Polska spokojną, pastersko- 

szczęśliwą . i słowiańsko-ctyczną. O tak, kiedyś. Ale odkiedy 

i jego witezie, odkąd rycerze runiczni zaczęli 

-^.:iać i łączyć i odkąd pierwsze zwycięstwo euru- 

odniusł oręż lechickich drużyn nad nauczycielem 

luiliiarnego kunsztu, nad prusackim Zakonem, odtąd, od 

>iy:.ycha ciemnieje dola polskich kmethon&w. Od traktatu Ta- 



— M - 

rańskiego, Jak opowiada Długosz, „wnystko się zmieniło'; zwj- 
ci^wo or^ 1 siła. jak każda przemocy wygrana. H<»prttwo- 
wała zwyciczci;. Poznanie lK)gatszycłi 1 kultura! i 
dzib krzyżiickirh i r ' ' mego h wi.sla 

wzbudziło żndzę i ji :.. , ^... .. ., .lyciowcj : iilow- 

niejszego, byle bez pracy, bytowania. I odtąd tet zaczyna się 
wieczna walka o władzi* i przemoc, wieczna < i ze 8ot)ą 

możnowładztwa i szlachty po f'- ■• '- ' ' pa-au- 

tochtona (który tu siedział od .isów), 

po obaleniu go na niziny roślinne > życia, w otchłanie 

„plica polonica" kołtuna... Trzy czwarte l*ulaków, r* 
ców, włodarzy, żywicieli żyło przez ji-- •♦ i>' v, w\ i 

I oto wszyscy omal bez wyjątku s, . . ws, a 

krjtycy nanego życia, satyrycznie je oświetlający, potępiali ten 
stan, nie mając do.-^c^ mocnych słów indygnacyi w sv \vniku 

na wyrażenie zgrozy. Mówi magnat Opaliński, że „. ... > '^hi 

języków i to jeszcze mało potrzebaby na słuszne < a 

oppressyi wyrażenie". Pierwszy historyk, Długosz, ukrywaii>. 
zabroniony, przemilczany, / m konstatiye ma- 

yiq\^ plebis rusticanae. Mo... ,,. ., jiost, czy niewol- 
nictwo w Egipcie mogło było być gorszem od niewoli kmieci n;-. 
szych, i załamuje ręce nad tą extrema miseria, nad tą ł)ezkani«'- 
ścią i oknicieństwem szlachty K«iądz Warszewicki pisze: .droż- 
szą niż babilońska jest niewola chłopstwa naszego". Klonowicz 
całe strony swych poematów i traktatów poś\łiQca tyrańskiemu 
„odrzychłopstwu**, widząc, jak, „podeptawszy zakon i natur-; 
rzecr ' ' V r<\co wysysa szpik z kn ' ' 
naoi j ^, ji^c się ekonomom, „jak I , ^ 

sysąjącym**, „jak lwy afrykańskie znęcającjm się nad baran- 
kiem". Inny satyrjk, Starowolski, sympatyczny star 
znany ze słj^nnej repliki szwedzki — «•....... .yj ponirtim 

szlachtę do szarańcz}*, „trawiącej . ie", „prze.<l;i 

dt\|ącej chłopstwo jak bydło nieme, jako łby skopowe*. lnr.v 
znowu przyrównuje stan chłopski do wielbłąda, obładowanego tik 
cięUco, że na nog^ nawet podnieść - -^ * -^ może. A licznego tego 
i CMigodnego szeregu nąjmocniejsz.^ . gów polskich, a często 



— 83 — 

i serc gorących nie lamyka JesMEe i ksiądz Naruszewicz swoją 
zwięzłą syntezą tych stosunków socyalnych, tym dwuwierszem: 

,Bo w PoUc« zlou wolność pewnych refid •tnete: 
Gilopft na pal ! Panu nic, a ndarhcic na wleic*. 

Z prawdziwą dumą przychodzi w naszych czasach wyła- 
wiać z morza sarmackiego samolubstwa te perły chrześcijańskie) 
Miźniego, które brać rycerska przezywała sobie „paskwi- 

. uiu , ,kiepskiemi chryjami". Z rz * ' .f.i.^..~ —:\^ 

si.; le często nieudolne, chropowate, r „. ne 

pr/ez uczciwych tamtoczasowych pozytywistów, szlachciców, 
z weredyctwa znanych, a często „w gorętszych terminach" potęż- 
niejącej reakcyi z konieczności ukrywających się i pseudonimo- 
wych. Niekiedy ta pisana opozycya przeciw bezmyślnej tjTanii 
wzrastała i potężniała do istnego zalewu druków, broszur 
' ••" '= '^iw. „powstydzeń**. Szczególnie, gdy w czasach 

lagnaccy „demofagowie", głowy rodów, wychodziły 
na obławy, by fundować fundamenta dzisiejszych już resztek 
z pomocą florenów dworu austriackiego, kamer: ślązkiej, prus- 
kiej, francuskiej, z pomocą szwedzkiego, włoskiego i w^erskiego 
złota, gdy szli „panowie rada", by ofiarować stolec Piastów naj- 
więcej bakszyszu dającemu kandydatowi, wtedy formalnie WTsbie- 

rała pov, ' ' ' .v i parafletów, demaskujących nagą duszę 

tych n« , , ijców, a patetycznych obrońców i rj'cerzy 

„złotej", Ik) złoto rozdającej wolności. 

Ile sił mieli w sobie satyrycy i ile ognia dusznego, tyle zuży- 
wali na bicie taranami dosadnego szyderstwa w cyklopie mury 
obłudy, egoizmu, płaczącego krokodylemi łzami nad zamierającą 
Rzecząpospolitą, i bufonady, wyciągającej w kościele (obcym 
' ' vczajem) las szabel w znak gotowości do pogro- 
w. Tatarów i innych „wrogów wiary świętej", 
a w braku tamtych tymczasem pod ręką znalezionych biednych, 
jedynych bohaterów orlej myśli polskiej, Aryanów. 
""7 i talentu, tyle kładli w z grtry przegrany bój ze 
za%\ kim i nieśmiertelnym kanibalizmem 6łat>omózgiej, 

ale mnogością zer imponującej krociowej więkssoścL 



— 84 — 

NifMU^ty! nie było między tymi z miotłą Augiant tni jed- 
nego z siłami Anteusza. Lecz i d, co byli, dając w icażdym razie 
dzieła ch«»ć nc/"' •"•• ale poniekąd też i rehabili/n""" -»"'! -'•• 
|M>Iskicni |)otw. . in tej w cywilizowanych pi 

.szanowanej maksymy, że więcej pożytecznej i twórczej prawdy 

' ' ' ry. niźli w stu tomach 



1 



iT 



B A L Z AC W 
I W N I E M 



POLSCE 
CZECH 




|ant4s XIX wieku mieszczańskiego, de Balzae z Tours, 
ma u nas dziwne szczęście do tłómaczów. Czy Jest 
to jakiś naturalny objaw wdzięczności za sympatyc, 
jakie mia) dla Polski całe życie, — nie wiadomo, dość, że C4» 
dziesit^ć lat jakiś szczery jego lubownik obdarza nasz rynek 
ksio^arski (ostatnio zawalony formalnie tłómactwem kałmuckich 
jednoilniowych archidzieł) zazwyczaj bardzo poprawnem spolsz- 
czeniem tych utworów, z olbrzymiego magazynu firmy Balzae 
^Tj^tych, które najbardziej tłómaczowi przypadały do smaku. 
W przedostatniem dziesięcioleciu Sygietyński dał „Jaszczura", 
„Arcydzieło nieznane" i, niestety, dalszą prac<i przerwał. 
W ostatnich zaś latach dwie rzeczy, może zębem czasu naj- 
mniej draśnięte, wiecznie świeże i rozkoszne, można czytać 
w doskonałej polszczyźnie dzięki mr. Boyowi. „Fizyologia 
małżeństwa" (1909) i jej antytetyczne skompletowanie „Małe 
niedole pożycia małżeńskiego" (1910) — oto tytuły wiele obie- 
cujące dwóch przemiłych brewiarzów, które się czyta, przezwy- 
ciężywszy pierwsze strony, może nieco myszką zalatujące, 
z wzrastającą salysfakcyą, z przybierającem rozlubowaniem się, 
¥rre8zcie z radością i weselem. Jak za życia autora, tak i teraz 
przy r " się tych dwóch tomów w publikę świat czytel- 
niczy ro^^.....i się na zwolenników, wielbicieli „Fizyologii" i na 
entuzyastów „małych mizeryi"; przy pierwszej staną zwartą 
kolumną piękne panie; małe zaś niedole, leciuteńko myzogy- 

nir: -osem oblane, dostarczą dzielnej broni „żonkosiom" 

w Kach małżeńskich i mogą stać się nieprzebranym 

arsenałem, skąd raz po raz wyciągać da się godzące w samo 
serce sedna pociski. Mr. Boy, tu i owdzie odchylający już 
boyowej przyłbicy, amatorskie swoje zadanie wypełnił z ultra- 
fachowym pietyzmem, dosłownie śmiało, autentycznie prze- 



swobodnie, a 7. gracją. Tłómac/<*nie lialuica nic zdąjr ni^ 
by<* rzecsą łatwą. Styl jego był wif)cznem nułcowanicm m% 
krępego, niezgrabnegt), sapiącego żubra g ^o z el»- 

nbkim, Mryf raczonym, ale znającym ' ty* 

. , 'tn. lialzac zwolna nabierał m nm 

ToAf d^ bien dire, na lustrzanie wywoskowanych poHadzkach 
sunął z dystynkcyą rasowego lion de Paris (ii| aiy do 

niemożliwości), ale czasem dzika, kosmata, tytai.i. /u.i bestya 
braia w 'nim gón;, al dochodziło du r^nia w trzech tomikach 
„Jurnych fraszek**. W dwóch niniejszych książkach „Fizyolo- 
giu' ma Jesscce dh^yzny prsegadywunia si^ i całe partye 
„krt^^ćku" refleksyjnego, odczuwa się tu jeszcze manialui, kt<)ry 
całe noce skrybi^ąc l>ez odetctinienia, walczy z sennością, 
mając chwile przepysznych jasnowidzeń duszy ludzkiej. 
W . ^' '- h niedolach^' niema już tego współpisania debiutanta 
z w i», ale wszystko układa się w równy, wartki tok 

narracyjny, w którym boslci Asmodeusz Paryża „restauracyj- 
nego" odkr}'wa powały „przeciętnej sypialni", przeciętnego 
stołowego, przeciętnego salonu i z miłym uśmiechem zupełnie 
genialnego Lucyfera wskaziye palcem : jako to sobie radzą tam 
w tych domkach samiczka i samczyk gatunku homo patiens. 
Tłómacz mr. lioy zżył się bardzo z dyrektorem „Komcdyi 
ludzkiej", różne jego kulenia z „Fizyologii" podpatrzył i prze- 
baczył, i nawet starał się je zatrzeć. Kołowania długich fra- 
zesów koło jakiejś idei, którą dałoby się krócej sprecyzować, 
wydają się krótaze u boya polskie-, niż u rekord mana prozy 
francuskiej. Nawet gry słów często niepr/eUómaczalne prze- 
zwyciężył Boy, zostawiając słusznie francuskie słowo tam, gdzie 
i u/ „nic się nie dało zrobić właściwie", np. boudtr i boudoir. 
i>uwcipy wszystkie lśnią się, jak nowiutkie, patyna czasów 
startii jest z taką delikatnością, że te wszystkie panie Foulle- 
pointe, Fischtaminel, Deschars i droga Karolina wydają sie 
nam, jak nasze nąjdroJtsze apółczeaniczki, panie Liii. Zuzia. 
Dela, Ewa, a każdy z was, spółczesnicy, może się. jak w lu- 
sterku, przejrzeć od stóp do głów w niecnym mężu, przedsta- 
> niegodnie, Jako ofiara ze wszech miar niewiniątka 



Słowem, gdyby za życia Baizaca były wyszły te dwa tomy, 
p. Tadeusz Żeleński byłby przez panią Hańską natychmiast 
zaproszony v • -ym różowym, w 19 do 30 pałek koronnych 
zdobnym :n. poczem w salonie musiałby usiąść tu przy 

kanapie pontyfikalnej, wszystkie damy nachylałyby nad nim 
Ity aż do kompletnego zawrotu boyącej głowy, win- 

y mu z egzaliacyą typową na krótko przed 1848 r.. 

reszcie wszedłby i sam Mistrz swym słoniowym krokiem, 1 na 
ole p. Tadeusza złożyłby pocałunek z głośnym mlaskiem, 

■ ' •• ■ -■ '.- — -ymas niezadowolenia na „pulchnej twa- 

, _ jejmości" (!), „kuzynki kilku królów** 
Iskich (O, .uważającej się chętnie za rosyankę", .wielo- 
miej k ' " doktora Knotba** (sic! Knotha), pani z Kan- 
ich Bai.^ j. I wtedy, wtedy możeby zauważył ktoś, jak 

iwnie podobną budowę czaszki czoła i brody ma autor 

iłomacz, jak podobne są te dzikie, zarosłe, kr^czaste brwi, 

wen krój ust, ten grymas u obu.. A potem wszedłby lokaj 

z tacą, na której herbata, makaroniki i modny wonczas „imbier 

cukrze". I Tadeusz Żeleński z pulchnych paluszków pani 

Weliny musiałby przyjąć najgrubszy imbieru kawałek. 

Z popularnością Baizaca w Polsce między latami 1830 
a 18ó0 żaden autor świata równać się nie może. Nie tylku 
szystkie damy chciały być anielskiemi Eugeniami Grandet, 
:y cierpliwemi paniami Hulot, ale cały szereg pisarzów, jak 
ugucki, Wieniawski, Protasz, L. Potocld, Kunicki, naśladowali 
mniej lub więcej udatnie w swoich Obrazkach, Zarysach, Szki- 
ach oby ych właśnie styl „rozmyślań" „elektycznego 

lozofa", O|^.oujc^c całą skałę rozmaitycłi gatunków na wybra- 
ym typie, herbaryzując niejako wszelkie reprezentacyjne 
jśliny małżeńskiego ogrójca, i wykładając o nich w sposób 
pół naukowy, pół rekolekcyjny, przepiatiyąc dygreąye filozo- 
ficzne anegdotami, z życia śmiało pobranemi. Oczywiście, 
szystko to tonęło w zawiesistym i pełnym mąki sosie mora- 
lizatorskim, w groźnie nieudolnem mentorowaniu „żółtodziobów**. 
-r.rr\ ^r^rprawlających statecznym obywatelom gubemii takiej 
w srogiem karceniu „białogłów, nie pomnących na 
om niewieści** Dość nudną monotonię tych kilkunastu 



- 40 ~ 

ksi^k. k U Balzaca „Małe niedole** pinojcb. okupt\)e 
wsrasząjąco nUebetni tendencya pisany 1 pnedewFzysikiem 
swojska oryginalność Jako takiej, ale sawsse własnej inu^nryj 
aotorskiej. 

Nie da się i^gf) powiedzieć o niejakim Karolu (iustawie 
Vo!! lu-^r^ ft-u. njin j.'.,.:„. ..^jj^ ^j^^i — — • — ;,itiirjcn 

nin kult di ica posu prze- 

widzianych kodeksem karnym, wywołując w niemiecldm świecie 
■ 'skandal nie bardzo 

-, j. W .\ ...j ...c Balzaca 

'. wydaje kompletami, ba, nawet jcra się na wiełu sce- 
nac ochę", jego „Mercadeta*' i t. d. Jedna jednakie 

" ■ ^ scen berli* ' ' ' wystawiła z wiosną bie- 

/, . al jednego szych poetów zamkniętej 

grupy estetów i snycerzy słowa, autora znanej poprzednio wy. 
Irwintnej feudalnej tragedyi: „Katarzyna z Armagnac". Z Bal- 
akiem nie miało to niby nic wspólnego. Rzecz n^*-'*- "•"^'^ 
obiecujący, syntetyczny tytuł: „Hrabia niemiecki", i u 
postaci ,«grafa Totta", wstawionego w środowisko francasklej 
arystokracyi za czasów Ludwika XV-go, dawała pełny i 
lutny obraz rycerskich cnót szlachty germańskieji z y>......... 

naciskiem na dwóch przymiotach szczególnie, i j. zdolności do 
poświęceń t)ezgranicznych dla j a i do cichej, bez- 

aławnej, a -^"-r- ^«^- ^znej >\i'iii.Mi. W znanym stylu 
aleksandryj- , dykcyą W7sztucznienie piękną i wzo- 

rzystą toczy się akcya, zresztą bardzo ciekawa, będąca w reziil 
tacie swym apologią jasnej, dobrej duszy feudalnego i ' 
Graf Tott w przyjaźni swej dla francuskiego barona Fer^. , 
suwa się do swych granic, że obaj zakochują się w jednej ko 
biecie, on, niczem tego poznać nie dając, usuwa się, i nie tylko 
pozwala żenić się z nią franci: ' "-i przyjacielowi, ale Icupujo 
i urządza im pałac, zostaje •mem ich i intendantem 

sam mieszka ^ad stajniami w antresoli", żyje na ubocza, do 
gląda służby, słowem, ściele swemu p' 
i pilnuje go przed grożącymi jastrz... ..>.... 

Kiedy piękna baronessa Fery, zaintygowana tą 

Jaźnią, zaczyna zwracać nań nieco uwagę, niemiecki hnii>ia 



— 41 — 

po6Qwa swą „Deutsthe TretuT' do tego, łe adaje głupowatego, 
niezgrabnego półgłówka, znudzonego jej widokiem. Gdy zacie- 
kawienie nieodrodnej córy Ewy jednakie Mrzrasta i przybiera 
cieplcyszy koloryt, niemiecki hrabia decyduje si^ by tylko ura- 
tować szczacie przyjaciela, wibudsió w niej obrzydzenie do 
siehie raz na zawsze i finpnije stały stosunek z pięknoócią pro- 
fesyonalną, z tancerką Binetti... Cicby, w sobie zamknięty, 
bywa codzień n Binetti, składając zawsze jednego louisdora na 
kominku, tiomacząc tancerce, te podobną jest niezwykle do 
jego córki, i wzbudzając nadto u mamusi tancerki podejrzenie 
iakiejś niesłychanie zbrodniczej perwersyi tern melancholicznem 
beacsynnem wysiadywaniem... Wreszcie na ukoronowanie 
wszystkiego bierze na siebie karciane długi hr. Fery, jako 
rzekomo swoje n\jnowanic się na gwiazdkę baletu... i w rezul- 
tacie osiąga — co zamierzał: hrabina żywi dlań odtąd pogardę, 
wstręt, obrzydzenie, podczas kiedy ona dlań jest całym światem 
marzeń, pożj^hń, nocy bezsennych, tęsknot, szałów. Wresscie 
hrabia francuiśki przejmuje od przyjaciela niemieckiego natwet 
legat, a ofiarność, wierność potulność niemca dochodzą do 
apogeum istnej świętości 

Oczywiście „Der Deatsdie Graf" (wytwomegfo poety i fa- 
brykanta automobilów równocześnie) przyjęty był w Berlinie 
z wielkim aplauzem, a jako książka — z głębokim, pełnym 
szacunkiem krytyków, ujętych szczególnie urokiem plastyld 
zawsze „najwierniejszego alianta" grafa Totta^ jimkra... 

Tymczasem jednak okazuje się, niestety, że cały dramat 
jest nie już zuchwałym, ale wprost urągającym wszelkiej rze- 
telność: -'- -r ' -' 7 * m noweliBalzaca: Lafausse maitresse. 
Znany . ^ liks Poppenberg z druzgocącą logiką 

zdemaskował gentlemana-poetę, porównując i zestawiając szcze* 
gół po szczególe i na jaw wydobywając to przedewszystkiem, 
że bohaterem cichym noweli Balzaca jest polak z krwi i kości 
polski hrabia Pac, nawet pod swojem nazwiskiem w noweli 
figurujący. 

Plagiat jednego z „pierwszych skończonych wirtuozów 
słowa*, „odgrodzonych od wrzasku fycia arystołaatów ducha", 
^.marzącego symbolami wizyonera zamierzchłości*, nie jest by- 



itigmiiiej jakiemś tylko UMiuitv(*/.i)en) oparciem się ua Balzacu. 
nie Jest przybr'"'-"- '^'' • • ■ v •"^' .|r..„. .•, , ,Mych momentów 
s sezamowego wiciu autorów 

w X]X-ym wieku pokonywało z przesadną swobodą; nie jest 
iei dopoży< 1 sobie pewnych figur czy syiuacyi, co dość 

g^sio prak:^ . .., siQ na Zachodzie (nawet Goethe do swego 
Claviga wycofywał całe ust<2py z pamiętników Bcaumarcbais'go), 
ale Jest systematycznem, ścisłem, na sceny rozłoionem tłóma- 
csenlem omal Balzaca scena po scenie, figura po f -• — 
sytuacya po sytuacyi. l*rzekr(jcenia polaka na niemca i 
sobie esteta-eskamoter niemiecki, idąc za przykładem swego 
kolegi Juliusa Joachima, który, wystawiając w magdeburskim 
teatrze miejskim ekskrementalia mózgowe p. t ^.Moskau*", dla 
niedrażnienia trzody teatralnej czerwoną chustką polskości, 
oszustniczo z hrabiny Walewskiej zrobił rdzenną rosyankę. 
oddającą się Napoleonowi dla uratowania Moskwy przed 
połu^m. Trzeba Jednakie przyznać wytwornemu styliście 
YoUmoellerowi, ie i poza germanizacyą Paca pewnych zmian 
dokonał; nazwisko hrabiego Adama z noweli przemienił na 
barona Fery; baletnica jego fausse maitresse. Binetti, u Balzaca 
nazywa się Malagą i Jest w cyrku... nie w teatrze; rzecz cała 
dzieje się — nie Jak u Balzaca za Ludwika Filipa, ale feudalniej. 
za Ludwika XV-go; no i wreszcie, kiedy hrabia Pac zostawia 
Binetti na kominku zawsze dwa loaisdory, niemieckiemu gra- 
fowi Tottowi każe „arystokrata ducha" (ale i oszczędny prusak 
przytem) p. Yollmocller zostawiać : jednego louisdora. 



H-i 



SZEKSPIR PO POLSKU 




tkspirowski rok juDiieuszowy przyniósł nam rzecz 
bardzo doDiosłej wagi, bo dwnnastotomowe, może jesz- 

^ cze nie definitywne, ale już krytyczne i ekletyczne wy- 
danie jedynego dosłownie nieśmiertelnego dramatui^-tauma- 
turga. Z dotychczasowych tłomaczeń grono znawców pod 
kierunkiem przezacnej pamięci St Krzemińskiego wybrało naj- 
lepsze, to znaczy te, które łączą w sobie przymioty rzadko 
w przekładach, a jeszcze rzadziej u kobiet podobno spotykane, 
t j. wierność i piękność. Każdy dramat poprzedzono wstępem, 
a całość zamknięto pracą o „Szekspirze w Polsce". 

Z góry zaznaczamy tn, że jak konkludujący edycyę szkic 
dr. L. Bernackiego w sposób może zbyt pobieżny tylko i by- 
najmniej nie wyczerpujący temat tytułu przeprowadza, to 
w rekompensacie biografia krytyczna i wstępy poszczególne dr. 
R Dybcwkiego są prawdziwą chlubą, ozdobą i magnesem 
nowego wydania. 

Bogate w treści, sumienne w metodzie, nowoczesne w for- 
mie i w duchu, dają one rzetelną wiedzę o Szekspirze a zara- 
zem ar»'"" """ "V"sfakcyę czytelnikowi; zadowalając zaś 
i rzecz. . i miotu u nas, zadowoliłj'by chyba i naj- 

pedantyczniej szych egzeget^Jw Szekspira zagranicą. 

Radować się z tego wyptdnie specyalnie, gdyż w szek- 
spirologii europejskiej. liczącej dziś przesdo cztery tysiące 
tomów, t j. tworzącej sporą bibliotekę, prace polskiego mózgu 
reprezentowane są w ilości kompromiti^ąco nikłej. Riecs tern 
dziw"'^:--?. skoro się zważy, że kult dla twórcy 37 organizmów 
dra ych rozbudził się w Polsce chronologicznie stosun- 

kowo bardzo wcześnie, że, raz rozbudzony, miał tak możnych 



- 4« — 

i hojnych przedKtawiriolł. jak krui Stanihłnw. kAii^ina Isabelli 
z Puław, kantelan W<2tyk. marKrahia WiclopolHkl i inni: 

jeteli się [—'• ml. ie <>d r~ : ,\o rz«su kult t«n dzięki 

pot^toym li , iiilnoóriom a m, rozkochanym w kreo- 

waniu ucieleśnień Szcknpirowskich, wzbierał potężną fula za- 
interesowania w intciigenryi, i jeżeli się doda w ' /•• 
iNriat Szekspira jak i siwiał angielskiego dramatu .... ...uń- 

skiego wogóle, jest łu|dź co bądź ze wszystkich światów wi* 
zyjnych. .4wiat«hv wyłonionych z głów twórców najbardziej nnm 
z ducha blizkim, najbardziej... polskim. 

Jaskrawo.^ć i ostrość tego paradoksu zblednie i straci 
znacznie pozornie niespodziewanego odkrycia, jeżeli zwykł: 
nawet czytelnik z oczytaniem hi8tory<znem (jakich u nas prze- 
cież jest tak... wielu) zechce łaskawie przewertować kolejno po 
sobie dwie książki, t. j. Taina „Literaturę angielsku" i Wł. łiOzii. 
skiego: „Życie polskie". Wtedy to zaczną powoli nasuwać m-; 

b\jące w oczy analogie i !' ze podobicń ' ' ' 

ralelnie wziętem późnem wiccznem p- 

skiem, między epoką odrodzenia u nas a w Albionie; wtedy 

to bajecznie kolorowa, gwałtownie wybujała, żywiołowo krwist.i 

dziko zgiełkliwa, krewko popędliwa obyc7''"wnv.t vvo*i-.i. 

Anglii okaże się nam bardzo jakoś blizką, kr* 

sympatyczną. Gdy w żadnej innej historyi narodu europc 

skiego i w żadnom włómem ich odzwier " u, t j. w dr » 

macie, nie znajdziemy zupełnie lub zn.r , bardzo mai'» 

analogii do naszego bytowania w XVI czy XVn wieku. tu. 

w tej Anglii nibasznej i zawadyackiej, pieniackiej i pij 

indywidualistycznej, z nadmiaru sił i zasobów royi •« • 

szeroko po brzegi dyscyplin i imperatywów • 

każdym kroku natrafiamy na blizkie nam dusze i animu>/.c. 

na podobne naszym problemy tragiczne i konflikty, cn<'*.\ 

i zbrodnie, na te same formy i dysformy życia, na tę saip , 

dynamikę spotężniałego do ostateczno.<ici impulsu i impetu /' 

ciowego. 

Czasem wydaje Mę nawet, że tylku jeden c/wii^ 
prawda najsilniej zawsze kształti^jący i rytujący duszę ik^ 
zrobił z Albiończyków najpotężniejszy i najszczęśliwszy nar< i 



— 47 — 

ś^rUU. a brak t«go czynnika le Sarmatów nąjnieszcsęśH^-pfT 
nąjbessilniejszy, t. j. morze. Prseałanki charakteru i zad.i' i 
rasy wydadzą się nam omal 2e te same, a w każdym razie 
ni' podobne. Tak oś upodobniają 

wł. >.>. . vi.y czy Suffolki do . ... , w czy Kmitów. 

•Mortinier iwem, Oleśnicki z Wolseyera, tyle w tej eks- 

pansyi*nej, rozhukanej wewnątrz Anglii Zebrzydowskich a Orze- 
cł' " h; Sędziwoja całego < ' * iesz w Alchemiku Ben 

k,;... , Henryki idą koleją nasz; .. . iesław<^\v i Kazimierzów, 

walczą z sobą w Polsce pokoleniami Białe Róże z Czerwonemi 
Różami, roi się w każdem województwie od Chudogęb i Fal- 
staffów, lady Makbeth niejedna hic muUer fortis chodzi po 
krużgankach Icreeowych zamków, w dziewicach polskich ui 
sama jest słodycz ofiarna Kordelii, Imogen, Wirginii, Mirand 
ozy Rozalind, w Stańczyka Lirowego geniusz poety tchn}|ł 
głębię uczuciowości jakiegoś poor foota. gorzkiego błazna 
Zygmuniowe^o; Leszek, Maćko Borkowic, Goworek, Włodkowa, 
Anna Chrzanowska, Kostka Napierski tak się dadzą widzieć 
plastycznie w dramatach Marlowa czy Massingera, że dziw 
doprawdy bierze, jakiem prawem kaduka los podniósł tak wy- 
soko więcej Kalibaniczny niż .Arielowy naród .^nglosasów, 
a wdeptał w taką niedolę naród Sarmatów za to tylko, że się 

w całości upomie wdał w typ Hamleta, a nie w typ przr- h 

twórczo Prus nowoczesnych usymbolłzowanych — w... 
Jak w nadbudowie artystycznej epoki Elźbietańskiej, t j. w ca- 
ł3rm kompleksie dramatycznej twórczości ówczesnej, tak we 
wszechświecie Szekspirowskim już naj.^jzczególniej widzi się co 
moment to jakb y jakieś fatamorganatyczne odbicie obrazu spo- 
tęgowanej tylko niesłychanie obyczajowości angielskiej, ale i... 
nasiąj. I ten i tamten naród przechodzi fazę zdrowego dzie- 
ciństwa. 

Wszystko jest w nich wybujałe, rozkipiane, nieokiełznane. 
bez szranków i granic. .Miłość tych sękatych, żylastych natur 
półbesiyalskich objawia się furya tycznie, nienawiść jest obł* ' 
tylko żelazem uleczalnym, zazdrość zarazą trawiącą, / . 
zemsty sti^e się piekłem. 



— 48 — 

Pop(;d1iwość ślepych chuci ł zapalctjwotfć gMw wnącyefa 
nie cnąją hanmlca i nad Wisłą i nad Tamizą. Cały nar6d 
dągle pod hronią o byle co rwie si^ do kordą i nikt nie śmie 
być pewnym swego życia, swego jutra, swego mienia, swego 
diieoka; w Komwalii I na Podolu zamki bywają burzone i rów- 
nane z ziemią, przysypywane solą, języki oszczerców ^'•^'•^•wane 
i psom rzucane na karm, oczy wrogów wypalane pi ;mi, 

wojewodzianki czy countessy tańczą po trzy dni i trzy noce 
z rzędu, kasztelanowe gonią na kulbakach końskich, prowadząc 
na czele hufce rycerskich zbirów - bohaterów przeciw najbliższym. 
Król polski wobec dworu bije w gębę posła, ze złą nowiną 
podchodzącego, królowa angielska wali na odlew w pysk hrabiego 
Esseia, kiedy ten pożąda inn^^- '""• "• — "■ ♦'•jnie'*. 

Można być pewnym, żpjęzj im, tą rozpustnie 

bogatą, niepowściąjęliwą, rozpa*- rmierką słów, to kar- 

czemnych i s' h, to płoni i gromkich, to znów 

pokornych i hi...... ,, , ;i, upojnie jk litych i ak^'mifnych, 

że tą dykcyą to warczącą, to szczebioczącą, to n ną. 

to piołunową, raz melankolijnie seledynową, raz od nan 

purpurową, że językiem 24 ty ' łów liczn ' ' 

bogatym w moc ukochanycli .irowi n- 

nizmów a będącym dziś istotnie największym skarbcem korony 
angielskiej, że mową taką mówili i lie z czaso- 

kresu Maryi, Elżbiety i Jakóba, a ai...> ...v ,....o '• •'' ' ^^^- 

myślną Polacy z czasów Stefana, Zygmunta i ^^ 

To się odczuwa intuicyą i to się odkrywa przy równoczesnej 
lektorze „Ogrodu fraszek" Wacława Potock • ' ^ 
„Koryolana**, w którym oczarowany do grun . 
rzymską historyą komedyant-samouk Wielelmo Shakespearr 
ubiera tylko grube, szorstkie, sobie spółczesne angielskie oll 
mie dziecka ludzkie w romańskie togi i sandały. Może s\ :•■ 
wydać fantazją zbyt dowolną czy za włosy ciągnionem zestawie- 
niem, ale już ledwie lekko tą hipotezą zasugerowana lektura 
dramatów Szekspira ' Mdj-wać w minio- 
nych opleśnionych wi. .. :. :. o powinowactwa 

między tymi dwoma : : lami tak rozkochanymi w ideale 
wszelkich wolności politycznych, narodami łyjącemł w Europie 



— 49 — 

najwcześniej w formach parlamentaiyzmu, deeentralizmu 
i federacyi. narodami tak pospólnte sensualistycznymi, ą-muzykal- 
Dymi, a-f: ni, między temi rasami 

tak w ; • . ..c ......wwiionemi do najwyższych, 

ną|p<' . czniej lirycznych wzlotów myśli 

romantycznej, jak i do właśnie przyziemnego, robacsego, bes 
op>ami<;tania grzęźnięcia w rubasznych try>*'ializmach żywota. 

I dlatego, mojem zdaniem, jakiś nieistniejący w literaturze, 
ale imaginatywnie w pomyśleniu moilii*^ twórca potężnych 
dramatów z dziejów polskich musiałby (pomimo wszystko, 
co się da przeciwko temu zaargumentowaó) przedewszystkiem 
wjrrobić sobie tych dziejów generalną koncepcyę czysto-szeks- 
pirowską i przejąć się, przepoić nawskroó duchem i barwą 
Szekspirowską. 

Do tej koncepcyi dotychczas nąjgenialniej zbliżył się, jak 
wiadomo. Słowacki i on też prawdopodobnie byłby dał ^izye 
dramatyczne z polskich dziejów ogólno-europejskiej wagi i sławy, 
nietylko wieczyście skazane na rozwierzgane kopyto zachwytów 
swojskiej krj'tyki, gdyby nie to straszliwe zwycięstwo w jego 
chanikterze kobiecych, poddaóczych, bluszczo>*'ych, miękkich 
elementów, a co za tem idzie, późniejsza nieszczęsna psychoza 
m PC vanistyczno-mistyczna. 

Po Słowackim następnie i ci wszyscy twórcy, którzy 
L uczciwością twórczej intencyi i z sumiennością przeżywających 
przeszłość myślicieli imali się pracy, mieli pewne przeczucia 
konieczności tej, tylko u nas Polaków całkiem upra>NTiionej 
Szekspirowskiej dziejów koncepcji. 

Przeczucie to daje się wyśledzić w Bełcikowskiego 
..Mieszku 11**, w Korzeniowskiego „A. Batorym*, w Romanowskiego 
„Piaście^ w Wyspiańskiego „Bolesławie Śmi2^'m", nawet do pew- 
nego stopnia w Faleńskiego „Królowej", W. Rapackiego „Wicie 
Stwoszu", K. Glińskiego „Kazimierzu", t. j. w utworach nie- 
przemijającej, nie repertuarowej a literackiej wartości. 

W każdym z tych utworów daje się po skrupulatnem stu- 
dyum wyśledzić choć cząsteczkę, echo, krysztidek z kosmosu 
twórczego Szekspira, czasem już tylko z drugiej ręki branego, 
z W. Hugo dziko-romantycznych transpozycyi. Niema zaś nic 



- fiO -► 

ni /. elomentu ni /. rlem»'nUrnoi4ci Szekspirów? t.ił^j w tyrh dri- 
inatysUch, którzy dzieje narodu liznąwszy jniu jak l.anmy s6\ 
jło wierzchu popularnych szkolnych podr<^:zników, hpur/mi/uiją 
z tego i>oteni sine ira et studio redutowe jasełka z kolorkowymi 
iniuiekinami. te wodewile h<^/. muzyki, n raczej czteroaktowe 
preteksty do przewietrzania na scenie stylowych, starych rekwi- 
zytów. (!i liweranci dzisiejszości zaparli sią po trzykroć pra- 
szczura Szekspira i wszelkiego z nim powinowactwa z wyboni. 
1 zaparli si(,' słusznie. Ale takie zaparcie si^ - ■*' rm uspra- 
wiedliwione i wybaczalne u rymodławców tui oh, scenl- 
ziających zresztą podrzędne figury i pokt^tne wypadki z dziejów, 
zgoła Jest nie do darowania u poet('>w urodzonych {poeta na- 
sciturj, uwierzytelnionych w państwie literatury posłów Piękna, 
którzy, śmiałą ręką łmdząc ze snu Wawelskiego królewskie 
tmchła. wyciągają Je na deski teatru (przy sposobności życie nie- 
podległego narodu pod' ■'"-■ - iowi przypominające), nie 

za zgrozi) do szpiku ko . ■[, nie Jako upokorzające. 

policzkujące memento, nie w straszliwym majestacie bezpowrotnych 
już wspaniałości i splendorów, nie z patosem Lirów, nie z głębią 
psychiczną Ryszardów, nie z poUjgą dynastycznej woli Hen- 
ryków i nie z tą posępną, bolesną pokorą, z Jaką np. Wyspiański 
imał się królewskiego tematu BolesławoweJ I^olsld. .. ale z t>6z- 
ceremonialAą oł ' -cią przeciętników literackich, wynaj- 
dujących sobie t\ ktowne tematy z królami degradowanymi 
i detronizowanymi do roli dobrych ról, egzaltujących mob tea- 
tralnych i jego rzeczników reporterów premier. Dla tych to 
autorów Szekspirowskie Chronical-Histories z angielskich dziejóM- 
po winny być niemym wyrzutem, czy głośnem przypomnieniem 
tego, z jakim to dystansem do patosu, z Jakim rojalizmem bo- 
gobojnym, czy poddańczym azacunkieni nąjwi^ki^r g^usz 
marnującego się i najszanowańazego narodu odnosi się do zbrod- 
niczych nawet po tragicznie gneaznych żywotach w śnie wiecz- 
nym w podziemiach Westminsteni spoczywaj .^cy eh monarchów 
swej rasy. I z tego też więc powodu nowe wydanie wiecznie 
aktualnego, wiecznie na dobie będącego, ergo nadobnego Shakes- 
scena, „witnąsacia womy** Siiicapira Jest, zdaje się, bardzo na 
cuaie Przypomina bowiem egzemplarycznie, że dramat histo- 



1 



^ BI — 

'^'■mj jest gatunkiem twórctoćci dram^jcznej nigdy nie obu- 

:tjm, co pokolenie nowe odradzającym się, niezrównanie 

żywotnym i odi^c^ym, o ile tylko nie tykają go obojętne ręce 

v;w cąy majjtMm sprawnej techniki, tych play-wrigh- 

i. j. V i stolar^rntaki, podstawiających swe żabie nóżla 

tam. gdzie ki\ją kopyta Centaurom, i dających w ten sposób 
posobDof^ć konfrontacyi ich pleb^jaU^ małoduszności z olbrzy- 
iniością i tragicznym Etosem dynastjcenych czy narodowych 
pi^iblematów. 

U. 
„Tragiczue w ludnym igrzyska Londynie 
Choć nie są wediug praw Horacyusza. 
Jednak na cały świat ich chwała słynie, 
W pięknych dam oczach rzewne ł?y porusza. 
Myśl w nich jest przednia, gładkość słów w nich płynie. 
A wdzięk ich czuje i serce i dusza. 
Nic to, £e z dawnych praw scena wykroczy. 
Dobra jest, Ide4y łzy wyciska z oczy: 

Tak dwie-icie lat temu ł)ez mała utrafił w sedno meninicy 

literalnej nieśmiertelności Szekspira jeden z naszych dostojnych 

kolep^rtw. a zarazem jeden z licznych członków wysoce cere- 

ego klanu Rzewuskich, hetman Józef (pseudonim Wacława), 

^M.^A tragedyi o Warneńczyku i dwóch komedyi o „Dziwaku" 

. o ..Natn^cic"! 

Istotnie bowiem, nie można sobie wjobraaić dzieł sztuki 

' . .' wykraczających z jakichkolwiek praw i kanonów prze- 

^^ ^ :i wszelkiej twórczości scenicznej, mniej troszczących 

ię o wszelkie prawa Arystotelesa czy Horacyusza, więcej 

>;wem zaistnieniem ośmieszAJi\cych powagę teorematów 

. /t.fvnh Boił- ;iu'«)W, jak każdy utwór Szekspira nawet z tych, 

o s;i doubtf*^i plays, a które jeszcze dzi^ i za sto lat będą 

niały wącej krwi tętniącej i rumieńców życia w sobie od 

wszelkich architektonicznie nieprzypTJi: ' -olennie retorycznych, 

klasycznie skostniałych arcydzieł < . ^* a czy Rasyna. już 

dziś dla swej udrapowanej nudy całkiem nieczytelnych a zgoła 

ieiSmiertelnych. .Najbledsza nawet z nąjpońletlr h 

^i Miik historycznych Szekspira obala w proch eni.»;^.w.iie 



^'^^10 



— 62 — 

zdanie Lessini^. U „zasady dramatu aą tak nieomylne. Jak 
twierdzenia Kuklideaa*: Wątpliwie nawet „Tymon Ateńcąyk** 
podaje w wątpliwość maksymę Goethego, że: ..dramat po- 
lega na wykluczeniu momentów, opóźniających rozwiązanie 
dramatu". 

W dramacie Szeicsplra bowiem panuje właśnie zasadniczo 
natłok ..momentów opóćiiąjących rozMiązanie". W akcy^ nie- 
tylko wchodzą, ale rozpychają ją i przepełniają, wstn^ty. szczegóły, 
narosty. ingrcdycncyc.sc^^ny ornamentalne, pozornie nąjmnictjszego 
związku z tokiem dramatycznym niemąjące; heroizm tuż przed 
rozstrzygającym aktem woli i siły zapuszcza się w rezonowanie; 
błazeństwo niesfornie spycha ze sceny monolog ciorpienia, ku- 
moszld wszczynają gawędę właśnie w momencie, w którym 
miała być rozstrzygająca rada wojenna królów. Całą tę pstrą 
życia ludzkiego plątaninę, cały ten gąszcz bartnej oczywistości, 
całą tę szeroką r ' ' ' f.,tnych i wymarzonych 

bajkowych, daje .._ :i niłnvvk;irr7..\vaną, 

nierozplątaną. 

Każdym dodatkiem niespodziewanym, zbytecznym, nawet 
irytąjącjTn, udowadnia twórca Henryka VIII, że ie superflus 
chose tris necessaire, że miernotę ślepo obowiązigąca maksyma. 
o nieodzownem w dramacie „ograniczaniu się. a przez to po- 
głębieniu*" traci wszelki walor imperatywu estetycznego w prak- 
tykach wielkiego talentu. Akcya tych często tylko rozdyalogo- 
wanych romanc czy nowel nietylko nie posuwa się z „zegarową 
punktualnością** naprzód, ale utyka raz po raz. rozkłada się 
wygodnie, nawet zasypia czy wpada w letarg. 

O jaldemś poprawnem czy choćby „porządnem prowadzeniu 
przebiegu** nie może być mow7 tam, gdzie Wilhelm Zdobywca 
Świata zwala na kruche desid sceny w swój „kurnik niegodny" 
Jakby odłam globu, gdzie w straszUwem widowisku okazi^je 
mrówczą) hołocie ziemian, Jak to najpotątniąjszy nieldedy człowiek 
pod żarnowym kamieniem Losu bywał i b^le starty w proch, 
jako ziarnko zboia, lub Jakto s takim trudem przes mocnego, 
bohatera zdobywana i zdobyta wreazde potęga indywidnalistjcsna 
wobec ślepego Trafu Wszechmogąoego Jest parasolem zaciskanym 
w rakach Inirczowo podczas trzpienia ziemi 



~ 68 - 

SzekfTpir nietjlko nie stoeuje się do żadnych „prawideł*, 
ni' * " ii^norujc obowiązujący już wówczas Ben Johnsona czy 
nk lów styl tragedyi, Seneki, nietylko nie troszczy sUi 

o jakie:5 staranne ustosunkowanie, uplanowanie poszczególnych 
części akcyi czy o jakiś :■■ viczny układ faktów i ludzi; 

on nawet istnienia tego .. k'o nic dopuszcza do swej 

świadomości. Niema tu -^o ., rozmysłu w organizowaniu 

dramatu", ani ..żelaznego rusztowania konstrukcyi**, niema nic. 
ściśle nic z harmonii greckie/, z c- -- *— i francuskich Cynn 
i Cydów. Rodogund, Polyeuctów, Ni> a-, Merców, Medei... 

Tu już widocznie to Szekspirowskie przenikające wskroś 
jasnowidzenie duszy ludzkie] z jej wacystkimi szczytami, prze- 
paściami, labiryntami i ten obraz wszystkich po wieczne czasy 
moflłwości uczuciowych serca ludzkiego, jaki zostawił „Wstrzą- 
sacz sceną** w antoersum swej twórczości, nie dał się widocznie 
przelać, jak wino z miechów w butelki jednakowego formatu, 
w jakieś powtarzające się ustalone już, czy też w spadku przejęte 
gotowe odlane normy czy formy dramatyczne. Całkowitość 
rzeczywistości ludzkiej plus całkowitość wyrojonych baśniowych 
marzeń, przeniesione wprost w pełni i w potędze na sceniczne 
rusztowanie fikcyi między trzy ściany dekoracyi, nie mogły 
ocĘTwiście poddać się obrzezywaniu, komponowaniu, obcinaniu 
na rzecz nawet górnego ideału estetycznego, jakowychś greckich 
jeszcze np. „potri\jnych jedności**. Olbrzymia polifonia życia. 
jedyna jedność życia z jej fortissimami czynów i pianissimami 
uczuć, ze wszystkimi dysonansami zbrodzieństw i upodleń i lar- 
gami cnót i poświęceń, przeniesioną została z imaginacyi w rze- 
czywistość sztuki z temi samemi niekonsekwencyami i przy- 
padkowośdami, z tym samym brakiem logiki w tym samym 
nadmiarze i w bezładzie, jaki widzieć się zawsze daje i podziwiać 
w tej polifonii życia stanic jeszcze statycznym, surowym t.j. 
w samem życiu. 

„Słodką nieregulamością'* Izabella Czartoryska definii\je 
tajemnicę uroku Szekspirowskiego, choć jej współcześnłcy wyz- 
nawcy Boala, protoplaści tych dzisiejszych legitymisŁów czystego 
dramatu (tak przeważnie wygodnie bezpłodnych i tak bezradnie 
stojących ze swemi teoryami wot)ec wciąż aktualnego fenomenu 



— 54 — 

Ssekspira) oburzali si^ już wiedjr na te utwoi> nieproporcjo- 
nalne, besłidne, sawsse w sw^ poa^nośd niśpii^IngrBta. ni 
te .z grubą nldoml^^oAcią eiosane mamldłik nie dsieła gusta*. 

uspraMriedli wionę rhyba tern tylko, tt są one jako obra^ wy* 
stawiające ..obszerne a wolne samąjie natur>' posU^powanie". 
Ale już wynoce .światła ksłt^na z Puław, ta typowa w wieku 
XVlII-tym dyletantku. miała intuicyjną świadomoM (cięsto nie- 
bywałą u fachowych mędrców literackich), łe tak przebogstt. 
przewalająca się obfit- - > życia Elźbi*" 

Jak wogóle cały ten l... .....: my, nie/'**' .... 

wiczobi^jny cłiaos bytu w nowoczesność odr. się śre- 

dniowiecza wraz z psychiką ludzi rasy Szekspirowskiej, t j. 
antypodów klasycystycznego dramatu Francy i. tak nie dałby 
się wtłoczyć w poprawnie zbudowane kamery francuskiej formy, 
jak nie dałby się w rokokowym buduarze zamknąć Otello ze 
swą furyą lub sir .lohn Falstaff pomyśleć na tle strzyżonych 
pod oko szpalerów ogrodu Lenotra. 

To samo znacznie już później odczuwał i kasztelan Wężyk, 
który choć otoczony fuuatycznemi wielbicielami klasycznie pię- 
knosłoimych i pustodusznych ale klasycznie zhu ' ' * 
gcdyi francuskich, nie wahał się Towarzystwu 1 ., .^ 
przedłożyć referat-pancgiryk. mocno obniżający oschłe piękno 
utworów symetrycznie ukształtowanych, formalistycznie nie- 
skazitelnych, dla '*'^' ' • acyi patetycznej stworzonych, a im 
przeciwstaMić zniev .j krasę i olśniewający czar dramatów 
Szekspirowskich, w których forma nie objęła hegemonii nad 
treścią, c/r' h soki ze wsqfstkich bez wyjątku i bez 
wyboru obj życia i po raz pierwszy dających światu ob- 
nażoną z obsłonek konwencyi nagą czystą dnszę ludzką. 1 ci to 
pierwsi u nas apostołowie Szslcspira, wiedzeni nieomylnym in- 
stynktem zakoolkanych w swem odkryciu y 'v. wiedzieli 

lei i czoli, te te „słodka nieregulamośc" |*irowskiego 

Mmamidła**, która jednak według słów hetmana Rzewuskiego 
•W pięknych dam oczach rzewne łic* winna też być 

integralną przywarą czy organiczną tm>..., , . .. ' ^^ i w polskim 
języku koncypowanych trylogii ctj kronik, ojczystych 

dziąjów będą czerpać opieśnloiie temate chr i psy- 



— 55 — 

(b lie biizkie lowskini Henrykom i Bjrszardom, 

DuiM .Mi .n. Janom i jix»n..A.u>m. I odczuwali to słusznie. Przy- 
znać bowiem trzeba, it i ddś i u nas jeszcze mimo te pokłady 
literacko-tecłinicznej kultury dramato-pisarskiej, mimo sukcesy 
produkiyi szybko pr/< lych Scril3c'a i Sardou. .doskonała 

nieprawidłowość- i „słu^ jiegularność'* struktury dramatycznej 

Szekspirowskiej nadal jest i winna już zostać niepozbędnie 
związana z tematami z odleglejszych dziejów czerpanymi. Jak 
boMiiem psychologiczni*' biorąc najbardziej z ludów europejskich 
podobniśmy byli w czasach Batorowych i Zygmuntowych do 
rmrry' o/d England medyawelu, jak podobne typy reprezentacyjne 
wydawały i oficyalne życie i «' wość przecitjtnji staropolska 

i łiHźbietańska. tak i teraznajs^ .. .>.... cjsza bo nujsympatyczniejnsa 
artystyczna reinkarnacya tego życia t. j. dramat historyczny pod 
wzglcdem formalnym winien być zbliżonym do obdarzonych 
pov ' -• :em wyj:''- ■ nieśmiertelności, takichże restytucyi 
dr.i . nych aii^, ii. Tembardziej, gdy się przypomni, 

że ta dowolność architektoniki. ten niedający s\^ zatrzeć 
czy zaprzeczyć brak dyscypliny i konstnikcyi, czy nawet wzgarda 
rygoru i ładu formalistycznego będzie rasowym odpowiednikiem 
do takichże typowych cech charakterystycznych naszej zbioro- 
wości etnicznej, naszej i>olskiej we wszystkiem gospodarki. A jeszcze 
tem bardziej, gdy się prz3T)omni tu, że w Szekspirze wobec 
całego ogromu rekomi)ensat na innych polach i płaszczyznach 
twórczości, dla wielbicieli twórcy Hamleta kwestya doskonałości 
formy dramatycznej poprostu nie istnieje. Dla miliarda Iwwiem 
H-yznawców Szekspira z wszystkich ^^^eków i narodów, łatwo 
umiejących doszukać się w najbardziej romantycznych jego 
komedyach istności bezwzględnej logiki wewnętrznej, znąjdt\ją- 
r.ych w najrozwleklcjszej nawet histoire en artion, w n{\jdowol- 
niejszyra nawet korowodzie horrorów i komlzmów mocną, jedną 
i jedyną zawsze ideę ogniski^ącą, dla tych zbożnie podziwiają- 
cych niesłychaną konccntracyę twórczą i jedność celowości 
w każdym organizmie dramatycznym i jego instynkt drama- 
tyczny i jego moralny walor... ciJy rezaltat artystycsny Szekspira 
jest symbolicznym, tryumfalnym wyrazem właśnie ładu w cha- 
osie, piękna w nieregularności, ustroju w żywiołowości Aczkol- 



— 86 - 

wiek w poiisiwiti iworczusci Szeksjtiru każdy dramat poncse- 
gólnie wzi<2ty ze stanowiska konipozycyi sądząc, jak niegdyi 
naita Rzeczpospolita, krzćpko .nierządem stoi", to Jednak cale 
mocarstwo, ca^ Cosmcpolis Muzy Szekspira ma jednak wie- 
..,.."♦•/ byt zapewniony, l)0 ma w ' • noc zak' * • ■ -irn 

j żywotności, zwycięsko przetr/j _ j krótk _ ._. 

wot wszystkich dzieł pisanych formalnie władnie w posłuszeń- 
stwie „niewzruszonym** zasadom i regułom tabi 
stycznej. Ta cała nadbudowa dramatyczna epoki .. 
Jeet bowiem pełną bez reszty sumą wszystkich 
B sobą nierozłącznie pierwiastków, tworzących kal* 
Sseksplrowskiego świata, więc: podniosłości i cudactwa. 
i ordynarności, harmonii i gwałtu, fałszu i szczerości, n 
ności i delikatności, wszeteczeństwa i idylli, hipochondryi i dyony- 
ząjskoścł, gruboskórności i wytwomo.<ci. rubaszności i ci* 
zdrowia i kalectwa, chamstwa i słodyczy, rozpasanego 
i rozpasanej rozpaczy, zaborczości i abnegacyi. A W8Z\ 
w zwielokrotnieniu i w spotęgowaniu, w wybuchowości i w mocy 
OStaleoSDĄJ daje realistycznie wiemy wizenmek Szekspirowsldej 
spdeeiności, stanowi najpotężniejszą dotychczas manifestacyę 
literacką najdoskonalszej po dziś dzień rasy ludzkiej, i Jest wreszcie 
najdokładniejszem pan-unlwersalnem zwierciadłem całej psychy 
calowieczej Już bez wzj''^'— ■.-' ' — --^'- —""/^'WmBij... 

Motaa zwać dzieł. i racony 

i Dantt: .Boską Komedyę", tragedye Sofoklesa, Calderona, 
Raąyna i komedye Lope de Vegi czy Goldoniego. To pewna, łe 
w tych wypadkach słowo „nieśmiertelno.<ć" będzie zawsze 
licimanem i frazesem, rzucanym na kredyt Encyklopedyi; mało 
bowiem okaże się chyba śmiertelnych, którzyby któreś z tych 
dsieł nieśmiertelnych do końca doczytać się ważyli Siekspir 
jedyny poioeiąje nadal jednym z autorów nąjwięksse tantjemy... 
nieodbierąjącym. konkurentem bez konkurencyi, lywalem zawsze 
zwycięskim. 

Jeszcze dziś tak nie ufamy, aby ten Wszechświat Wr^^ł^^- 
łni mógł jeden oilowiek zrodzić, że przypisi\jemy iw 
Saekspira (zwanego Już przez kolegów factotum) to Baconowi, 
to hr. Rutlandowi, to całemu konsoreyum genialnych drama* 



~ R7 - 

tystttw. Wydali jego jesi tyle omal, ile wydaii Biblii. Każde 
pokolenie w każdym narodzie zachodnio-europejskim uważa za 
swój kulturalny obowiązek mieć swoje ^.i^eneracyjnc" wydanie 
Szekspira. 

My wydania obecnego z wstępami prof. Dybowskiego 
nletylko wsadzić się nie potrzebiyemy (jak niektórych wydań 
własnych naszych sławnych klasyków), ale możemy z niego 
byó domni. Gdybyśmy jeszcze założyli u siebie w tym roku 
jubileusaowym Towarzystwo Szekspirowskie na wzór niemieckiego 
(pięćdziesięcioletniego) i angielskiego, kulturalny obowiązek 
spłacenia długu wdzięczności względem najpotężniejszego geniussa 
literackiego świata byłby spełnionym. 



3-^ 



TEATR IRLANDZKI 




czasu, kiedy pisałem o „Odrodzeniu Er^nu" i o irlandz- 
kich autorach, W. B. Yeatsie i G. Moorre, upłynęło 
zaledwie kilka lat; w najśmielszych nawet marzeniach 
nie można było wtedy przypuszczać, że to zmartwychwstania 
celtyckiej kultury w tak krótkim czasie dojdzie do tych rezul- 
tatów, o jakich dochodzą nas wieści obecnie. Całkiem równo- 
legle z politycznera dźwijjaniem się Erynu, o którem czytać 
można codzienne niemal biuletyny w europejskiej prasie, po- 
suwa się naprzód potężne dzieło duchowego rozrostu tego sobo- 
wtómego nam narodu, tych „Polands of Western World". Już 
nie w czternastu a w tysiąc czterjstu kołach ludowych uczy 
się najmłodsze pokolenie starego gaelickiego języka, już wy- 
chodzą obok Nation Gavan Duffyego systematycznie pisma 
o dziwnie brzmiących tytułach: ,An Claidheamh Soluis' i „An 
Lochraun", stary liojowy ,^amhain" drukiye się teraz peryodycz- 
nie, nie w luźnych zeszytach. Sztuka ludowa stosowana pod 
macierzystym patronatem angielskiej „gubematorowej", lady 
Aberdeen, i dzięki gorącej, egzaltowanej agi tacy i dam z arysto- 
kracyi. rozwija się potężnie i zaczyna być faworytą całego Al- 
bionu. Najpotęinią|si;y jednakże dowód żywotności i mocy 
powstającego z uśpienia niewolniczego narodu daje ten dział 
sztuki, który wszędzie jest odzwierciedleniem psychiki rasowej 
i wszędzie siłomierzem intelektualnych, moralnych i organiza- 
f •"r''h sił narodu, to jest dramat I w tym kierunku zrobili 
;ycy w ostatnich dziesięciu latach tyle, ile zaniechali 
i zaniedbali w ostatnich dwustu. Jak się to musi cieszyć stary, 
zacny profesor Kuno Meyer (od roku już do berlińskiego uni- 
wer^yietn przydzielony), kiedy widzi, jak z tych kilku małych 
brossurak, które ongi wypisał w Lirerpoolu, naszperawsiy się 
pedantycznie, po szwabsku, w starych foliantacb klasztornych. 



— 82 — 

i« z tyf h małych Itląlków ziarenek wjpjzebanenn języka pri- 
ifUrego wyrasta teraz olbrzymi las: „hUyu gaelic^i". "--'')« 
powoli olhr/.ymia liczba tych biednych chłopów, cx> i le 

stukali nowej ojczyzny /a oceanem, a rośnie w oczach cyfra 
< /ł<iików lijci GHelickiej, ciiycle jeszcze pod i ■ \ mr. 

lA)u^;lai>a Hyde, rośnie cyfru tych, co zacz^ ;...,., ,,..- nówió 
nawet potocznie j<;zykiem rybaków z Limerick, i nędzarzy z za- 
«-hodnich brzegów, i starych uczonych filologów z Ozfordu 
i Can ' ' - .V '- * rv Kuno " że nawet ,.7"/m/j" 

w m.i: ^ . sala jego lon from Ancient 

— Irisch — Poetry**, doczekała się i zacna miss Horniman, ^ o za- 
kupionym przez nią Abbey-teatrze pisała gorąco prasa Londynu 
i Nowego Yorku. Widzi teraz naocznie, że pieniędzy nie „wy- 
rzuciła za okno'*. Cienzy się i stary pater Dineen a z nim pierwsza 
rota bojowników i rycerzy, zaprzysięgłych wiarę mitycznemu 
l^^^innowi, „Herkulesowi Krynu", bohaterowi prastarych klechd 
i legend, że dokoła taki ruch. takie życie, taka siła idzie od ziemi, 
tak się zmienia, przekształca, hartuje i oczyszcza dusza ongió 
rozpróżniaczonego, zdesperow imego, p^ackiego, WTzaskliwego. 
kłamliwego ludu, zdeprawowanego do cna pod batem i perfidną, 
wampirycznie polityką Johna Bulla. 

Trzydziestu dzisiaj okrągło męiów i kobiet o męskiej dziel- 
ności i śmiałof^ci pisze dla sceny irlandzkiej. Lat temu 15 było 
ich zaledwie trzech: W. H. Yeats, E. Martyn i Lady Gregory. 
Dziś wśród tych autorów czyta się już i takie rdzenne, jakowcś, 
jakby z Ossyana pobrane nazwiska, jak Seumas 0'Cnisin, Padraic 
<'olum. Mac Manus, Mac-Danogh . . . Wytworny paryzyanisttł, 
pr/yjiiciel Mallarmego, G. .Moorre, zaprziigł sic też do pracy inte- 
lektualnej „od podstaw" i należy do najżarliwszych. Nawet ten 
najkosmopoli 'szy z Irlandczyków, humanitarny !" ta 

i „tylko eii- •!<". Shaw, i)Oczuł w sobi»' "n,! ... ,vi 

irlandzkiej, 10 i/.i:!skiej i wypisawszy nąjmądrzf j.naj- 

pedagogiczniejszy dramat o „Drugiej wyspie J. Huiiii". obecnie 
gdzie może i jak może proteguje i |)0 pieni raso ^^ • • ival** Ol- 
tyzmu... Tak, tak... dzieją .się dziś na Z * rzeczy, 

o których się naszym socyalistom jeszcze nie śniło. . . Wszyscy 
ci łtowiem autorzy irlandzcy mają w najwyższym stopniu sumienie 



-- 68 — 

docyalne. fzmą się z ludu i dla ludu, eo jedniLk nietylko nit 
praeBłuuisa, ale potęguje w nich czucie ? ryoŁycsne, 

ale w caiem tego słowa znaczeniu: n..... e. Tu tet 

należy szukać przyczyny, dlaczego wńród nich jest tylu saty- 
ryków, tylu sarkastów, tylu ironistów, dlaczego castigando i ridendo 
starają się wpłynąć na przemianę psychiki narodowej i z wy- 
spy „marzycieli i świętych" a równocześnie z wyspy „tchórzów 
i krytyków**, „zdrajców i intrygantów", „niedołęgów i ślaraa- 
. ar<'»w*', „poetów i bajczarzy" uczynić wyspę mocnych, twórczych, 
..UKjrczych, żywotnych Keltów, „garnących pod się ziemię'*. 
Jeżeli przypomnimy sobie pierwsze czasy nowej sztuki drama- 
tycznej w Irlandyi, ujrzymy dokumentarycznie, jak zmieniła się 
atmosfera duchowa i zasadniczy pogląd na misyę dramatysty 
w narodzie niewolnym. Kiedy w roku 1899-tym założono Towu- 
i-zystwo Literackiego Teatru, wszystko stanęło pod znakiem 
i wezwaniem Yeatsa, to znaogr, w barwach mistyki. Chodziło 
wtedy o rzece świętą, o ratowanie duszy narodu. Ponieważ syno- 
nimem znienawidzonego anglosaksonizmu był gruboskóry, kra- 
marski, merkantylny materyalizm, więc cała grupa apostołów 
odrodzenia podniosła jako sztandar bojowy walkę w obronie 
wszelkiego idealizmu z Biataryą, z Uammonem, z Anglią. Rzu- 
cono się więc w otwarte ramiona drugiej ostateczności, w kult 
piovtoty i zabobonu, w miłość nędzy i przesądu: stara pieśń 
i^aiinna wiodła tę grupę w wyśniony świat cudów i baśni, cieni 
I duchów, tego, co nierealne, i tego, co tajemnicze. A, że Ir- 
landya jest Golcondą klechd gminnych i ziemią obiecaną misty- 
cała ta gromadka nowych druidów, obcych życiu 
^'izi, zatonęła doszczętnie w snach i w rojeniach.. . 
.I\si*yniczka Kasia*, fascynująca, cudownie melanchol^na 
kreacya Yeatsa, wiodła ich wszystkich w uroczyska i matecz- 
niki legend wyńnionego świata, z których już niema powrotu 
w reabie, istotne, twarde, l)eznadziejne życie irlandzkiej teraźniej- 
szoód W heroicznej abdykacyi z docMsności streszczała się 
ich ideologia, ratowanie tylko dasay zamierającego plemienia 
stało się ich celem, troską i hasłem. Aie jnż dochodziła do 
głosu i falanga nadchodząca, młodsza, inna. Zabmięcie po- 
przedników w abnegftcyę i apatyę, w egzaltowany kult piękna. 



— 64 — 

w cierpienie dla cierpienia, w kismei estetów oprzytomnlło 
Mrreszcie noMryrh * '.eh. I oto dsiałacs luzi^e cfeba« kapłani 
schodzą z kann . i wież, .sterczących dumnie" w azare, 
znojne, twarde życie chłopskie i robotnicze, stare liry złote 
wieszają na gałęziach równie prastarych dębów. Poeci patrzą 
rzeczywistości prosto w twarz i nietylko nic cofi\)ą się. za- 
krj-^łszy oczy dłońmi, ale decydi^ą biQ intcr\^eniować, prze- 
kształcać, reformować, nietylko kwilić, ale krzyczeć, nie lamen- 
tować, i^ ilać tego, co było, ale zastann fid 
tern, co i , .... . . .,-.ać się myśleć o przebudowie, al^^. . , . ^ . jio. 

Scena irlandzka staje się areną, katedrą, kazalnicą, minaretem 
muczzina, konfesyonałem nucyi, parlamentem duchowym narodu, 
któr}' jeszcze nie ma parlamentu politycznego. I oto powstaje 
cały szereg dzieł dla nas polaków, bardzo, bardzo ciekawycłL 
Te wszystkie utwory bo>\iem można tłómaczyć na polskie, 
zmieniać tylko nazwiska i przenosić je do nas i będą, jak 
żywcem wzięte z psychiki polskiej Weźmy takie J. C. Mur- 
raya : „Maurice Martę**, Lennoxa Robinsona : .Patriota** lub 
.l3rogi krzyżowe**, J. Campbella: „Sąd**, J. Birminghama: 
„Przedsiębiorstwo Eleonory**, J. Moora: .Niezorane pole**, 
J. Irvlfle: „Mieszane mi^ństwa**, Murraya: .Ojcowizna**, 
R Mayne: „Truteń**, W. Boyle: .Dziedziczny błąd*, a przeko* 
namy się kolejno, do jakiego stopnia irl;; mi 

.of the Western world**. Dlatego też zaj.^ ..w.w... y......v*.wv>aci 

piskiej z dziełami najtęższego z nich, J. M. Synga, to rzecz 
ważna, kulturalna i owocna. Między jego ^ł-ytwomemi symbo- 
Ucznemi satyrami, obok „Wesela szlifierza** i .W cieniu kotliny* 
jest buwiem to przedziwne arcydzido poetyckiego sarkazmu, 
ten kilkakrotnie ongiś wygwizdany paszkwil na psychikę cel- 
tycką : „The Playboy (blazonek. rycerz-pyskacz) of the Western 
World**. Dziś ten niby chłopski dramat stanowi, obok Yeatsa : 
.Countess Cathleen**, drugą perłę w koronie sztuki dramatycznei 
irlandzkiej. 

Dramat ten jest wstrząsająca satyrą wskroś genialnego 
i potężnego poety irlandzkiego, kU)ra w życiu duchowem ^yspy 
szmaragdową) wywołała ongi tak epokowe i druzgocące wra- 
żenie. Jak pamiętny wieczór .Wesela** Wyspiańskiego w Kra- 



— 66 — 

kowie. Obaj ostatni bardzi konąjącąj romantyczności swych 
narodów spoczywają już w jn^baeh ; oba dzieła przeżyły s>ł7ch 
tw(^rców i żyć będą nadal nietylko jako produkty natchnionych 
jasnowidzących imaginacji i dojrzałe owoce literatury, ale jako 
fakty zasadnicze, węgielnie przełomowe w życiu ogółowem oby- 
dwóch narodów, ni '- zych narodów. Twórca „Playboy'a** 
stoi również na pog i dwóch ideowych światów, jak słup 

na horjToncie, chłonący w siebie i blaski seledynowe ostatnich 
promieni ksjf^życowego idealizmu i silne promienie wschodzącego 
pozy tj-wizmu. Czterj' lata temu zmarły poeta natus baśnik 
i marzyciel w przedziwnych dramatach swoich stąpa mocną, 
pewną nogą po ziemi faktów i czynów, problemów i zagadnień, 
trosk i nędz, głodów i grzechów swego narodu. Ale, że jest 
poetą urodzonym, rasowjrm, predestynowanym, więc swe obrazy 
omal naturalistyczne z życia chłopskiego, rybackiego, proletar- 
jackiego, wi _^o ubiera w takie uroki balladystyczne, w takie 

powaby uc^i^w.-,.., w takie lśnienia zaświatowe — w takie 
tęczowe kolor>' językowe, swoje tematy ujmiye tak miękko 
a tak mocno, postaci kreśli tak bolesne a tak skomplikowane 
w swej prostocie, że te satyry z niepoczciwego, brutalnego ży- 
wota chłopskiego \*'ydąją się być to jakiemiś legendami z życia 
pierwotnych ludów aryjskich, to jak w tym „Playboy*u'* urastają 
do rozmiarów wypowiedzenia wojny całemu swemu narodowi, 
całej jego romantycznej, a raczej false- czy pseudo-romantycznej 
ideolc^i. TakSyndża: ^Rybacy morscy", jak „Krj-nicaŚwitjtych", 
„W cieniu kotliny **, „Brama więzienia** są to rzekomo tylko 
wizerunki wieśniaczego bytu z Donegal, z Mayo, z Limerick, 
z Adare, to krwiste, mstliwe, groźne, posępne, tragiczne, to 
znowu rubaszne, zatrącające humorystyką fragmenty bytu bez- 
ie kler>kalistyczną febrą roztrzęsionego ludu. Rzekomo 
i.mi^, .-arae tragiczne chłopskie konflikty dają i Murray i Bir- 
mingham i Padric-Colum ; emigracja ludu, nędza, głupota, anal- 
fabetyzm, zabobon, fanatyczne próżniactwo, farąjentyzm despe- 
r zawac^actwo, pieniactwo, brud, apatja iwTeszcie pijań- 

s - leczne niczem niewytępione, niezniszczalne, nieśmiertelne 
pyaństwo, oto różaniec psychicznych defektów i niewytępionych 
cech charakterystycznych, rzymski różaniec, jaki to do rozpaczy, 

NowftcijrMd. Sikie* Utanckł* ^ 



— WJ — 

to do wiclekMci doprowadza garść patryotycznych autorów 
irlandzkich walczących Jnk ^w. Jerzy ze smokiem degryngolady 
tego tak I -- w uroki psychiczne uposażonego, a tak moralnie 
upadłego, . acyjnic juiowe(^ludu irlandzkiego. J.Millingion- 
Synge w swych utworach dramatycznych nie rozstaje się prawie 
z niewolą i niedolą irlandzkiego il jaki«^ ^ 

bezpami<2tne, matczyne, tkliwe i czuic ...w.i mu bcy-..., ,.;... .4 „d- 
Icrywać ale i gładzić i pieścić rany ropiące sir tych wiecznie 
kłótliwych, wrzaskliwych, tańczących do upadłego, kujących 
się z lada głupstwa po mordach rycersko-bltnych, pełnych 
emfazy i blagi Patricków i Seumasów, Ji mnich i Douglasów. 

Synge przeszedł po dantejsku wszystkie ksi<^ piekielnej 
(jehenny źle się prowadzącego, źle chowanego, źle gospodaru- 
jącego, marzeniami się upajającego, w pięknosłowin, w patosie 
retorycznym, w bufon adzie heroicznej samobójczo roz- 
kochanego narodu. 1 stąd jego demoniczna furja i stąd gorycz 
piołunowa, z jaką ośmiela się zuchwale cały swój naród uper- 
sonifikować. zneutralizować, streścić i prześwietlić analitycznie 
w jednej postaci herosa-łgarza komedyanta-rycerza, romantyka- 
blagiera o takiem nazwisku, jakie nosił słynny heros — Bramarbas 
francuskiąj armii, ten, który ją przegrał do prusaków gen te 
Kelt: Mac-Mahon... 

Autorzy irlandzcy mają ten rys specyficzny, a może i na- 
śladowania godny, że biorąc w rękę pióro, myślą już tylko o tej 
Jedncy, o tej jednej kochance swojej, o tej jednej męczennicy 
schorowanej, skatowanej, a wciąż tak pięknej i wytwornej — 
o swej Ojczyźnie. 

Pisze pani Qregor>' dramat o Mojżeszu a trzeba c/\i 
to Parnell; pisze G. Moore ..The AposUe** dramat o św. I'. 
a wszyscy wiedzą, że Jest to problem skroś narodowy, rzetelnie 
nawet aktualny. To samo w potędze makąymalnąj ma i zmarły 
lat temu pięć sarkasta Synga — Jego chłop na scenie nie umie 
sobie naprzykład poradzić z siecią rybacką, kompasem, busolą, 
z mechanicznym siewnikiem — to znaczy Irlanc^a bezradna, tępa, 
cliłopeka, gamąjdowata. nieoswojona i nienawidząca tego 
wsąys tkl ego, co daje mocna, twórcza, depcząca cjrwUizaciJa anglo- 
saksońska; u Synga ślicsia czarnowłosa wdowa Susan zawodzi 



— 67 — 

dsiwDą, czaruwDą, starodawną, upojną pieśń Oisiniczną. Wszyscy 
mężczyźni na scenie zapadają w drętw, w porażenie psychiczne, 
w ' "■ \vu cała Irlanc^ja rozpoelyzowana. rozśpiewana, 

ro^. ., — aa, rozballadowana, irlanĄja, dominium klechd 

i klechów, ^useł i czarodziej st w, liryków i lirnikuw, włóczykyów 
tromtadratuw, bałagułów, szaławiłów, krzykaczy, egzałtadosów, 
oratorów i głodomorów. Niema tak eprzotyczne^o zda się f - ^ i 
czy środowiska antycznego irlandzkiein piórem w littj 
przenosionego, z poza któregoby nie przeglądała się ta blada, 
suchotnicza, umęczona twarz tej leV Inej, a tak jeszcze 

pięknej Maiji Magdaleny narodów. zg...wv.,;.tj chucią a potem 
skopanej butem bestjalicznie maskulinarnego i muskularnego 
Johna Bulla... 

Satyryk małego katolickiego naroau, Kiuremu szpik i Ktcw 
wysysa od lat 600 olbrzym anglo-saski. rzuca swemu narodowi 
w twaiz rękawicę i zapytuje się go wprost, śmiało, t>ezwzględiiie, 
czy ^^Tście moi rodacy zrobili naprawdę wszystko? wszystko, 
żeby zasłużyć sobie na nią, na Pegeen Flaherty, na moc 
doczesną, na wolność, na szczęście? Powiedzcie, czy wasz he- 
roizm nie jest rozdymanem tylko konwencjonalnem kłamstwem? 
Powiedzcie, dlaczego nie zabiliście tego, kti'>rego trzeba było za- 
bić i z domu ^-ymieść? A jeżeli nie zabiliście, to jak macie 
czoło gnić, kłamać heroizm i gnić, hałasować, skomlić, skarżyć 
się, pisać poematy o sobie i gnić? 

Ale istnieje w literaturze dramatycznej irlandzkiej satyra 
jeszcze silniejsza i l)ezwzgl(;dniejsza, z którą zapoznać się w^arto. 
Jest nią zaś Gerge'a Birmingbama: „Generał John Regan'*. 
Już pr- iki miała przebieg wysoce dramatyczny. 

W niev=. .....j, - „..„.awnej, ale bardzo pretensyonalnej mieścinie 

irlandzkiej, w Westport, zaszedł mianowicie wypadek, chyba 
: y w dziejach teatru wogóle. Dawano tam w jednym 

z łioielów, wzałn^- • ■ ■ sali teatralnej, sztukę wesołą, 

graną przez przej< . „ . . . ,.. która atoli nie wzbudziła we- 
sołotei u pul)liczności, ale wręcz przeciwnie, doprowadziła do 
tego, że po pierwszym zaraz akcie wygwizdano autora, po 
drugim zarzucono scenę zgniłem! owocami i stołkami, a po 
trzecim pubIicznoś<5 weszła już na scenę, potłukła i poturbowsiła 



— 68 — 

aktorów, rozwaliłii dckoracyi*. a wreiacie, podrażniona twym 
tiTumfem nad autorem i aktorami, pomimo oponi całej miej- 
scowej policyi.. z<! '1... doatownie zde- 
molowała i zrówn.i; :...., :. rym odwaion" ^i.. 

coś podobnego zagrać. . 

Sztuka, która wzbudziła tak Rilny rezonans u publiczności, 

nosi tytuł: ./' ' ' hn Regan"; pierwszy raz w Dublinie 

została zaimpr ; przez polaka, dyrektora Reperiory- 

Teatru, K. Dunin-Markiewicza. Autorem Jej jest ksiądz proboszcz 
łlannay, znany pod p i George A. ■ n. Za- 

stanawiającem w niej j* v j..,.,,...<lkowe podobic. v.,.. „ ^i.iwnyrh 
zarysach treści do sztuki, która rok temu w Warsza>»ie wy- 
wołała w Teatrze Polskim również natychmiastową reakcyę 
pewną) części publiczności, co prawda nie t ' ' wij. nie 

tak szczerą ł nie tak odważną; mianowicie a .. ^ :i Aten*'. 
Przebogaty amerykanin, yankee w każdym calu, przybywa do 
apatycznego, zadrzemanego w swem dolce-far-niente, nie- 
możliwego w swej biedzie i dziadostwie, ale pełnego szumnych 
tradycyi miasteczlca Ballymoy i tu dla eksperymentu psycho- 
logicznego, dla igraszki poprostu, wmawia w rozpróżniaczone 
a gadatliwe, politykujące i zakłami^ące się ^^•zajem obywa- 
telstwo, że dziecko tego miasta, zmarfy w Boliwii John Regan. 
doszedł tam do wielkich godności, był generałem, zwycięzcą, 
znakomitością, ergo należy mu ^^•J'stawi<? pomniczek. Oczywiście. 

na ten lep mr. Horacego Billinga w: ' *• ■ - .n 

miasteczka i „kawał, |)ozwalający i 

widzem całej Jeszcze-romantycznej, celtyckiej psychiki spół- 
ciesnego, wiecznie prowincyonalnego irlandczyka. znakomicie 
się udaje. Odsłonięcie pomnika „dziecka Balynioy". bohatera 
boliwijskiego, Jest też kulminacyjną tej komedyi sceną, któr.} 
Londyn oklaskiwał przez cały rok 1913, a po której miasteczko 
Westporst zburzyło doszczętnie nawet gmach... w którym .coś 
podobnego** grano. Analogie w akcyi, w figarach, nawet 
w scenach całkiem przypadkowe i mimowolne między polskiem 
a irlandzkiem dziełem dowodzą jasno znowu. Jakiąj bmni 
i Jakiej to taktyki chwytają się satyrycy, aby zwalczać 
I jukcesem ta same wady, niedomagania* dysformacye, ma- 



— 69 — 

niactwa, defekty, te same charakterystyczne r>*sy w ł)liźniaczo 
do siebie podobnych narodach, „narodach, kióoni .siy nie 
wiedzie*. Proboszcz irlandzki, postawiwszy na nogi cały szereg 
sylwetek małomiejskich z lordem, hotelarzem, dziennikarzem 

(Tadeusz GoUigher, redaktor: „Orła Cor --i '-:-"; f,a czele 

v^7kazuje wszystkie siedem grzechów gi ^ indziesiąt 

ubocznych, z powodu których dla Irlandyi europejczyk czy 
amerykanin nie może mieć szacunku, a co najw7Żej litość, 
z powodu których Irlandya jest krajem pauperjstów, cierpi na 
chroniczną emigracyc. na hyperprodukcyę analfabetów i poetów, 
no, i z powodu których homenile, tak szybko dla południowych 
afr>kanów uchwalony, z takim trudem rodzi si^ dla Szmarag- 
dowej „świvtej** wyspy... Małe Ballymoy je^it miniaturą całego 
narodu. Swojsko tu, ale brudno i niezdamo. Pracę uważa się 
za p: two. Wielkie tradycye rjcerskich czasów, zobo- 

wiaziij.j .iii.ij jednakże do ciągłych, bezpłodnych rozpami^^tj-wau, 
ś\vivceń, lamentacyi i autoadoracyi. Nuda życia w nędzy, 
w obszarpaństwie, nieporządku, wręcz wschodnio-słowiańskim, 
każe kurczowo (ęaknić za ^^ ' -mi nadzwyczajnościami, 
upomie wierzyć w każde nadzi:.^ : .ości, marzyć o coraz to 
innych mirażach. Mali spółcześni żyją ciągle kosztem wielkich 
umarłych**. Niema końca rocznicom i jubileuszom. Wszyscy 
ustawicznie nie mają czasu, a nikt nic nigdzie nie robi. Cały 
naród ciągle zgorączkowany, zadyszany. Bardzo łatwo się tanio 
egzaltąją, jeszcze łatwiej zapominają, co ich właściwie wczoraj 
w drogą ekstazę wprawiało. W każdej rodzinie rodzi się co 
czas jakiś druid czy bard, ale alkoholików nieuleczalnych jest 
jednak więcej. Na każdym rogu ulicy stoją sentymentalne 
gaduły godzinami, a całe Imperyum angielskie nie ma tylu 
miodopłynnych złotoustych, co małe Ballymoy; no, i tyle głów 
dyplomatycznych... Tylko nie trzeba im mówić, że są rozleni- 
wionym zaściankiem, że ich polityka ma siłę palca, kiwającego 
palcem w hucie, że ich domostwa są gorsze od >iigwamdw 
murzyńskich i że blaga ich fałsiowane^ ideailizmu już się 
przejada. Na te prawdy są bowiem nadmiernie wrażliwi, 
czasem nawet, jak stare histeryczkL Tego też nie trzeba im 
mó^ić. A natomiast trzeba im mówić, jak w sztuce Birming- 



— 70 — 

haniA, i.o mnjji jeszczo y\[v,vi"< Ih>! odowc^^o <lo .<wu;- 
ceń, do jubileuszów, do reiurvczn.vch ^ , . a, do marzec icLskirj 
egzageracyi, do zaimponowania sohle Ramym I nędznej, 
,w oczach się rozpadąiącej" Anglii i całemu świata; i to bo- 
hatera, o V:* nieli. W to łatwo uwi' - ■ •• •"-»'^ 

dseni na i>< -w. Wtedy bowiem ni« 

znowu ani budować dróg. ani ziemi lepiej oracS ani stawiać 
fabr}'k, ani szpitali, ani tamować emigracyi. ani zwalczać 
alkoholizm, ani analfabetyzm tępić. Należy im tylko szybko 
¥nuiic^ć nowy pomnik „odkr>'temu. wielkiemu rodakoMri"... 
A potem o tern mówić i mówić, pisać i pisać... i rymować... 

To im także mówił ze sceny yankco an^ ' ' " 

P. Billing, a raczoj jego ustami nowoczrsny ;> 
J. O. Hannay (autor świetnej również Eleanors-Enterprise). 
Ale poznali wreszcie... ci (jak mówi publicysta Kellcy w piśmie 
„Leader") polacy Zachodu, w czem rzecz. I w m **""^ Tiia- 
steczku nadmorskiem w Westport doczekał się wresz my 

satyryk tryumfu, jakiego mu można pozazdrościć... Zdemolo- 
wano nawet hotel, w którym /ugrano mz jego rodakom 
prawda, a nie bajkę o narodzie irlunil/ki<n 



1\ 



BIBLIA BELGÓW 




^wał jeden z nąjenakomitszych spółczesnych bel- 
n TH. .r^rtw, Lamin Lemonnier, książkę francuską, 
z druku w r. 1867 pod dziwnym tytułem: 
La iegende et ies aventures hćroiques, joyeuses et glorieuses 
(fUlenspUgel et de Lamme Goedzak au pays de Flandres et 
allleurs". 

Biblia jest to, jak wiadomo, książka, czytana przez nie- 
wielu. I istotnie, książkę pod tym tytułem zna tylko inteligencya 
belgijska; są uczeni, artyści, politycy, malarze, którzy kochają 
się w niej i nie rozłączają z nią; w szerokich kołach jest mało 
znaną, o popularności niema nawet mo^^y. A jednak jest to 
dzieło, w którem streściła się cała w wątłem ciele małego narodu 
zamknięta, mocna, prężliwa dusza ukochanego dziś przez cały 
świat cywilizowany narodu, jest to dzieło herliowe, sztandarowe, 
symlx>Iizqj%oe cały szczep, epos narodowe w całem tego powa- 
żnego słowa znaczeniu, a zarazem jest to jedna z najmilszych, 
najzabawniejszych i najrozkoszniejszych lektur dla czytelnika, 
który potrafi się wyemancypować z pochłaniania tylko teraźniej- 
szości, a zagłębić powoli w ol)ce światy, w zamierzchłe czasy, 
w staroda^^Tie narracye, sposoby i style. 

Autorem „dUlcnspi^gla**, czyli Sowizdrzała belgijskiego, 
jest zmarły lat temu trzydzieści kilka Charles Th^odore Heniy 
de Coster, autor , Legend flamandzkich" i „Opowieści Braban- 
ckich", pisarz za życia swego znany tylko nielicznej grupie 
najwytwomiejszych mózgów swej klasy i rasy, po śmierci bardzo 
\\*>'soko oceniany i opisywany, dziś pomnikiem uczczony, i za- 
liczony do klasyków. W pierwszych swych utworach zdecydował 
się de Coster skonstruować dla swoich tematów język specy- 
ficzny, sztuczny, naśladujący francuzczyznę z XVI-go w., rabeli- 
zi^ący i archaizigący coś, coby sławiło Jego opowieści: Les 



_ 71 — 

irłrti de ta bonne tro^ne. Jus feu-nns (tharcktrutoifr. (Nok 
Uulzakosklch: „Contr < *!r!atiques", Olu hwcjcu duputł. wihyi- 
dtając BBchM^^t i wd/ : znawców i lubowników ( G. I )e8chancl) 

ihifttnicye genialnych en w (Ropn), ale nie zynki^Jąc uznania 

w sMTokich kołach r 7o)<o. któr>' zawsM i wai^dsie 

domaga tlę Jasnej, •/pnej prozy reporteraklego, 

wulgarnego prostactwa. Ten to autor, z zawodu profesor litera- 
tur}- francuskiej w kaideckią) szkoło wojskowej gminy lxell€s 
w Brukseli, dał swemu narodowi prozą pisanego flamandzkiego: 
,Pana Tadeussa", który, coprawda, dopiero teraz niedawno 
przetłómaczono na flamandzkie narzecse (1896, ylaamsdi yer- 
taald dor Delbecgu en Johan). Książkę t^ powinniśmy potnać 
w czasach, kiedy pokój nastanie. Rozwiąż nam ona Mgadk^ 
psychologiczną, skąd w przebogatym i sybary stycznym narodzie 
kupców, Jobberów, mercatorów, kolonistów, aferzystów w chwilach 
decydujących W7bucha przeczysty" -^""^stym słupem bohaterstwo 
bezinteresowne i zapamiętałe, h/ i ofiamicze, i dreszczem 

podziwu i uwielbienia wstrząsające. Książka ta opowie nam. 
polakom specyalnie, że zmysł dla handlu, przemysłu, interesów 
bynajmniej nie wyklucza instynktu bohaterskiego w narodiie, 
Jak to nam ostatnio suflcrowali chytrze i z powodzeniem krajowi 
cudzoziemcy, oburzeni na nas. ie od lat kilku „przybyamy ruble 
na gontynie narodowej", „że wyrzekamy się rycerskiego testa- 
mentu wiesseiów romantycznych", że „szkaradzimy duszę 
sarmacką merkantylizmem amnykańskim"... 

De Coster bierse postać legendarną z opowiećci gminnąj 
średniowiecza mieszczańskiego, znaną zresztą z kroci ksląlecsd^ 
i w Polsce, figurę alegoryczną specTslnle, w Belgii ki^emu 
ditecku nawet znaną, Dyla Sowizdrzała, mlesscnńskiego Stańczyka, 
wesołego hsrieklna i okpiświata, płatającego otocMnlu psiknqr 
iłoflhre, niefrasobliwego wtóczągę Jarmarcmego, drsźiiląosgo 
i epati^ącego bez wytchnienia ^>asłe i śpiące „burżujstwo* 
bogatych miast I mlastecsek flamandsldch. Tego to Sowladmła 
de Coster stawia na tle rozbudzonych i rozgorzałych walk I bąjdw 
o nlepodlei^ość, na tło rewolucyi, wymierzona przeciw gniotą- 
cym Jego ojczyznę HohenzoUeroom .średniowiecza, tj. Habsburgom 
hliipirtskim. 1 oto pod piórem szlacheUiego patryoty-poety. 



— 7fi — 

z moonc ; f •!'.".: \s\-!i';t;i postać „gorzkiego ł»iazna'*, 

zd<»li.<'i;o z i ulkti do irytowaniu hlaweinych 

kołtunów i łyków. . :jych ^foluszników** i „tkaczów", 

„l'as«<rmoniików** i miodosjiników z Ganda^^7, z Arras, z Ar- 
ii • - ■ - >ta przed oczyma czytelnika w gonjcej, pło- 
ni 'rze buntu narodowego na działacza świętej 
sprawy, na bojowca wielkiej idei, na agitatora i organizatora 
!>' ruchu wolr 'Jco. Z mięsopustnego zawalidrogi, 
d: ^'0 siej z przł ....^.„..imi i w tej fazie, i w tej postaci, 
zi _ licznych książeczek medyawelu, z wartogłowa i bibosza 
przekształca się de Costerowy Sowizdrzał w mocny symbol roz- 
budzonego gniewu ludowego. Ten, co tłukł kiedyś tylko gliniane 
garnki babom pod sukiennicami, teraz wstrząsa pierwszy 
żelaznemi oków ami, pętającemi dumnj', patrycyuszowski, twórczy 
naród Egmontów i Arteveldów. Ulenspi^gel wędruje ze sw^m 

Sh"'^'^ '"'msą z m>asta do miasta, z ]■'" "zu na kiermasz 

z lii buntu i niezadowolenia. wa i pogardy. 

Podjudza, wyśmiewa, budzi z uśpienia abnegujących i zrezy- 
pn ' jotniałych w niewoli tiiszpańskiej, a ongiś 
ha: :. . ^.: eh flamandów. Pełno go w gospodach, w goś- 
cińcach, na rozstajach. Sowizdrzał uczy, kogo i jak nienawidzieć. 
Zagrzewa, rozpala i rozdrażnia zwolna przecierających oczy 
belgów, „wstrząsa snem narodu", ospały lud wypycha na bary- 
kady, popędza do arsenałów, w ręce im wciska berdysze i rusznice, 
lonty i żagwie. I wreszcie dopina i dokazuje swego. Lud flan- 
dryjski zrj-wa się i powstaje, wybucha rebelia żebraków, Guezdw, 
„braci leśnych**, jak długie i szerokie La Neerlande, tworzy się 
konfederacya w Breda. Demon Habsburski, Filip II, wysyła na 
zbuntowaną Belgię naprzód księcia Albę, z rajtaryą niemiecką 
i rotami albańskich górali, poczem Don Jouana d'Austria. 
Ojczyzna wstaje w płomieniach buntu i twórczej nienawiści, 
w czyn zamienionej. Okrzyk: Plaendren ende Len! Flandryo. 
do Lwa! wstrząsa powietrzem. Pajac z Damm okazał się Sal- 
vatorem, zbawcą. 

Taką jest ideowa osnowa powieści de Oosterowej. nad 
kt^rą ten spokojny, sztywny na zewnątrz, a w sercu gorąco 
miłujący i nienawidzący poeta pracował po Flanbertosku krągło 



— 76 — 

lat cztcni i < i*- W przedziwnie barwnym kaieidoskopie kilkniet 
Jakby uru« h .unonych w dreeworytowej manierze obrazów 
Brouwera, Teniersa, Jordensa, Ostadego. Steena. Woiiwermana. 
Breugbclów i innych pr/esuwa się kronika ' 

wesołego kpianui. ■ - l/jijącego się w nif^/^ 

narodowego risor . idącego z kai i ii-«;i. ii. 

przed szeregiem tych. co wypowiedzieli walkę na śmierć i życie 

nąjezdniczej IjTanii. - • bunt fury! ludowej i " 

burzę wojny wyzwoh;. .,. Z surogiitu j^minnej^o nu ; 

pusinej i tr}'M'ialnej lejcendy szlachetnej geniusz płsanwi b4_ 
skiego wyrzeźbił nic (łająca się zapomnieć |)08tać. mającą coś 

Dyogenesowego, coś Don-Kiszotowe^r ■■■■'■■ ' ■ " ■ ' - ' ' '■ 

„błaznów", mędrszych od króli", a V-. ._ ,. 

ludu. W tym Ulenspieglu pozostaje już bardzo niewiele z pro- 
totypu małych ludowych ksL^żeczek. Z figurki ogólno-centralno- 
eim)pejskiej staje się Ulenspi^gel typem reprezentatywna 'v 
skroś fizyopsychologicznie rasowym, flamandzkim. Cała r«'/ . 
rodność i biyność, trzeźwy realizm i somnambuliczny mistycyzm 
tego szczodrze i hojnie genialnością obdarowanego narodu 
i rut>asznego, i wyrafinowanego, i dobrodusznego, i okrutnego, 
i bachicznie Rubensowsko używającego, po Meumerowsku pra- 
cującego ludu, cała stubarwność i t^zowość charakteru 
nócrlandzkiego magicznie z' -^ ' wała się pod tchnicnifm 
de Costera w tej postaci, wy Aanej na skończoną jak; > 

formułc-kwintesencyę narodu króla Alberta. W i^-j-cyzelowanej 
przemistemie „figurze n " • . *, .^rzkiego błazna" 

uo.sobił de Coster i głos : v..... . . v^u całego, nadewszystko 

umiłowanego ludu i dał wyraz jego rozbudzonego samozacho- 
wawczego instynktu. Proces psychiczny w duszy beztroski 
pędziwiatra, zajętego początkowo t " - ' - nmi błażm 
stwami, wywyąjącego kaduceusem i r , • naokół po- 

cidd prawdy, owinięte w l>awcłnę żartu i fraszki, proces w dusz^* 
wesołka, z którego szdUeństw zaczyna zwolna przeglądać pev > 
metoda i któr}* z czjisem odsłania się i i\jawnia, jako koii^« 
kwentny, logiczny działacz, przejęty Jeno fanatyczną miłością 
uciśniętej i zdeptanej ojczyzny, przeprowadza de Coster 
z maestiyą nie|>orównaną i tak zachwycająca, że godziłołiy 



- 77 - 

się Już raz postać tę postawić obok takich wszechświatowych 
arcytyp<Sw, jak: Don Kiszot, Robinson, Wilhelm Tell czy Joanna 
f\' \' !..,.,> • ■-racya, niezwykle rzeźbiarska plastyka i zdarzeń 
zg iisywna^ć retrospektywnej wizji XVI ^ieku, 

a wreszcie i gł()wnie bijąca ze wszystkich stron młoda radość 
życia, wola życia, wiara w ^de sprawiają, że książka ta musi 
stać się istotnie biblią belgćw i księgą, którą czytać winna 
Europa, młodzież eorop^ska, a przede wszy stkiem młodzież 
r '-! .1. Zasługuje na to ze wsiechmiar de Coster, homo unius 
;/'r ;i więc pisarz już ter*^'*'^'"n wzbudząjący wielkie zaufanic. 
Za-ł licuje na U> ze wszech i i lon bohaterski, zdrowy i mocny, 

młody i ufny, który czytelnikowi pozwala żywić bezwzględną 
p< że naród, który umiał zrzucić z siebie, za czasów 

Lk.. , . oia, Habsburgów hiszpańskich, zrzuci dzisiejsze jarzmo 
Filipa ll-giego, karykatury protestanckiej. 



YERHAEREN 




•iną z najpiękniejszych odpowiedzi na ankietę Sien- 
ie wicza w spraiKie wywłancMń w Poznaiiskiem dał 

I. mil \'erhaeren, dziś mołe pterwBsa z największych 
chlub francuzkiej Hieratun' i jedna z najciekawszych fizyognomii 
ducho^-ych Europy. 

Urodzony pod Anvers, flamaudczyk z krwi i kości, z bardzo 
czi\jną soli"^"-"' -*ią i odczuciem plemiennem, pierwszy tom 
poezyi Jcl -r yrsdoA krągło 25 lat temu. Jeszcze kiedy 

był prawnikiem na unił^•e^sytecie w Lowanium, wydawał pismo 
akademickie ,.La - o** na współ z dzisiejszym słynnym 

f^piewakiem wagii< .im, Van Dykiem. Z czasem bierze 
gorący udział w pierwszych kampaniach Młodej Belgii, współ- 
pracuje kolejno w organach bojowych nowej sztuki, szczególnie 
solidaryziyąc się z tem malarstwem, które reprezentują dlań 
nazwiska, jak Renoir, de Groui Monet, Sisley, Meunier, P. Signac, 
van Rysselberghe. Formalistycznie wychodzi z między pama- 
sowc«>w, używa jeszcze przepoprawnych aleksandrynów, hy- 
pochondryczne impresye wiejskiej Flamandyi zamyka nawet 
w kształt sonetu; duchowo jeno wyzbywa się objektywizmu 
Pamasowców, a lirj'zm swój subjcktywiziye aż do stopnia, 
który jego monograf A. Mockel zwie parok^mem. Na wie^^, 
chłopstwo, młócki, zwózki, kirmessy, wesela, życie ferm, 
młj-nów, wiatraków patrzy silnem obrzydzeniem ze stanowiska 
Zoli, Maupassanta czy Uspienskiego lub Mirbeau, czasem tylko 
wznosząc się z poziomu znużonej, ziewającej, chorobliwej 
depressyi do stanu nabożnego ^^ytchnięcia, podobnego jakby 
atmosferze obrazów Milleta (Angelus). Z biegiem lat prze- 
chodzi \'rrhacrpn proces duszny, który jest omal typowym 
(ila pokoiriiia, dziś do pięćdziesiątki się zbliżającego. Pojedyncze 
etapy te^o procesu, od absolutną) negacyi życia aż do jego 



N««*nwi«k >y:..ic« UlMadUo 



— aa — 

ukocham swietiu' tomy poezyi at>8oluŁnych: .Pleśni 

frtłnocy-. ..Mnichy**, „Wieczory", .Klfjski*. „Czarne iagwie*. 
„Wyprawy widziadłowe**, „Krąjo' ' iźni**, iiż do ostatnich 

lomrtw. jak: „Miasta kiwzuce", „ :; ;iego żywota", «Jaane 

godziny**, „Godziny popohidnlowe". Z każdej strofy tego Impo* 
fuii;iccgo cyklu wyjawień psychicznych, z tejco pamiętnika 
ilu.szy, skroś nowoczesnej i ! ' -^nj, przeb^a się tlo kato- 

lickiej, tajemniczej, pehiej ech Flandryi, tęsknota 

elegyna poety za jednolUośclą kultury dawnej, ryoeraki^, 
średii nej, a niechęć i obawa przed szarą pstrością, 

gmini.v.. V .., . hałasem dnia dzisiejszego, industryalneg^ i zgieł- 
kliwego, brzydkiego. Liryk Yerhaeren jest w technice sw^ 
bojownikiem verslibryzmu. będącego organiczną formą jego 
emocyonalncj poezyi; ale tensam liryk jest również potętnym 
dramatykiem, Ictórego w wielldm stylu koncepcye olśniewają 
plastyką poetyckiej wizyi, przekonywującą siłą dyalogów i prze- 
dziwnie skondensowaną aiystokru tyczną atmosferą, całkiem 
odseparowaną od faktyczności życia istotnego. Dramaty te to: 
„Klasztor**, „Philip II**, „Jutrznie". Tylko ten ostatni przyswoiła 
doskonale naszej literaturze pani Markowska, podczas kiedy 
tak Filip II. to głęboko ludzkie studyum duszy posępnego, ale 
konsekwentnego, jak spiż, władcy feudalnego, jak rdwniei 
Klasztor {T. 1900), 3 aktowy obraz twardych zgrzytów tragicznych, 
w pozomąj sielance ascetycznego życia 7 mnichów, zasługują 
na jak najszybsze przetiómaczenie na jęsyk tego narodu, o któ- 
rym tak mocne i zdecydowane słowa wypowiedział genialny 
elegik łiieratycznego katolicyzmu. 

Dziś ten wróg wielkich metropolii z bezgrai 
swych Idęsk duchowych, przeklinań życia i oma. ^ ... ■.v'^.v^..jv.h 
wstrętów do wszystkiego, co dzisi^sze, wydobył się na jaśniąjszą 
platformę spokojniejszej dyspozycyi dusznej. MonograHa 
o Rembrandcie ukrzepiła Jego siły przez spółiycie duchowe 
z kolosem mocnym, twórczym, muslailamym, dobywającym 
błyski światła z największych posępności. Z hołdem dla artysty, 
który napisał wstrząsającą monumentalną sc^nę Filipa U nad 
zwłokami Don Carlosa, z hołdem dla liryka, z którego 10 tomów 
byą wieczorne opary zroszonąj znojnym potem gleby flamandz- 



— 88 — 

kiąj, niech się oto łączy h<>łd dla człowieka, który długie lata 
był t Vander-Veldem filarem sekcyi sztuki we wspaniałym 
.Maison de Peuple", a który dzisiaj nie wahał się Niemcom, 
od dziesięciu lat zachłannie annekttgącym go w obręb promie- 
niowania germańskiej kultury, powiedzieć słowa prawdy. Oratiis 
ar^inuR valida! 

Człowiek ten trzydzieści lat temu był obrazem nie tylko 
wszelkiej nędzy i rospac^, zwątpień i rezygnacyi, niewiary 
w siebie i w ludsi, któiy nie tylko sam tonął w odmętach 
hypochondryi i anestesjri* nie^łko grzebał z uporem samot- 
nika w chorych trzewiach patalogicznej psychozy, nietylko 
opancen^ł się egotyzmem estetycznym od wszelkiego spółlycia 
z twórczymi, produktywnymi, działającymi ludźmi, który nie- 
tylko pr/cklinał dzień, godzinę i urocze Bas-Escaud, gdzie 57 
lat temu ujrzał światśo dnia słonecznego, ale wszystkie te de- 
fekta swej przypadkowo wadliwej, kalekiej czy nieleczonej 
dyspozycyi dusznej podniósł w górę jako godło sztandarowe. 
Będąc zaś od tej samej przeklinanej przyrody uposażonym 
mózgiem wulkanicznie i spontanicznie genialnego twórcy, z de- 
fektów tych wytworzył sobie mocną religią niemocy, którą 
z cichym fanatyzmem i monomanną zaciekłością apostoła ob- 
wieszczał a temsamem szerzył, rzucając od swej fascyni\jącej 
indywidualności na całą poezyę, nietylko francuską ale i za- 
chodnio-europejską, potężny cień. 

Dzisiaj ten „syn cieniów*, ten ong^ zatracony, .limmen- 
sement perdu". piewca wszystkich stacyi Kalwaryi twórczych, 
ten zaprzysięlony nieprzejednany wróg nowoczesności, ten nąj- 
umiłowańszj patron wszelkich desperatów i abnegatów objeżdża 
główne metropolie europejskie, przesiadając się jeno z rapidów 
w ekspressy, z ekspressów w rapidy i wygłasza po Europie 
w natłoczonych salach odczyt o zdumiewająco już anti-ver- 
haerenoekim tytule: Kultura entuzjazmu. Entuzjazmu! Zaiste 
przepotężne procesy i kryzysy musiała przejść ta olbrzymia 
dusza poety z nąjcywilizowańszego narodu Belgów w '- • — "-■ 
ten naród w sobie streszczająca i ąyntetyzi^ąca, jeż* 
który w jakichś dziesięciu tomach kazał i wieszczył kulturę 
depressyi, uczył misternie ospałej rezygnacyi, zachwalał dosto- 



-fi. dyffa- 
. , . ,; praktycznie 

rozumu i racjonalnego patrzenia w łyclc, Jeżeli ten picśnitn 
gorzkich żalów i cierpkich spotwarzań lk)żego świata uwała 
teraz za swój obowiązek wieszczy, za swoją mlsyę cywUisa- 
cyjną, za imperatyw swej twórczości niotylko całym szeragicm 
dzieł nowych dyskredytować twórczość swą z czasów pesy- 
mistycznego Infema, ale nawet osobiście w życie europejakie 
interweąjiyąc jeździ z Jednego miasta ^olbrzyma-g^owonoga** 
do drug^ąj „miastośmiomicy**, by apostołować idee, których sam 
tytuł zapowiada już: affirmacyę życia, kult życia, ukochanie 
życia .... urodę życia I 

I te kryzysy duszy Yerhaereuoskiej, te głębinowe prze- 
miany, jakie w niej odbywały się, zanim przyszło uniwersalne 
wyzwolenie prometejskiej natury z pęt i oków rdzawego pesay- 
mizmu, tu w najwyższym stopniu frapująca ewolucya twórcaa, 
ta droga od zmierzchu „Godzin wieczornych" do „Wzmotonśgo 
Blasku" dni dzisiejszych, od Mizcrere urodzonego do liryzmu 
i liryczności piewcy z lat klasztornych w Forges do Halieiąja 
wojażi^ącego dytyrambisty energii ludzkiej, to jedna z najcie- 
kawszych, nienapisanych Jeszcze ksiąg naszych czasów. Zmar- 
tw^chpowstały Łazarz Yerhaeren przechodzi bowiem wszystkie 
fazy duchowe od nąjskrąjniejszej negacyi życia aż do dyoni- 
zyjskiego przechwalania życia, nie tylko indywidualnie ale 
i uniwersalnie oraz symptomatycznie. To co on dynasta i grand- 
seigneur yi * łł intell** ' io z mocą tytan .do- 

mością nau ..ego ja^;. = ._.. a, to nasze ca.. ^ -nie 

młodych europejczyków przechodzi z opóźnieniem, wtórnie, za- 
leżnie, słabiąj, z drugiej ręki. 

W każdym Jednak razie, opłacające się z lichwą i szczę- 
śliwe nad wyraz zapoznanie się z Jego działalnością twórczą od 
Ją) debiutów samoanaiitycznych począwszy, od tych boleściwych 
zawodzeń, urągań przyrodzie, rzekomo okrutną) niszczycielce, od 
tych napawań się smutkiem de tout cela. od tych wyznali 
neurastenicznych, od tych jeremiad przewlekłych, anen\ji wy- 
chwalanych, paroksyzmów degout do bytu, obarczań bóetw 
wyrzutami i apoteoz samoznisscttlnośd cąy samoiatncaniA tó^ 



— 85 - 

nirwany aż do biegunowo odmiennych nastrojów i kolorów 
psychicznych złomów: , Palujące łany, „Godziny południowe**, 
to jest nletylko sybarytyczno-Iiterackie przywłansczenie jeszcze 
jednego iotr}'gi\iącego nas erupty¥mością swego talentu doj- 
rzałego i doskonałego twórcy, ale co więcej to walna pomoc 
w uświadomieniu sobie kryzysu, jaki każda nowoczesna 
jednostka twórcza wcześniej czy później musi przechodzić... 
a zarazem radosne przekonanie się, że te wszystkie identyczne 
cierpienia wątpliwości, szarpiące niepewności, nienawiści, bóle, 
<' inne konflikty, kwestye moralne, ataki wście- 

kł ._^ . buntu, które przed krystalizacją finalną dusza 

mężniejącego nawet pośledniego twórcy chaotycznie przechodzi, 
le same dosłownie przechodzi i kosmiczna, wszechświat w sobie 
tKiźwierciadlająca psythe olbrzyma duchowego, słupa ognistego 
epoki, reprezentanta czasów, tw«'>rcy przyszłych wartości, proroka 
nowych zakonów Yerhaerena. 

Dla nas zaś, polaków, zapoznanie się z twórcą dawnych: 
Zmroków, Kl^sk i Czarnych sztandarów, a dzisiejszych 
.Wyśnionych siół' i .Jasnych godzin' jest ze wszechmiar jeszcze 
pożądańszr i naglące. Najpierw jest to jeden z tych nielicznych 

d' /M. -.--'.. 1. _^.^jj jjg2 powstydzenia się a z wielkim 

I' , ^ <• czytać moralny człowiek dojrzały 

i zdrów na umyśle, któryby każdym innym „zbiorkiem" liryków 
: iast po rozcięciu kartek wyrżnął o ziem, jako wiązką 

p;^v.. .wilie excentrycznych l)anałów i przenudnych młodzian- 
kowych eihibicjonizmów. Następnie jest to jedyny poeta fran- 
cuski, który z powodu swej affirmującej teraźniejszość ten- 
dencyi, wychwalania epoki handlu, przemysłu, fabryk, maszyn, 
mostów, portów, doków, bulwarów. kainieniołam(>w, kopalń, 
sieci kolejowych... z powodu swej egzaltowanej cuioracyi 
dzisiejszości z jej gwizdem syren, łomotem kilofów, hukiem 
młotów parowych, hałasem ulic wielkomiejskich, stukotem 
pociągów towarowych, rykiem kominów okrętowych, chrzęstem 
kolejek łańcuchowych..., in summa z powodu swej postawy 
a-romantycznej, antimetafizycznej, skroś-nowocsesnej jest sta- 
rannie i program maty cznie nie-polecany, nie-rekomendowany 
i nie-reklamowany przez naszych arystarchełesów i ąj-wajdelotów 



— firt - 

(uk troHkliwych komiwojażerów i zachwulaczy WHzelkich poeUSw 
(ieprcBą)! I <1' i) a niisU^pnif ' - Uómacfooj 

praez nasse l^.^-^^>\c Uómaczki w.-.. ...i .....kich kni»«fH». 

ludków i mikromegasów, hiazcnków i Paul-Kortków... 

Dzisiejszy zaś odczyt tego duchowo tak cudownie ocala* 
lego Fausta poezyi francuskiej zasługi\)e na tern większą wagę. 
ie w tytule odczytu mie»ci się jedne słowo, łyskające jak 
płomień z popiołów : ^entusyazm". Jest to słowo dzisiaj w nąj- 
wyiszem stopniu nie aktualne, nie używane, nic warszawskie, 
nie polskie; dzisiaj to znaczy 26 grudnia 1913 ruku. Miejmy 
nadzieję, ht z Nowym Kokiem to słowo na nowo wejdzie 
w użycie i w tym mieście, w którem zawsze było mo2e nie 
na ustacti ale leżało w pokładacti duszy, na dnie serc Metamor- 
fozy ducliowc na Vertiaerena..., który z mrocznycli odmętów 
apa^i, marazmu, depressji, a8tei\ji wyszedł śmiałym krokiem 
radosnej spójności, powinny nas krzepić na ducłin, dodać 
otuctiy..^ wiary..., nadzieji. 

Pierwsze tomy liryki Yerłiaerenowej to był ten często- 
tkliwie się powtarzający przy końcu KCC wieku ściśle subjek- 
tywny pamiętnik jednostki odseparowanej od świata cykloplm 
murem artysiokratyczncj pogardy i wstrtjtu, z ustawicznem 
confiteor duszy niesłychanie pobudliwej, patetycznej a szla- 
chetnej, zamkniętej w chorem i to gastrycznie chorem ciele 
(vide Mockel). Obol '• u-nrączkowany. zgorzkniały doszczętnie 
i znękany dolegli\v i anachoreta wiedzie structilałego 
czytelnika w labirynt udręki i cierpień swych przeżyć i prze- 
myślań. W hallucynacyjnych, k<^> ych wizjach febrycz- 
nych to w monotonnie zmornych ii.., .,.it^h, to w dokuczliwie 

szarych deskrypcjach obrzydza czytelnikowi-laikowi świat oka- 
lający, udowadnia bezcelowość, nudę. bezistotność tego wszyst- 
kiego i lepką szlamowatą żt^łciową gor>'c2 ze swąj dosąy 
przelewa w setki dusz swych spółczesnych. Trzy pierwsze 
tomy Verbaerena to trylogja Golgo thy czasowo ciężką neu- 
ra8tei\ją obciążonego siłacza, zmożonego chorobą ni| 

i chorobą końca wieku. Jest to całkiem subjekt^ v. ..^, »..^.ccy, 
beikostąy liryzm, pławiący się z zapamiętałością w swej izolacji, 
stwarzający mistrzowi wielkie satysfakcje twórcze, ale szerząc}- 



- 87 

dokoła psjcboi^ negacji i abnegagi, hojnie rozdający emocje omal 
opiumistyczne. karmiący młodzianków trującymi listkami kwiatu 
lotosu. Dziwna rzecz, ie właśnie utwory z tych czasów mają 
nieskazitelność pereł (rodzących się jak wiadomo z chorej 
tylko macicy) i są dosłownie preclozami o definitywnej precyzji 

forma'' ""oj, są koronnymi biżuterjami liryki współczesnej, 

jakim h nam Yerhaeren (jak zapewniają przysięgli ar- 

bitrzy i koneserzy) już nigdy nie stworzy i nie rozda. Niektóre 
z ■ e kongenialno pode " ' a o z klejnotami 

pit. .-^ .j. ...inąjerowych; ta sam^ c,..^./., pustka, nuda. 

zniechęcenie waporyzuje i odurza ze słów poety, który urodził 
się ,entre la France ardente et la grave Allemagne*, który 
mówi ,0 mon ame du soir ce Londres noir**..., albo „mes jours 
toujours plus lourds s'en vont roulant leurs cours**..., jaka 
kiedyś panoszyła się w chw^owo chorem sercu Homera naszych 
Tp&ti Janosika Tetmajera. 

Ale ta apatyczna a bezbrzeżna nienawiść okalającego 
życia doszła w Yerhaeren ie do tak krańcowych wreszcie osta- 
teczności, że musiała zawierać już w sobie zalążki i pierwiastki 
reakcyi na ten nie do zniesienia dojmujący duchowy stan, że 
musiała wywołać nadchodzące przesilenie. Z typowej u cho- 
rego antypatyi do zgiełku wszelkich miast, do tej pstrej, ha- 
łaśliwej, e ie nie zjednoliconej kiermaszowości dnia dzisiej- 
szego wyi\/a....c* oię z jednej strony zwykła w tych razach i omal 
już konwencyonalna tęsknota do wielkolinijnej, jednolitej, artys- 

cznie mocnej kultury katolicko-feudalnego romantycznego 
:>redniowiecza, z drugiej zaś strony ucieczka młodego miesz- 
czanina za mury miast w pejzaż, w pola, w lasy, w łąki 
w szeroki, jasny, przestrzenny, zdrowy świat. I oto chorobliwie 
przeczulony, nerwowo zrujnowany, twórczo samospalający się 
degenerat, młody adwokat socyalistyczny Yerłiaeren powoli 
wtywa się w duszę imaginacyjnie wymarzonego typu jakiegoś 

edniowiecnego mnicha i jal^o taki zaczyna pielgrzymią wę- 
drówkę po t^ ' '. której jest synem wybranym a marno- 
trawnym, W(ic..A..;, nieobliczalną w swych następstwach, wę- 
drówkę uzdrawiającą, kojącą, wyzwalającą. Cichy braciszek 
z klasztoru nie z Bruges (splugawionego już admiracją wszyst- 



- 88 — 

Ueh aemickich Safonek enropejskicb) ale z jakiegoś 

iMgo Jeocse snoboin^. mole Ypern... wr/-- ''-^ do iloliw 

te wbI do miastocska i sac^na teras te (> i opl«jwa6. 

•luŁ patrzy i na kowala przy pracy i na młynarza, dzwonnika, 
rybaka, nawet grabarza bes niocb^i a z «ympaty% m współ- 
czuciem. Miasta wampiry są za nim; przeszedł «moee 
burzliwe" i ,mor/.a listopadowe'*. Radują go ogrody i lasy. 
cieszą pełne stogi i kosiarze przy pracy i wycierze w l Oi to CM 
neki zapuszczone. Z Wirgilową prostotą sBkicą|e pne> 
chodzący do zdrowia pielcrrzym bokoliczne dyalopi wiefride 
i sielskie... 

Pątnik V'orha€'ren zai /m!,-; K'>(i;.u' chłop.-i l.fl^rijskioj^ 
wpatruje aUi gorizinami w ry\u] pracujćicego ciała ludzkiego, 
z czasem zaczyna wierzyć w ju-^kno pracy, zaczyna si^ egaał- 
tować dostojeństwem mozołu człowieczego. Z kiasstora wyswdł 
na pola i ł.^ki, i>oczął oddychać ozonowem powietreem pleneru 
Wszystkiej Flamandji i oto pierzchają bezpowrotnie mory 
przygniatające klatkę piersiową, znikają demony, które mu 
wy^sa^ serce, a ostaje się natchniony piewca każdego kąika. 

każdego strzępka swej oi "v, człowiek o potężniejącym 

z dnia na dzień instyokci' . o zwielokrotnionej pulsacji 

zdrowej krwi, cziyący się j« i z przyrodą i z bóstwem, 

fanatyczny bard doczesności, pogodzony z rzeciywiBleścią. 
przyjaciel rzeczywistości. 

Chłop-gigant belgijski, Reymontowy c?y Milletowy chłop, 
oracz i siewca uczy „po^tę z miasta** Yerhaerena respektu 
pned 7} '<u dla doczesności i wiary w czkrwieka. 

pnede^ -^ \ry w człowieka!... I były cherlak i char- 

łactwa kunstmistrzowski obrońca czuje już w swych żyłach 
i ścięgnach przypływ nieznanych sił. no¥rych sił. 

»J'aime mon champ vivant et claire, plus cpv- "•- "'^ •>łM^ 
qoe ma chair", pisze na jednem miejscu. upąiąją< i*' 

oddechem ziemi, zapachem rozpruwanej pługami gleby, wiec^- 
stoódą ziemi matki. Od jednej granicy Belgii do drugiej prze- 
)€idła widłuż i wszerz sds'ój kraj. krokiem wędrowca przemierza 
wszystkie gościńce i drogi i poznaje wszystko i rozmiłowujr 
się w swojszciiyżnie i uwiecznia to potem w staroflandryjskich 



— 89 — 

Jakby miniataraoh. w wierssach w tylu starych gadek, klechd 
i pnyśpiewe' ^kich. Zacho^v' tern 1^ samą dawną 

bąjeemą Vr -"^"^kalną wiw.^^^. ■: wierssa, aachowuje 

to samo TV ojąco-ewokiyące widzenie wizyoner- 

skie. tą '.ziadlaną delikatność lysanku lirycznego, 

bezinteresowność iiryczoej koncepeyi i lirycznej ekspoktyi 
uczuciowej. Ale wiersz jego, wyposzczony już m jmaj 
literackiego szablonu w wolny świat zrzuca z siebie ciasny, 
krcpi]Ó%'^7 ^^ ^ pamaskiej aleksandryny uszyty, by roze- 
branym, nagim, wolnym vers-iUfrem rzucić się na oślep w życie. 
Furya twórcza, przychodzącego do zdrowia i siły Yerbaerena 
wytwarsa wiersz nieprzewidziany, wiersz Whitmanowski, bez 
wyraśnąl stopy, to długi to krótki, czasem szorstki, to znów 
przesłodki, rymujący si^ u związań, to na drodze ku nim. 
wiersz spontaniczny. Przypływające siły, rozkochanie się 
w przyrodzie i rodzący się z tego jakiś fundamentalnie mocny, 
nowy, zdobyty dopiero w walkach życia a nie przyrodzony 
optymizm, nie optymizm sytych głupców a optymizm zwy- 
cięskich myślicieli, jakiś monostyczny, ctj kosmologiczny 
O! n, wzbudzają w nim wreszcie zadrżemane poczucie 

w I... wv , potęgi. W przypływie tego poczucia pisze on tą 
słynną strofę: 

.^e sois le tUs de cetta raoe 
Dont les e«nreaax ploB qae les dMiUi 
Soafc solIdM et sont ardents, 
Bt Mot Toraces...** 

A na innem miąjscu: 

.J'ftiiiie mes jrem fleTretnt, na cerreHe, nee mffk, 
Le mag dent Tit noB eoear, le ooenr dont rft non tore* 
XaiBe nioiDiDe et le aonde et yadore bi foree 
Qoe donoe et prend ■> foree • rboinne et roiiiver" 

W przypływie też tege poaocia adobjtego idrowia i slij 
idważa się już Yerhaeren na dwat następne aklf ■ffflnniiij i 
^ycia i zgody z ^ciem. Po pierwsse więc deejdq|e tią ponać 
byt i innych narodów. 



90 - 

1 temu Yerhaeren poświęca iiaHiypne lata, kształcąc nt^ 

pf^rtem wytrwale i w tak ber ' !nie niepoetyczn<^ nauoe, 

jak aocjologia angielska. AU ei zawdzięcza Yerhaereo 

kompletne otrzeźwienie, zmętnienie 1 absolutne wyzwolenie 
z lirycznej cffeminacyi, z kultu słabości, z bzdurnych mrzonek 
kosmo-polityzmu i r romantycznej, nie męskiej a efebiej 
|)octyckości. 

I taki dopiero Yerhaeren spełnia drugi akt afnnnacyi 
tycia, akt niesłuchanej odwagi poetyckiej, t j. decydi^^e się 
wracać do brzydkich miast, poznać rytm pracy miejskiej, nie 
tak poetycznej jak praca na roli, zapuścić się w j^cie robo- 
ciarzy, górników, hutników, rękodzielników, węglarzy, okr^ 
towych niewolników i rehabilitować artv •• i tę ciężką 

dolę. I ten akt arcy-heroizmu u artysty \c.uuvien spełnia za 
przewodem Meuniera. 

To zaś, czego teraz dopiero tycie go nauczyło i co mu 
to tycie objawiło, to poświęca ,a cele qui vit a mes cotes* 
L j. tonie swojej, będącej, jak wiele żon współczesnych ar- 
tystów, tymi ich aniołami-stróżami, które Łazarzom, leżącym 
w pobielanych grobach upadku, każą wstawać, podnoszą ich 
i wywodzą na tycie, na czyn, w słońcu! 

Jak Zaratustra z gór, tak Yerhaeren z k^jem \ m 
w ręku zeszedł z wysokości szczytów wieży z<^ .)....;.,, ;^,,oci. 
w której się ongiś, izolował — w niziny niei go byto- 
wania, zeszedł tam, gdzie stoją fabryki obok fabryk, gdzie 
wysokie piece deprecjonują id ' V gdzie kamienio- 
łomy wyszczerbiły zielony dyv ^ .zie w szklannycb 

hutach czerwienią się krwawe potoki roztopionej stali, gdzie 
w windach-olbrzymicb o sinym poranku zjeżdżają w przepaście 
węglowe całe kohorty młodych smutnych ludzi, gdzie z że- 
laznych ganków Jak tylko spojrzysz okiem w ciemną noc biegną 
parzyste linie szyn kolejowych i ślizgające się czerwone oczy 
pełznących pędem robaków pociągowych i tam, gdzie snowuż 
oibnymie rzęsiste jasne domy towarowe wyszczenają swe 
okna, gdzie w wielkich białych hallach pałaców wystawowych 
przewalają się thimy. Tam zasiedl z własnej woli mooseigneur 



- iU — 

Yerhaeran, by to ^yeie społeczne szkalow&ne monotonnie pnsec 

cherlaczych pstetków, zapoznane stare pannice i emlssaryiinów 

mu semickiego (obarczonych chytrą misją 

w . . . ,. ...KomwskrośEmaterjalizowanej nowoczesności), 

by u iKtwt życie Europy, tti dantejskie ,nuova vita** poznać, 
ogarnąć, wchłonąć i Jego misteryum przepotężne roąja^^nić... 
wyśpiewać... 

I oto teras okazało się, ie dopóki Yerhaeren był posępnym 
lyrteuszem własnych męczeństw, przeklinającym z furyą czasy 
i ludzi, dopóki w Goyoskich halucynacjach z wstr^^tem i odrazą 
nieuleczalnego szpitalnika czernił człowieka i przyrodę, plwał 
w serce Boga i w mózg człowieka, dopóty jak czarny kometa 
iągnął za sobą długi ogiori i estetyzujących desperatów i utalen- 
L iwanvch abnegatów wdzięcznych mu bezgranicznie za to 
'łu>z« z«;ine zohydzanie życia tych, co praciyą, walczą, zwyciężają 
lub giną. Negatywny i destrukcyjny, ciemny i ponury był 
bożyszczem ekwilibrystów wersyfikacji, szlifierzów eleganckich 
«^T,o*/.Tr wszelakich zapoznanych miernot, macherów wyszukanej 
pawiów piskliwych i pysznych, bufonów „sztuki dla 
ztuiri". Liryzm był bezinteresowny, był godny, dostojny więc 
immanentny i ważki. Miesięczniki efemerydJd drukowidy 
do \erhaerenie sążniste panegirj' „pod kątem wieczystości** ; 
delikatne mechesy wypisywały o nim subtelne majufesy. Ale 
gdy w lwiogrzy>vym, sumiastym Belgu zaczął z pod romańsko- 
galiyskiej polewy kulturalnej Yryłaniać się człowiek północnej 
rasy, gdy zaczął się w nim rozbudzać mocny syn Aryów kon- 
struktorów, organizatorów rządców, gdy w przywróconem do 
zdrowia ciele zaczął ro^ięiaó się pełen duch, męzki, mężny 
duch nie cząstkę estetyczną, ale wszystką całość tycia ogar- 
niający, wtedy ogon komety belgijskiego zaczął maleć, maleć, 
niknąć, aż wreszcie na firmamencie niebieskim ostała się tylko 
.samotna jasna gwiazda, gwiazda pierwszej konstelacyi. 

Paiyskie Feldmany i Hirszbandy, a za nimi bandy ich 
aryjskich elewów i adeptek typowo zapalczywych neofytów 
kultury artystycznej, poczęły nieufnie spoglądać w górę na 
nawracającego się ku światu Szawła Yerhaerena. Jego sztuka 
nie była już czystą. Jego liryka zatrącała Już kaznodziejstwem. 



— w — 

agitM^ą, społecsnlkottwem. interwencją w tyciu ludzi dorosłych 
i dojrzałych, Jego poo^a Ntawahi »\ą wodą na młyn ^slcroś 
mateiyallatycsnej'' bnrżuazji! aryjskiej buriuazji. WyzysluUy 
te pajace i rcetańco to. ic pod wpływem naporu idei naprania 
i ognistości ducha, bogactwa myśli i żądzy co najrychlejszego 
swiastowania swojej dobrą) nowiny, nowej ewangelii i to, ie 
za przewodem amerykańskiego poety Whitmana, ten istotny 
l*rometyda. aryjski lYometjda Yerhaeren zcni'ał wszystkie 
szranki rafinowanego konwenansu, szranki własnej tradycji 
poetyckiej i w mistrzostwie nieskaziloinej formy, kosztem 
ściśle formalistycznych powalwSw i uroków zaczął wybuchowo 
wyrzucać ze siebie obok potoku płynnego złota i szaromętną 
lawQ z lśniącymi seledynowo żużlami. Te karły i garbuslci 
ducha uczepiły si^ drobnych skaz, do^^ ' i potknięć ryt- 

micznych natchnionego improwizatora „\ = . .. izc('»w**. „Fabryk", 
„Zdobyczy" i do olbrzyma.^ tak często zaniedbującego cyzela- 
torstwo formalistyczne, jak często je zaniedbywali Beethoven, 
Michał Anioł, Balzac, W. Hugo, Poe czy Dostojew ' ■ li 
przykładać te probiercę, wymiary i łokcie czysto estt- , ii 

przykazań jakie sobie przykładali z powodzeniem wzajemnie 
„wesołe mimowoU" megalomany z „Chimery** lub wypełzło Już 
dEiś znakomitości ze starych zeszytów Mercure - de - France^. 

Nie raczyły zwracać uwagi te brudasy broniące „czysiąj 
sstnki", że ta tak zjawiskowo fenomenalnie nowa przedświtowa 
treść ideowa musi znaleźć d' •'•- --tny wyraz formalna-, 

że poetydde pańskie przenn iiości w hymn musi 

8l^ wypowiedzieć całldem innymi niż dotychczas środkami 
•k^ireąji artystycznej, że pierwsze w wieku naszym zwer 
ąyfikowanie rytmu maszyn musi się spełnić przy pomocy cał- 
kiem nowych swoistych kunsztów tw(')rczych... 

Z tern wszystkiem ani paryskie artifeiy i efeby ani ich 
warszawska eipoąytura i r ' norosłe kaftaniki czy ♦ 

sEtnoski pogodzić się z m nie chciały. Lu. 

powinna być zawsze irracjonalną; dla liryka świat rzeczywista 
ma być Hekubą; rozum ladzki Jest spluwaczką, zdol 
techniki i wiediy pozytywnej są barbar'V"-»weni; i>t>i.j. 
winna być estetycznym samogwałtem psy( i eihibicjo- 



— aa — 

nisiów; badanie pulsu Europy jest żurnalisty ką; Amerykę 
powinny zalać oba oceany; utwór ar^ty winien być tylko 
bańką mydlaną; przemysł, handel i złoto są marnością nad 
marnościami, a nie są ni motywem, ni kanwą dla szani^ącego 
się poety; przemysł, handel i złoto powinny być oddane tylko 
Semitom... 

I dla tego Emil Yerbaeren, który siy tem wszystklem nie- 
dostojnie zajmuje, który amerykańskiego Homera Whitmana 
naśladuje i synergję pracy ws^ysUdch Aryjczyków apostołiye, 
ten Emil Yerhaeren, który się całej swej średnio wieczczyzny 
zaparł i Jest dziś tą jakby elektryesną centralą wysoko nabitą 
i na wszystkie strony Europy wysyłającą wibrujące fale siły, 
fale poczucia siły..., w teoryi optymizmu nie przyniósł rzeczy 
ważkich..." 



KULTURA CZECHÓW 




^edy 8iQ romantycznych ocsów spojrzeniem reuci na ten 
wyłaniający się z modrej Wełtawy zjawiskowo piękny 
wid Hradczanów i tern samem spojrzeniem ogarnie 
dzieje zmartwycłi • powstającego w XIX-ym wieku Łazarza 
czeskiego, na usta ciśni*^ się tylko jedno słowo: cud, cud! 
Widzi się omal naocznie, jak wedle prastarej i czeskiej i polskiej 
legendy dobywają się z czeluści skalnych Wyszehradu czy też 
Braniku drużyny śpiących rycerzy, jak Anteusz czeski : „Honza*, 
olbrzym a dziecko, dotknąwszy się swej mamy-ziemi, rozpro- 
stowuje dziecięcy swój ale zdrowy organizm, przeciera oczy, 
pręży ramiona muskularne i wreszcie wychodzi w świat szeroki 
i daleki na świata tego zdobycie. 

Ale romantycznych mędrców .szkiełko i oko" na bok 
odsuwając, starajmy się możliwie ścisłą introspekcyą zbadać 
tego Anteuszowego cudu Feniksową zagadkę, a rychło prze- 
konamy się, że Łazarz powstawał wolno, z blizka ledwo że 
widocznie, że nim Honza czeski ^7szedł na świat i wygrał 
wielką stawkę swego imponującego rozkwitu, trzy pokolenia 
zdobywały prawo do życia narodowego piędź po piędzi, stopa 
za stopą, cierpliwie, uczciwie, po męsku. Cud czeskiego revivalu 
nie przestaje być cudem, ale historya, dzieje ek' le. 

statystyka, socyologia, psychologia pomagają nam w ru^...^^^:ij u 
^'1 :;^i, Jak to cud taki mógł się wydarzyć**. 

Wystrzegając się w miarę sił gołosłownego panegiryzmu, 
starajmy się, oparłszy się na materyale dat i cyfr, uwidocznić 
na jak żelaznej konstńikcyi opiera się wspaniały bezsprzecznie 
gmach teraźniejszości naszych starszych braci z Zachodu. 

Wiadomo przedewszyśUdem, że po katakllstycznej bitwie 
pod Białą Górą i całym szeregu iej konsekwencyi, po znisz- 
czeniu Czech ogniem i mleczem germańskim, spadł na nie 

N«wtią|M>l. Sifełn Muracki* 7 



— M - 

potop kar. konfiskaŁ, pomat se strony ros^ussone) reakeyt kato- 

lickicjęo foudallzmu. Cały naród zdziesiątkowany, wyr 

po wyrini«;ciu omal dosłoNv- ' - - ' my, 

dostał slą w ciłjżkle okowy , , ^ alnie 

Królestwo czcsko-słowiańskic przestaje istnieć, wszystkie ogniska 
narodowego bytu zalewano t" tu i owdzie dobrano 

resztki kacerakich panów, pu.vi .,......,. ^..oz heretyckie miesz- 
czaństwo; lud, podejrzany o echa husytyzinu, czeskiej wiary, 
kalwinizmu, topiono w stawacłL Nasi, niestety, Llsowczycy, 
przysłani przez zagorzałego nlemca I ortodoksa Z3'ginuDta III. 
dopełniali miary nieprawości kontrreformacyjnej. Aż wreszcie 
i nad całą czeską ziemią zapadła noc niebytu, niemy wiek 
egzystencyi zadławionej, podziemnej, w czas której język stary 
schronił siij już tylko pod słomiane strzechy, w góry, w lasy, 
w lepianki, w samotnie, by ino przeczekać straszne, pomór 
i pożogt; niosące dnie sądów ostatecznych germańskich. Praga 
I ocalone miasteczka stały się od tej połowy XVII-go wieku 
czysto-nicmieckie, a na niespalonych i nlezburzonych zamkach 
osiedli baronowie i freiherzy, hojnie ^'ynagrodzeni łupami za 
wiktorye 30-letnej wojny. Imię czecha, synonimujące dojrzałą 

kulturę i ' ' *v ducha w wiekach -r ' ' 'ra 

ręka w s . uazała z wielkiej ka ^ . , :k 

to dotrwało omal aż do czasów Józefa II. i^atent tolerancyjny 
i zniesienie niewolnictwa chłopskiego, poprzednio kasata zakonu 
Jezuitów i rozwiązania 60 klasztorów innych, te fakty przed- 
świtowe dopiero pierwsze drgnięciem ożywiąjącem przeszły 
przez pogrążony nie w agonię a tylko w letarg organizm przy- 
chodzącego do pn^mności ludu czeskiego. Od Pra' Hchać 
Już było pierwsze pianie gailijskiego koguta i: . . w^j 

rewolucyi: Honza się budził. Dopomagały walnie do roz 
go niewczesne germanizacyjne zapędy ambitnego Józ<*(a II. 

jego ni stąd ni zowąd „obrażenie się" na Pragę, --' - 

tralistyczne i ukaz wprowadzenia Języka wyłącznie i 

do urzędów, sądów, gmin i szkół choćby najniższych. Instynkta 

lokalnego separatyzmu i reagowania na tę centra' 

kampanię z Wiednia Już były rozbud?""" " "-•"•''W frank; 

i deistów pragsklch. Czeskość postai. > utut n\ 



— 99 - 

przeciw cbimerom germańskim Józefa. Pierwsi czesi mówili 
po niemiecku, pisali JeszcM i po łacinie, rozumieli nieco 
włoskie opery, ale już w izdebkach po<i ' ych i na zebra- 
niach Króiewsko-Czeskiego Towarzystwu i w Nosticowym 

pałacu (od 1780 r.) debatowali i odkrywali zwolna Sezam sta- 
rego J^iyka i starej literatury czeskiej. Język potoczny ura- 
towały wraz z pierwszem poczuciem narodowej przynależności 
stare ^babiczki** i mamki z gór „Biety, śpiewające ludowe 
piosenlu*'; to zgodnie stwierdzają i matrona Nemcova i wielki 
komtiu" poezyi Zeyer. Pierwszego kontyngensu narodowego 
mi>.i; .ł.ctarczyć synowie tych od niedawna uobywatelnionych 
y>\ w, już dzięki Tolności posyłanych do licznych szkół 

założonych z funduszu 14 milionowego, Jezuitom skonfiskowanego 
Sztab zaś apostołów czeskie) frondy składał się z młodych 
uczonych, masonów, z róinych stron Czech w Pradze ze sobą 
zetkniętych i raczej dla filologicznego interesu z początku 
czeską mową się egzaltujących. „Gdyby się nad nimi był raz 
sufit izdebki zawalił, byłyby Czechy znowu nie istniały...** 
Mieli oni w sobie wiele z doktrynerów, maniaków i idealistów. 
Jeden z nich, guwerner u grafów Nosticów, Bobrowski w przy- 
stępie sceptycyzmu wyrzekł nawet swe pamiętne: „nie budźcie 
umarłych!" do odgrzebujących skarby języka przodków; ale 
sam budził i rozgrzebywał. Były to jeszcze czasy rokokowej 
idylli Niemiecki Michel z łagodnem pobłażaniem i omal ser- 
decznością patrzył na przecierającego zaspane oczy Honzę, 
pozwolił śmieszną ideą opętanym pierwszym młodym patryotom 
zagrać raz i drugi w niemieckim teatrze po czesku ^Dezertera 
z miłości", potem nawet sam się przysłuchał oryginalnemu 
opus „Brzetysław i Jutta" (1786), potem „z pozwoleniem 
zwierzchności** wyszła, kilka szwabachą wydrukowanych ksią- 
żeczek, ale wszystko to wyglądało raczej na nieszkodliwe 
igraszki młodych uczonych... Tymczasem już i Herr Kramerius 
zaczął wybijać swą gazetkę: „CJes.-Król. krajowe nowiny*', Herr 
Jungmann wydrukował słownik niemiecko-cseski i sam za 
darmo uczył po szkołach czeskiego „dyalektu", wreszcie Herr 
Pelzl prosił i dostał miejsce lektora tego „dyalektu** na uni- 
venUas CaroUna, Ani się nie spostnegh pierwsi apostołowie, 



— 100 - 

jak oto cor&c scerait kręgi lataccało ich manUieŁwo staro- 
dawDej caesicsyinj. Za Józefa, następcy Leopolda, w pamlętnj 
CMS pierwszej wystawy czeskiego przemysłu ludowego w Pradie 
w r. 1791, juiby 1 miJe izdebki uczonych z poddaszy na Małi)) 
Siranie nie wystarczały dla wyznawców nowej ewangelii^ ni 
wielkie nawet sale pałacu panów Nosticów. Z takim to sa- 
pałem fracsaste i harcopfowe niemiaszki roznosiły dokoła 
pierwsse cseskie książki i pakowały je par j orce w ręce zdu- 
mionycłi micszczuctiów i ich mamsell Jui w teatrze w „buUce" 
na Końakim Targu nictylko skromnie po południu pnepnsi- 
csano „bachorki" i „balaki" ze śpiewkami, ale pierwszy czeski 
manaier Bulla już i wieczorami czasem mógł wygrywać po 
kolei 50 tłómaczonych a 8 oryginalnych dramatów , od* .Wentzla 
Tłiama*. Już .Makbeta" i „zbójców" można byto czytać po 
czesku. Już Herr Pelzl miał znacznie liczniejsze audytoryum. 
Henr Jungmann drukował nowe, grubsze tomy, w .Ekspedycyl" 
Herr Krameriusa był ruch wielki, a Herr Bobrowski korespon- 
dowid uczenie z naszym księciem A. Czartoryskim i wydawał 
duże opus po łacinie o „Instytucyach języka słowiańskiego 
dawnego dyalektu..." I już kto nie chciał się kompromitować 
nieporządnem pisaniem musiał pisać „frei nach Kramerius"... 
Ba, nawet podczas koronacyi Leopolda panowie magnaci osten- 
tacyjnie głośno rozmawiali ze sobą po czesku... Głęboko wzru- 
•zające są te pierwsze momenta zmartwychwstającego poczucia 
narodowego w Czediach, ten zapał ognisty fanatyków, pobu- 
dzonych jesseze niespodziewanemi sukcesami, ta ochoczość. 
z Jaką i drobnomieszczaństwo i wyższe sfery, przeważnie do 
cna zniemczonej noblesy przyjmują dobrą nowinę o narodzeniu 
A% czeskiej idei narodowej. Jest w tern coś wprost rozczu- 
lającego. Dobroć poufała i łagodność wdzięczna po obu stro- 
nacli: niemieccy lekarze w okularach pomagają przyjść do 
żyda i zdrowia czeskiema rekonwalescentowi; czeski rekonwa- 
lescent aczy swego lekarza swej starodawnej mowy. Oczy- 
wiście apetyty chorego wzrastają w miar^ iak dostaje coraz 
to pożywniejszą strawę. Nowa faza absolutyzmu Habsburskiego 
we Franciszku I, Metemicha bezwzględne ograniczenia wszel- 
kich swob^, cenzura, ucisk podatkowy i powtórnie podjęty 



— 101 — 

plan • a Austryi, wysmareony w miałkich morgach 

biuTt . ^okich, ta cała nowa fala reakcyi germańskiej 

Jest : ioi| wodą na młyny czeskiego odrodzenia. 

i'r i czeskiego uświadomienia przybiera już tony 

i . .'wardziałe. W r. 1802 założona pierwsza 

I ^ . praska gromadzi i co bujniejsze ży- 

wioły młodzieży. Pierwsza broń narodowa: — język — wy- 
kształca si(5 coraz zapamiętałej i to w sposób nietylko natu- 
ralny, ale omal kunsztowny na podstawach jak najszerszych 
zapożyczeń z innych słowiańskich magazynów. Drukuje się 
oryginalne ze wszechmiar tłómaczenie Attali Chateaubrianda 
z dopiskami, co które rzadsze słowo będzie znaczyło. Pierwsze 
pokolenie patryarchów piśmiennictwa pisze niezmordowanie 
dzień i noc, byle było jak najwięcej tomów, byle to wszystko 
prezentowało się jak najobficiej. Ci dobrzy ludzie, ale słabi 
muzykanci, z imienia Polak, Houlbek, Puchmajer, Marek, Nejedly 
i t. p., dają ze siebie całe góry prac, studyów, opowiastek; 
a ich przyjaciele i wielbiciele agitują za tem, „ekspedyują** te 
tomy „po domach". Jestto wszystko prymitywne i naiwne, 
zdrowe i ludowe, ale misyę swoje spełnia znakomicie. Nawet 
najchlubniejsze dzieła owych czasów, np. mistrza i pradziada 
słowianizmu Kollara „Sławy córa" — są to jeszcze pełzania 
dziecka na czworakach po omacku. Ludzie z mał}'ch miast 
szerzą zamiłowanie do starosławnej gwary w małomieszczaństwie. 
Stwarzają się solidne i szerokie podstawy przyszłej pur sange 
demokra- kultury. Równocześnie w r. 1818 założone 

Muzeum ..... ..wa czeskiego, fundacya grafów Stemberków, 

staje się pierwszą świątynią inteligencyi, pierwszem ogniskiem 
wyższe) kultury umysłowej. W promieniach tego instytutu 
opracowują pierwsi czescy uczeni europejskiego stempla, Pa- 
lacki i Szafarzik, dzieła historyograficzne i archeologiczne, 
w których dla przyszłej kultury urabiają się mocne cementowe 
fundamenta wszecbsłowiańskie. 

W głowie ojca narodu, Palackiego. krystalizuje się już 
pełny program polityczny dla przyszłości Równocześnie ro- 
mantyk. Macha oswaja się i wyższą artystyciną kulturą na 
wiórach Polskich, a romantyk Hanka pusicia w świat chytne 



— 102 — 

fal5r'''--'- ^ -f^lodworskich i Zlelenojr-^- '' h rękopisów (id%c 
śla<: rsona, komponującego f _ Ofugranowe pieśni), 

byle tylko ojczystej literaturze dać Jak najodleglejsze mityczne 
skarby, równe Nibelungom i JRorom. Ambicye 1 ' " rosną. 

Atoli idyla zgodnej i hurmonyncj symbioza .'..v..;ia ger- 
mańskiego z Honzą czeskim i Jego „mamą* Słowiańszczysoą 
cokolwiek już 8iQ zaciemnia i zachmurza. Jeszcze ślą wspólną 
petycyc do For ' ' " ' -^ *' ^ kataleptr' - - --nic 

przywilejów f// ,, ., ,.; s//, jesz* i'^y- 

chory jest utrakwistyczną, jeszcze się tam grywa czasem po- 
godny idylliczny wodewil: „Czech i Niemiec**, ale już coraz 
rzadziej, coraz rzadziej* Lud czeski, który już przeczytał swoje 
dzieje, dowiadi\je się po raz pierwszy o minionej potędze 8W<»j 
w XIII i XIV w., „o szekspirowskiem „Morzu Cześkiem**, 
o swej wspaniałej kulturze w XV w. — i po raz pierwszy 
może od lat stu kilkadziesięciu marszczy brwi i zamyśla się 
posępnie... Już teraz i domyśla się, co zawdzięcza „hiszpań- 
skim prj-ncom** z wiedeńskiego Burgu, co „Krucygerom", 
„Braniborom" z Północy. I posępny, utajony gniew ludu tego 
symboliziye się cały w mocnej, mądrej i agresywnej satyrze 
politycznej Hawliczka Borowskiego. Tu i owdzie, przy kufelkach 
i lampkach wina na razie, wykwitają marzenia o jakowejś 
republice..., w żyłach czuć napływ tej krwi, co to już tyle 
buntów chłopskich wszczynała... Nadchodzi wiosna narodów, 
rok 1848. Wezwani na zjazd do Frankfurtu czesi, jako jedna 

z germańskich pr i, nad wszelkie spodziewa- • ■ 

odmawiają, a co \s . ^ całą już świadomością sw*,. 
za przewodem ojca Palackiego, zwołują wielki wiec Słowiańsz- 
czyzny do Pragi-. Przybywa i eksplodiyący anarchią Bakunin. . 
młodzież jest gorącą.... przypadkiem przychodzi do ulicznych 
manifestacyi, pada j^trzał pierwszy i dnigi! Na barykady! 
Rewolucya ' 

Wreszae i oye ^' . ' . :• ':_"/'->n ■• ■■/ ^ \y.^-'.>'\A 

Po prezencie patentu - /.:.!• .-luu ; :.\ i .a]-j ii Liga 

.uśmieritiela" w osobie księcia Wini /a^ a lejce austry- 

ackiego omnibusa bierze w niezgrabne łapy karykatura Metter- 
nicha, arcyreakcyonista BaclL 



— 108 — 

Ale *^~ --^^k 48 dokonał ^••■•-:-- '^ ---'•■• wistość twaHi 
i realna <• i siły militarnej ■ . y miłego Hon/-:. 

któremu, jeszcze niedorostkowi, już się • irzyło o czeskiej 

idei państwowej., republice., sar' sci... i^niło się Honzie 

ni stąd, ni z owad, że ma siedni. .ve buty na nogach i że 

już doszedł do swego celu. Armaty Habsburgów i śruba cen- 
tralna kancelaryi wiedeńskich przypomniały mu smętną i jeszcze 
bezsilną rzeczywistość. I matuszka Sło'.v= vsłamem 

swoich regimentów na Węgry, ku po., , ^ Mywanego 

tronu Habsburgów, dała mu też wiele do myślenia... Honza, 
ząbkujący po' •, zamyślił się i podrapał w głowę. Nasu- 

nęły mu się iw. ^ ye, że jeszcze sam musi rość, mieć krzepsze 
łydy i bicepsy muskularniejsze. Honza nabierał przekonania, 
że nie tylko słowem Bożem żyje człowiek, że nie tylko w li- 
teraturze eksponi\ją się żywotne i ambitne narody, że nie tylko 
bibuła i zwaty druków prezentiyą kulturę narodu. Jeszcze stary 
Michel mu mówił, że kultura zależy i od tego, czy Honza co 
dzień się myje i czy wiele mydła zużywa... Przytem radził mu 
Michel kupować mydło tylko niemieckie I mydło JSchichta! 
uniwersalne mydło Schichta! 

I Honza teraz wiedział już, co ma zrobić... Na złość 
.Michelowi postanowił sobie mieć mydło własne... Postanowił 
zamknąć się i ograniczyć bardziej w sobie, sprężyć się i sku- 
piać, pracować i organizować, a już tylko godziny wypoczynku 
przeznaczać na „Słowo Boże" o czeskiej przeszłości, na litera- 
turę. Czeski lud zatęsknił za ładem —'" -' ti, dostatkiem i siłą. 

Na szczęście, nie za późno. Pi ^ ku któremu skie- 
rowała się młoda ekspansya sił, nie powstawał tu pod różdżką 
czaro* 1 ■ Jego trądy cye sięgjdy jeszcze Karola VI (sukien- 
nictwi. , j, szkło); za Maryi Teresy już cudzoziemskie ka- 
pitały stałem korytem wpływały do kraju, uprawiano lepszy 
len, lepszy rzepak i szkofy rolnicze powstawaj; sa Józefa II 
około 100 fahr ' ' inęło na stoczach gór wśród lasów. 

Rok 48 ' ^ Honzę takiego, jakim on jest in completo, 
wiary w siedmiomilowe buty rewolucyjnych cudów a na razie 
i ufności w jakąkolwiek realną pomoc wielkiej Słowiańsz- 
czyzny. Hayliczek z Rosyi wracał już nieco wytrzeźwionym 



— 104 - 

.t^lkn < r^r-rM - ;cl tylko do Biooie 

saniNch, (io sNvvrii • .^ w, do uwej pricy 

i swych nadziei, nauczył f^o egotyzmu narodowego tj. kochania 
bliźnich narodów, jak i siebie sanw^co, alo nie więcej ! Nie więcej ! 

Szcz^liwy, że mu ^^ ' ' l/ili jo^o mistrzowie szczytnej 
roli Mesjansa narodów! wy, że mu nie przykazywano 

esekać cierpliwie na Królestwo niebieskie, gardząc ziemskimi 

" .^mi i ' ' \. Szcz<}41iwy po trzykroć czeski 

:. .: . żo po -: ., :. . e i mamcc Biecie nie dostał la 
mentora .rozumnego szałem" ^pijanego natchnieniem" i nie- 
miecką filozofią oszołomionego mentora, którjby mu w roz- 
pieszczonych oktawach gloryfikował młodziankowy „heroizm 
ofiary", bagatelizując i szydząc z męskiego i twórc2e{$o hero- 
izmu obowiązków. 

n. 

Czasy Bacha i wszechpotęgi biurokratycznych pasorzyt<)w — 
to najsmutniejsza karta w dziejach zarówno czechów. Jak 
i galicyjskich polaków. Strumień życia na- ' ;^'o zapada 
znów od czasu do czasu pod ziemi(;. Do ]> ości przy- 

chodzi po znoszącym pańszczyznę patencie Perdynandowym 
największa i n i warstwa — lud, a punkt c: 

zżycia małonii- -/w. bliskiego przesuwa się zwolna na ^.jw^ 
wsi. Pomimo zaciekłego ucisku centralislyczno-wszechgermań- 
skiego, przybywa już i czeskich pism peryodycznych. Do 
pierwszego literacRIego z r. 1806, do pierwszego naukowego 
X r. 1821, dołącza się okuło r. 1860 aż 7 czeskich; nie jest to 
wiele, ale i niemało, gdy się zważy, że dopiero właściwie drugie 
pokolenie umie czytać po czesku i rozumie. Ze zdobywaniem 
Moraw dla czeskiej idei narodowej idzie ręka w rękę zdoby- 
wanie jak najszerszych warstw sedlaków dla kulturalnego 
uświadomienia. Już i do uniwersytetu i do politechniki prze- 
dostają się czesi jako profesorowie, już w kor}'tarzach uczelni 
najwyższych śmielej brzmi ,.i(^ora słowiańsko-czeski". Teatr 
jest nadal utrakwistycznym, czy to w redutowych salach na 
Kotanej, czy w Arenie i najciężej musi walczyć z obojętnością 
publiki praskie. Zainteresowanie się nim rośnie dopiero, gdy 



— 106 — 

rr- -- • r narodo¥r7 dosti^e dwóch preepłodDych dostawców, 
1\ - i Tyla, z których każdy płodzi po kilkadziesiąt dra- 

matów patryotyczno-rycersko-średniowiecznych, taszcsąc na 
8cen^ oczywiście i Husa i Żyżkę. 

Ogół narodu cokolwiek chłodnieje w zapałach bezkry- 
tycznych dla każdego drukowanego słowa, a natomiast praci^e 
coraz intensywniej w praktycznych zawodach, w warsztatach 
i na roli. Życie narodowe nabiera charakteru dośrodkowego. 
Poczucie siły wzrasta snów o jeden stopień po upadku 
sromotnym Bacha. Rok 1862, to rok emancypacyi całkowitej 
teatru czeskiego, który, rozwiódłszy się z niemieckim, przenosi 
siłj do własnej, tymczasowej „budy". Rok 1863, to data 
narodzin nowej muzyki czeskiej w Smetany „Braniborach 
w Czechach", tej muzyki, która z czasem, reprezentowana 
jeazcze przez Dworzaka i Fibicha, stanie się jednym z bardzo 
typowych przejawów genialności plemiennej i zdobt^dzie sobie 
Burop<j w tryumfalnym pochodzie. 

Dusza ludowej bui^uaz^i czeskiej kształtuje się właśnie 
w tych latach, co prawda nie zawsze bardzo szczęśliwie, gdyż 
reakcya wiedeńska, pchając ją w objęcia kazionnego pansla- 
wizmu lub, przekupując dla austryackicj idei centralistycznej, 
t! "żuje ją tendencyjnie. Są to właśnie czasy renegatów 

i:.- jhków w Galicyi, jako „forsteherów", „krąjshaupt- 
manów", „hofratów**, wyśmianych świetnie przez naszego Lama 
i czasy takichże precliczkowych renegatów czeskich na rosyjskim 
uniwersytecie w Warszawie, ubierających się w czamary, 
wielbicieli Milutina i Czerkaskiego. 

Ta sama era narodzin burżuazyi kształtuje też młodo- 
czeski liberalizm, ta sama w początkach swych wyszydza 
przepiękny poemat Mahy: Mąj, w końcach swych przemilcza 
Zeyera, ogładza wielkiego mistrza malarstwa Manesa. Patryotyzm 
L tych czasów lubi na niedzielę odtańczyć sobie kamarińską 
na przekorę Wiednioyri, słowiaństwo tych czasów jedzie do 
Mr.skwy Kalkowa i Tołstoja, jako do Mekki antygermańskiej. 
Na te lata przypada tet zadrażnienie największe stosunków 
polsko-czeskich, w tych latach grasuje nagminnie typ cze- 
skiego parweninsza i kary ero wicza, typ uniżonego lojaliity to 



— 106 — 

dla Petersburga... to dla Wiedr.ia. Egotyzni pat-^^^^-^^ny 
twyradnia się w kierowniczych grupach w egoizm s/ u, 

podszytego kultem dla despotyzmu. Są to czasy ciężkiego 
i ciemnego przesilania si<j ' Nic 

grzebiąc w tem dziś Już opusz . . . .. . , . ionych 

kombinacyi historyozoficznyrh, zaznaczyć trzeba, że pod tą 
zewnętrzną skorupą lawy, brzydką, brudną i twardą, rozpo- 
ścierało 8iQ życic ż^^wc i bujne, w- • • i-r^ '-• rjy 

solidarności narodowej, spccyalne i ^ , la- 

damiania, specyalny ton demokratycznego egzystowania. 
Szkoły, macierze, besedy, v ki, 

podatki narodowe, te wszystki' ,..;^...... H- 

darności społecznej wjtwarzały ;•; w myśl podi?. :,.' ;.: 

plemiennego. Z wzrostem przemysłu ludowego, artyzmu 
w pracach zimowych na wsi, wzrasta i strawna literatura 
ludowa, szeroko sit^ rozlewająca, fortunnie zaczęta standard 
workiem B. Nemcowej «Babiczką'*, podpierana talentem Trze 
bickiego, a do dziś v dochodząca w nazwiskach 

Reissa, Bahra, Szii.i.iv..rv.i, ./.t^cha, Kronbauera i innych 
Wielką twórczość w mocnej prozie i wykwintnej już poezyi 
sygnifiki^e tryumwirat trzech filarów literatury: Neruda, Cech 
i Yrchlicki. W nich już powieść, dramat, nowela, feljeton 
i wszystkie wogóle formy krasopisarskie otrzymują całkiem 
świadomych, europejskich i bardzo płodnych przedstawicieli. 
Smak ich i styl, tresura umysłowa id} la 

emancypują się z pod pr- • ' ' w 

i patronów niemieckich, a ^^ lOJ 

kulturze, francuskim wzorom — w \łielu już pracach się 
przebya. 

Wreszcie i sztuka dramatyczna dostaje swój chram godny 
tumu świętego Wita, w pamiętnym roku 1881. W tych 
warunkach Narodne Divadlo staje się istotnie i świątynią 
w Efezie i miejscem Dyonyzejs' ■ ławności", Pielgrzymi\ją 
doń tłumy z najdalszych stron i ^_ . . . jw Bohemii. Uroczystość 
otwarcia staje się w wielkim stylu świętem narodu. I choć 
złośliwem losu zrzn n 12 sierpnia tegoż samego roku 

wszystko jednaj nocj łui;.ic na pastwę płomieDi, naród czeski 



— 107 — 

już genialnie solidr— - - «^:- ^^ziyny, bogaty, w; 
otrzymawszy, gri - ini w dni kilkana> 

jeszcze większy fundu^/ I staje po dwóch latach jeszcze 
wspanialsza „kapliczka nad Wełtawą", monument aere 
perennias! Ten symbol renesansowy narodowej woli i siły 
dhigi czas teraz będzie streszcsał w sobie sumę najrozmaitszych 
przejawów duchowego żywota. Wszystko wysili się na to, 
aby w tej ńwiątjTii Piękna język czeski miał już ton impera- 
tywny i pański. Do apelu staje cały szereg twórców drama- 
tycznych, jak Halek, Samberk, Stolba, Bordech, VVł. Cech, 
Szubert, wśród których na pierwsze miejsce wybija się pierwszo- 
rzędny mistrz słowa, poważny, mocny i pański twórca Jirasek. 
świecł^cy kolejno cały szereg zasłużonych tryumfów, szczęśliw)' 
autor .^Margrafa Gerona" i istnego snu czeskiej nocy letniej: 
„Laurni..." 

Na polu a raczej ugorze politycznym czesi patentem kon- 
stytucyjnym z 1860 r., czując się skrzywdzonymi, rozpoczynają 
swój absenteizm parlamentarny, bodą) że niefortunny. Obiecany 
^ygp/jo K. ..„♦.> i ,,j^ polski w ostatnej chwili zawodzi, pomnażając 
wzii ze. niechęci i żale... Rewanżując się za bezsprzeczne 

zaparcie się czechów przez pobratymców galicyjskich, przezywają 
odtąd ^' ' ' * a z niemi wszyscy młodoczesi i całe 
Czechy „- . ..":ie „Powiślem". Wreszcie za Taaffego na- 
stępuje zelżenie w napięciu antygermańskiem przeciw Wiedniowi 
i absencya się kończy. W r. 1882 dostają czesi własny, pełny 
uniwersytet po długoletnich, mozolnych, ale pełnych taktu, 
powagi i sumienno.ści staraniach, nie stanowiących żadnej 
analogii z hąjdamackiemi ujadaniami i borbami działaczy- 
borytieli ukraińskich. W Narodnim Divadle to Yrchlicki to 
Smetana zastawiają przed swym narodem dosłowne uczty artys- 
tyczne, a Szekspir kanonicznie i pietystycznie wystawiany 
staje się własnością kulturalną czechów. 

W r 1886 daje Honza wielki jubileuszowy koncert swej 
pracy realnej i swego patryotyzmu przemysłowego i gospodarczego 
w Pradze. Egzamin cum summa laude zdaje już przenło 
4-niilionowy naród. W r. zaś 1892 na wystawie teatralno- 
muzycznej w Wiedniu czeska muzyka i czeski teatr święcą 



— 108 — 

wielki absolutny tr}'umf iukccsami ^Da^'^^'''*' ^^r-z-Un^j 
naneczoDeJ". .Dymitra" i pl»jkn€|j poezyi . a 

narodu czeskiego z poU^żncgo i trwałego roateryału zbiia płynie 
spokojnie ku tąjemoym dalom przyszłości, nie ' yląjąc 8i<} 

na boki nawet pnez to obecne, gorszące omal pol lirz^tenle 

wśród brygady swych marjnarzy; płynie spokojnie, bowiem 
u steru nawy stoi z zakasanemi ri^kawami dzielny Honza, dojrzały, 
dorosły, twórczy, intiyrj lud. 

Od czasu jeszcze, kiedy zwyciężył t. z. pozytywny kierunek 
polityczny t j. aliaż jakoby cośkolwiek z naszych dawnych 
haseł organicznej pracy, a coś niecoś z ugodowego realizmu, 
w każdym razie kierunek chemicznie wyprany z wszelkiej blagi 
idealistycznej i przelicytowywania si^ we frazesach, tempo życia 
ogółowego wzmogło się też niesłychanie, a sukcesy narodowe 

mnożą się mimo pozornego zDi< ' • ' • ' : --. - - .■■ na 

samej życia publicznego powi- - . - /.- 

kowanie się w programach i doktrynach polityczno -socyalnych 
nie tyka ani na jednym punkcie peryferji so! yi 

gospodarczej, nie oziłjbia ani o stopień w^.-.^j i, .w^.> ....^iy 
uczuć narodowych. Może w jedynych Czechach istnieje dosłowna 
doktr)'na i partya patryotycznego socyalizmu. Najzagorzalszy 
socyal - demokrata uzna w pośle leaderze Kramarzu działacza 
europejskiego gestu, dzięki któremu bawełna z 250,000 wrzecion 
jedzie już i do Indyi. Pod hasłem kooperatyw sunie swój ku 
swemu i wszyscy są silni swym zespołem. Ten kapitalny zespół 
podziwia się i w Narodniem Divadle, i zazdrości się go na 
Cieszyńskim Śląsku, w kapeli Filharmonii i na zebraniach 
politycznych na Morawach, ba, nawet i w ameiykańsklch 
koloniach i u cukrowników, na Wołyniu. Nie trzeba ich sądzić 
według polemik, waśni, podkop>'wań i intryg stronnictw, klul>ów, 
swarów i zapienionego wrzasku dziennikarzów, ale trzeba ich 
widzieć i admirować, gdy będzie chodziło o czeski uniwersytet 
w Bemie (w 1908 r. odmówiony) lub o rcgulacyę Wełtawy ciy 
łjaby! Wtedy ta brygada czeska ze 108 ludzi, na 8 klubów 
niepotrzebnie rosbita, da wielki spektakl karności, jak go dawała 
jui tyle raiy, choc^by ostatnio przy wystawie r. 1908; nawet 
en/a/U tgrribU Klofaos nie wyrwie się wtedy le swoim roi- 



— 109 — 

wichnonjm indywidualiimem, jako ntsst Filipy z Konopi fli^ 
wyrywają, by polem uciec... na Pragę... 

I choć tej załodze z parlamentanystów i polityków czeskich 
możnaby wiele zarzucić, choć sukcesy na polu politycznem 
cxechów nie mogą się równać ani części ich sukcesom kultural- 
nym, to Jednakie z góry z&stizedz trzeba, te przecenę polityczne 
isewnętrzne bynajmniej nie paraliżują tycia wewnątrz, nie 
demoralizują, nie wywohyą stanów tak klinicznej depresyi 
ogółowej. jak np. u nas. Na szachownicy austryackiej polityki 
mogą zgorą--^ ^" \ii leaderzy brać mata po macie, a w kraju 
puls iycia : uem równomiernie. Po odniemczeniu Pragi — 

i całej plejady miast czeskich przychodzi kolej na wytrzebienie 
napł z miast morawskich. Już niejedno, 

ale - ., „ _ w swych murach złota Praga i nie 

jeden bank, lecz cztery wielkie a moc i przemoc małych „załozni" 
choćby w najmikroskopyniejszych miasteczkach. W pejzażu 
Szwajcaryi czeskiej stare ruiny dziwnie nie kłócą się a harmoniztiją 
z kominami fabnk i „zawodów", 160 zamków starych tworzy 
pendent do 160 cukrowni. Typ Wielkosedlaka zaczyna być 
typem herbowym Czech. Wszędy gospodarka r ^a, 

najpostępowsza, wszędy rola i gleba „uprzemy... . .^^.^uły 

fachowe i szkoły gospodarskie kształcą młodzież, której patryotyzm 
polega na pracy, sporcie, oszczędności, erotycznej normalności, 
f... ...„„j sprawno.^ci, ~- ■ ~ -. dziejów oi*~" *'"h nie na 

icyachihistoryc/ ^ h... Nadprod . ^ itelegencyi 

pcha młody narybek do industryi i handlu, nie do pajdokracyi 

u literackiego, strajków, bojkotów, zy. 

; . .. .viatowy w r. 1907 wynosił w same;.. ....... v,.v.,^.om 

43 mil. koron, analfabetów czechów iest 4.26% w Austryi (gdy 
polaków w Galicyi 40.82%, a w Królesti^le ?.. a w Warszawie?..). 
Czeskich cr~ r^^w w Austryi istnieje 12 (polskich 49), 
realnych s/ skich 43 (polskich 11), p<^literhnika praska 

i berneńska miały w r. 1907 czechów 2,962, uniwersytet praski 
» pięć tysięcy! W języku czeskim wychodzi 320 pism 
(....,, /mych. 630 niepolitycznych (wr. 18«5było wszystkiego 175), 
iednu polityczna gazeta przypada w Austr)! na 18.9(X) czechów 
(na 44,762 polaków). Uzupełniając* szkoły przemysłowe dla 



— 110 — 

R«micślników ukończyło w r. 1907 niemców 56 tysięcy, cuchów 
66,td8, polaków 7,0()7; stowarzyszeń rękod vch je«l 

w Czechach 828. a członków 64,230 1 1 d. i t w. .-,^ól c? • ^^ • 
liczy w ogólnej sumie do 70,000 członków... Czechów po i; 
steryach austryackich Jest mniej więcej cztery razy tyle co 
polaków... Teatrów cze.sk ich w Pradze Jest obecnie sześó. 
a trup amatorskich, zorganizowanych w stałe związki przeszło 
60. W Otta „Słowniku naukowym" współpracowało przeszło 
tysiąc stu uczonych czeskich. Oto wonna cyfr wiązanka; 
Czesi mogą jeździć swemi wagonami, śr - « - ' "-i automo- 
bilami i swemi rowenimi, gruć nu swoi ich, pisać 
swoją stenografią, zarzucać świat swemi gramofonami, pić 
swoje piwo i swoje wino, wyrabiać swoje maszyny drukarskie 
i drukować na swoim papierze, mają samodzielny eksport 
i import, tani kredyt dla wszystkich spółek udziałowych, zor- 
ganizowany kapitał. Oparci na samych sobie, mogą sobie 
zupełnie ^^7sta^czyć, nie oglądając się na nikogo w Europie. 
Szacunek, jaki dia małego ledwie, że siedmiomilionowego narodu, 
^wi cała rasa anglosaska, sympatya, z Jaką do nich odnosi 
się nawet tak v »• egoistyczna Francya. i bojaźliwa nie- 
nawiść, jaką w..s'\ • 'ii czechów pieni się zdegenerowany 
prusactwem pangermanizm, są naJNN^raźniejszemi, sprawdzonemi 
dokumentami wartości tego jedynie kulturalnego z narodów 
słowi.' ' ' 

i iwałaby jeszcze kwestya. Jak na podwalinach tak 

imponi^jącego odrodzenia się przedstawia się dzisiejsza kultura 
form bytu, towarzyskiej egzystencyi, >ł7robienia światowego, 
dobrego smaku, wykształcenia, stosunek do sztuki i piękna, 
wreszcie korona życia, kultura duchowa. Otóż i na tych polach 
i w tych wyższych i wysokich regionach zanotować pnyjdzie 
same plusy i progresy. Ciesi zwolna ale systematycznie wyz- 
walają się ze swojej poczwarkowej fazy matomieszczaństwa. 
Społecznością demokratyczną zostaną już zawsze, a w typie 
ogłady zewnętnnąj najwięcej zbliżać się będą do rubasz: 
i swobodnycti Amerykanów. Nie mieli wieku XVIII w s^)^^ 
dziejach i nie mają szlachty. Wprawdzie obecnie, po Lobkuwi- 
czach, Tbunach.Harrachach już coraz więcej rodzin arystokratycz- 



— 111 — 

nych od wieków Eniemczonych, zaczyna pośpiesznie się cze- 
chizować (świeżo hr. Kaunitz, pisząc sią Kounic, ofiarował 600,000 
koron na Dom Akademicki w Bemie), wprawdzie wszyscy 
członkowie dynasty! liabsburskiej uczą si(^ obowiązkowo 
i mówią po czesku, atoli oficyalnego łiigh-lifu czeskiego jak 
nie było, tak niema, „salonu" czeskiego, Jako w pojęciu 
terenu artystyczno-kulturalnego, nie było, niema, a życie 
towarzyskie, niestety, nadto z niemiecka centraliziye się 
poprostu w kawiarni czy w knajpie. I na tem to polu, jak 
niektórzy twierdzą, mogliby wiele (czy jedynie tylko) zyskać 
bracia z nad Wełtawy w bliższem zetkni^^ciu siQ i zaprzyjaź- 
nieniu z braćmi z nad Wii>ł>'.. 

Stosunek do literatury i sztuki także przybrał już całkiem 
europejskie formy. Imię niegdyś zlekceważonego mistrza 
„Manesa** nosi dziś wielkie i silne stowarzyszenie artystyczne, 
mające swój pałacyk sztuki, swój świetny, od 10 lat wycho- 
dzący organ wyłącznie artystyczny „Volne Śmiechy" i drugi 
sztuce stosowanej poświęcony „Style", swoje zakłady repro- 
dukcyjne. Czeski naród wydał największego i najoryginal- 
niejszego dziś rzeźbiarza słowiańskiego Franc. Bilka, Malarstwo 
czeskie liczące się dopiero od drugiego pokolenia, ma już 
kilku twórców wielkiej marki, by tylko Uprkę, KaWodę, 
Panuszkę wymienić. Obrazów z „wystawą" po prowincyi 
jeżdżących nie tylko już nie krają ni opluwają mili parafianie, 
ale je... kupują. I mecenasów sztuki, idących śladami Woj- 
ciecha Naprstka, czy fundatora milionowego Hlavki i kolekcyo- 
nist4>w w typie dawnego zbieracza szkła pana de Launa, mają 
Czechy bogate coraz więcej. Całkiem zwykli panowie Duda 
i Stetka ro/pisiyą np. własny konkurs na dramat. Może 
i niezbyt ł>łahym a nieco zaciekawiającym będzie i taki 
szczegół, że Praga ma trzeci w świecie największy zbiór 
drzewo i miedzior)'tów (de Launa), a Czechy drugiego z rzędu 
w świecie kolekcyonistę... orchidei (Roezla)... 

W stosunku do literatury charakterystycznem jest, łe 

~ zlekceważonego niegdyś poematu Mahy: „Mąj" przejęło 

^ .tvsze i potężne stowarzyszenie pisarzów, liczące do 

dwustu członków. Jak w życiu gospodarczem, tak i w inte- 



- ut - 

lektualnem, wiąjstko tu zorganliowane i składne. Wjchodzi 
moc książkowych mlcslłicznlków 1 ty^jodnlków... różne di; ' 
kierunki w Europie odzwierciadląjących; obok staroiyttir; 
„OsYcty" (Biblioteka Warsz.). całkiem nowoczesne: „NowinH , 
„Maj", „Lumir", ^Modcmi Revue", ^.Mercure de France"), 
dawniej ..Kvety". „Rozhledy** (Hlldka), „Not Zlvof, (modemi- 
chrześcyański) i moc innych. Piśmiennictwo preesiło y^j. 
dawno enj edukowania, poprawiania i „krzepienia serc" 
narodu. Idee Cecha. Nerudy, Yrhlickiego pneszły w krew 
i tyły całej nacyi. Nowe pokolenie stanęło już raczej pod 
rycerskim proporcem wytwornego artysty Zcyera. Nie mają 
czesi nadal kwalifikiyącego si^ na europejski eksport dramatu, 
z ^7Jątkiem Kvapila, Hilberta. Mrstikon. nie mają (poza 
Hreziną) istotniejszej liryki t j. tej najmniej potrzebnej, a u nas 
zachwaszczi^ącej wszystko profuzyi osłabłego, schorowanego, 
niewolniczego i skobieconego ducha rasy, ale mają doskonałą 
proz<i beletrystyczną, wprost świetną krytykę 11' • " ilda, 
Wodak. Krejczi, Prohazka, Marten), bardzo int.:. . ...;^.., . ityrę 
polityczną i społeczną (Machar. Dyk, Neuman, Horky, I^osztłak. 
ba, nawet An. Sova)^ która stojąc już na stanowisku barl 
krytycznem wobec przesycenia całej atmosfery post' * 
interesami i frazesami narodowemi. opierająca się bar ^ 
realistyczno-radykalnych doktrynach grupy profesorów Masarjka 
i Drtiny, stara się nieco prze¥rietrzać Czechy i oczyszczać od 
nadwyżek blagi wlasteneckiej. To zresztą emancyp-^-*"'" «^'" 
lekkie od presyi przesadnego i już dokuczliwego n;. 
od idolatryi „swojszczyzny** odczuwać się już daje i w ma- 
larstwie ostatniem, poszuki^ącem ponad — i pozanarodowych 
stylów, dróg, technik, motywów, kształtów, barw i w muzyce 
(Foerstcr, Weiss, Nedbal, a szczególnie Nowak) i w poe^yi 
dramatycznej czy innej, emignyącej masowo z terenów ro- 
dzinnych w nąjegzo*- • -sze ternie, czasy, epoki, w dzie- 
dziny legend, bajek, ^ e neczywisioścL Dochodzi do tego, 
te punktualni praktykanci pocztowi płodzą, przedrzeźniając 
Maeterlincka, tragcdye renesansowych książąt, a skrupulatne 
Remlngton-mamselle ze sklepów tęsknice swe do męicsyzuy 
mocnego wierszem wyg r yw ają, kontefreti^ąc się jako bm- 



— im — 

banckie eąy burgundzkie pryncessy. Jest to nieszkodliwe, gdy 
się zwaiy. że tom druku kosztiye 50 złr., tylko, że 
bezcelowe wobec braku chętnego temu ku świata czytelniczego. 
Wielka ressŁa literatury praciiye solidnie i sumiennie nad 
transponowaniem. kompromitowaniem życia czeskiego dzisiej- 
szego w powieści, noweli, dramacie i komedyi w takiem 
świetle, na jakie ono wedle indywidualnego temperamentu 
twórcy, choleryka czy sangwinika, melancholika czy abnegata^, 
zasługuje. Z dowolnego kompletu takich książek poznać można 
bardzo Już gruntownie dzisiejszy nurt życia czeskiego 
w ł*radze, na prowincyi, na Morawach, w Wiedniu, w Ame- 
ryce, na Wołj-niu, w Tatrach, w rajskiej ,ilanie", w kopal- 
niach, w fabrykach i na okręcie. 

Cala literatura, podobnie jak i nasza, czeka niecierpliwie 
na swojego hr. Melchiora de Vogue, lub w gorszym razie 
swojego Brandesa, któryby ją zechciał wyyńeić z ziemi 
egipskiej, z domu niewoli, od swoich krytyków, swojej publi- 
czności, tak od kultu, jak i od zapoznania przez swoją własną 
patryę i parafię; inaczej czeka na „swojego** francuza, 
...w.j..y ją „odkrył", sprezentował j*aryżowi, Francyi, Europie 
i... sobie nie zaszkodziwszy, i nam innym wszystkim pomógł... 

Czeka na to i czeski Honza, dziś już dojrzały mężczyzna, 
..wielkosedlak** z małym brzuszkiem, dobrobyt figun^jącym; 
Lzeka, patnąc z góry na swoich małych chłopaczków, ugania- 
jących się po polu za zwiewnemi ^^^^n^peliszkami" wszelakich 
egzotyzmów, ultraąymbolizmów, hyperestetycyzmów i 8i^)ra- 
dekadentyzmów... I cłerpliw jest wielmożny pan Honza, bo 
wie, że druk tomiku kosztuje najwyżej 100 koron i to na 
„własnym" papierze, „swojskiemi" czemidłami na „rodzimych" 
maszynach drukarskich... 

m. 

Stosunki wzajemności literackiej i wymiany swoich utworów 
mi^d^ dwoma jedynie bratnimi narodami zachodniej Słowiań- 
szczyzny są dopiero w stanie ząbkowania. 

Na przestrzeni dziesięciu lat mniej się tłomaczy ze spo- 
kojnej, krzepkiej i życiu przyjaznej. literat urj* Niemcowej, Nerudy, 

N«w»r/)r«aki szkice Uwrarki* H 



— 114 — 

/ifjera, ni^: ^^ inlr.ym roku. \<;\.' w |<-<lii\iii kN\arlali* z h;i,s/ysrowo|. 
tnyncfj i i»^iu;i< .j witaliin t-iicrgir iiipmI/ip/j li!er.itui> /Mmcou- 
crtw Wschodu. Nasza nieznjyomość literatur} cz«-ski«i podobna 
jest do tej i;.- i, jaka sic; zachowała w tradyryi po ks. 

biskupie A. 7 człowieku tak zresztą wszc* ho^arniającej 

Mriedzy i tak j m. W jednym z listów swoich, prze- 

chowy^^anym do^chczas, w przejeździe do kąpiel w Czccłiach. 
pisze on, „io są tujakowiii ludzie whM Niemiaszków, ^ * 

ję^kiem bardzo naszemu po<)..lmvrn.- .Już atoli inny , . 

nieco późniąj żyjący, ks. Kos .i, wydaje pienv8zą wiado- 

mość polską o literaturze pobratymczej koło r. 1803: ,lizut oka 
na literaturę czeską." 

Dzisiaj nie tłómaczymy atoli z tego języka prawie nic. 
aczkolwiek w wieku XIV. i XV. jemu zawdzięczamy swój wyższy 
poziom kulturalny i, aczkolwiek oni np. tl Już w XV. 

wieku takie pieśni religijne Władysława z (,.t..i. •• ^"*' "" 
pierwszy polski utwór świecko-dramatyczny Reja, niN 
dyalog Warwasa z Dykasem (jedyny tegoż rcjkopis w Muzeum 
Narodowem Cześkiem). 

W r. 1834 wydaje krótki zarys literatury czeskiąj K. Wina- 
rzycki, a pod wpłj'wem poczęcia się idei słowiańsko • rasoMrych 
i filozofowie nasi i uczeni nawiązi\ją stosunki ze .kwiatem nau- 
kowym czeskim, kiedy.ś na krótko tylko zadzier'— • • - ' • 

ojcem slawistyki Dobrowskym a naszymi bada 

ks. Adamem Czartor^-skim i Bandtkie-Stężyńskim. Libelt i Tren- 

towski jeżdżą do Pragi, gdzie są znani i tło i 

Wpływowi b'-' "^"7oficzn3*ch idei Trfi ..itgo poddaj*^ 

się jeden z najgo :. herbowych jKitryotów czeskich, pt, 

cysta Karol Haylićek-liorowski, legendarny słowianofil. < 
w Czechach przez lud kościuszkowskiego aureolą omal bohaiłrstNN a 
i m(*czeństwa 

Dopiero {)o 48. roku i {>o zjeździe praskim zaczynamy si«: 
goręcej zajmować Czechami. Charles Kdmond < 
powrocie z Pragi wydaje dwutomową, kompilacy.. 
kową p. t. ^.Czechia i Czechowie". Eliszka Krasnohorska u 
bardzo poprawnie ,,Pana Tadeusza", a powieści Dzierzkowskiego. 
Zarharyasiewicsa, Bałuckiego. Wilczyńskiego, Czajkowskiego*. 



— iir» — 

M. Pawlikowskiego raz pu raz pojawiają się na praskich półkacb 
kti^garskich w tłómaczeniu Klika, Kosznara, Netesa lub wreszcie 
serdecmego przyjaciela Polaków, a już szczefi^ólnie Krakowa: 
SEwaba-I*ołal>skiego. Z poetów, o ile wiemy, Siemłeński, Wa- 
silewski, Asnyk i wre87xie Słowacki, znajdują translatorów 
w p. Vondra*ku. Yolaku. Ne^asio i w naszej literaturze jawi 
się kilku świadomych przyjaciół piśmiennictwa czeskiego, jak 
zmarły Bronisław Grabowski, u z żyjących profesorowie Baudoin 
de Courtenay, Bruckner i uczony spraw aryjskich, druid gaelicki, 
szanowny poseł kaliski Parczewski. Potężny wzrost naszej 
literatury, symbolizujący się w trzech nazwiskach: Sienkiewicza, 
ł^nisa i Orzeszkowej, powoduje w Czechach wzmocnienie ruchu 
tłomaczeniowego. Dr. Boiywoj Prussik i Krebda zaznajamiają 
Czechów z Reymontem, Zułaskim, Kisielewskim; p. Rdcek 
specyalizuje się w Sieroszewskim ; Tetmajera tłomaczyli p. Ma- 
temowa (takie Konopnickiej „Italia**), K. Rieger i Pawlista, 
Przybyszewski ma tłomaczów w p. Brzeska i t^uciku. a bardzo 
inteligentnego i fanatycznego propagatora i tłómacza w p. Miro- 
sławie Kropaćku. Weysenhoffa tłomaczył p. Yondraćek. 

Oaorwiście wpł3rwa też na niepomierne zwiększenia ilości 
tłomacaów z polskiego i ta okoliczność, że w Pradze istnieje 
prywatna szkoła nauki specyalnie języka polskiego, rok rocznie 
wypuszczając w ^wiat przeciętnie 80 osób, mówiących dobrze 
po polsku! 

Otóż tej rzeczywistej przyjaźni dla naszego piśmiennictwa 
i tej imponującej liczbie tłomaczeń z naszej literatury my prze- 
ciwstawić motamy bardzo mało. Nawet jeżeli już uwzględnimy 
bezsprzecznie znacznie skromniejszy stan i dynamikę literatury 
czeskiej, zbyt mało. Nie mówimy już o pracach krytycznych 
i informacyjnych. Tu broszurowy zarys prof. Zdziechowskiego 
p. t. , Karol Chynek Macha 1 byronizm czeski- stoi prawie 
odosobniony. 

Rzetelny przyjaciel i tłomacz poetów czeskich, M. Szukiewicz, 
od jakiegoś czasu milczy, jak zaklęty. Tu i owdzie bardso 
sporadycznie JaWią się informacyjne szkice dr. Frandadut 
Krieka ze Lwowa, prof. Magiery, lub rapsody krytyczne świet- 
nego styli.«»ty, p. Nalepińskiego. Tłomaczy się bardzo mało, 



I to tylko n&eaj krótkie, nowrl.-, . ■■ /. Jmiska. z Nenidy, Ceeha, 

lo z Arboaa lub Machara. .!♦ lyn> • ;r\ dwa tomj 

X«yerowe Zenona Przcsmyt ki. g... jako swoją 

wyraflnowaną doskonałością, nieskazitelnością swej polszc^zny 
i prawem, sc ' iem szlachetnego romański' ' 

samotnika pr/.i. ,.,..„ /.yjąccgo pełnego reprer^nt ^ 

polskiej pańskiąj kultury — t^ wielką krzywdę, jaka h. 
bratniej literaturze czeskiej przez joj całkowite z naszej strona 

przepomnienie. Ale to też od Pr/ i - • .iole inn^l! 

łnicyatyw i poczynań, broniącycli . • j w Pol.^r.-, 

tak i ta yry^ść powinna myśl, by się złączyło grono przyjaciół 
zachodniej Słowia ny u nas. 

Jest nas kill może, którzy pokoc^^-n-ny^ ...r,i.., /t,;.. 

płowego lwa cz- , złoty miraż król 

i modre lśnienia karaceńskiego rynsztunku na żarliwym rycerzu 
ro! r/,e. Połączmy się w jedno kolisko pod łaskawym 

sci ,.:;... ,... ,— lela Zeyerowego, tego, co swą wszechwiedzą 
uchronił młodą Polskę przed wyłącznym pary/yan izmem, przed 
pansyonizmem, feldmanicością i utwórzmy stow; ie przy- 

jaciół zachodnio-słowiańskiej kultury, literatury i ^/.iiim. 



SIEUR DE BEAUMARCHAIS 

(PRZED PREMIERA) 



lieśmierielnośćiego ^wąjasika*' rewolucyi francuskiej liczy 
■ it dwieście dwadzieścia; nic już z jego spółczesników 
:JkŁv,u^, :.ie utrzymi^je się na deskach pierwszej Komedyi świata, 
rała wielka klasyczna arj'stoteliczna simili-rzymska tragedya jego 
poprzedników leży na półVuch bibliotek zaśnięta na wieczność, 
a ^' ■ ' ry „Laziebnika, Sewiliańskiego'* nawet i bez impre- 
giK _ je tonów Rossiniego i Mozarta żyia żvciem ucieleśnień 
scenicznych trwałe, skrzące, lśniące. 

Bowiem człowiek, który je powołai twórczym rozkazem do 
e^zystencyi, był to mocny typ przjgaciela życia, przedsiębiorcy 
wielkich rozpoczynali, inicyatora gruntownych przemian, rekon- 
strukcyonisty bytu. Umiał jasnym wzrokiem przeszywać nurty 
spółczesności aż do jej dna, a to wszystko, co ^rało się w duszach 
jego najbliższych — najdalszych, zdołał w dwóch zamachach 
pisarskiej woli dramatycznie zogniskować i stać się tern samem 
i rzecznikiem i reprezentantem czasów. 

Od zegarmistrzowstwa przeszedł do grynderstwa. Od 
ofiarowania pewnego pięknego poranka właśnie świeżo z edre- 
donowych poduszek wyłonionej, jeszcze ciepłej pani Pom- 
padour maleńk - -i^eczka, co się dał zmieścić dzięki jego 

kunsztowi nad „:y w pierścioneczek na paluszek, przeszedł 

aż do ofiarowania walczącym o wolność Washingtonom i Frank- 
linom całej flotylli uzbrojonej i wyćwiczonej ochotniczej marynarki 

.m^'- - • irki.- Były zegarr---'—. jegomość Caron, kupiwszy 

^•^> Kie de, kupił s< n samem prawo wygrażania 

v! y^ioicracyi na jej własnym terenie. Ucząc córki Ludwika XV. 

' sztuki przerabiania paluszkami na klawiszach klawi- 

mimochodem wychodząc, wypisywał na ścianach 

sterczącego dumnie rokokowego feudalizmu : .Mane Thekel... 
Upharisim. Mając ^ywe, rozfak>wane srebro w swym tempera- 



— 120 — 

menele, unuał przyrituipit' do siebie złoto ijt w»(7.cch Miron; były 
segarmisirzyna obraca) milionami ze swobodą Roh iganów, 

Richeliich. 'Iiiż mu i wenie nie imponowała v lująca na 

droidżach pot4;ga trzeeicgo stanu. objawiąjąe4i sii; tak ^wiadomo 
i tak Fymbolieznie w jego wła.«^nie genialności i w Jego złocie. 
W -*"• *-iko wyehylulu sio tęsknotii i ciekawość wielkiego 
nn<. . ^> tragicznego spektaklu etyczną niosącej ntys- 

fakcyę rewolucyi; a kiedy ta zbliżała si<; zbyt powolnymi jak 
na jego gorączkowo^c* krokami, świetny aferzystii paryski po- 
stanowił i własnoręcznie nieco ją przybliżyć. 

Tymczasem zaś rozsadzały Jego wyczekiwanie plany i plany, 
(idzie tylko rzucił swojem okiem grynderskiem. wszystko można 
było zmieniać, przerabiać, konstruować, ze wo^ysUdego po 
uderzeniu Mojżeszową laseczką spr>'tu busineesowego mógł 
¥rytrysnąć potoczek chłodnego, miłego złota; a to więc wodo- 
ciągi w Paryżu, u to monopol handlu negnimi w koloniach 
tiiszpańskicb, a to państwowa premiowa pożyczka, a to h;.- """ ^^ 
drogi na Suez. A to wreszcie możeby... tak amen 
modą dało się wziąć za gardło monarchiczną oligarchię Bur- 
bonów i tak nieco pr/^ " do ściany i ni** 

się tych niezliczonych \^...^, .. ..cjów, które sprav. .„,.,. ._ , ,„ „...i 

smaży się w piekle wnętrza wulkanu, a Yio narodu, z labusiami 
na czele i dziewczynami wygimnastykowanemi do kunsztyków, 
tańczy erotyczny kankan na wulkanie w takt melodyi: apres 
nous le dćluge! 

Pan de Beaumarchais nie był chciwym na pieniądz. Miliony. 
które zyskiwał wczoraj, tracił dziś i tylko widok uruchomionego 
metalu sprawiał mu rozkosz niedopowiedzianą. Ot, aby się 
praewaliUo z kas do kas, s kieszeń do kieszeń. Trzeba sobie 
uprzytomnić, że to była historyczna godzina nietylko markiza 
de Sade i kawalera Faublasa, nietylko encyklopedystów i anglo- 
manów, ale takie godzina olbrzymiego wzrostu industiyi i handlu, 
portów i fabiyk. Beaumarchais niet}iko był dzieckiem tej go- 
dziny, ale i dzieckiem szczęścia: pecha miał tylko w tem. że 
odrazu trzymał za ogon sto srok i sto businessów wzajem sobie 
szkodzących i że żył ściśle w stylu sw^ opoki, y. kąpiąe aię 
w rotach a rwąc po drodze każdy ledwo zakwitający kwiat 



— 121 - 

dziewczęcych lilii. Nadio mając np. nobliwą pasją wydania 
pełnego Woltera, uważał za koDieczne.. wybudować własną 
fabiykę papieru... własną lejarnic czcionek... własną drukarnię. 
Takie zaś fantazye koszti^ą. 

Do literatury wszedł, opowiadając o swojej młodości, 
w masce balwiena hisipańakiego. Dla sfer nądsących miał 
w r. 1775 Jaki taki aaconek. Almaviva z tego czasu ma Jeszctt 
talent, gi^andezzę i koncept Powoli na posadzkach salonów 
przekonywał się już naocznie, ie to dobre towarzystwo jego 
cza- ' ='<t bardzo tępn. płciowo rozbuchaną, ideowo nędzną,. 
ma. .c pasożytną, moralnie zgangrenowaną hołotą, którą 

prędzej czy później należy t<»k wytępić,jak infamny kler, pijawczo 
rozgospodarowany u Gallów ; Alma vi va z r. 1784, tj. zaledwie 
po 9 latach od „Laziebnika*' jest już tylko nicponiem, sprzętem, 
frantem i fantem, z którym stan trzeci na razie nie wie co zro- 
bić, ale fantem Jeszcze wspartym na istniejącym porządku pań- 
stwowym, .społecznym, normalnym i moralnym, tj. amoralnym 
i anormalnym. 

Dzięki protekcyi Maryi Antoniny i królewskiego brata. 
Figarowe aferj' grano na dworskiej .scenie w Fontainebleau, 
ii zebrana uoblessa, pewna siebie bez granic za.4miewała się do 
rozpuku, ni na moment nie przeczuwając, że dzisiejszy golibroda 
jutro już brzytwą gilotyny obetnie uperukowaną głowę egoizmowi 
kasty pasożytnej ; tylko sam dobroduszny Ludwik XVI miał 
moment złowrogiego niesmaku i... to podczas... partyi „rhom- 
bra". Więc na pikowej siódemce szybko skreślił rozkaz areszto- 
wania zuchwałego burżi\ja. .\le wnet za protckcyą wszystkich 
przyjaciół śmiechu ral)elesowskiego i Fauna galijskiego wy- 
(•u.szczono na wolność^ popularnego viveura, faiseura i pieniacza... 
i pieniacza. 

Albowiem jeszcze pieniaczem zagorzałym był ten w ukropie 
kąpany wszędobylski, tryskający życiem sieur de EBeaumarchais. 
Z procesu wpadał w proces, jak z afery w aferę. Głód sprawie- 
dIiwo.<^ci za każdą cenę był w nim tak silny, jak gorączka złota. 
Wiedział dobrze ten człowiek o spotężniałym zmyśle rzeczywistości, 
że demaskując kupną i kastową sprawiedliwość parlamentu, 
rozdymąjąc do niesłychanych rozmiarów taką rozprawę z sędzią 



łapownikiem Ooezmanom. f^afiu aUsolutyzm w samo sedno 
i doppinguje naskuteczniąj iodygnacyę ceres to radykaliiliO Ju^- 
myślącą) burżuazyi. I istotnie motoa stwierdzić. 2e Jego Me- 
molry pieniackic w DastyiyskieJ cytadeli zburzyły z 6000 cegieł, 
a zuchwałego icli autora zrobiły wi* nkicm mło- 

dziutkiej wonczas i dopiero w <^vm.m >^^ '.fuj-i. . j opinii pu- 
bliczna. 

Poza temi czterema dziełami wruz z „Nowym Tartuffem** 
aJbo „Matką luj/' nie napisał I^ 

nic. Toetą był :. w wolnych godzinac;. . . , .. _, 

prozy. Nieśmiertelność jego leży nie tak w jt- .ni 

w stylu, ani w świetności stniktury, ani w natchnieniu, któ- 
rego ni moment nie posiadał, ale wyłącznie w tem. że. snn 
żyjąc życiem żyjących, umiał spętać życic i nsiicić je na ku ^n 
skryptu, w tern, że pisząc czynił, że z arki swe^o całkiem egoisty- 
cznego przeżywania życia puszczał w świat zwiastujące 
nowe potopy i nowe tcjcze, i nowe przew wania prze- 
gniłych do szpiku kości wartości. 

Takim był przenajmilszy Słeur, Piotr Caron, ex-zegarmistrz. 



\a'i 



/^ 



GOETHE, A ŻYCIE 
PRAKTYCZNE 




I. 

iw.ilnym potopie prac o Goethem, które w ostatnich 
uich wyszły w języku niemieckim, na czoło llteru- 
ry krytyczno- monograficznej wysunęły się tomy, 
■ ' ;imi, zdrad zające mi bardzo jasno icli ongiś, 
.-^ ^ .... ^jchodzenie; najbardziej i najogólniej chwalona 
dMTUtomowa monografia wyszła z pod pióra Wojciecha Biel- 
schowskiego; monografię siostrj' Goethego, Cornelii, a także 
biografię, uznaną za najlepszą, samego Olimpijczyka, napisał 
Jerzy Witkowski (Max Hesse Yerlag. Leipzig); wreszcie p. t. 
„Goethe und die Descedenzlehre", ważna praca o wszech- 
II z punktu przyrodniczego, ma za autora W. von Wa- 
.. .-..-kiego. I wogóle wyznać to trzeba, że takiego mnóstwa 
nazwisk ex-polskich, wciągniętych w kulturalną, normalną 
pracę w piśmiennictwie niemieckiem, jak w ostatnich trzech 
latach, nawet proporcyonalnie biorąc, nigdy nie bywało. Nie 
o to jednakże w niniejszym szkicu chodzi. Między przelicznymi 
pracami bowiem, z przeróżnych stanowisk oświetlaj ącemi 
geniusz weimarskiego orła, na specyalną tu uwagę zasługiwałaby 
nie wydana jeszcze, ale znana już z fragmentów, drukowanych 
po pismach, praca zurichskiego uczonego, Adolfa Teutenberga 
o „Goethem jako obserwatorze życia gospodarczego**. Mieli 
już o twórcy „Fausta- wiele do powiedzenia przyrodnicy, jako 
o swoim antenacie (Yirchow, Heim hol tz), ale z tych fragmentów 
dzieła A. Teutenberga dowiadi^jemy się dopiero, jak żarliwym 
i gorliwym, ciekawym i skrupulatnym badaczem ekonomicznego 
rozTiistania się sił narodu swego był napoleoński „oto człowiek". 
Pod uwagę wzięte są nietylko dzieła poetyckie mistrza, 
ale jego pamiętniki, listy, rozmowy notatki, akta ministra 
i ogromny całokształtny okres życia od chłopięctwa aż do lat 



— I2r. — 

BędldwagO, kultem całej Kiimpy otoczonejco wieku. /•• tawi.-Mi . 
skrapulaine A. TeutenberKn (łąjłt nam pełny obraz /.anuł' •«'^ ' 
nego ekonomisty, interesuj j|cego się całe m gospodarstwem 1.:. 
kiem. przemysłowem i łiandlowem. przemianii środków pni- 
i\\' nikacyl. nowo otwierającymi nią per- 
sp .. . taryfami, fabrykami, warsztatami 
i wszystkiem tem, czem gardzić uczv nas od lał osiemdziesięciu 
nasza poetya romantyczna i jej atorzy. Zdumie- 
wać 8iv przychodzi, z jaką gorijcu-* ^ i / j.iin.j znowu powagą. 
% jak serdeczną miłością i z Jak mocną cłięcią trzeźwego, po- 
siomego wnikania w rzeczywistość ogarnia ten największy tjrtan 
(antazyi i odkrywca całego kotr speku- 

lacył w U. części „Fausta", w...... ... ..,.. ... -:a gospo- 
darczego, całą twardą realną i istotną stronę bytu. Jut 
małem dzieckiem z octiotą przesiaduje godzinami to w Jednej 
z tkalni swego ojczystego miasta, to w winnicy ojca swegn 
pod Frankfurtem, gdzie tylko wre wrzątek pracy i zacłiodów. 
Studencik z dwoma kolegami w czasie wakacyi piectiotą zwie- 
dza węglowo kopalnie nad Saarem. W miarę lat ten interes 
największego poety nowoczesności dla rzeczy realnycti i dla 
praktyk gospodarskicli czy problemów technicznycli Mrzrasta 
i nabiera konsekwencyi. Tak w pamiętniku, tak w „Wahrheit 

und Dichtung,** jak i w ro: ■- -^ • :je twórca ,Torquata 

Tassa" każdy przejaw nap , woju gospodarczego, 

^dne doświadczenie nie Jest mu mało ważne, żadna praca 
mało warta, żaden „zjadacz cłileba** mniej ciekawy hib obojęt- 
ności godny dla swych „poziomych zaję<'-. Poznajemy z Wil- 
helma Majstra, jak szerokie kręgi zatacza Jogo chęć'' poznania 
całego życia ziemskiego. Jak żądza wiedzy rzeczy przemijają- 
cych dzisiejszych, przyziemnych, ogólno-ludzkich, pnEeb\}a się 
równie z rozmów i uwag tak młodzieńca, jak i sześódsiesięcio- 
letniego poety, który dał .światu Werthera i Fausta, tj. dwa 
można powiedziet'. zakony czy religie. Ówczesne życie go- 

•''^^arcze mało lub wcale nio zmochani''" ' ^...o... nj^ /j|. 

i««'te Jeszose cedułami giełdowymi. { każe mu 

się uczyć, fascynige go, zastanawia, a często skłania do zadzi- 
wiająco realnych i prawdziwych jasnowidzeń. Prowadzeni 



— 127 — 

przez p. Teutcnbergii, a dopełniając to jesicee szciegółami 

i : r.: : ...^ .,:: ...i^ ftx-polskirh autorrtw Bielszowsłuego, 

icgo, widzimy kolejno, czem wszyst- 

kiem zajmował sir ten obok Leonarda z Vinci najtini wersal - 

iiiejszy geniusz ludzkości, to słońce, z któreji^o dopiero poży- 

ozanem światiem tyły księżyce spółczesnych mu i następnycłi 

romantyzmów. W ten sposób poznajemy też bliżej życic du- 

howe i umysłowe tego obywatela wszechświata, poety uni- 

" * ty prom' .^o, pełnego i męskiego, jednego 

'•ardzo i ycli poetów, dla którycłi nawet 

Plato, wypędzający słusznie ze swej idealnej republiki wszelkie 

wierszoklectwo. zapewne zrpbiłby MTjjątek. 



TT 

Ni: zy 1 nąjsz»: . iiuui c/ '-iisiwa łausi 

jest czi m czynu, z.i: . ; i i człow i mys^li i czło- 

wiekiem używania. Pełnia jego nie zna granic, a granice 
po pakcie z Mefistofelcm zwycięsko przechodzi. 
. .t .L.^ont Faust przeklina swój mus zrzekania się 
i uczoną biedę, ogarnięty jest całkowicie 
żądzą bogactw, ale nie tK)gactw, jako miękkiej filisterskiej 
[>uduszki, ale jako środka i klucza do ogarnięcia potęgi, wol- 
ności woli i momentu szału. Pierwsza częśt' „Fausta** — to 
stosunek złota do miłości, druga — to złota do państwa. Nie- 
zwykle poucziijącym komentarzem tak do pierwszej, jak jeszcze 
V if^cej do drugiej czf:ści Fausta, komentarzem, w>'jaśniającym, 
.f^il drogą szła promienna myśl Goethego, aby dojść do tak 
głębokiego ujęcia stosunku złota do życia, jakie z każdej strony 
drugiej czyści ' '. są właśnie te notatki, rozmowy 

i fragmenta p;^:. .......... c, w których wyjawia się nam Goethe, 

obserwator życia ekonomicznego. W żadnym utworze świata 
straszne przekleństwo nienasycenia się nigdy sytością u^grska- 
nych już bogactw nie jest tak monumentalnie uwiecznionem, 
jak w „Fauście", w żadnym bezbronność nędzy tak obnażoną 
doszczętnie, jak w rzekomo szczęśliwej idylli Filemona i Baucisy, 
N\ żadnym niebezpieczeństwo pot^ bogactwa dla etyki nie 



— liJR — 

\ni t&k u nione. Jak w sfluUt nie 7.nając«go granic 

<wych Hłł „Koinni/^tora" -— Faii»ta. 

Taką pr/emocDość Mammona f taką jego W8Z«chobecność 
we wsiiystkich faktach i UHtosunkowaniach życiowych mógł 
zobrazować na wieczne czasy tylko poetti. kt<^^>' nie zamykał 
jednego oka na rozrost życia dokoła, ni też patrzył pnr.ymni- 
ionomi ar>'9tokratycznie oczyma na poziomą prac«; maluczkich, 
dobrobyt rodzącą. Aby dać radę tak gigantycznym problemom, 
jakie przewalają sio i rozwiązują w ,Kaui>cie*, trzeba było 
istotnie wrhłaniać w siebie życie spółczesne pełną piersią doj- 
rzałego męża i wszystkie dziedziny życia poznawać od źródeł, 
od podstaw. Pienvszy ^obywatel świata", Goethe, z lubością 

zagłębiał się w arkana go -l^-^twa wif*- ' •- "" • -^'"Tłskiego 

i w warunki egzystencyi i i i z fa; -I nad- 

ciągający industryalizm, aczkolwiek zdawał sobie sprawę, jakie 
na razie spustoszenia ' ła nowy potentat absolu- 

tystyczny: maszyna. ...,, ..;.,^, .vł się i poznawał w po- 
dróżach. Zatrzymiyąc się wszędzie, gdzie tylko tętno pracy 
biło silniej, wszystko zwiedzał na j pedantyczniej. Do Rzymu 
jedzie z Jednym kuferkiem w reku Jako kupiec Pilip MftUer. 
Tam nie zatapia się w kontemplacye środnio wieczne, a po nich 
nie odpoczywa na łonach comtesses awanturnic, wog^le nie 
wchodzi w wyższe środowiska, ale z biednym malarzem Flsch- 
kMJnem włóczy się i poznaje życie zarabiających. ..Włoska 
podróż** Goethego tak pełną jest uwag ekonomicznych, jak 
pełnymi są klerykalnych egzageracyi i metaforycznych eks- 
klanuicyi naai wieszcze, gdy się znajdą w wieczysiąj Mecce. 
na Kolizeum i u stóp protektora... I^olski. Ojca świętego. Pa- 
pież imponiye Goethemu kapitalnym planem osuszenia bagien 
pontyńskich: pod Kapuą zachwycony iest żyznością ziemi, na 
Sycylii zmienia marszrutę, żeby ^yi- w słynnych składach 
i magazynach zbożowych. 

Twórcę „Werthera" (tego typu. kt^^ry w zaściankach Kuropy 
żyje po d/ lim narybiu). twórca ' 

„Ifigenii** :.,,;.„ -j^ :.o nad rzadkim wuwcz.i. ,..- 

zmianem w Ekuleńskiem, pod Heilbronem cieszy się bezmiernie 
i namiętnie z wysokiej kultury ogrodów owocowych, w Wieś- 



— 129 — 

badenie /.\s> l/.i !•/.. ki:! i ^ dzln fabrykę piór, a w Saksonii 
od salin wydri^c Uu Kopalni cyny, od kopalni cyny do srebra. 
W powrocie z Karlsbadu wstępuje do Chemicta, byle tylko 
obejrze<5 specyalnej metody maszynę tkacką. 

Gorąca nidośc* bye z jego słów, gdy notiye postępy tech- 
niki w produkcyi, nowe systemy, nowe zdobycze. Nie ominie 
jakiejś huty szklanej, ieby jej nie zwiedzić po raz... trzeci. 
Dni całe :onferencyach z Anglikiem, sprowadzonym 

dla n; ' ' larskie miniaturowe pa' * ' >. 

Tam . ^ j>cia chłopskie i notuj*' .3 

w cenach... krów, owdzie całą stronę poświęca domowemu 
przemysłowi... pończoszniczemu. Co widział, czego się nauczył 
w kantonie ZOrich, to czytamy opisane w Wilhelmie Majstrze. 
Kopalnie w Harcu zwiedzał kilkadziesiąt razy. W Czechach 
pielgrzymi]Ue ten twórca jedynej obok „Pana Tadeusza" epopei 
nowoczesnej od papierni do koronkami, od browaru do manu- 
faktury porcelanowej, od cukrowni do fabryki wozów, a widok 
pracy zdrowej, ramion żylastych, płyt rozpalonych, kół rozpę- 
dzonych wprawia tego napoleońskiego „oto człowieka" w for- 
malną ekscytacyę, w radoś<?, w dumę. daje mu, jak się spowiada, 
chwile najwyższego szczęścia z współnależenia do wytwórczej 
ludzkości. Tak Goethe młody, Goethe minister w dziesięcio- 
leciu swego urzędowania długie godziny spędza na roztrząsaniu 
zagadnień ekonomicznych z producentami, z fabrykantami 
(Fikentscherem) i z satysfakcyą słucha opowiadań podróżników 
amerykańskich, referatów z życia meksykańskiego, składanych 
mu przez ludzi czynu, ludzi inicyatywy. Eckermann zastaje go 
-az ol)łożonego dokoła mapami Bremy, która wówczas budo- 
ała sobie port Innym razem staje twórca „Fausta" jako 
:dzia polubowny między pewnym... garncarzem a cechem 
mularzy. To znowa wygłasza mowy na otwarcie i instalacyę 
zakładu przemysłowego. W długim liście do Schillera zasta- 
nawia się nad ł>ardzo chyt)a „niepoetycznem" (w oczach simili- 
romantycznych młodzianków) zamieraniem rękodzieł..., szew- 
stwa..., tokarstwa... Tak to nie szani^e swego majestatu 
i prestiżu wiecsnego twórca „Fausta". 

Mswactjiaid. •akie* IIMracU* *J 



— 180 — 

m 

Ale nie popneetąje wejmarski mędrzec i głęboki "^•''*yk, 
do najciemniejszych głębin spekulacyi w swem p< tn 

słowie dochodzący, nie poprzestaje w życiu tylko na samej 
WBsechogamiając^, miłosnej, radością życia opromlenion<y 
obserwacyi ąjawisk gospodarczych życia. On wielki poeta 
przedmiotowości, obdarzony darem najczystszego na rzeczy 
poglądu, 2 ceasem wytwarza sobie własne teorye ekonomiczne, 
rozstrzyga sam pewne problematy narodowo-ekonomiczne. 
nawet Jasnowidząccm genialnem okiem na całe dziesiątki lat 
przewidi^e pewne przeyrroty, procesy gospodarcze, wreszcie 
stawia przed oczy pewne ideały gospodarcse i fiskalne- 
ekonomiczne. Ten wyniosły i najgómiąj w chmurach szybiyący, 
tak często absolutnie natchniony umysł nietylko interesuje 
się tem, jak torf nąjekonomiczniej zyskiwać, nietylko noti^e 
skwapliwie, ile morga gruntu ko * ^ * n ile tam i ile wynosi 
wywÓE wina z tamtąd, ale ze i warunków czy sto- 

sunków, z kombinacyi dróg komunikacyjnych a rodzaju produkcyi 
umie wyciągać szerokie i perspektywiczne konsekwencye. Dobro- 
byt, płodność, abundancya nietylko cieszą w nim plastyka sen- 
sualist4^, ale sam sofos i widzący tam, gdzie Jeszcze wzrok spół- 
csesnych nie sięga, umie wskazywać na nowe nieodkryte źródła 
bogactw, na nowe zaniedbane warsztaty pracy. Rady jego i po- 
mysły gospodarcze zataczają szeroki łuk. Tu argumentacyą 
swoją popiera małe opodatkowania gruntu przy wysokiem opo- 
datkowaniu kapitału, tam znowu uchwala szeroko uprawianie 
pól przez dziewięć lat, a przemi' ''•'"• "^ jej w ł-'* -" ^~..*..^y^p 
dziewięć lat, tu (w Wilhelmie . ^ e), wy . .»- 

kracyę, wysiydza politykę gospodarc i zamknięć, 

owdzie znowu na 80 lat z góiy przcwidmc (w rozmowie 
z Eckermanem 1828), że zniesienie granic celnych, szoey 
i przysnę koląje najwięcej przyczynią się do jednoczenia 
Niemiec. Śmiało i pewnie potępia przestarzały cechowy ustrój 
rękodzieł, a Jeszcze śmieląj i bezwzględniej staje w obronie 
maaąyn i nadchodzącego wieku „kultu- maszynowej*. Czło- 
wieka, który stworzył całą duchową treść lepsząj części narodu 
niemieckiego w XIX wieku. nbchodzBy nąjlsiotniej nietylko 



— 131 — 

najgł(^bsze świętalne zagadnienia psychiki ludzkiej, nietylko 
ustosunkowania Jednostki do Universum, dc kosmosu, do Naj- 
wyższej Istoty, ale również na dzień P' i, taryfy cukrowe, 

tabele fiskalne, próbki towarów aiig.- h i to wszystko, 

z czego 8iQ składa życie nie sfer wybranych, uniwersyteckich, 
światłych i z światła profitu jacy eh, ale życie rzesz pracujących 
i twórczych. I tu należy też, w tern ukochaniu rzeczywistości, 
w tym szacunku Goethego dla praktycznego utalentowania, 
dla utylitaryzniu widzieć przyczynę Jego kultu dla /Vnglii, którą 
nazywa to „nieskończenie ruchliwą matką cywilizacyi", to 
(a propos zaprowadzenia gazu w Anglii w r. 1816) „wycho- 
wawczynią", a Anglików, jŁko wszędzie ^panami si«i czujących**... 
„ludźmi kompletnymi**. 

Sam pan hofrat mieszkał w trzech pokojach, nie mając 

nawet kanapy w swem studio, a moc pieniędzy wydając tylko 

na rzeczy sztuki. Własność, posiadanie, dobrobyt z pracy, 

•^ bogactw zalecał, pod warunkiem „dopuszczania 

....... ...:,., vii do współuczestnictwa w posiadaniu", zalecał, „gdyż 

l)łeniądz, pozwalając żyć w większych stosunkach, daje możność 
patrzenia w karty grającym wielkie partye figurom epoki**, 
a nawet „współgrania z nimi spoinie". Zgoda, porozumienie się z ży- 
ciem, radość życia, strumienie jasnego, rozumnego światła padają 
z pamiętników, notat i listów Goethego. Wszystko to drobne i nikłe, 
znikome i marne w pełnem południowem świetle Jego męzkiego ra- 
<vnpn!izmu nabiera wyrazu uduchowienia i zaczyna żyć trwale: 
i : ; ua wełny, model maszyny parowej czy mapa nowej arteryi 
życia, tj. nowego kanału, łączącego rzekę z rzeką. Fenomen 
Goethe każe się wielbić i poza interesem literackim, jaki 
przedstawia. Kiedy się czyta omal kupieckie ściśle praktyczne 
notacye Goethego, opromienione blaskiem Jego harmonijnej 
uniwersalności, zaczyna się rozumieć całą wielką poezyę życia 
wielkokupieckiego z Jego zmożeniem oceanów, z Jego prze- 
wiercaniem gór, z Jego kolosalną żywotnością; zaczyna się 
pojmować głębszy sens i racyę takiego np. wskroś poety, wskroś 
artysty i wskroś zdobywcy z krwi i kości, jak Rimbaud, który 
przed osiemnastym rokiem życia, wypisawszy całą treść swojej 
duszy, uciekł przed zawsze nudnem szarem literackiem targo- 



— 182 — 

wiskiem i ftrodowistdein w władnie csynnłe romantycsne. pełne 
przygód, sensacył, ryzyka, wielkich rozmachów woli i mocnych 
skoncentrowań rozumu życie wielkokupiockie, po oceaDacIf i po 
wszech kontynentach się przewalające. 

A {?(ly 8lQ JesiCBe u nas w ostatnich czasach naczytało 
tyle wysilonych poety czno-nieszczcry eh falsyfikatów metafi- 
zycznych różnych słabą fHnłn7vi zgoła nie nic •'"'!" 
a gardzących sriemią człow ^ów i mystifil 

później z prawdziwą satysfakcyą czyta się ot tak nieideali- 
styczną obserwacyę twórcy Fausta, jak np. „to pod Frankfurtem 
z prawdziwą radością zauważyłem pierwszy raz od czasu 
Napoleona, że i tu małe chłopcy w kosze zbierają bobld 
końskie, które w ten sposób nie idą na marne"... 

Obserwacya godna... no... chyba... woźnicy, a jednak 
wzięta z ust poety jasnowidza... mistyka,.., przed którym 
Napoleon i z nfm cała ludzkos^t^* uchyla kapelusza. 



\2Z 



ALEKSANDER ŚWIĘTOCHOWSKI 

JUBILAT 



WBPpia 10. listopada r. z. .Nowa Gazeta'', pragnąc uczcić 
H*^ I* niepożyte zasługi Al. Świętochowskiego, złożyła czci- 
I /: godnemu Jubilatowi zbiorowy hołd w postaci numeru, 
onego jego działalności. 
Numer ten (319-ty) zawierał: 

1. Portret A. Świętochowskiego. 

2. „Posągi, przez Ignacego Grabowskiego. 

3. „Twórczość literacka Świętochowskiego**, przez Jana 
Lorentowicza. 

4. „Ideały społeczne Aleksandra Świętochowskiego**, przez 
W. Feldmana. 

6. „Aleksander Świętochowski, jako polityk**, przez St 
A. Kempnera. 

6. „Aleksander Świętochowski, jako filozof, przez J. Lew- 
kowicza. 

7. ,»Aleksander Świętochowski a wieś**, przez Jana Tur- 
skiego (Agricolę). 

8. Pracę Tadeusza Ulanowskiego p. i „Dzieci", poświę- 
coną A. Świętochowskiemu. 

Obecnie, w chwili obchodu jubileuszowego, pragniemy 
jeszcze uzupełnić charakterystykę Jubilata poniższą pracą 
Adolfa Nowaczyńsłdego. Red, 

L 

Lat temu z górą pięćdziesiąt debiutował po raz pierwszy 
w warszawskim „Tygodniku UlusŁrowanym" pseudonim, z góry 
już dobrze wróżący: Henryk Dołęga, skromnym archeologicz- 
nym artykułem o „Kaźmierzu dzisiejszym**. Od tej to daty ai 
do dni niedawnych nie było już nie miesiąca, ale tygodnia, 
w którymby ta ' sama ręka Dołęgi, mocna i pewna siebie, nie 
wiodła pióra lemiesza po zagonie politycznej orki, nie kierowała 



— 188 — 

piórcm-szablą, nie odnosiła piurem-laską marszałkowską w boju 
ffornrym z bufami ciemnoty walnych zwycięstw duchowych. 
riQ(^(lzicsii)t lat się skończyło, odkąd wyszedł na świat polski 
poważny, na miarę największych paladynów ulepiony siewca 
ul. i. by z pełnej torby siewnej, Jaką mu dano, rzucać nie- 
strudzenie zdrowe, nowe, tęgie, z niczem niezmicszane ziarno 
n, !5miałych zaprzeczeń, trzeźwych nawołjrwań, 

, •■ r> ::t:cań i wskazań. Odtąd, z olimfii^^^-^* maską 

.Janusa, „dwullrj»po Ik)ga", stąpa ku swej nleśmic i zmu- 

AJch. omal bez wyjątku, do uznn ię 

vu»- wobec niego myrmidonami, roz' !ii 

l>o kątach ziemi, którą on zdolen był \ .^to 

wraz całą nagle rozkwiecić oślepiającymi błyskami swej nie- 
pospolitej, a w Polsce dotychczas niebywałej int i. Czasem 
się zdaje, że jego głos potężny, kostyczny, ..<t|.. /zbaczający 
grzmi z góry jak poza obłokami głos ukrytego Mojżesza. A czasem 
Jest to krzyk rozsierdzonego Zarathustry, wyklinającego kar- 
łowatą I ■ ' ■ (• tych, ^" ' o wiele za wiele. 

Al' , jwski, ;; lek dawno i zdawna 

poszedł wpatryarchy piśmiennictwa, wsenator>', nie Jest jednakże 
już tylko symbolem tych wielkich walk i zapasów, jakie się 
toczyły między nowem życiem a zużytemi jego dawnymi kształ- 
tami, ale dziś jeszcze w pełnej sile kierąje ze swej samotnej 
baszty wielką kampanią w imię trzeźwych 1 rozumnych idei 
z o" '>m\ czeredami tytularnych ludzi. Czujność Jego 

i nit .:...... no.ść, cierpliwość i konsekwentno nieustępstwo nie 

mają dla siebie wiele analogii ni w literaturze, ni w kulturzt^ 
polskiej. Twardy ten, na bazaltowym gruncie rozsiadły człowiek 
nie pozwala żar^-^ • ' M życia społecznego przepłynąć obok swłj 
strażnicy niep- lie. Wpatrzony Jest w byt polski, jak 

wielki dyagnosta lekarz w twarz pacyenta, nie wyposzczaj.-^c 
z rąk pulsu przychodzącego do zdrowia, baczny na heldycziie 
Jego wypieki, kontrolujący nieustanny stan rozgorączkowania, 
niezdrowe przesady, nieznośne grymasy, apatye Uisijmt, I on. 
ten wielki profesor energii narodowej, mądry, bardzo mądrj- 
lekarz, ma tę charakterystyczną odwagę uczonego w powiadanii 
wszelkiej prawdy bez ogródek, w zagrć^eniu rekonwaleseentOT 



— 137 — 

stanem puchlizny moralnej i ganjn-eny całych partyi organizmu 
społecznego, w ostrzeganiu przed tajemnem, niewidocznem 
gniciem na j ważniejszy cti w funkcyacli swycłi przyrządów, — 
wreszcie odwagfj grożenia nawet marazmem i śmiercią. 

Świętoctiow^kiemu publicyście - dyagnoście zawdzięcza 
społeczność polska szereg środków leczniczy cti w wielkich 
i realnych hasłach, z których każde omal ma swoją wieczystą 
wartość, choć chwilowo może nie być w obiegu popularności. 
Praca organiczna, „życie wytężone", mozoły u podstaw, szkółki 
^.;«:.i.:« odrzucenie mesyanizmu i jemu podobnych kłamnych 
j. . jako wyniszczających morfin, narkoz i hypnotyków, 

zdegradowanie poetyczoości i poezyi z roli zakonu ogólno- 
narodowego na stanowisko jednego z kierunków duchowego 
życia — to wszystko zawdzięcza jaka-taka egzystencya nikomu 
innemu, jak dziś srebrzystej głowie patryarchy pozytywizmu 
warszawskiego. W tym skroś zdrowym, pełnym mózgu poro- 
dziła się pierwsza myśl pokojowego odebrania z powrotem 
Śląska drogą kulturalnego misyonarstwa i patryotycznej pro- 
pagandy. Z tej głowy Jowiszowej, jak Pallas Atenę, wysko- 
czyła w pełnym rynsztunku całkowicie ułożonego programu 
myśl autonomii Królestwa Polskiego, związanej ze zrzucającą 
okowy Rosyą. I wiele, wiele innych idei i doktryn, które 
dziś nawet rozrosły się do rozmiarów całych programów spo- 
łorzno-politycznych, nawet wrogich Świętochowskiemu progra- 
ni "W, z jego pien^szego posiewu biorą początek. 

Świętochowski był to wielki pan, który, wchodząc w piś- 
wo, dwie miał drogi rozstajne do wyboru: albo teraź- 
i..vj „:.,. c i swą plemienność zlekceważywszy, zamknąć się 
w ścianach Faustowskiej komnaty i zwolna dawać nie swą) 
szczupłej ojczyźnie a światu wielkiemu dzieła immanentne, 
brewiarze doświadczeń i rozmyślań sceptycznych odrazu nie- 
śmiertelne i bogacące ludzkości stan ideowego posiadania, albo 
zdjąć ze siebie dalmatykę natchnionego stylisty i ubrać się 
w plasECZ pielg^rzymi, wziąć kosztur w rękę i iść w naród, 
w młodzież, w prasę, w proboszczowską ojczyznę i wołać głosem 
filozofa moralisty na puszczy maleńkich egoizmów, l>ić głową 
pomazaną w mur gminy tępej ospałości 



— 188 — 

Wybrał to drugie: posłanniclwo codziennej, mozolnej, 
mrówcz^ pracy, mozół wojny z wiatrakami, mląccmi niestm* 
dienie rodzimą plew<2, wybrał niepozorną publicystykę ten 
wielki i bogaty myśliciel, aczkolwiek Już messyanizm polski 
go pouczał, te ojczyzna najgoręcej kocha slą.,. zdała, płacze 
za nią najrzewnię] w salonach na obczyźnie, a pociesza się po 
ni<\j pięknemi Delfinami, Dejanirami i Telimenami... Wybrał 
w myśl pozytywnego dogmatu, że w naturze Jak żaden atom 
nie ginie, tak i żadna myśl, nawet w feIJetonach gazet rzucona, 
nie sczeźnie. 

Świętochowski, autor tak głęboko sceptycznej, tak chłodnej 
rozprawy „O powstawaniu praw moralnych", miał o tych pra- 
wach moralnych i obowiązkach względem narodu pojęcie cał- 
kiem dosłowne, surowe, bezkompromisowe, zgoła nie roman- 
tyczne! Trzeba iść w Paryż, w Rzym, byle w głąb duszy, 
byle za granicę — głosili wczorajsi ojcowie zadżumionych, 
bardzi, pasterze narodu darzący go wspaniałomyślnie rolą 
Chrystusa. Trzeba iść w życie pozyty¥me, w szare, rozpaczne, 
powstańcze życie polskie! — tak brzmiało hasło wielkiego 
chorążego reformatorów życia: Świętochowskiego. Ale w imię 
tego hasła tak prozaicznego zwolna przeobrażało się życie 
nasze. Temperament Świętochowskiego, całkowicie oddany 
w służbę mózgu, ponosił go przeciw falangom biernych auto- 
rytetu niewolników, Jak rasowy rumak ] ?o do 
grzbietu Mazepę. Całą senność, apatyę i re.^,, ..... , przemę- 
czonego Już wnystkiem społeczeństwa przez\^7ciężała Jego 
ognista relig^ność, wiara młodego kapłana pozyty^rizmu, wiara 
w człowieka, wiara w czyn moralny, wiara w owocność walki, 
wiara w duszy niezależność, wiara w przyszłe rządy sprawie- 
dliwości a generalnie żarliwa zelotyczna wiara w rozum, 
Świętochowski, ten czasem pontyfikalny ar :> kościoła 
rozumu, miał w swym programie Już po lau.v.. .o tych wcie- 
lone oba motta naczelne cywilizacyi dzisiejszej : ignorabimus 
i iaboremus. hasło całego Zachodu. W imię tego ignorabimus 
rozpoczął ogień na całym froncie, ogień rotowy nie pneciw 
Jakieś orŁodoksyi klerykalnej wy hucznie, ale i pneciw wszelkim 
byperidealis tycznym mistyfikacyom wogóle, jak i przeciw całej 



— 139 — 

satrapii niedołcztwa, absentcizmu i bezrząda duszy nad ro- 
zumcm. 

Ignorabimus i laboremus — te dwa dźwięki głośne jednego 
dzwonu: rzeczywistości słychać w pełnym tysiącu jego artykułów, 
w Echacli nPrzoglądu**, w ,,listacti z Paragwaju", w „Pamiętniku", 
któremi tydzień w tydzień pouczał, upominał, trzeźwił, wstrząsał 
ientuzyazmowałmłode kadry industrjalizującego się społeczeństwa 
w Królestwie, wycliowi^ąc pierwszą warstwę niezależnej inteligen- 
^' docłiodziła Prawda jego nauk do dwóch innych dzielnic 
.eh, gdyż szybko tam i skrzętnie urządzono dla niej 
kwarantannę i komorę celną, a Świętochowskiego odrazu spre- 
zentowano młodzieży, jako tymczasowego namiestnika sza- 
tańskiego, truciciela dusz i Lewiatana. Ale mądrość praktyczna 
tego sofosa spadała kroplami na ciemną skałę apatyi upornych 
i drążyła ją nietylko ^iłą, ale częstem padaniem, non tantum. 
vi. sed saepe cadendo. Społeczeństwo, dające się mile usypiać 
gwarzeniami i kołysankami Pola, Syrokomli i strawną kaszą 
po\neści Kraszewskiego, powoli kosztowało, smakowało wTeszcie 
i trawiło idee BQchnera, Littrćgo, Comta, Baine'a, Spencera, 
Milla, Bucklea, Taine^a, Smilesa, Tyndalla, Huileya, wreszcie 
Haeckla... 

Społeczeństwo wreszcie zaczęło się oswajać i z Dołęga 
Świętochowskim, który sam omal dawał polskiemu zaściankowi 
to wszystko, co owi wielcy Realiści Zachodu. 

U. 
iŚwiętorhowski uczył, dość zresztą zawsze opóźniające się 
społeczeństwo zachodzącego już w Europie liberalizmu, kazał 
humanitaryzm. Nawet te nowele jego niby realistyczne, do 
których się przyniewal^ on, widzący tylko abstrakcye, te 
opov ■" *'" - ralne o Krugu, o Rubinie, o Damianie Capenc«, 
te ł ne, Ludzie kamiennym. Weselu Satyra — to 

bywały lekcye poglądowego liberalizmu na kwestye społeczne, 
zawsze przepełnione mądrością pozytywną aż po brzegi ich 
skończenie doskonsdych form. A dramata swoje dyalogowane, 
świetne dysertacye dawał Okoński rosnącym swym gminom 
jako nagrody za pilność dla społeczeństwa, powoli oswajającego 



— 140 — 

si^ s realDem a intelif^ontnem i^Mriatoo^micciem. Tak t« 
nowele, Jak dramaty pi««nł jodnnkże i ryzolował nie swobodny 
artysta, zdolny do abdykowania rh" ** *■ :ro tak ze swego {a, 
jak ze swoj propagandy nn rzecz i r«>8ownej, objektywnej 

powagi konfliktów psycholoflricznych w utworze, ale tworzył 
nie zapominający ani chwili o swej ci wymęczonej, 

głodnej kultury publiczności, o swych twa.-.. ^'uchaczach 

i o swem w wielkim stylu mentorstwie i pos! ie. 

Dla tego w dramatach tych wszystko Jest powleczone 
nie iskrzącą się powłoką dyalektyki i kunsztownej frazeoloidi. 
.^'^'""''^wą dykcyą, filozoficznie pogł' '^ -- cz^to i^adliwle 
• . ił\, grłęt)oko trafną, przebiegłą, i •[{, dosadną, tym 

samym językiem pełnym poetyckich amplifikacyi i najniespo- 
dziewańszych metafor mówi w nich i dzisiejszy adwokat i szlachcic 
z XVIII wieku i niewolnik z IV \^ieku i patrycyusz za 
Cezara. Wszystkie te postacie z nowel i dramatów stają się 
szermierzami I ¥rysłańcami doktryny Posła Prawdy, uplasty- 
cznionemi abstrakcyami jego ciągu myślowego, tylko w war- 
sztaty walki o byt wstawionemi i w codzienne realistyczne 
tryby i sytuacye. Ta przyrodzona urodzonemu aforyście, ale 
i konieczna monotonia subtelnej retoryczności cz^to nu^y. 
W Aspazyi, w dramacie, w którym występują tacy męiowie. 
Jak Protagoras, Sokrates, Sofokles, Eurypides, Pidyasz, Ana- 
ksagoras, Perykles, dykcya ich niestrudzenie genialna, doj- 
rzała, brylantowa zdaje się być wyjątkowo usprawiedliwioną. 
W tym to utworze greckim, szczytnem opus dramatyld Okoń- 
skiego są nawet odrębne odcienia wyrażalności u poszczegól- 
nych fig^ur. Jest wzruszające napięcie dramatyczne, szlachetna 
niedosięiność horyzontów myślowych, a znowut scenicznie 
biorąc, ruch, życie, barwa i linia. Dla tego dramatu sanif* 
moce rozumowe wystarczały, tu racyonalistyczna genialno^ 
Świętochowskiego znalazła dla się szerokie ło^sko i całkowi t< 
wyzwolenie. Natomiast Jednak zawodzą te intelektualne mo( •> 
tam wszędzie, gdzie Już nie walka na rozumy a na u<* 
i gdzie dramatowi koniecznem jest tło transcendentalne 
a tajemnie z dramatycznym konfliktem złączone. 



7111-' 



- 141 — 

Jak w dramatach Świętochowskiego, tak i w całem jego 
ciowośtS litość współczująca, humanitarność i miłość 
^ wypływają z rozumu i z kategoryi logicznych. 
Często pełna temperamentu, niesłychanie przekonywająca, 
•zność daje siłę najwyższej prawdy uczu- 
tn.ij. V, tj.-nzejszej analizie widzi się, że zło nędzy 
i głupstwo niedoli mąci Świętochowskiemu-Grekowi utęsknioną 
harmonię tego ^^marzonego nieco Kenanowskiego świata, 
w któr>'m ' sofosy sprawować będą rządy. I nietylko 

dla tego je : -łochowski Hellenem, że w jego dramatach 
życie odzyskały Antea ł Pauzaniasz i Aspazya i inne ; i nietylko 
dla' tf^go to Hellen, że w ąwej obrazoburczości zawsze takim 
spokojem imponuje, że w swym stylu przejrzysty i czysty i że 
{)Oza pr«»i«)tą w pięknie nie uznaje już czarów i emocyi 
estetycznych, aje i w tem, że jak mędrcowie greccy żadnych 
nie ma złudzeń co do wielkich wartości naturj' ludzkiej. 
\Vztr:<r<l.i iH -M.liłriści uic pozwala temu Wolteryaninowi na 
naj . -cye ku zbyt lirycznemu sentymentalnemu 

ujęciu problemu: człowiek. Patrząc na gatunek: homo omal 

' * *■ " ^ ^ go dopiero rozuranemi imperatywami 

. , chce nim cały świat zadziwić. A skoro 

gatunek ten nie idzie ku postępowi i przyszłości gościńcami 
ewolucyjnemi przez rozum wskazanemi, a często manowcami, 
wtedy w sof osie wzbiera gniew niepohamowany. I ta instynk- 
towna nienawiść arystokraty intellektualisty do całkiem nie- 
s{)0<lziewanych i nieprzewidzianych ryków i skoków l)e8tyi 
nioiłuchu dochodzi czasem do takich ciekawych objawów 
„wrogich ludowi", jak utwór „Nieśmiertelne Dusze" lub 
IV część poematu „Duchów": Pogrom, satyra oświetlona 
bengalskim ogniem wytężonej nad miarę fantazyi. 

W nieograniczonej przestrzeni przelicznych zagadnień, 
jakie Świętochowskiemu narzucało życie, najczęściej fascy- 
nowały go jednakże dwa; więc zależność jednostki od 
wielości i problem: prawdy a kłamstwa. Wszelkie formy 
niewolnictwa zawsze interesowały jego wolny Wolteryański 
mózg; ai wreszcie doszedł do dogmatu, że tylko w państwie 
swego umysłu może jednostka uczuć byt swój całkiem 



— 142 - 

niesaleinjm. Wszelkie również formy kłamstwa drażniły Jego 
nąjgł^bize, i \y, którą sa 

Feuerbacłiem ..... ,.;......, .., ,ycłi « '"-'w; aż 

wreszcie paralelnie do lł)sena teoretycznie uznał ^ ;o^( 

kłamstwa w współżyciu ludzkiem. Praktycznie nie uczynił 
temu uznaniu do tego stopnia najmniejszego ustępstwa, aż 
w polityce, t. j. w sztuce procenti^ąccgo się kłamania obrał 
zaszczytną pozę nieubłaganego idealisty do żadnych per- 
traktacyi, przemian, oportunizmów i kompromi.s6w nie 
skłonnego. Zamiast zostać Cyceronem układnym i ugodnyin, 
pozostał Archimedcscm, kreślącym koła na ziemi nawt-i 
wtedy, kiedy brutalne w dniach rewolucyi pięści pukały Już 
do Jego praco^^-ni. 

I Jest Świętochowski od lat czterdziestu niestnHl"'nvni 
organizatorem życia, składem w rozkładzie, konstruk 
wśród maniactwa i monomanów dcstrukcyi. Csasem, jak 
Multatuli, pisze po prokuratorsku jeno piórem księcia de la 
Rochefoucaulda, czasem w nim La Bruyćrc szydzi zwięźle 
Szczedrynowską prozą, czasem Courrier rzuca groźne inwektywy 
na całe klany życia, całe obozy duchowe. Więay sio 

Europejczyiiiem niż Słowianinem, więcej dba o b,^ wv,. ao.ść 
formy wykwintnej jak o zgrozę, jaką wywołała wytrj-skieni 
swych zuchwałych w swojsiwim zaścianku myśli. Inteligencyą 
przeładowany, której innym nawet światowej miary pisarzom 
wcale niedostąje, oszałamia nas od lat tylu ogromem swej 
autentycznej wierzytelnej wiedzy, malowniczością swego 
Języka, podzwrotnikową bi^jnością przenośni, niespotykaną 
u nas śmiałością niespodziewanych kojarzeń myślowych. 

m. 

Rzadki to, \^7jąikowy i jedyny człowiek w naszem spo- 
łeczeństwie ten pisarz, którego pięćdziesiąty rok ^użby społeczeń- 
stwa teraz obchodzimy. Żadnych w nim relatywności, żadnych 
niąjednolitości, odlew z Jednego materjału, z jednej bryły, bez 
skaz, bez łat, bez dopehiień. Ma ^-zfr -' « » 
wMdem o spoictniałym intynkcie włu 
swego odzeMTu bojowego po 1871 r. p. t. ,My i wy*, stale pi>z»' 



— 143 — 

stylem cnych manifestów. „Grandseigneur" w kaidym calu, 
choć lekceważył ciągłości histA- " ■', jednak ma w ?"*^''^ '^'ijną 
rasę tych po!>kiih trybunów ych, którzy w r. ycz- 

nem poczuciu potęgi jednostki rzucali na szalę dziejową liberum 
veto : ma ten sam gest i tego samego ducha, jeno z przydat- 
kami wszystko fozstrzygitfąćemi, z przydatkami podniosłego, 
nieskalanego etosu osobistego i zmyshi solidarności społecznej. 
^V jego świadomej wielkoduszności nie znalazłbyś omal żadnych 
łącznych z krzykliwym tamtamem demokratycznych mówców 
wiecowego liberalizmu, gdyż cała wjTosła ze siebie, ze swego 
indywidualnego podłoża, krzepiona potężnemi tradycyami prze- 
starego gminowładztwa Piastowskiego, echami sejmu czterolet- 
niego i Towarzystwa demokratycznego w Paryżu. T. zw. Jako- 
binizm** i „francmasoństwo* Świętochowskiego jest tym samym 
stanem dusz wyzwolonych, który był w Reformacyi polskiej, 
jeszcze przedtem w Spytku Melsztyńskim, we Fryczu Modrzew- 
skim, poczem w .\iyanach, w Łyszczyńskim, NiemirjTzu i wielu 
innych. 

I jeżeli się ze stanowiska dzisiejszej młodej literatury 
patrzy w górę ku zanikającej już i w wielkich konturach widocz- 
nej monumentalnej postaci Świętochowskiego, dopiero bez- 
nadziejny tragizm dnia dzisiejszego występiye z całą odrażającą 
jaskrawością. Pomni się lata całe, w których on sam jeden, 
można powiedzie<^', swemi jowiszowemi tylko brwi ściągnięciami 
więcej działał, budował i znowuż w gruzy walił, niż dzisiaj 
50 placówek, z niego wyszłych ideowo. Widzi się, jak ta jego 
Prawda docierała do najdalszych krańców Imperj-um Rosyjskiego 
i tam ratowała poczucie narodowe tysięcy i tysięcy inteligentów 
polskich. Widzi się, jak ten zdrowy, mądry śmiech pisarza 
„Listów z Paragwaju** obalał cale jerychońskie mury obskuran- 
tyzmu. Widzi się, jak po jego wezwaniach powstawały i rodziły 
się w społeczeństwie naszem te prawa moralne, o których 
w tych pampasowych okolicach Europy i słychaó nie bywało. 
Widzi się tego potężnego męża o Fidyaszowej głowie, tego 
! pisarza na miarę wielkich profetów anglosaskiej rasy, jak nie- 
strudzony, nieznużony jak dobra niańka obchodzi się z tem 
iswem dzieckiem-społeczeństwem, ślamazamem. skrofulicznem, 



— 144 — 

wiecznie bnidncm, \^ i w swych lalkach ro- 
mantycznych, w swych A: ach, mesyanizmach 

i morfinizmach. Widzi si<: ^, Jak całe lata 

obciera nos temu zabeczanemu ')wi. uczącemu h[<i na 

nowo a Ujpo sylabizowania j)!. • ' ...i..._.. 

A czasem widzi się go jak -\ 

żelaznych skojarzeń my}ślo>a7ch to polskie spienione morze zlej 
wiary, złej woli i piątr/jjcych sł(j wysoko bałwanów. W 
tego nąjwiłjkszego artyst<; słowa polskiego, jak, choć \s 
ma wzgardę dla „błota ziu*obkowania** i „ideałów puch; ^< <^'i) 
złotem mieszka", a jednak zmusza s\ą wobec tego kalectwa 
społecznego, które nawet ziemniaków hodować racyonalnie nie 
pozwala ni sprzedać funta pieprzu bez pomocy t>erliń8kiego 
komisu, widzi się tego Świętochowskiego, jak na tle tej wie- 
kuistej ghipoty i niezdarności nawołuje i nawołuje do pracy, 

do zarobku, do lx)gacenia się. <'■' ' — • - ' ■ ■"■ • ' ' ..» -. -a- 

Mozarta, l)adacz zagłębiony w . 

w europejskim stylu przez lat czterdzieści zapiera się swoich 

najistotniejszych pożądań, zrzeka się v " * 'o i górnego 

życia idealnego i staje, zakasawszy rs, .. ...... stukocącym 

mł^^nie idei codziennych i powszednich, byle tylko poi^ywną, 
czystą mąkę miała ta potępieńczo kłótliwa, niepoprawna i nie- 
wdzięczna parafia. 

I oto teraz, kiedy słońce Świętochowskiego zdaje się już 
zachodzić za drugą połowę firmamentu, dopiero ciemności egip- 
skie dają się uczuwać dotykalnie. Jak daleko spojrzysz, ani 
jednego człowieka, któryby mu d' '•-♦•'ł choć do ramion. Gro- 
madki otumanione i bezradne. „ iiowski już nie jest po- 
pularnym,** „przeżył samego siebie", „człowiek starej daty". 
.pozjytywista behebe !..", .nie ma nic wspólnego z pokoleniem 
dzisiejszem"... Oto wiązanka nąjistotniąjs^ch pochwał, jakie 
w formie zarzutów dają się riyszeć z ust niektórych „repro- 
sentantów" dzisiejszego pigroejskiego pokolenia. 

I prawdy tąj nie można AL Świętochowskiemu zatajać : 
on nie jest popularnym w Polsce. Popularnymi nie byli ni 
Ostroróg, ni Modrzewski, ni Zamoysld legislator, ni Wielopolski. 
ni Śniadecki, ni Staszyc, ni Lubecki. ni Stanisław I*otocki. ni 



— 14.i — 

:iOO lat temu Ossoliiiski Jerzv. Ani bohaterstwo rozumu, ani 
intc anie nigdy w Polsce popularnemi nie były: 

a jiw rM, ., ., "••• w tern spoinowaniu, z lakiem oślepia- 

Jącem promie: m i Z taką pańską rozkazodawczą impera- 

tywnością, ni raess, ni kadzideł, nie fanatyzmu nie zniewolą. 
I w tam lefy wielkie asaoście samotnika Świętocłiowskiego, 
że się może odcsować cafidem sam, całkiem światem i ci^em 
Rplitą i patrzyć w dół na myrmidonów. okadza.jącycti to jeszcze 
gliniany posł^g Zagłoby, to w ostatniej fazio klaszczących 
histerycznemu zawodzeniu zdeklasowanego romantyzmu, to 
wpatrzonych w megalcmaniackie giesty tragicznie bezsilnych 
aktorów, odnawiających bez najmniejszego powodzenia role 
inu' "zentantów nieuchwytnego mocarstwa polskiego, 

to i:.-„ „. spojrzeć m dół w monotonny taniec słowiańskich 
mattoidów przed szczerozłotym Barankiem rzymskiego wyznania, 
l^rzed jego oczyma, jak mówi poeta, niknie Już chyba 
w besistotnych zarysach to, co nas wszystkich pęta: dni dzi- 
siąfszyrh gminna pospolitość. 



NAwanjriMki. Stkir* Ht*n4>kl* 10 



ANGIELSKIE PRZEKŁADY 
JANA KAS PROWI CZA 




>tęłny twórca swojej .Pieśni wieczornej-, osiadiszy pod 
Zakopanem, oddał się mozolnej pracy przekładania na 
język nasz co monumentalniejszycti dzieł dramaturgii 
ancrielskiej. Po dawnycti przekładach Szekspira i Antologii 
poetów przyctiodzi obecnie kolej na Shelleya, Swinbuma, R. Brow- 
ninga i W. Yeatsa. Należy się wdzięczność głęboka cenionemu 
poecie, że potrafił talent swój zaprządz dziś do zajęcia żmudnego, 
a tak małym blaskiem opromienionego, — wdzięczność tem 
większa, łe dotyczy piśmiennictwa angielskiego, tak, niestety, 
absolutnie u nas przemilczanego i pomijanego. Literatura fran- 
cuska Już od czasu Emila Mont^gu ma ciągłych pośredników, 
stale in^ '^"^"'ących świat czytelniczy Francyi o no^^-ch autorach 
i waż;. :i dziełach (G. Sarrazin, Th. Bentzon, Wyzewa, 

Marcel Schwob). U nas bardzo rzadko jakieśkolwiek echo o tej 
literaturze przeciska się na drukowane łamy, co oczywiście jest 
rzeczą niezmiernie szkodliwą dla całokształtu naszej kultury 
literackiej, ale na razie nie razi wobec braku jakiejkolwiek 
wogóle organizacyi duchowej w całej naszej gospodarce kul- 
turalnej i wobec dziś już systematycznego zrywania ostatnich 
literackich komunikacyi z całym europejskim światem. Z czasem, 
tak gospodarując, ostaniemy się może w jakiej splendid isoUUion 
kulturalnej, nie mając współtowarzyszów niedoli nawet już 
w Czechach, ni w Rosyanach. Winę tego stanu szczególnie 
w stosunku do Albiońskiej literatury ponoszą głównie ci piszący, 
ktfórzy. posiadłszy tajemnice anglosaskiej moMry i poznajomiwszy 
się z jej literaturą, rozkoszi]yą się nią 8yt>arytycznie w czterech 
ścianach swego at-home. A przecież, jak ideały polityczne 
i społeczne, tak ostatecznie i wszelkie ideały estetyczne i pier- 
wiosnkowe pierwiastki kierunków literackich idą na kontynent 
i do nas od wielu już lat ze starcy Anglii. 



TaV • • -■• ^ . ,. ' ■ ■ 

jilk i \iv.^.j : a:..., i';.:,uj... i .... 

Spencem, Hiirkleu i MlUii ni\j\vivc€J czerpały aniunicyi dla swyrh 

arpnimontacyi. Po tryumfalnym pochodzie malarstwa antciels) 

przyszliikoIejnasztiikidckoratywnc.naRt! ' ■" *' — 

dla ludu, na styl w życiu lodziennem, n. 

architekturę, wille, ogrody ; wszystko to szło od lat pięćdziesic^ciu 

z tego imporyum, w kt«'>rem słońce istotnie nic zachodzi. I' 

ciskał si(» du nas comfort. a i"'"''^' 'nii Jużica/i/ angielski • ' 

to, conąjwjiżnicjsze, t. j. przy: .• płodów ducha angi 

tak Jeszcze ciągle było tylko, jak i jest, kwestyą przypadku. 

Oto dla czego poecie J. Kasprowiczowi należy sio wdzięcz- 
ność specyalna. W trzech książkach, wydanych wzorowo przez 
lwowskie Towarzystwo NNjdawnicze, poznajemy czterech mistrzów 
różnych styl<iw z różnych czasów, a tylko o jednym i tym samym 
„klimacie duszy**, omal biblynym, ognistym i górnym. I*ienv"" 
idzie mad Shelley, elf wątły, kobieco-picjkny ze swą okrw 
posępną tragedyą „Cencich" (rok 1819). Tematyczny matcryał 
u nas dobrze znany z dramatu Słów " • • - , 

tuszewski przeprowadził paralolł^obu u... . . l. .. 

polskiego twórcy. Jan Kasprowicz słabiutkie swoje studyum 
o Shelleyu (niegdyś w Afys//) rekompensuje teraz mocnem,jt ': 
litem tłomaczcniem dramatu, kU^ry. co prawda, nie i" ' * i 
wyrazem natchnionej prometejskiej twórczości .;'• 

baroneta. Jest to niejako Król Lear na opak, udramatyzowanie 
starowłoskiej kroniki z 1599 r.. którą w jakieś d>\ 
po Shelleyu odpisał znowu In crudo Stendhal, opat: 
sfabiykowaną staroiUUską nowelę uogólni2\jącym >\ 
ulega wątpliwości, że w dyabolicznej figurze starego hrabiego 
Prancesca, tyrana swjch dzieci, skąpca, rozpustnika, <1 * ' t 
cego do zwyrodniałych objawów i kazirodczych ataków, i ii 

narcyzowo czysty „słodki Percy** wiele rysów z własnego złegri 
ojca, sir Timothy, szorstkiego ciemięzcy w ; lalnym stylu 

o ciasnym, znarowionym umyśle, ren^ • ' "• / • ■ "-'■"'••*» 

poddanego książąt .Norfolk (patrz : W 

tym ten tj'lko ojciec i biedna IJeatrycze występi^ą plastycznie 
i żywo; reszta figur, nawet dobra macocha Titicrezia, synowie 



— 151 — 

' <iKi«'p<'. k,ir«ivn.ił <^"a'nillo. są doM- lK*/.krNvisio, a, jak Tainc 
iiawcL mo\M • f;iM'.>iny Ihjz ^ubstaiicyi. Utwór, pisany vrc 
Włoszech, w lv. r.Aju wygnańc<5w" angielskich, przyjęła ofi- 
ryalna kryyka magazinów % dziką, choć nie wyjątkową wście- 
kłościit K- • •• • in/am. pestiUncious nie należały do unikanych. 
..Uodziii«: * uznano po prostu za wielkobrytaiiski skandal, 

potępiaj ąc w niej beswigł^dnle ideę, narossającą autorytet ro- 
dziny i przeklinając siama rewolucyjne Ooodwina (teścia S' " 
a duchowego ojca Mana), rozrosłe w dramacie w pyszne pu^:^. . .::.c 
kwiaty. Jan Kasprowicz przełożył ten dramat Shelleya, pełen 
Sofokleicznego ducha, przednio i poważnie. O jego umiłowaniu 
autora „Iryjskiego awatani" świadczy to, ie raz po raz wraca 
do przekładania Shelleya: .Alastor", »Oda do Zachodniego 
Wiatru**, .Epipsychidion*" (tłomaczony takie przez F. -lezifirskiego). 
W tra' yi .Rodziny Cencich" Kasprowicza je.st ta sama 

bogata V.,. .^v^.a dyalogów, są arielowe uroki, kiedy mówi biedna 
italska Antygona, i jest brutalna przemoc samowoli w ustach 
starego poczwarnego sadysty. Jedyny to na realnych motywach 
wsparty utwór Shelleya, unoszącego się swą duszą, jak motyl 
nad powalonym tygrysem bestyalskich chuci cielesnycji; prze- 
łożony jest pięknie i wiernie. 

Drugiem dziełem, w chronologicznym przeglądzie idąc, jest 
Algemona Charles Swinburna tragedya „Atalanta w Calydonie" 
(rok 1864). Eschylesa geniusz nieprzemijający przeb^a tutaj 
nawet z za wierutnych kaskad i ulew pięknosłownych znako- 
mitego grand old man'a o słynnych rudych włosach, ajeziomie 
zielonych oczach. iVle wpłj'w Eschylosa nie wyłącza talde Sofo- 
klesowskich ech (nawet w obrazowaniu), jak znowu w w7bucho- 
wych eksklamacyach przeciw bogom przypomina sie fanatyczny 
wr - ' "tw wszelkich: Shelley. Autor „Atalanty", ze starej 
szr rodziny wywodzący się arystokrata, jest namiętnym 

i nieprzejednanym republikaninem i entozyastą t)ezwzglQdnąj 
wolności. I te dwa tony wytwomości i wiecznej ducha rewolu- 
cy/ności przebyąją się. jak w całej jego twórczości, tak i w „Ata- 
lancie", poprzez gęstwiny Imjnie rozgadanego patosu (w Anglii 
zwan^o wordsworthian pedestriaiUsm). Swinburne jest mi- 
strzem podniosłej, pysznej, nawet ¥ry8llonej mowy. Uważany 



- lf« — 

nowo a TuiHili.łii><rii\sr t» -Kin-ty ku al)---. . -_. -i \ ■ 

omio on i wznieść siQ do stanów iarzącej smyslowoHci i wt> i 
w ulewach pięknych słuu miota naokół | ni nieokieł- 

zanych naniii^tności. Kolorytom swym wiei. ,.w..jiii starał się 
»Swinburnc zbliżyć do swych przyjaciół prerafaelitów i iranspo- 
nować czystość i religyność iclś średniowiecznych wizy i na 
8ZtukQ swojego poetycznego słowa. W jego dramacie ^Both- 
wellu", jednej tylko części Łryologii o Maryi Stuart, kaidy akt 
Jest tak długim, Jak indziej cały pi<2cioaktowy dramat ; dystansuje 
to nawet ^Cromwella" V. Hugo, liczącego ni mniej, ni wi' 
tylko 600 stron druku ! „Atalanta", entuzyastycznie przy 
przez koła estetycznej inteligencyi, >\'ywołała oczywiście t;;ł\ 
bestyalizm błgoteryjnej i hypokryzującej krytyki. Kozpoczi^a 
się naganka, jak gdyby na ^psa szalonego** ; poeta uciekł tam. 
gdzie wszyscy genialni Anglicy schraniąją się przed cantem. 
do Włoch. Treści „Atalanty" nie opowiem, gdyż wszelkie 
streezczania są karygodnem nadużyciem ze strony kr}'tyków. 

zwalniających ospałych czytelników od czytania ut-^ 

których streszczenia z zadowoleniem świeżo sobie p' 

Tłomaczcnie Kasprowicza jest wysoce poprawTie, a miej- 
scami, szczególnie w chórach, imponiyące; zyski^e nadto nie- 
pomiernie, gdy się je porównuje z tłomaczeniem niemieckiem 
hr. Wickenburga, profesyonalnego tłomacza Albionu. Jednakie 
już tu, w przełożonej „Atalancie", irytigą od czasu do czasu te 
forsowane nieco dosadności i tężyzny, brane z ludowych gwar. 
te wszelkie: juźci, ksobie, haści (zamiast haszczy), .ślozy,żorunki. 
słodkie-ć, lice-ć. jużby-ć. Ta „monomania schłopłania** języka lite- 
rackiego staje się coraz upomiejszą i przeciwko niej absolutnie 
zastrzedz się trzeba, zwłaszcza, o ile rozchodzi się np. o pr?.* - 
kład A. Ch. Swlnbuma, który od wszelkich affektacyi ludowym h 
był o sto mil angUlskidi odległym. Oczywiście, zarzut ten jest 
pyłkowatą drobnostką wobec świetna „chóm on* 

lub wesołą) pieśni dziewcząt, lub poa. ,;o finału, w ... ., .1 

Meleager żegna się z życiem; no, i wobec niesłychanych tru- 
dności, jakie nastręczał przebujny, w obrazowaniu ^*propt 
utracyuszowski język autora ^Królowej Matki" i „Rosamundy 



— 1B3 — 

r»«)ci \Mtiiii, piYcUomacKooj pneK Kasprowicu, to od 
i-ztcrnastu lat pogrzebany w opactwie westminsterskiem 
Robert Hrowning, w samej Anglii Bwany ^nieprzetłomaczalnym-, 
a do tego stopnia niezrozumiały, że dopiero ^Towarzystwa 
imienia Browninga** komentiyą go i interpretiyą. Tak jego 
teorya dramatyczna, jak jej wypełnienie w utworach, wi^c 
słynne: «Pippa przechodzi mimo", lub .Tragedya du8?y", ,Na 
balkonie**, „W gondoli-, „Paracelsus" spokrewione są nieco 
z duszą widzeń Maeterlincka i jego dramatami bezczasowemi 
z „tragiki dnia codziennego". Temperament Browninga, czysto 
liryczny, zostaje takim samym bez tadnych skrupułów w dra- 
macie. Natomiast w poe^yach lirycznych np. w osławionym 
i wyszydzonym „Sordellif* (sześć tysięcy wierszy!) zdobywa 
się na silnie dramatyczne akcenty właśnie w głębinach całkiem 
nieodcyfrowanych labiryntów myślowych, w zdziczałych parkach 
dziwnych syllogizmów, niesłychanych, pozornie nie związanych 
logicznie kombinacyach słownych. Autor „Pippa passes" jest 
uważany za liryka ś¥iadomie bez żadnych tradycyi literackich, 
bez żadnej formalistycznej kultury, bez protoplastów. Pełnia 
intensywnej mocy twórczej doprowadza go czasem do dzikości, 
graniczących z banalnością niby zupełnego nieokrzesania, 
„sztucznego barbarzj'ństwa", zabłąkanego „w winnice Pańskiego 
Pi«;kna'*; banalności takich Browning nawet nie przeczuwał, 
starając się jeno o doł)ór słów nowych, absolutnie naj- 
właściwszych, niepowtarzalnych, rzadkich. W takiem sło- 
wnictwie, często ciemnawem, irytującem, dla potocznośd 
całkiem egzotycznem, wyrażał on te wyjątkowe stany i sy- 
tuacye psychiczne, w których dusza, odisłonięta z obsłonek 
życiowych, społecznych i środowiskowych, oswobadza się 
i komunikuje z inr^^-^ -^"^zami bezpośrednio, bez uwzględnienia 
wszelkich af»r i k w naskórkowych, bez krzyków, ran, 

zdrad, rywali, otruć, zawiści, intryg, sztyletów, łez, problemów, 
rewolwerów. Prastare tragedye dusz ludzkich Browning, ten 
badacz najdalszych głębin, roztacza przed nami jakby po raz 
pierws^, sawcose w swojej oślepiająco, a czasem nużąco pysżnąj 
dykcyi. Sam ze siebie, w najistotniejszych przeżyciach zdo- 
bywszy niezachwialny sceptycyzm, wie już, że prawda ukrywa 



- \M - 

bu; w prjfŁiun-' k n. \^\\ v- 

Hiącem oczu, inii!'' ■:'■ i,.:i.'lnicj luk.:: ',.-.; ^-r. ••<•/,. 

nipjszc ludzkie mąjoJci i cienie. Jent wiQc i Calibancm. lełĄcym 
j^ijboko w biocie, ' in si»; roł) w mule •' 

wianem, jest i Tai.M * . ..scm, tym ^m. " "• chemii 
pierwszym doktorem-terupcutą, pierwszym lem I p 

szym przyrodnikiem nowożytnej epoki, usuwającym (iaion . 
medycyną, a aposŁoliczno-teoIog i < i. 

Jest Browning i trubadurem Soi .,. , t, 

starzejącą się żoną żeglarza, skarżącą się przed ogniskiem, 
w którem trzeszczą bele z wyłowionych okn^tów ; jest i medyum 
ipr. F'" ':- -1. i arabskim doktorem Harsziszem. opowiadającym 
o ziii , ustaniu hazarza; i Pamfylarem Antiochem, opo- 
wiadającym o śmierci Johanaana; i masztalerzem, skarżącym 
się na ucieczkę pięknej księżny; i znowuż Piotrem I^onsardem. 
A już do jakiego stopnia liobert Hrowning umie się zapaść 
i ukryć w dusze wszystkich ludzi, i wszystkich byt i piękno 
beswzględne usprawiedliwić i roztoczyć, tego dokumentem: 
^Pierścień i książka', poemat, w kt<')rym zwykły proces na tle 
niby banalnej zdrady małżeńskiej w starej Italii z r. 1699 
opowiada kolejno kilkanaście osób, bezpośrednio w nim za- 
interesowanych i wplątanych. Formę tą staroitalską, tak 
nieeiychanie dla analizy psychicznej podatn<'). naśladował ze 
sao^ytnym sukcesem w swej „Knicyacie dziecięcej" Marcel 
Szwob, znawca i wielbiciel angielskiej literatury, ten sam. 
który pr; ' tonował i Jołma Forda dramat „Annal>ell»; 
i Giovanii::.. „ . temat tkwiący i w stosunku naszej An!>v 
Oświęcimówny do jej brata, a opracowany raz w dram: 
Mikołaja ł^łoz Antoniewicza, granym niegdyś mimo drastycz- 
ność tematu (miłość siostry do brata) przez Ant. Hoffmanową 
w Krakowie. W dramatyczncm dziele Browninga roi^aśniane 
dylemmaty, pozornie bardzo wyjątkowe i zawiłe, a w gruncie 
swym niezwykle zasadnicze i częste» jak: człowiek, k* '^ 
wżył się sennie w pewien bohaterski los, a życie nie chce 
tego 5110 akceptować, albo: ciche szczc.ście człowieka, k: 
cząje się niesscź^liwym, poniewieranym, niecierpianym, osamot- 
nionym, i Jak się to ciche szcsętoie niszcąy, zmienione nagle 



— loó — 

w islotne u konwencyonalne szczęście (motyw I )o8U)Jewskiego); 
albo: od jak przypadkowej drobnostki, ot, np. śpiewu pod 
oknem przechodzącej mimo prząóniczki IMppy, zależnym jest 
układ tycia ludzkiego, o ile taki śpiew przy])adnie właśnie na 
moment kom entracyi dusznei człowieka, na moment, w którym 
czy kiólnhujca, ca^ kardynał, czy kochanek, czy malarz, po- 
zmyii jasiiuwidząco swą psych\,' do głębi i zdecydiyą o całym 
swym programie życia. Robert Browning jest jednakże mi- 
Jednego aktu; przeważnie te jednoakty s.-^ właściwie 
\ m lub piątym aktem nienapisanej całości ; działają tem 
silniej, choć są bez śladu jakiejkolwiek akcyi, a dyalogi w nich 
/^'oła j)r/<kształcone w monolog^ potężnych burzliwych uczuć, 
iiKi!-^ • '_ '•' ł^ vi(» w pysze kosztownego, arystokratycznego 
sło, 

Czy tedy Jan Kasprowicz podołał przekładowi tego utworu, 
który jest istotnie wspaniałą symfonią zwolna obnażających 
się, dhigo skrywanych a wulkanicznie potężnych uczuć? 
I znów w zestawieniu przekładu poety polskiego z niemieckim 
l»ienłszeństwo należy się polskiemu, aczkolwiek nie odpowiada 
ono jeszcze wyimaginowanemu portretowi, jaki się wyrobiło 
sobie o autorze „Pippa passes** z innych jego dzieł tłoma- 
«-zonych i czołobitnych prac o nim. Znów i tu bowiem uległ 
Kasprowicz już wprost z kretesem pokusom p rzepo Iszczenia, 
absolutnie niepotrzebnym i nieco wprost barbarzyńskim. 
W kortedżiańskim bogiem skroś dyalogu może z jakiegoś 
mierzchnącego rokoka albo nawet może i z naszych czasów — 
co znaczą takie mocarne słowa, jak: dworzyszcze, waszmość, 
waśc i t p, co znaczą te staropolskie: ja-ć, kniemu, mojo-li? 
Ta monomania w przepolszczaniu. zesłowiańszczaniu i ułudo- 
wianiu w poetyckich tłomaczaniach grashje już wprost na- 
;?niinnic i doszła do takich objawów dziwacznych, jak tłoraa- 
f/pnie Fiorettów św. Franciszka ^warq podhalańską!! 

1*0 za tą jedną wadą przekład jest zbożny i reprezenla- 
my. Konflikt utajony tr/ech serc, rozżarzonych w decydu- 
,4Lyni, parnym momencie, przeprowadzony z najdelikatniejszą 
niaestryą psychologiczną przez angiclskieg(» mistyka, znalazł 
w poecie polskim o<lczuwającego to twórcę. 



nnutniin utworem, praeiożonyni prze^^ Jana Kajłprov 

eremitę B Poronina, y-' ' •- ballada dran -- - - 

kiego mar/yciola Yoa a Kasia" (bar . . ił 

na Countess Cathlen). .Jest to jalcoby transpozycya w duchu 
keltyckim uroczego ' riy, tak ni- 

ukaranego populani' ....,...,., całej Euroj^,. ... 

macsenie Kasprowie - sig tu Już wtórnie nutchnionem 

napisaniem całej rzeczy. Jest to kopia z olejnego obrazu 
mistrza, ale zrobiona jakby przez tego samego mistrza, tylko 
np. pastelami. Tu już Polak odczuł Irlandczyka całem sercem 
i głębią duszy, tu już ukochanie ludowego pierwiastka w Ję- 
zyku znalazło swoje usprawiedliwione uj.ście, tu już . i 
się k'legendom** fantazya twórcy „Krzaku dzikiej r6/s /. lU- 
bością pomagała tłomaczowi. Nie należy ni chwili wątpić, że 
dramat ten kiedyś, kiedy i u nas literatura na nowo zdobędzie 
•»z zły gust mobu świątynie sztuki, „Księ- 

--- — -~, wne będzie wystawioną i podziwianą przez 

najgodniejszych. W konkluzyi należy Jeszcze zwrócić uwagę 
świetnego tłomacza na macosze przepomnienie w podaniu 
„prób** (?) dramatycznych — takiego np. Stefana Philippsa, 
którego czy „Herod", czy „Ulisses", czy „Nero", a Już szczegól- 
nie „Paolo and Francesca" bardzo się kwalifikują do tłoma- 
czenia. Rob. Browninga symfonię „Pippa passes", tłomaczoną 
JUŻ na pi^ć języków europejskich, w najbliższym chyba czasie 
ąjrzymy na półkach księgarskich. Tern bardziej, gdy się 
zwróci uwagę, że niema ten dramat nic w sobie z Brownin- 
gowych ciemności i zawiło.^ci. jest przepojony krysztalnym 
promiennym optymizmem i ukochaniem ludzko.^ci, i że w jasno 
symbolicznym śpiewie prząśniczki z Azoli daje Jeden z naj- 
piękniejszych nowych myto w światowych. Jest to Jedno z naj- 
wspanialszych dzieł tej .«;ztuki szr?'* " ••. która ^'"' "•"J-^'^'" 
po skojarzeniach dwóch wielkich w rys\ 

t j. anglosaskiego i starowłoskicgo 

Wiemy od lat dwudziestu przyj- ■ . ^ ;. ^■1 
a herkuliczny druid z pod Gewontu, Jan Ka i : wi. z. dał na:r 
wreszcie jeszcze jedną książkę, która w normalnych warunkach 
kulturalnych byłaby faktem, a w naszych czasach Jest znowu 



— 167 — 

otoczeniem bryły złota w przepaść paiibeockiej niedoli. Moc 

"lomej siebie pracy leży w tym 

, ..: rym jeden z najwicjkszy eh poetów 

.|y.isi«j>zych » ,. lej miary poznaje swych spółcześnikńw 

ze świetni\ . tiarfiarzy", prz^zło trzydziestu męża z Alblonu 

liczącą. N .; Kasprowiczowi od nas koma wdzięczność 

i możliwie ^ ie argumentowane uznanie, że w tych smęt- 
nych czasach głupkowatego chaosu i parszywej wojny karłów 
/ pigmejami daje nam do rąk omal niepokalanie piękną książki; 
o angielskiej gędźbie wszystkich czasów, od jej pierwopoczątków 
liż. do dni niniejszych, a w tej książce kongregacyę prawdziwych 
jakoby ,devasów'. wyższych duchów o archanielicznych eks- 
pansyach myślowych a wszelkiej twórczości europejskiej pro- 
gi »ii< w Chyba już dzisiaj bowiem i nie ulega wątpliwości, że 
wszelkiej poez>i alfą i omegą, źródłem i ujściem jest twórczość 
angielskich mocarzy ducha, tych olbrzymich nenufarów wyro- 
słych na bagienniskach materyalizmu anglosaskiego, tych strze- 
listych słupów milowych dywlnacyi ludzkich, tych białych de- 
monów, przelatujących z szumnych łopotem tęczowych skrzy- 
dlisk nad mrówczemi kopcami ludzkiej lichej wegetacyi. 
Nazwiska: Shakespeara, Chattertona, Williama Blake, Shelley'a, 
Keatsa i Swinburna mówią o duchu aryjskim wszystko, są 
początkiem, końcem i szczytem wszystkich natchnień, wszyst- 
kich lotów, kierunków, i zmów i plejad; twórczość ich to istne 
cor cordium wszystkich twórczości, to wielkie świadectwo magna 
charta inkarnowania się najwyższego w coraz nowe postaci 
„Mahatmów"; to ewangelia ewangelii. -Jan Kasprowicz czi^e 
to samo, jak zresztą cała intelektualna elita Zachodu, zwraca- 
jąca się w ostatnich trzydziestu latach z całą energią ku temu 
Sezamowi i czerpiąca z niego pełnemi dłońmi najdrogocen- 
niejsze skarby, nąjbajeczniejsze klejnoty, kompaąy na życie, lampy 
Aladynowc, czapki niewidomki a pc^ewszystkiem wszelkie 
Icanony dla nowej ludzkoś<i góme/yzgokB. odmiennej od dziś 
rządzącej ludzkości nizin. I 

Nie są to tłomaczenia poetów angielskich: to są w całej 
tego słowa wadze przyswojenia porzyi polskiej poesy angiel- 
skiej, to są natchnione a dosadne^ranspozycye twórcze na ton. 



tok i takt iKilskiej mowy, to są niekiedy wżycia Hif,^ momon- 
lalnc w ol)ce typy twórrzp i ln<! 

ków przer<^łnych lir, harf. fletni, .. , .„ , ^ ; 

i ąjednobarwione imlywiduulnyni językiem Kaspn)wiczowyin. 
tym korzcDnym, masyw iiym. czasami ciężkim od |> 
Dych KTUzłłtw kiijawslćirj t?leby, alo zawszr nąjrdzenr 
lechickim, autentycznym jrzykiem folan, szczurów 
Z całą lojalnos^ciii wyznać tu trzeba Jednakże, że, w zestawieniu 
z nlekt<»r>*mi tw('»rcami szczególniej ostatnich czasi»w. i- 
zawió<ił i nic dostroił się, a w porównaniu np. z nieni.v..> 
tłomaczeniami (I^acliman, iiichter. Kassncr, Sieper i v. 
innych) okłizige się za ziemistym, za muskularnym; R W 
Ga"- ■.^, O.Wildo, Uridges i Rossetti dostali w tej i - - - * vi 
\iv ^ zerstwych zdrowych rumieńcłiw, tężyzny gili , , .\ 
i ciężkiego stąpania rytmicznego, co wszystko było ich anty- 
patyą i antypogoiią. Natomiast spotężniali jeszcze wyszli śre- 
dnowieczni mistrze Chaucer ^•■-•-♦'r, Shakespeare, liur^- -^ '"' 
wprost monumentalnemi ma ykami są istotne i 

stancyacye ^Hyperiona** Keatsa, ^Alastora", „Adonais** Shelley a. 
• ' rna i perełek Tomasza Hooda, ' • ' 

ty:: ,. ... „ , .- .za, któreg<» ..riośń o kn^/nli" ! 

przyswoił nam Wł. Nawrocki. 

Kasprowicz poprzedza swe iloniaczenia pruŁesi«nck<» 

suchemi i lnV • -: notatkami o poetach w intencyi, aby 

poezye ich i' . same przez się, emocyonalnie silniei ' 

czytelnik nie zaprzątał sobie umysłu szczegółami martyrografii. 
To błąd, to postulat pedantnyi i przesada " " :i. O ile 

ł)ardziej urocza byłaby Ui księga z eh ... .i.iemi ale 

obramowanemi medalionami tych prawdziwych półbogów, 
rozdających w złotych krużach dziwnych i dziwacznych fonu 
słodkie i oszałamiające: vinum daemonum. I jeszcze jeden 
możnaby Kasprowiczowi zai-zut z żalem i)08tawie. to jest 
pominięcie kilku twórców, ku»rzył»y dopełniali już obrazu teg»» 
czarodziejskiego parku poezyi ; i ej. Można się zp 

na pominięcie Miltona, protesUw.- ■ Ti..^. ^o w 
przeszedł przez piekielne kręgi ;;o ws/. 

chwalą, a nikt i)ie czytał, a którego JttvenUe Poems mnją 



— 150 — 

woje dziwaczne uroki. Motna podziękować Kasprowiczowi za 
u '^Mr-iHwe pominięcie «! 'go poety laureatusu rar. 

\ , \ ivtiua, twórcy łąju... i hymnów ku czci Jamesona, 

.1 i generałów-morderców Tram>vaalu. Ale o kilku 
imycii trzebaby upominać się z uporem. A więc może dopeł- 
liiby symfonicznego wrażenia książlci i ton lubieżnilca 
/. csasów restauracyi Stuartów hr. Rochestera i znowu elegancki 
idylik, u nas tak bardzo znany niegdyś i czytany, Ąlex. Pope, 
perukowy, pasterski, zfrancuziały. Mozo też nie byłby zby- 
tecznym James Thomson, autor .J^tUe Britannia". a w .faso- 
nach" pierMmy panteista, a z Walter i Scotta coś z .Pieśni 
•statniego Minstrela'*, którę u nas kiedyś nieudolnie tłoma- 
oiK). W Icażdym jednak razie nie do wybaczenia jest 
^'ur^zczenie Georgea Crabbego, największego poety Anglii 
vedług Byrona, najgroźniejszego, najdrastyczniejszego, naj- 
iwalszego malarza nędzy i jej upodleń, druzgocącego 
'■'^". jednego z najbardziej zbuntowanych aniołów na 
A\\ Olimpie; właśnie słownictwo Kasprowicza najbardziej 
adawałoby się w swej sile do nędzarskich liryk Crabbego. 
/. rhattertona większąwybuchowość od „Tragedyi bristowskiej** 
laie bristolskiej !) ma krwawa „wesoła" „Iliada o litości*" ; 
adto Chattertona należałoby może z szacunku dla stylowości 
ciem paralelnym do ps€udo-Rowley*a, więc 
:rm iia/.aii iŚw.-Krzyzkich, Reja, Budnego. Bielskiego. 
lUk współczesnych brak nie dla ścisłości a dla kolorystycz- 
ości obrazu kilku bajecznych ekscentrj'ków, z których lord 
■ * y, Webster. Martin Many Robinson i dziś podstarzali 
ło ś. p. Oskara, jak Rood, Ros, Dowson, Douglas 
coprawda w krzepkich rękach Kasprowiczowych cały 
vch motylich i ćmich skrzydeł, ale zyskałby stanowczo 

'' " - — - - wanturnik. żegla- -"*ifłzyczny, 

ik, a z fachu... a. 

I <lr»:k.t i czerwiem książki są tu i owdzie - słowne, 

•iusidiir w/i. ;t»- / ii-t juhasów i bacaw, rzekomo 

.,;..' 1 w 1/.. r/ywi ••! tuiklorne i partykularnie ładne. 

K.i i.i winna V. i>i>>:.r| uprawie leżeć na stole kaidego 

itnującego się domu; jest bowiem faktem kultury polskiej. 



WIKTOR ALFIERI 



N»«*«>(T4»lr< «'%.'■• !.i»r«^l. 



II 




1 

|r/pm 111^:10 w roku poprzednim lai krągło waj od dnia, 
w kUłryni w małem miastoczku góralskiego, wynę- 
dzniałego, kiepską sfrancuziałą włoszczyzną m('>wiącego 
Piemontu, w Asti urodził sii; w hniłńowskiej rodzinie Alfierich 
przyszły wielki tragedyopisarz i satyryk Włocłi w niewolę 
porozdzielanycł), Vittore. zwycięzca słowa. Autobiografia jego, 
Jeden z najbardziej interesuj ąc^^cti analitycznycti dokumentów 
psyctiologicznyct), stawiana obok pamiętnika Cardanusa 
z czasów Odrodzenia i Pamiętnika kardynała de Retza, roz- 
tacza pned nami z otwartością wprost rozbrajającą i szczero- 
ścią bezprzykładną otchłań życia, w którem po nieuctwie 
(nonstydii) i baraszkowaniu dziecięctwa przyszła młodość 
swawolna, huczna, buńczuczna, rozpustnemu wł«')Częgostwu 
i siedmiu grzechom głównym w całości poświęcona, ustępująca 
wreszcie w ciekawym procesie przeobrażeń wewnętrznych 
miejsca wiekowi męzkiemu, epoce wytrwałej i żarliwej służby 
Sztuce pisarskiej, pojętej Jako kapłaństwo w wierze Bóstwa 
idei, jako pełen uroczystości obrządek Piękna, Jako poważne 
a posłuch wymuszające posłannictwo narodowe. Już to żywot 
młodego arystokraty byłby, jak u tylu innych spływał pianą 
używania i wyżycia się, potokiem poziomych awanturek miło- 
' V. li .1 vgód skandalicznych, bodegowych heroizmów, bez- 
::r, iu '.^Li i przesytów nieodzownych, gdyby w trakcie tych 
eskapad Don Juana o rycerskich t^knotach duszy Don Ki- 
chota dobra wróżka poety nie zagnała dwukrotnie statku jego 
szaleństw pańskich na zielone v •' — :>a Wielkiej ł^rytanii. 
Tu dopiero — jak stwierdza w Pa: %u — po raz pierwszy 

odczuł się Włochem z Włochów, nieszcsęsnego narodu synem, 
tu jasnopatrzącem ogarnięciem i upokarząjącem porównaniem 



— 1«4 — 

stwierdził przed samym sobą, w Jak i)ezgranicznei nędzy i po- 
ni^.oniu pr/.oKniw& zwoiiiu jego ruita królewska, podzielona 
polityczuit* iHi d/.iewięć aż 7^borów, rządzona tu przez bastar- 
drtw Durbonich, tam przez chytrych łinbsburgów, tu przez kier 
czarny, rasa raz wraz rozdawana kawałami przy każde) hisU>« 

r>'cznej ^ '-lońci to temu, to owemu odpadkowi źr- •* •'• -lij 

ze sobą .i. Tu, w Anglii, na ziemi wolnych i h 

panów szerokich mórz i zamorskich lądów, stan<;ła mu dopiero 
w pełnem rażącem świetle nikczemna i wstr*' wola jego 

narodu, tak niegdyś^ mocą rządnego, tak świai, .iiego. Po 

drugim pobycie w Anglii wracał do smętnego Piemontu już 
nie smakosz i używacz życia szaleństwami osła^ion, ale za- 
U^ony w sobie, zwarty, zamknięty w rozmyślaniu Wioch i to 
Włoch upokorzony. Powrócony do kraju wrychle przychodził 
do przekonania, że w granicach życia publicznego tych pań- 
stewek i kraików reakcyą katolicką pr/ h, absolu- 
tyzmem małych kacyków zdławionych, \w^, Uij.ivjoh z dnia 
na dzień w ospałości, niewoli i legitymizmic niemasz miejsca 
dla człowieka wielkiej wyzwalającej inlcyaty^7, ni pory na 
jakieś bohaterskie ogółowe czyny. Letarg polityczny wsąyst- 
kicb warstw narodu był tak silny, sumienie rasowe tak sanie- 
miale, martwota ambicyi, obojętność honoru tak zupełne, poczucie 
obywatelskie i ludzkie tak nyakie, że potrzeba było przedtem 
prądu miliona wolt chyba, aby tę zmartwlałość wskrz^ ' "po- 
dlenie i\jawnlć, ażeby wstrząsnąć odrętwiałem su u. 
sercem, temperamentem, duszą Włochów — Pigmejów między 
latami 1760 a 1800. Homme (faction. Jakim marzył się Alfierł 
w akcie omal desperacyjnego ogarnięcia okiem sytuacyi 
i pustynnej oschłości czasów, staje się homme de lettres. 
Uwodziciel wczas opamiętały przypomina sobie z lat efebicb 
czyste momenta potężnych zachwytów, Jakie zawdzięczał nie- 
gdyś lekturze heroicznych biografii Plutarcha. Lekkoduch 
w porę zawstydzony przywodzi sobie w pamięci, że przecież 
próbował Już terenu pisarskiego, opisawszy siebie samego, jak* • 
Zeuzippa w niby farsie „11 Poeti", że przecież między na.i 
tęższemi wyskokami Jego kawalersldej tężyzny było napisanie 
i wystawienie w Turynie (dwukrotne) „monstrualnego*' dzielą 



— 166 - 

o Kleopatrze. I oto 2 tym samym ogniem, zapami^ą gwał- 
townością i wyłącmoódą, z jaką niedawno jeszcze trwonił 
i rozmieniał kmsiec swej młodości na liczmany błazeństw 
oklaskiwanycti przez rówieśniczą nicość, z tym samym ogniem 
rzuca sią w twórczość dramatyczną. Lekki i letni sukces ,, monstra" 
Kleopatiy. której w figarze Antoniusza mamie swoje miłosne 
opętanie wyspowiadał, jest mu ostrogą i bodźcem. Seneka 
i Comeille, gwałtownie nocami pochłaniani, dająjakie takie wzory 
na początek; Kasyna nie tyka, żywiąc doń od dzieciństwu 
antypatyę i zasypiając twardo przy lelrturze Rasynoskich 
dramatów, Wolterem przenika i przesiąka cały na wskroś 
w każdej fibrze swej organbacyi intelektualnej. A jak poważnie 
i rzetelnie pojmuje przyszłą swą misyę pisarską, tego daje 
dowód w tem, że dla studyów językowycli przenosi się do 
kolebki najczystszego języka włoskiego — do Toskanii, że 
wchłania w siebie całe foliały staroflorenckich autorów, że 
pielgrzymuje jako pątnik po grobowcach wielkich mistrzów 
słowa, przy tumbach Petrarki czy Danta, Ariosta czy Machia- 
veUa bierze święte pomazanie i w obcowaniu samotnem 
z duchami władczymi starych Włoch rozpr- '-^nia swą duszę, 
oczyszcza ją z naledałośd grzęzawisk n iczycb, hartuje 

wolę twórczą, rozszerza widnokręgi swych marzeń, porywów 
i gniewów i tak zmieniony do niepoznaki, zrywając ostatnie 
nici z dawnym szaławiłą hrabiczem z Asti, staje w mocnym 
i lśniącym od poleninku rjmsztunku na arenie życia, na piaskach 
niewolniczego bytu Włoch owoczesnych. I oto dziwnym trafem 
z młodym gladyatorem z innej areny, z Schillerem, nietylko to 
ma wspóUiego Alfieri, że nad zamyślonymi czołami obojgu 
płomienny włos lyty się wichrzy (jak kostycznie opisane 
w sonecie „Suo ritratto** do znanego portretu Fabra w Galeryi 
Uffizi: CapelU or radi łn f ronie e rossi pntti), ale wspólny 
ów, całkiem młodzieńczy, świeży i naiwny kult dla bo- 
haterów Plutarcha, dla Tymoleona! Cezara! Brutusa! 
a wieswie owo wspólne hasło, wyryte u wstępu wyzy- 
wających „Zbójców** Schillera, a nad całą twórczością 
Alfierego promieniejące, akord jego przewodni i motyw 
najgłośniejszy: in tyrannos! in łyrannosf W młodym 



— 16« — 

hrabiu Alfiorim dojrzewa mocny i zuchwały republikanin, Jeden 
z ' ■ 1 reprezentantów h.' 

roj , ...;^: ,..;.....„... i nieprzebłagalny \. ,... 

motoni absolutyzmu i Lewiatanem ultramontanii, hydrami od 
160 lut pożerającymi d\is/Ai każdego nowego pokolenia Włoch. 

Odczuwa ' 'nia na dzień coraz boleśniej i głcbiej i 

biąjt|ce i < < mu gardło poniżenie tak wielkiej 

ojcjyrzny, widzi z rozpaczą, jak dyplomacya .tych złotych cza- 
sów absolutyzmu" zdegnidowała mu Włochy do i)ojęcia geo- 
graficznego wyłącznie, jak gdzioind/.iej wspaniale rozkwita 
wielkopańskie życic państwowe, dyktujące nawet prawa obcenui 
niedołęztwu, a jego Italia, na szereg party kularzów rozknijana, 
wegetuje pod gnuśnjł i n^żnorodną admir .{, poodgra- 

dzana od siebie wzajem cłami i paszport . żnicą kultur 

i przykazami lojalności Podróżujący pielgrzym widzi szeroko 
rozwartemi oczyma Kampani«; z ogrodu Włoch w j 
kleszą ręką przemienioną, w Medyolanie gospodarująca ,. »..- 
gierskich llunnów Austrjaków, w Neapolu głody, nędze i bandy 
zbójów, w Piemoncie wpadających raz po raz Francuzów, 
a wssQdzie upadek, zniszczenie, ciemnotę, biedę, v 
a wsz^ie ślady wielkiego przemysłu niegdyś, wielk. . ^ 
nialnych rękodzieł, bogactw oślepiiyących, życia państwowego 
bujnego, wielkich czynów |)olitycznych, sztuki górnej, jedynej 

i tradycyi! tradycyi wszechpotężnych ' :...--... u | .. i... 

biu Alfierim wzbiera wypalający ws/ 

bezbronnego, spętanego zwierza i całą istność ogarniająca żąii/.i 
mszczenia się z«i kjiżdą cenę: in tyrannos! in tyrannosl /nanv 
dotychczas w swych kołach, jako kpiarz, dowcipniś i facecyo- 
Dista, młody człowiek bez ideału znajduje swój ideał, nie 
przyjmiyąc go z rąk „tabbate", bakałarzy czy znawców pie- 
monckiej parafii, ale zdobywa go sobie powoli, żmudnie wśn'»d 
walk ze sobą samym, ze swem Iżejszem, niższeni. rodzinnem 
^ja*. Do lektury Aretina zabiera się jesscse z oczekiwaniem 
p< vch, może nawet seksualnych sensacyi. Jako do pi- 

8ai/.». .xiuiy jest także awantumiczii, problematyczną natimt, 
faunem i satyrem zarazem; wstaje od Aretina już tylko w i> /. 
myślaniach nad przebrzmiałą wspaniałością Włoch renesansowych 



— 167 — 

i oad csarnoksi^skim urokiem pióra mocną ręką dzierionego 
i nad negatywną potęgą. Jaką daje talent szyderstwa. I wtedy 
to mołe postanowił Alfieri być także „biczem nu książi^ta". 
Względem społecznych mu karykaturalnych t>Tanii żywił 
wzgardę niejakiegoś „plebeJenreYoltć". ale równego ku równym. 
Drażniło go i poniżało wobec samego siebie, że naród, z któ- 
rego wyszli imperatorowie świata i cezarzy sztuki, poddany 
jest pirrwsz\ ni lepszym przybłędom francuzkim czy austyackim, 
podzielony, jak szata Chrystusa międ:^ żołdactwo, poniżony 
i ciemny, ie nie umie ni czytać ni pisać, że tiiki |)oeta Meta- 
stazio musi mieszkać w jakimś Wiedniu (na dworze Maryi 
Teresy), że zaginęła genia^ność starej jego rasy, siła jej eks- 
jianzyi, blask jej kultury, że nie Italia rządzi, ale ona jest 
rLi\^ ■ " • jest rządzoną gnuśnie, po macoszemu i nikczemnie. 
Rei lin w wielkim starorzymskim stylu nie miał atoli 

zbytnich i przesadnich illuzyi co do pierwszych lepszych, byle 
tylko nowych żywiołów n h czy ludowych, przeczuwając, 

że z tych elementów w ti»^.^,v^^j4cych chwilach zawsze męty 
śmierdłe wydobywają się na spienioną falę życia, Alfieri był 
naocznym świadkiem rewolucyi paryskiej i widział herosów 
kanalii tuż tuż przy ich warsztacie terrorystycznym, miał czas 
i sposobność nabrać trafnego i spokojnego sądu o tych „sza- 
kalach i hyjenach w ludzkich kostyumach", wprowadzających 
„nowy ład" z pomocą gilotyny, rostrzeliwań, iluminacyi i wszel- 
kich barbarzyńskich rozuzdań bestyi z człowieka. Ale instynk- 
towna nieufność względem rewolucyi, jako do krótkich aktów 
zemsty za znowu zapadające całe decennłe robaczego pod- 
daństwa i pieskiej pokory, bynajmniej nie tknęły w Alfierim 
wiary i nadziei w ducha wiecznego rewolucyonistę, w ideał 
rewolucyjny, regeneracyjny, w burze dziejowe, po których owe 
pogody nastają; bynajmniej nie osłabiły jego jedynej pożera- 
jąc^, wszystko jednoczącej, wszystko spalającej namiętności, 
t j. nienawiści do tyranów. Tą namiętnością ogarnięty roz- 
począł wróg królów swqją wielką kampanię dramatyczną. 
Z dusznego, zfrancaslaiego, a więc antypatycznego mu IMc- 
montu raz na zawne ptieniósł się do Florencyi, gdzie inna 
metoda cenzury, pęti^ącej zresztą całe Włochy na różne tylko 



— 168 — 

sposoby, tu gwarantowała mu ssenzy oddech i giest wolotąjsij. 
Pod skrzydłami kochanki Już do końca j^cia Jedynej : hrabiny 
Albaoy, Muzy swojej tragicznej, a rozwiodzionąj tony ohydnego 
pyaka i brutala Karola Bdwarda, oHtatniego odpadku zdcgene- 
rowanej rodziny Stuartów, rzucał tu hrabia Alficri na papier 
koląjno cały szereg tragicznych kompozycyi. zwartych, lo- 

gir '^ - '"ternie urytmionych. w stylu swym ' ' ^ ^ 

i K [lych... niej;dyś żywych, życie, enii. 

aplauzów budzących, dziś żółtych, oschłych, mocno nudnych, 
nie czytelnych i jak perły z zatratą blasku umarłych, niegdyś 
bezcen"' -ł^ ''<- >• "^o archiwalnych. 

I i>cie swych tragedyi Alfieri, Jak sam wy- 

znaje „w atakach gorączkowej i fantastycznej żądzy wolności**, 

gdy 

„due fere donnę, auzi due furie atroci 
tor non mi posso ah misero! dal flanco 
Ira e Melancolia." 

Od pierwszych z nich, które jeszcze „plutarchizando** były 
konstruowane aż do ostatnich, wszystkie mogły nosić tą dc- 
dykacycj, którą ma tylko ostatni Bruło Secondo (z. r. 1787). 
t j. ,al popolo Italiano futuro**. Wszystkie mają wspóhią, 
finalną ideę, do której drogą patetycznych tyrad i górn*' 

eksklamacyi dążą. Tą ideą Jest przelanie z duszy twórcy v. 

Jego narodu tego nieposkromionego głodu wolności, który 
go przetrawiał, przepalał i wyniszczał, tego głodu niepodle- 
głości, który jest bratniem i nieodlącznem uczuciem — • 
dzonego pragnienia panowania, mądrego, pi«^knego, • 
owocnego, ale panowania. 



II. 

Syna narodu na 
m niedoli małych i maleók: .. 
gorączkował i jątrzył tylko J« 
i władztwa. Cały swój talent zwol 
Włosi wnm\Ą pnesidsali, do Eer"- 
towtł. sztifowBł i ost^ył Alfitri 



iyny problem władz v 

icy się. jak to 

v>M<n nadmiarów h.ir- 

'ści damasceńsldej stali. 



— 169 — 

z którą wystąpi! do pojedynku śmiertalnego z tyranią. Traktat 
„delia Tirande** i drugi «del Principe et delie Lettere", oba 

- : ^ wcale abstrakcyjnego i kawalerskiego rezouowania byiy 

rękawicami, rzuconemi przez nobile z dziada pradiiada 
przybitkom absolutnego regimu. I odtąd już nie spoczął ni 
nizii na rzucanych mu raz po raz laurach wdzięcznych a bu- 
•lżących się z zadrzemania wiekowego Włochów. — Olbrzymiością. 
muskularnością i prepotancyą figur tragicznych, które im kolejno 
wysuwał na scenę swych surowych tragedyi, odsłaniał współ- 
cześnikom charłactwo, mamoóć i hańb^ ich niewolnicze) egzy- 
stencyi ; przepych, bogactwa, dum<2 świetną i oświat<j i swawolę 
niekarną wielkich pruicamiCw antytezował w ś^ńetle scenicznych 
ogarków ich nędzocie, ciemnocie, karnemu służalstwu a bez- 
bronności. — Aby „zjadaczy chleba** przerobić nie w aniołów 
bynajmniej, a w śmiałych bojowników o wolność, choćby 
w szatanów korj'gujących śmiało i męzko polityczne błędy go- 
spodarki niebieskiej, dał republikański tragik Alfleri szereg 
wizerunków starorzymskiej niedościgłej cnoty obywatelskiej, 
jako modeli nąj idealniej szej moralnej tężyzny i piękna. — I oto 
na scenie włosidej całkiem fendaUzowanej i do absolutyzmu 
^n^,.i -rojonej, więc pełnej nóżek t>aletniczych i operowymi 
1 tenorów rozbrzmiewającej, zaczęły pojawiać się wielkie 
symbole tragizmu ogólnoludzkiego: Antygona, Ottayia, Orestes, 
Polinice. Sofonisbe, Merepe, Yirginia i przemawiać do tłumu 
może napuszonym, ale w one czasy nąjwierutniej poetycznym, 
górnolotnym, rozpłomieniającym językiem. — I'ojawia się tyran 
decemvir Appiusz Klau(^usz, Cezar jako mąż pięści żelaznej 
obok Brutusa, mocnego anioła wolności, dalej Tyl>eiyu8zHi8q«nii 
Filip II, harpia inkwizycyjna, Medyoeosze jako dynastja sl»o- 
dniarzy, Agamenmon, wraży jak Herod; wraeicle Saulowi. 
obłędnemu i posępnemu władcy, przedwstawiany jest twardy 
Jak głaz arcykapłan Achimelech, prototyp wszechwładnej 
hierarchii kościelnej (dramat ten ... Papieżowi Piusowi dedykowany)... 
Piemontczyka Alfierego tfagedye o tyranach przedostają się 
L Jednepo partykularza w drugi, z Genui do Wenecyi, z Sycylii 
do Lombardyi, jego sztyletowe epigramy o depreąji są na ustach 
wsaoretkicb, tkniętych urokiem poetyckiego riowa. Wyjęte 



— 170 — 

t radomontady Saula słynne Seggio e di sangue d'empietBde 
ii trona niąją w sobie coś z płomienia Marsy^anki, a coś, co sen 
8{N;dzi z powieli liurgu i Watykanu... 

Teatr Alfiore^o z roku na rok l)ardzicj znany, do najza- 
padłe|8zycti zakątków włoskicti już docierający Jest Jednym z nąj- 
I' rrtw w ł i świadomości narodową) 

\\..v.. ... u. owność j. ^.w >,^»'»rc.v •^•""•'ija si^ i działa 

widocznie z ; 1^ dla nas suciiycłi, 'h i zimnycłi 

dyalogów i z tych solitcrowych monologów, osobista całkiem 
nienawiść piemonckiego szlachcica do tyranów przelewa si^ 
z jego Wolteryańskich tragcclyi w dusze spółczesnych, rodzi 
jakieś jeszcze niezdefiniowane tęsknoty do nowego risorgimento, 
do łączności wszystkich ze w.^^zystkimi, do takiego możnego bytu 
państwowego, Jakiego blask bije z tragedyi czy Virginii czy 
Brutusa, do wielkich gestów i wielkich zwycicjstw, do życia 
publicznego, agonalnego, politycznego, z którego wychodzą i Cezar>' 
co prawda, ale i Cezarów pogromcy. W cz;i " " i nia „Tymoleona** 
czy „Agida", na przedstawieniach „M.-.. . . luardy" czy Jai 
congiura de Pazzi", rodzą się pierwsze prabłyski marzeń irry- 
den tycznych o strąceniu i przepędzeniu j>recz tyranów, o Italia 

unita, o zniesieniu baryer 1 granic między tymi, ~ • ^y 

jednym językiem mówią, jedną mowę poety, płyn.i . y 

rozumieją i, gdzie ostrze sztyletu Don Garcyi czy Brutusa wy- 
mierzonem ma być, dobrze wszyscy odczuwają. — Ten sam to 
bowiem poeta piemoncki mówi tu ustami Virginii czy Alcesty, 
co wyśpiewał hymn szumnosłowy o TAmerica liberata, a o Ba 
stylii zburzonej odę. ten sam w każdym akcie każdego dramatu 
wt^raniziye tyranów greckich, biblynych czy legendarn ' * n 
sam też grzmiał peany żarzące o miłości Ojczyzny ale 
męzko cnotliwej i władnej a nie rozdrapanej, siH)korniałej, cier 
pliwej i skomlącej o litości z r^ki pasorzytnego tyraństwa. 

Styl swój dramatyczny wjTobił sołiie Alfieri sam, odrębnie, 
z uporem, ale organicznie i w związku ścisłym z ideowymi ce 
lami, jakie przedsic wystawił. Chęć działać na społeczność swii 
jakby magnetycznie, chcąc i ' \iżać swą twórczością trzody 
potulnych i zre2ygnowany<. .. naród zbuntowanych i zwy- 
d^ftą^ących, wytworzył dla swego genus tragicznego dykcy«: 



— 171 — 

ofitrą, mczką, szorstką, pozornie sstywną. — Troskę o klasyczne 
i" doprowadził do tych granic pedanteryi. że w coraz 

ki. 1. :«».:. ......u ,,.^^^ ijgjy jji^ dopuszczał pod żadnym po- 

lon e nie aktywnycli bezpośrednio, czyli „wi- 

dzów na scenie", przez co zyskiwał czystość rysunku, ale (iak np. 
w Tynioleonie, gdzie tylko 4 oaoby wyst<;pują) przepadała z kre- 
leseni barwa, gra świateł psychologicznych i powab z'"'"""'"5ri 
i różnorodości ; brakowało koniecznego fizyologicznie w\ iia 

w napit^ciu. — Równie! całkiem obce i wzgardzone było jego ab- 
^trak(■vinip pńmcmu pojęciu tragicznego piękna zapuszczanie 
siv w epi/.Klyczności i w małe rysy, poboczne, malownicze, 
światłocieniowe, a które dopiero z szematów i formułek ide- 
(twych kształtuje indywidualne twory ludzkie z pierza i mięsa. 
h?UiraJ;^r siv jeno cziynie o pognębienie przy każdey sposobności 
rzłowieka typu tyranów i tyraństwa, dyskutując na kaidjrm kroku 
z ideił władztwa, nie dążył Alfieri do używotnienia figur swojego 
teatru, a tylko stale do dyskredytowania t^Tanii i do rozkrze- 
wiania w duszy włoskiego narodu hartownej, tnvałej i z czasem 
skutecznej nienawiści do tyranów: ciało i krew mieli szematom 
tragicznym dawać już wyłącznie aktorzy. W tym też zapędzie, 
w gomem znaczeniu wszechedukacyjnem, doprowadziwszy 
mezkość wysłowienia do nąjkonieczniejszej lakoniczności i lapi- 
darności, aby zapobiedz jeszcze osłabiającemu rozpraszaniu 
uosEUciowemu, wyrzekał się absolutnie wszelkiego liryzmu, tkliwości, 
wdtięku, jakiejkolwiek łagodności, choćby nawet pewnej pogody 
w barwach dusznych, stosując już do tego tonu i swe wysło- 
wienie dramatyczne z umiłowanemi wyrażeniami twardemi, 
dawnemi, dantejsko bnitalnemi, z unikaniem stanowczych słów 
gładszych, słodszych, melodyjniejszych, kobiecych. Na wszystkich 
tych jednostronnych warunkowaniach i formułach zyskiwał 
V w podnioelości swej styl tragiczny Alfierego, ale za- 
.. : się stanowczo widnokrąg twórcy. Z wyeliminowaniem 
tylu pierwiastków piękna, z tylu tomów oniemienia nikła i prze- 
padała jedynie nieśmiertelność twórcza: pełnia uczuć i idei. — 
• oraz szersze warstwy ąysldwaty aamowiedzę narodową, coraz 
A i ksse In^ upajając się staron^ymską cnotą nad etyką silnych 
rozmyślały, całe pokolenie nadchodzące uświadamiało sobie 



— 172 — 

hańb^ Włoch porozdzielanych; głód wolnoAci ogarniał wszystkich, 
co tylko dwa wiersze piemonckiego hrabiego raz deklamowane 
zasłyszeli, ale artyzm, pełny wieczysty czar artyzmu Alflerego 
na tern wszystkiem tracił. Poeta nie dochodził do czystej har- 
monii tw(^rczej, tragedyom jego zawsze zbywa na ' i u 
pojednania, które, ponad gruzami katastrofy nąjsii .».-. i 
si^ jako g>viazda oświecająca pełna żałoby miejsca, c 
zasyłająca. Przykro to >%7znać, ale trzeba, te z catni 
\*-. rego dziś, kiedy dzieła jego spółczesnych i wcze,-; h. 
i.-iidana, czy Szyllera. Goethego czy Goldoniego, .„^oy 
Marivaax jeszcze żyją, mają rumieniec krwi i puls normalny, 
z jego całej twórczości tragicznej ani jedno nie ostało się przy 

dosłowniej nieśmiertelnej nieśmiertelności... opró^ •'^ tąj Jednej 

lekceważonej przezeń „Mirr>" (w tłom. !»• i wyszłej 

u Ungra 1856), tragedyi dziewicy opętanej demonicznie miłosnym 
szałem do własnego ojca, króla Cypru, Cinira, dobrego tyrana, 
jednej jasnej postaci władcy w całej długiej galeryi portretów 
tyranów. — Ta jedna „Mirra", dzięki kreacyi Ristori, a drugi 
„Saul**, dzięki wielkim tragikom włoskim Modenie, Rossiemu, 
Sohiniemu, przetrwały w repertuarze aż do najpóżniąjsąych 
czasów; reszta okryta szarym pyłem bibliotek, leży zagrzebana 
nietykana, szanowana niestety jak relikwie! 



m. 

Carducci nazwał Alflerego nąjnarodowszym z pisar^r 
włoskich po Dante Alighierim; ale nie dla jego tragedyi tylko 
a głównie dla jego „satyr i małych poezyi", do których sam 
Jozue napisał strzelistą przedmowę. I w istocie najbardziej 
włoską, specyficznie narodową jest ta nuta w twórczości 
piemonckiego patr}'oty, w ostatnicli latach życia donośna, ale 
najgłośniejsza dopiero {)0 r. 1803, po śmierci Alflerego, kiedy 
wydano zbiór tych satyr a zarazem i słynny „MisogaUo", y. 
17 obelżywych i pełnych furyi niespętanej wierszy przed w 

duszy francuskiej wymierzonych. S zną taktykę Alflerego 

naąywa Cereseto wswąj „Hist Lit >^ , w przeciwstawieniu 

do ironii Pariniego, wprost: inwectywą, i to słuBsnie. Zbywszy 



- 178 — 

się przesądów i wszystkich sympatyi ze swą sferą, ij. kastą 
sonion^w. ridblessy podpi ' ' i system rządów zaborczych, 
iłiierza Alfini i niepoba \ bezprzykładną złością na 

wsĘ^stko i wszystkich. W rymowanych tercynach, według 
dawnych średr nych wzorów rzuca się z macziijcą inwektu 

gromiących i u „...,,.,.> eh na królów, szlachtę, księży, uczonych. 
Jurystów, kupców, żołnierzy. Wściekłości jego sarkazmu nic 
spętać nie zdoła. Przekonawsąy się, że tylko żarzącem żelazem 
wstrząsnąć da na pręgierz wywleczonych niewolników, w abso- 
lutnej nienawiści do wszystkiego i wszystkich przeklina czasy, 
stany, zawody, wyszydza nędzę, kopie pokorę, ośmiesza bogactwo, 
zawodzi w jękach bezsiły, pieni się i piwa w goryczy wyuzdanej, 
jakiej równej niemasz w literaturze, piwa językiem ciężkim, 
bezdźwięcznym, bez ulgi, bez wytchnienia, bez nadziei, w opętaniu 
tkniętego szałem gfniewu radykalnego fantasty. Jego komedye 
polityczne w typie Arystofanesa są ł)ezsłonecznie tragicznymi, 
poronionymi płodami ponurej hypochondryi , urodzonego repu- 
blikanina", który ironią losów musi żyć w epoce całkiem 
spokojnych rządów tępo głupich, beztrosldch a pewnych siebie 
karłów ab«^' '"♦'""Ul, miniatur starych deepocyi. Ale prawdziwe 
dopiero Ai: >^ie wezbranie żółci streszcza się i wybucha 

w Mizogallu. Jest to pośmiertna pomsta jakby z duszy 
zawiedzionego kochanka wyrwana. Ta gorejącej pasyi pełna, 
grzmiąca inwektywa na Francyę, to owoce zawodu, jaki obraz 
rewolucyi francuskiej sprawił tym wszystkim, którzy wierzyli 
w przyszły kiedyś ale absolutny upadek absolutyzmu, w nadejście 
jakiejś utopynie doskonałej epoki złotej. Alfieri był świadkiem 
wybuchu rewolucyi w Paryżu, świadkiem wszystkich orgii 
demagogicznych, widział, jak z rynsztoków Paryża wyłażą na 
widownię „mówcy wolnościowi", „leaderzy wiecowi", „literaci 
rewolucyjni", „natchnieni duchem Ik)żym rzeźnicy", szczekacse 
idei i zawodowi skrytobójcy, mordiyący tylko w czas terroru 
w imię „ludu". I ten Włoch, co całe życie gromił i piętnował 
tyraóstwo, oglądał teraz ulubieńca swego, wybrany lud swój, 
zostawiony samemu sobie „przy robocie", przy instalowaniu 
„nowego ładu". I ledwie żywcem ocalał „młot na królów" 
z hrabiną Albany z pazurów i kłów rozbestwionej, spuszczonej 



- 174 - 

ze .>^ih\ .V for;. ,,pi'runoN\ iiiuu". i jak na wielu, wielu 
cntu/N 1 ' Ns NNoiiinMi, :\ trafom świadków „czerwonych kąpieli 
woln< 1 wych*'. podziałała i na Alfieregn „małpia tygryilość** 
rewolucNi wsti/jj iju >. odstrijczająco. A że oŃd dziecka już 
natura fiiiucił.ska wzi'iiil:^nł.i w nim instyktownic tylk • "*"'''<'• 
i śmiecił**, że przekliu.i ! lancy*; już, kiedy mu jako ,ii 

iimbiczowi kazano uczyć się „i^miesznec^ i wfitr<;tnego" menueta, 
że kilka razy widział żołdactwo francuskie, wpadające do jego 
rodzinnego Asti, że w młodzieńczym wieku wyrżnął o ziemie 
cłioroblłwie afeklowną łleloizą, gdy mu ją dano jako najwyższy 
produkt miłosnego, łiumanitarnie tkliwego ducłia Gallów, wiec 
z czasem wyrobiła sir w nim iiieprzepn-* '-jarda do Francy i 
i wszystkiego co francuskie, coraz n /.a w miarę jak 

poważniał i etycznie klarował się jego pogląd na świat i życie, 
wzgarda do uroczej lekkości, blagi, Ir/piotowatości francuskiej 
wzgarda do krzykliwego, wiecznie jurnego. kł<Hliwcgo i pstregji 
' hanteclera galijskiego. Gallofobia ta spotęgowała się jeszcze 
na terenie angielskim, gdy Alfleri porównał ze sobą stateczna. 
ni' ' i |)ariRką doktrynę wolności Wielkicłi Urytanów, a prze- 
s .. Krajną, kobiecą, rodzącą bezład gloryfikacyę wolności 
u Francuzików. Dnie terroru przeżyte dopełniły miary antypatyi 
Ten, C4> na zdobycie łiastylii jeszcze odę grzmiał trombitową, 
w lat kilka potem rzucił Maryannie paryskiej w twarz grad 
obelg i inwektyw, impertynencyi wprost fanatycznych. I ten 
sam już, u schyłku życia przyjmiyąc u siebie we Florencyi 
gościnnie naszego Adama Czart w r. 1798), wprasza- 

jącym się zwycięzkim generałoii. .... iłgo konsulatu odmo- 

wił gościny i ręki nawet podania. Menuet był mu równie 
wstrętny jak oschła, zimna, metodyczna kantylena 
wiersza francuskiego, wrzaski fraterniziyącego się mobupaij ^M«gi» 
równie obrzydłe jak rozdy wana gaskońska gloria i brzęk szabelki 
po bruku majestatycznej patrycyoraowskiej Firenzy. Paryż, 
okrzyki^jący kokotkę l)Oginią rozumu, a i " 

kucyom szafotowym, stał mu się do pewnegu . u , ;. ......l;ii 

jego złej młodości, w której „unikał jak ognia kobiet cnotliwych-, 
a rywali miłosnych „z zimną krwią i śmiechem shił ko: 
szpadkl na dnigi świat". I dlatego w Mizogallu p8ycłii>i«*K 



- 175 - 

%ą-r-..-7n-: n^,^*/^ tii\»» vii- .» f^jją rozczArowanego do Fr"""' "—•'■' 

. ugedyopisana do „narodu \\ 
nieiylko niechęć patetycznego patryoty do kultury, gracyi, 
j^ 1. k&nkanu i farsowej fUozofii życia, ale takie rozpra- 
N lę i odprawę, jaką Alfieri mąż obywatel daje „byłemu 

Alfieremu", młodzieńczemu „z francuzka" lekkoduchowi i roze- 
gzionemu źrebięciu. 

^' '".ł twórca „Saula" w kościele Santa Croce między 

n a Dantem, na co irytuje się zbyt silnie Merimśe, 
iko nil yt niczem u tego „retoryka" nie zadłużony. 

lM«:k; iK. dłuta Canovy postawiła mu jego dobra wieszczka, 

Iowa: ^ i opiekunka, piękna tirablna Albany. 

Imponi^je Alfieri bezw<:ględnie dziś już tylko jako wzór 

ionej i sprzężonej woli; umiał w 46 roku życia nocami 

'<vć się greczyzny, aby Eurypidesa czytać w originale, umiał 

ześ<5 razy wersyfikować swego „Filipa", zanim ostatnia jego 

r^dakcya dała mu zadowolenie artystyczne, umiał złamać w sobie 

okratyczn^^ nicponia ancien regimu a prz* ' ' ić 

1 w twórcsego i czynnego członka swej nit -j 

Nie wyparł się swej posępności, nie ił 

•zróść >i»; w sobie statycznie w nim istniejącej vis comica 

■ '^ 'wał rzeczy wesołych, jak tego domagano się od jego 

-chu obiecującego satyrycznego impetu, gdyż na dary 

uśmiechniętej i szczęśliwej Muzy Talii nie zasłużyła sobie ile 

unita' " 1 urodzonego poety wiedziony 

umiai L... .™^..:...,elementa swego satyrycznego 

gniewu w odrębną twórczość i chociaż z zazdrości godną stało- 
clą nie wmieszał nic tych rozsadzających i zanieczyszczających 

'— *-— Vznych żywiołów, literaturze wszechświatowej 

lo rąk Alfierego dzieło skończenie uniwersalne 
< absolutnych walorach Piękna, gdyż w sercu jego nie było 

! wielkich duchów, w charaktene zawiele 

^....^, , :,uiości, a w całej indywidualności jakat< 

skaza, jak pęknięcie w dźwięcznym dzwonie, które nawet, jemu 
mu nie tajne, wywoływało na usta cierpkie wątpliwości: 
wieku, czyś ty wielki, czy pospolity?", „raz się mam za 
la, a raz za Tersyta"... 



- i7r, - 

Ki' A 11 dysonimaem w psychicznej kompoiycyi 

poety, ni' i . \\ i.. i .) ni mu w głębi duscy uważać 8lv Htanowczo 
Ul urodzonego do korony wielkich twórców a tylko za wiecznego 
pretenil' vlo to, i* więcej jeszcze nienawidził tyranii. 

niż koci. u. i^<'</M'Ji- i że wogóle. wogóle /awiele znienawid/il, 
u za mało ukochał .. 



n') 



GOCKOWSKY 

«Mt]rMkt Słktrr liiararkie 12 \ 



I 

r 




Mottu: „oiuiiiiy u HuiMd grami:. 
A mamy obecność za nic". 
WyspiaAski. 

rzędzie dwunastu najpopularniejszych postaci z historji 
coraz Już bliższego i wskroś nas przenikającego sąsiada 
pruskiego, w rzędzie tych figur, o kt«irych nczy się 
/. małych ksin: -^ -'^': każde dziecko prusackie, obok Wilhelma I. 
Litizy. W. Ki. . Bluchera, Bismarcka, Moltkego. Wranghi, 

'isme już miejsce z rzędu w taniej ,Vateriandische Unterhaltungs- 
lilblioihek" (Breslau, Max Woy wod), zajmuje człowiek o ' u 

polskiem: Jan Ernest Gotzkowsky, nazwany tu ,,nąj\\.; ...... ;ii 

patryotą Berlina". To samo nazwisko zaciekawiające widzi się 
w Berlinie na tramwajach, które, jak się okazuje, suną przez 

I/' tronę ulicy i placu imienia ^:"'"' • -~ t^- ^o 

-^ ko słyszy się jeszcze u ro/ ^ w 

porcelan. twiane z uroczystą powagą w chwli. gdy ot^^ie- 

rąją ną^i szafkę z białemi, przeważnie niemalowanemi 

f^[urkani; . ni. To samo wreszcie nazwisko uderza raz 

jeszcze w kai ^ Petersburskiego Ermitażu czy to M. Waagena 
(r. 1873) czy to A. Somofa (r. 1901), w kUSrych, przy przeważnie 
"'^pszych obrazach szkoły niderlandzkiej, a jenerał- ' : 7y 
, \v8zej klasy Rembrandtarh. drobnemi literkami na/ •: 

Collection Gotzkowsky. 

Oczywiście zaciekawienie, kto zacz Mrzrasta coraz więcej, 
;..>o!; i.><zcze przypomni się sobie, że w Księstwie I^oznańskiem 
jdzina tego nazwiska rdzennie polska. Objaśnić cokolwiek 
nikt nic nie umie: ani politycy, ani dziennikarze, ani polacy 
w Berlinie, ani żaden poseł, ani jeden tiistoryk. Co to kogo 
może obchodzić? Ktoś tam coś zasłyszał, że to był kupiec. 
Poetą w każdym razie ten człowiek nie był, bo przeciec oośby 
się o nim wiedziało. A jeżeli nie był ani wiesKiem, ani wierszem 



— IftO — 

lub sztuką nie zdobył nieśmiertelnoHci. to niema poprostu o csem 
mó^^i^'. My jeste^^my i chcemy być nadal narodem par eicellence 
poetycznym. Nazwisko Hławne tam jakiegoś merkantylisty nie 
zafrapowało ani razu nawet tych najrealniejszych, nąjwytraeź- 
wiąjszych z nas, to Jest poddanych pruskich. R<jwnielt innych 
gości polskich Ermitażu, nie zaintrygował ten dawny poprzedni 
o polskim nazwisku posiadacz Steena, J. Merisa, Terborcha. 
Dovego, Wouwermana, van Teuna, Holbeina, Bloema, a wreasde 
trzech Rembrandtów : „I^ femme de Putifar*" (794), ^Niewierny 
Tomasz- (861). „Turka- (813)... Ech, bo i co tam znowu takiego 
kolekcjonista! Artystą w każdym nizie nie był, ho coś gdzieś 
)u/.ł)y o nim pisano. \ Jeżeli nie był artystą, to nie może by^- 
interesi\jącym, wedle swojego kąta widzenia. My Jesteśmy nadal 
narodem «> najwlfjkszym procencie paplających o io. 

Tracimy z dnia na dzień materyalne i poziome Króle8t^^t 
ale zyski^jemy za to królestwo niebieskiego ptaka poeąji. 

Jan Ernest Gockowski, fundator trzech wielkich gałi^i 
przemysłu pruslciego: złotniczego, Jedwabniczego i porcelano- 
wego, Jedna z nąjgeiyalszych głów finansowych w Europie 18-go 
wieku, oiganizator kapitalistyczny w szerokim stylu, ekonomista 
czystej krwi, poprz<*dnik Bleichroderów i Mendo" v, był 

z pochodzenia polakiem. Urodził siij w małej, L — ..l, mieś- 
cinie kaszubskiej, Chojnicach, w województwie malborskiem. 
Kiedy w roku zeszłym, w tem dziś ładnem, schludnem i kul- 
turalnem miasteczku, zwącem si(^ Konitz, Jedną z ulic nazwano 
jego imieniem, wiele przezacnych głów miasta nie miało do- 
kładniojszogo pojęcia, czem zasłużył sobie na ten zaazo^grt 
..pierwszy patrjota Berlina". Dopiero redaktor Konitzer Tage- 
blattu, p. Schmolke. obJa.<^nił zebranych, jak wielką rolę w ukształ- 
towaniu się państwa pruskiego odegrał ten polski szlach- 
cic herbu Prawdzie, z rodziny piszącej się «z Ooćkowy". 
z Lutomskimi kilka razy spokrewnionej, a którego imiennicy 
siedzieli w IMockiem. w Żałach. 

Według przypuszcień, Jan Ernest był prawdopodobnie 
jednym z 6-ciu synów Wojciecha, ożenionego z Nalęcaówną, 
a wnukiem Józefa Ooczkowskiego, burgrabiego z Kcyni. 
Urodził się w roku 1710. Rodzice w czasach wojennych utra- 



— 181 — 

ciii wszystkie majętności, u w r. 1715 zaraza zabrała nadto 
ich samych z tego świata. Przed biednym sierotą otwierała 
się smętna perspektywa. Ulitowali się niedoli chłopca krew- 
niieszkający w Dreźnie, wsieli go. jak i starszego brata 
le i tu zajęli się jego edukacyą. Chłopczyna staio> 
polskim obyczajem w 14-tyra roku życia nie umiał jeszcse ani 
('/yta(^. ani pisać. W Dreźnie dopiero pojął te kunszty, ale 
; ;/ •'- ''•'"Miecku. 1 tu, przykładem stamego brata, wstąpił 
:<! . .': handlową do galanterji. Oczywiście gdyby był 

z ojczyzny nie ^^Tjechał, geąjusz jego kapitalistyczny rozwi- 
Fiąćby .si<; nie m»»^ł. ji«i.v/ handlem szlachcicowi ^.szkaradzić* 
się nie wohio było. .\;iili»» skutkiem ustaw z r. 1496, a potem 
1565 r.. rozwój miast w Polsce zahamowany był w sposób 
*'nergiczny i skuteczny. Handel i przemysł zrzucono na szko- 
i<'»w, żydów, ormian, włochów. niemców i t. p. .tałatąjstwo". 

Rozmnożona jak mszyce drobna szlachta, chadzała obdarto 
i niechli^jno, ale na sznurku wisiał kord, cordium, a łokcia 
i wagi nie imałby się ani chodaczek. ani szaraczek: rzekomo 
dla nieufności do mieszczaństwa z żywiołów niemieckich po- 
(horlzącc^o. Istotnie zaś dlatego, że tak tabliczka mnożenia, 
j.ik rachunek procentowy, jak wszelkie wogóle spekulacje, 
z niesłychani^ trudnością wchodziły w głowę „pana brata*. Na 
Ile Polski 18 wieku dla pozytywnie twórczych ludzi mało 
było jeszcze rezonansu. Silne, organizacyjne talenty, typu 
commandingman, padały zawsze ofiarą biernych, cherlaczych, 
tchórzliwych, a pseudo-rycerskich środowisk. Zresztą miła ta, 
skroś rodzima, średniowieczna al ' ra trwa w rozkwicie 
i dalej. I dzisiaj jeden j)oeta tv . że Polska to jest 

„dostojny miraż" albo „cosik w chmurach**, drugi, że Polska 
nadal leży „tylko na wsi**, miasta zaś, to teren obojętny, 
n<^'ligeable. a ludzie dorośli zdania te biorą pod rozwagę i nad 
nuni serjo dyskutigą 

Jan Gockowski wespół z bratem założyli w Berlinie 
z szczęśliwemi rezultatami wielki sklep galanteryjny. Dsięki 

niu się Jana (jeżdżącego po '^ -och wcbarakterze 

., ra) z następcą tronu, powc- >zybko wirastało. 



- ł«J — 

l''ryil('r>k, kupując oii niego w KheiUbtieit^u hUilc i)i/uu;rjt' 
i i)oznaw8zy osobisiic jego obrotność i or,..r.r;<^ upatrzył go 
sobie jako tego, który za impulsem k: ni powoła do 

życia nie egzysti^ący Jeszcze w Prusach przemysł. Nie zraził 
się Jego polskim pochodzeniem, ale odkrywszy w nim pny- 
rodzony instynkt przedsiębiorcy, niezwykłą iywotnoAć kal- 
kulacyjnej my.^^li. postanowił te dary kupca berlińskiego 
wyzyskać. I wyzyskał. W 1743 roku zakłada Oockowski 
pierwszą lui wielką skalę fabrykę genueńskiego atlasu, 
ożeniwszy się z córką jednego z pierwszych kupców iąj branży. 
W r. 1763 na polecenie już króla Fryderyka obejmiye Gockowski 
w sprężyste dłonie swe kierownictwo dw('>ch królewskich, 
iiwieżo postawionych, ale minjaturowych fabryczek Jedwabiu, 
z kapitałem 500 000 talarów rozszerza je, liczbę robotników 
Z¥rięk8sa do 1600. 1 już eksport jedwabiu tego przynosi do 
100 tysięcy talarów rocznie i idzie na Rosję, głównie na Polskę. 
W jedwab berliński pniskiego przedsiębiorcy Oockowsldego 
ubiera się Polska Sasów i 8t Augusta. Jeżeli zaś kto w byłąj 
!o Gockowskiego w tym czasie zakłada fabryki czy 
i.o^^aiy, z angielska Je zowiąc: brevery, szlachta z sąsiedztwa 
wyśmiewa wyprawiającego brewerje Tyzenhausa, Prota 
Potockiego, czy też Girarda lub Schielego z taką samą bez* 
^cią, z jaką w 16-tym wieku córki azkockirh morchants 
\ ...^:.owie pogardliwie zwano mercbami, identyfikiyąc je 
z dziewicami publicznego procederu. Dziś za te winy ojców 
pokuti\ją ciężko prawnuki. Za przerwanie tego Jedynie w Polsce 
r- ; 'r^i- pgo heroizmu z owych czasów, heroizmu pracy spo- 

„, brewerjami, cierpimy my dzisiiy. Wszystko się mści. 

Ale dopiero w czas wojen Fryderyka II rozwija skrzydła 
geivjusz inicjatywy produkcyjnej u Chojnickiego ex-szlachcica. 
Pierwszy już między przedsiębiorcami Berlina, łamiący swą 
gorącą energją lody kompletnej obojętno.ści współobywateli 
dla wyrobów krajowych, działa swym przykładem Gockowski 
tak twórczo i potężnie, że w r. 1782 liczy już Ikrlin 66 ma- 
nufaktur Jedwabiu i atłasu, a 40 fabryk wstążek jedwabnych 
Ale jak powiadamy, dopiero w czasie wojen zwycięzkich Fry- 
deryka, rozw^a człowiek z Chojnic sprawność swoją finansową 



— I8a — 

du niebywało] pot4^. Ten. co w czasie pokoju wseysikie 
angielski! techniczne przenosił Jeden po drugim na 

' '^romną stolico hiedncKO Icrólestwa 
ne-sier i Birininghunj, ttm sprężysty 
i nieodpycliąiący ani myśliciel ekonomiczny i najpoU/iniejszy 
W' V of gospodarczy, stworzywszy (jak piszą t>adacze) 

j><Ki .....u^rjalną, na której oparł się system państwowy 

Pr IKS, wziął teraz w swoje ręce nowoczesną formc; pożyczek 
państwowycti przez powołanie do życia giełdy berlińskie) 
i organizację dostaw dla armii. 

Ten sam cztowiek. którego gitowi artystycznemu Fry- 
deryk powierza z absolutna ufności^) wybór i zakup za 100 (X)0 
•liik;itów obrazów dla „Sanssouci*, ten sam „znawca sztuki** 
i fundator podstaw galeiji berlińskiej i Petersburskiego Ermi- 
tażu, ten sam, dzięki handlo^^-ym i zażyłym stosunkom z ro- 
syanami, uwalnia Berlin dwukrotnie od ciężarów olbrzymiej 
kor i. wyprasza redaktora «Vossiscbe Zeitung**, 68-letniegu 

Kru ., od plagi 100 rózg (oznaczonej przez zdobywcę Ber- 
lina, rosyjskiego jenerała Totlebena), poczem znów bierze na 
siebie finansowanie kontrybucji* jaką Lipsk musi płacić Fryde- 
rykowi, prowadzi interesy całej grupy finansistów, zyskuje 
sobie najwyższą sympatję króla polskiego, nadającego mu tytuł 
tajnego radcy komercyalnego, a jednocześnie absolutne uzna- 
nie, szacunek i admirację u swego króla Fryderyka II. lisze 
ton cz^to i chlubnie o nim w listach do markiza d*Argens. 

W liście z dnia 28-go listopada 1762 r. obeypige go 
wprost pochwałami, przyrównywąjąc tylko do .obywateiów 
starego Rzymu". I w istocie, rachmistrz ten, pozytyMrista 
i realista Gockowski rozwija w czasach wojennych niezmiernie 
gorliwą obywatelską działalność filantropgną. Kiedy czasy 
woJfniH' Izą, Gockowski z namowy króla zakłada 

pierws/ł ..ą skalę fabrykę saskiej porcelany w Berlinie 

na Leip/.iK' iStrasse Nr. 4. Od saskich przyjaciół dostaje 
wszystkie tajemnice i arkana wyrobu, sztab techniczny orga- 
nizuje z sa.skich mistrzów malarskich i rzeźbiarskich, od 160 
ri»h(.t!iików zaczyna, z czasem rozszerza wszystko, zwolna ale 
systematycznie zbliża się do pierwozworów niemieckich. Fi* 



— 184 — 

({urki porcrlanowe Oockowskiego preewainie Jesicze dość 
prymitywne z mie.<<z&niny kaolinu z feldspatem. nie nttĘg^ 
si<i równać z figurkami frankcnthalskiemi czy z Chambrelanami 
malownncmi, czy z cackami z iiucno Ketiro lub du Pagnier. 
atoli jako Jedne z najstarszych w Europie, prototypy dzisiej- 
szych arcydzieł kopenhaskich, są ozdobą kolekcyi Fejsta. 
'•nrrtw prof. [ łarmstaedtera w Berlinie, DallwitEów, IJot- 
iiklów par>*skich. W Herlińskiem Kunstgewerbe-Muzeum 
znajduje sit; porcelana Gockowskiego w sali Nr. 31, pierwne 
piętro, szafa i\r. 260. 

Stosunek Fryderyka II do starzejącego si(; Juł nieco, 
potykającego sit^* w spekulacjach Gockowskiego. z etatem 
chłodnieje. Król pruski wyzyskiwał jego wielkie talenty (tak 
rzadkie Jeszcze w owych czasach), co s\ą zowie; wreszcie 
uwikłanego w cah| siatkę zaplątanych, a sprzecznych sobie 
grtinderstw, w krytycznej chwili wspiera się i z kwitkiem go 
puszcza. Oockowski dwa razy traci swój majątek, znów od- 
zyskuje, wypływa, znów ryzyki^je. zaplątuje się w interesa 
z rządem rosyjskim, odstąpić musi Rosji, jako odszkodowanie, 
całą swą kolekcję obrazów. Ci, których on po8ta¥rił na nogi, 
w krytycznej chwili jemu podstawiają nogi. Wreszcie po raz 
ostatni traci wszystko i osiada, życiem przemęczony, na łasce 
syna. Ten, co według najpoważniejszych źródeł naukowych 
postawił podwaliny dziś wysysającego nas przemysłu pruskiego, 

T " V civis berlinensis Oockowski, sam umarł omal w biedzie... 

f ^ w r. l«ł)5 przypomniał sobie o Gockowskim rząd 

pruski i w przystępie wielkoduszności wdowie po wnuku Jana 
Hrnesta wyznaczono dożywotnią pensję w kwocie... 900 talarów 
r<K"znic. 

Wszystko to zapewne wydaje się wam jakąś bajką; 
pr/ykrą, przesadzoną, nieprawdopodobną, niemożliwą bajką... 

Szlachcic polski organizatorem kar"-" 'rcznym, odkrywcą 
bogactw społecznych, twórcą giełdy h i. praojcom i pa- 

tronem tych wszystkich, co z u muchy dobyanąj. 

wysysają dziś ostatnie soki? .\ gdzic it stary o polskiej 

niezaradności ekonomicznąj, gdzież '^^towany przez 

kilkunastu wleszcw^w przywiląj na n.i tów, na Par- 



— 186 — 

lasów, ale ^świętych", ale meąjasza «zirnlłpj Europie- przy- 
noszących? 

Gdsiei wreszcie lube marzenie, /• i -k.i z wczorajszej 
-zlacheddąj jednej nocy przeobrazi Mt: i ^i^ motyl znowu 
w poczwarę ludową, robotniczą i szlachecka. !>< /, wiowi.^zujiirej 
resztę globu ewolucyjnej fazy mifiacsańskiąj, przemysłowej 
i liberalnej " Otóż nie. Gockowski nie jest bajką. On jest 
symptomem, problemem i w^ątkiem w regule og6łowego nie- 
dolcztwa, fenomenem, którym rychło zająć się winni powałoi 
pnicownicy nauko^\^: pp. St Kutrzeba, St. Kempner, Bujak, 
Buzek, Szelągowski. Ptaśnik... Przypadkiem udało si^* litera- 
towi natrafić na lląję ślaaów w jego potężnej dla obcych 
niestety twórczości. Osobisty „Pamiętnik** Gockowskiego, wy- 
dany w r. 1768, natycłimiast skonfiskowano z powodu dość 
xiZczegółowego zdemaskowania sprawy osławionych fałszerzy 
monet. Ephraima i Itziga „mttncjudów** i z powodu lekkich ^7- 
cieczek w stronę rządu i Fryderyka, którego machinacje mo- 
netarne finalnie Gockowskiego pchnęły do ruiny. Wydany po 
raz drugi "W r. 1789 w Augsburgu, znów był ten „Pamiętnik** 
-cigany i konfiskowany. Jeden z egzemplarzy ocalałych udało 
Mli się po czterech latach poszukiwania odnaleść. Dziś złożony 
w bibliotece ordynacji hr. Krasieńskich tam oglądać można. 
Prosta, szczera spowiedź z całego życia tego doskonałego typu 
rodzącą) się świeżo wówczas burżuazji zachodnio-europejskiej, 
>prawia na czytelniku niezapomniane wrażenie. Okaziye się, 
/.e nawet na piaskach bytu polskiego rodzą się pozytywnie 
genialni ludzie. Autobiografia polskiego Prawdzica, pełna do- 
h z pierwszej ręki szcz^T^^^^ ^^s^O^cz"^^^' kończy się 
........ „i.rystycznym okrzykiem rozżalonego do przybranych ro- 
daków finansisty: „So lohnet die Welt!** Życie Gockowskiego 
opisywali dotychczas: Teodor Hirsch i Prane Otto. Powieść 
popnl.im5\, niby oparUi na pamiętniku, a w g^mcie rzeczy pełną 
r^lllll^tw, fałszerstw i pr/ekręcań ad usum dynastyi pruskiej, 
^koncypował jakiś wywłoka i lizus, hakatystyczny Robert 
Wagner. 

Należy się nam tym Gockowskim zająć gorliwie i naukowo. 
Takich espatryząjących się emigrantów może być wnet więcej. 



— 186 — 

O ile duchowa atmuHfera ich ojczyznjr pierwsza nie przekształci 
sią. Jeteli w laUich bielących da się młodzieży polslciej, jako 
wychowawców onei^ji narodowej, takie typy jak Staaąyc. 
Lub«cki, Jeziorski, Tyzenhaiiz, Szczepanowski, Steikeller, jeieli 
o tych seijo twórczych typach stawią 8iQ prześliczne prace 
naukowe czy popularne, jeżeli młodzież odwróci nieco rozma- 
rzone oczy od rymowanej idealizucyi życia, a nauczy się 
strasznej prozie rzeczywistości niewolniczo patrzeć wprost 
w oczy, możemy być jeszcze uratowani. Przykłady tych boha- 
terów obowiązku i pracy, tak rzadkich u nas i tak tragicioych, 
pomogą konsulom s{>ołcczeństwa do definitywnego przepędsenJa 
mai\ji narkotyzowania si<; literaturą i pięknem, maąji jaką 
nie mające nic do stracenia mentory infekcyoni^ją bezkarnie 
w najintelir — "iszą, więc najwrażliwszą cz^ ' ■--»«-:-'■-• 
Jeżeli nie ^\, aby przy rychło już może y 

figuracji politycznej, wszystko co polskie nie stało się tylko 
Hinterlandem Pnis i takim tylko rynkiem eksportu, jak Zulu- 
land, Weihaiwei lub Kamemn, to powstać musi, zda mi się, 
liga wytrzeźwionych z odurzenia się czcicieli życia, silnych 
i konsekwentnych ludzi, którzy podąjmą się gruntownej rewizyi 
meąjanicznych gaskonad, niewczesnych grymasów estetycznych 
i narowijw dekadonrkich. 



^-^ 



i 



I 
I 



ŻYD WIECZNY TUŁACZ 
W LITERATURZE 




I. 

ielkich mytach ludzkości, w tych prostolinijnych dra- 
uatach elementarnych przejawów życiowych, i pier- 
wotnych instynktów tkwi Jeszcze i dla dzisi^ssych 
ludzi wielka siła przyciągająca. Zdaje się, 2e doświadcsenia, 
jakie dojrzewająca ludzkość streściła w wielkich symbolicznych 
figurach starego testamentu, to legend greckich, to indyjskich, 
czy perskich, nic nie straciły na swej żywotności i cenności. 
Tak samo dziś, jak dwa tysiące lat nawet temu, pewne my- 
tycine postacie, pewne legendarne anegdoty etyczne mają za- 
sadniczą tradycyonalną popularność i stają się fundamentem, 
wyjściem dla nowoczesnej myśli. Legendy te dzisiaj bywają 
albo psychologicznie pogłębione, pokomplikowanc, albo lyęte 
metafizycznie czy historyozoficznie, allw znowu znaturalizowane, 
a nawet i ztrywializowane, wogóle przekształcane i opracowy- 
wane stosownie mniej więcej do kolorytu czasów i do indywi- 
dualnego ustroju nowych formatorów. 

Takie symbole pewnych stanów tragicznych, jak Prometeusz, 
Bdyp, Hiob, Dawid, Judyta, Zarathustra, Ahryman żyją dzisiaj 
w tej samej nieśmiertelności i żyć będą wieki, jako pewne 
ustalone, skrzepione już formy niedoli, cierpienia, buntu, w które 
następne pokolenia składają znowu ś¥rieżą treść swoich dusz. 
Do takich postaci, reprezentujących w wielkich zary.sach niedolę 
ludzką, należy i .Ahasweros, żyd wieczny tułacz. 

Tak Niemiec Neubauer, jak i Oaston Paris zgadzają się 
na to, że legenda jego nie jest wcale pochodzenia biblijnego. 
Niema o niej śladu ni w Apostolskich, ni w Kanonicznych 
.\ktach, ani w apokryficznej, ani w patrologicznej literaturze. 



— 190 — 

PoHtncle pokrewne |)od tym względom, ^.e także skazane na 
wieczną wędr" • już <o jnawdn w Biblii, ule ma Je wo^le 

knżdy nnnVd k... : , iref^ i różnych cza«rtw. Wiecznie waro- 
wać muszą i łlekate i Knin i Wrulan i Karol Wielki. Latający 
Holender i nasz pan Twardowski, co ^odtąd czmycha i czmy- 
cha". Skrystalizowana Jednakie fijnira żyda tułacza z pierwszym 
zalążkiem swej anegdoty pojawia siłj po raz pierwszy w r. 1237 
w „Flores Historarium** mnicha Kegera z Wendower St Albans 
w Anglii Tu jeszcze AhasYeros zwie siij G 'as, jest 

odźwiernym Piłata, poganinem Tyle o nim s.u. p- ,..i. że to 
grzesznik, co Chrystusa skrzywdził, za co skazan na wieczną 
tułaczkę. To jest więc istotne jądro legendy, nie liczącej wi<j- 
cej nad osiem wieków egzystencyi. Zolwczymy. • • > ^ 

angielskiego mnicha rozwinęła z czasem boska 
ców, jak zapiski te pogłębiła, rozszerzyła i uskrzydliła. 

Króciutką tę wiadojnostkęprzepisałzcziisem n^ ''us 

Parisensis do swojej „Kroniki świata". .Już w pi. «ieku 

w Italii figura skazanego na wieczne życie krzyu u Chry- 

stusa Jest znaną i popularnie cytowaną, tylko pod nazwą: 
Johannes Butadeus. Dopiero w pierwszych Ijr 

wieku pojawia się po raz pierwszy sam . :_ , . 

przypominające historyę wypraw Xeriesowych) w NMemczecii 
w broszurze (Flugblacie) niejakiego Dudulftusa, pod tytułem 
mniej więcej: „Krótkie opisanie pewnego żydowina nazwanieni 
Ahaszweros". I tu już mamy cały kościec legendy po raz 
pierwszy zestawiony. Człowiek, który „skrzywdził Jezusa", był 
sobie szewcem w Jerozolimie. Skrzywdził Go w ten 
że niosącego krzyż na Golgotę i chcącego odpocząć^ i;.. „ 
progu odepchnął szorstko. Skazany na wieczną wędrówkę. 
z czasem żałował tego szorstkiego odepchnięcia, pokutował 
I nawrócił się. Tyle mówi ludowa k v ' r»rosta. ri 
drzeworytowa, jak pierwsze książeczk vieczne ■ 

Salomonie, o Sgwizdrzale, o Meluzynie. Genowefie itp. Ale już 
ta książeczka (jeden jej egzemplarz zi i ię w monar^ 

llof-Bibliotece). wydana przez szlez Ki^Ln... 

w celach propagandy, rozbudza go; . iw 

w całej chrześciaiiskiej Kuropie. Już wywołiye jak czarodziej- 



— 191 — 

skiem zaklęciem cał^ literaturę podobną. W r. 1609 wychodzi 
pierwsza fnincuska ksiąicąyna o Ahaszwerosie w Bordeaui, 
a już w r. lil6 w naszym Krakowie. Podniecona i jeszcze po 
średniowiecznemu egzaltowana fantazya pozwala ^skazańca na 
wieczne życie" oglądać ludziom po różnych miejscach. Widzą 
}<o po kolei w Paryżu, ilrukseli, Wormacyi, Rzymie. • *■ -ter- 
ddmie. Lubece, Krakowie, — ba nawet w Azy i, \^ .wie 

widzi go raz pewien Holender. Na Sycylii spotykają się z nim 
ciągle. Ma on długą, siwą brodę i kostur w ręce, nie zaŁrzymi\je 
się nigdzie ni chwili, nie śmieje się nigdy. 

Notatka mnicha Rogera z Wendower zaczyna zapuszczać: 
silne korzenie i rozrastać się. Wokoło książczyny Dudul&usa 
tw fa przelotna literatura, w bardzo czarnych barwach 

iiKi. , . / zolimskiego szewca, coraz ocsegółowiej opowia- 
dająca o nawróceniu tego zatwardziałego grzesznika, no i oczy- 
wiście potępiająca bezwzględnie jego szorstkie odepchnięcie 
("hrystusa. Jut jednak pojawiają się i pewne waryacye tematu. 
W Belgii grzesznik kr^rwdzący nie jest szewcem, lecz czło- 
wiekiem bardzo bogatym i nazywa się Izaac Laquedem. Ale 
ciągle jeszcze legenda ta utrzymuje się na powierzchni lu- 
dowych anegdot o charakterze religijnym, pospolitym, płytkim 
i konwencyoualnym, czekając na czarodziejskie dotknięcie ręki 
geniusza, na tchnienie ducha poety. I słyszy raz o niej młody 
,,)j,,,. ;;^,,.i -.^..i^^'Y życia i przekształccnia życia w organizmy 
arij Ue. Jest w młodzieńczej epoce bardzo kry- 

tycznego sądu o władcach świata, o kościele, świecldch mo- 
carzach. Równocześnie swym jasnym umysłem pojmuje u współ- 
czesnych śmieszność tęsknoty do jakiegoś nagle przekształci^ą- 
cego fizyognomię moralna Europy cudu czy kataklizmu. I wtedy 
rodzi mu się koncepcya Żyda tułacza, którą rzuca w szkica na 
papier . . . niestety, aby je nigdy nie spotęgować w skończonem, 
w lelkiem dziele. 

Otóż szewc jerozolimski to — krótkowzroczny, ciężkomyślący, 
biedny, przepracowany małomieszcsanin, oddany światopoglądowi 
Jezusowemu o tyle tylko, o ile ten np. nie wywołuje większydi 
lurbacyi i niepokojów w mieście, w którym szewc solidnie 
zarabia. Przeciwstawieniem szewca-fllistra, kreatury biernej. 



— 192 — 

cierpliwej. czelcąJtH^J Jest: Judasz namiętny, twórczy, aktywny, 
zmusiąjący ThrystUMi Nwym |M)cułunkiem do wejścia na drogi' 
propagandy czynu rewolucyjnego Na.st^>puje katastrofa, CbryatUK 
zawodzi messyaniczno nadzieje ciłTpliwego wsewcu, nie przy. 
chodzi ani .,no^^7 ład", ani „dzień zapłaty*', ani „tysiącletnie 
Królestwo Boga na ziemi". I Iciedy trybun lodu idzie pod 
kr^^m na Golgota jak najzwyklejszy skazaniec, J^cuic pod 
ciężarem grubych ł)elek drewnianych, — wtedy rozżalony, za- 
wiedsiony wyrol>nik >^'ybucha potokiem obelżywych szyderczych 
słów. Dopiero incydent z chusUi Weroniki otwiera mu oczy. 
lecz już zapóźno; ^łos z nieba słychać, skazujący niecierpli- 
wego, zgorzkniałego materyalist*^ na wieczną po ziemi tułaczk*;. 
W tym Tioethoskim szkicu na epopeję są już wszystkie 
dane na rozwini(^cie wielkich perspektyw psychologiczn3'ch. 
Z niego wyjdij ju* wszyscy twórcy francu.scy, niemieccy, 
angielscy. Zasadniczymi akordami będą wi(^c : ti^sknota ludzka 
/.a zmianą isf ■ 5 - ' - • " : r/eczy, tchórzliwoi^ł 

ludzka w zd«-(^ nie wszystkiego tego. 

co Jest i co z gruntu ziem jest. elementarne prawo człowieka 
do szczęścia, przemiana histor "h wartości 

(Judasz człowiekiem czynu). ......... .. ...... l.. "i*ni jako 

abdykacyą ze szczęścia doczesnego, a wreszcie o. flnale 

ideowe: śmierć to wyzwolenie. Geniusz, więc urodzony po- 
ganin Goethe rzuca w tych kilku kreskach szkicowych wielki 
program fantazyjny i prometejski zarazem. Przed twórcami 
otwiera się teraz wielka szeroka jasna droga, wiodąca aż do 
stóp tajemniczo uśn tego Sfinza. Przekonamy się. 

jak wiele ten .szkic Ci- .1 suggeruje wrażliwym i '^♦"^'"^ 'oni 

twórców. Z naiwnej, u.i^ltj notateczki mnicha a;^ ig«» 

wyłaniają się teraz wielkie i szerokie koncepcye, gdy ją jako 
więźbę motywów wskroś ludzkich i wskroć tragicsnyeb pned- 
stawił jasnowidzący geniusz. I teraz, zależnie od tego. na 
Jakie po<lłożr indywidtułine natrafia legenda o skazanym na 
dosłowną nieśmiertelność człowieku, zależnie od tego rozw\iai:i 
się po8Zczeg«»lne jej momenty i motywy psychiczi:' /,. ,. .,, . 
miar okazi^e się ta postać podatną, bo dla ob 
najprzeróżniejsze oi*ganizacye duchowe ma w sobie wielkir. 



— IW — 

wolne obszary duszy. Na kanwie wiecznej wędr&mki po tjm 
najlepszym ze światitw (jak orzek Leibnic. według najnowszych 
I I : . .. : pochodzenia polskiego od w ' 'i Aryan 

dadzą się wyhaftować na.. ''<?or>'o. 

najznchwalste w allegoryi freski. 

Zważcie, że wieczny tułacz musi w swej pielgrzymce 
widzieć cały bieg histor}'i ludzkiej t. j. całe dzieje grzechu 
olbrzymów pochłaniających i depcących miryady drobnoustrojów 
i zemsty małych bakcylów i skorków, toczących wielkich ludzi. 

' ■ it» po drugie, że w AhasEwene materyaliócie, spo- 
ilzit . . in się od Chiystusa prteksstałcenia życia od samych 
tegoż podstaw, musi być 2o tego życia fanatyczne przywiąza- 
nie, kult rodztwa, radość z kiełkowania, wesołość na widok 
kwitnących i owoce dających, nadzieja, że może przyjść czło- 
wiek-bóg, co nadludzkim napięciem woli swej śmierć przezwy- 
cięży i zanik zmoże, butwienie i gnicie usunie, drug;| formę 
* j. nici-' z oblicza ziemi wygładzi. Bowiem ten 

La, sze>vi , limski wierzy w Chrystusa i kocha świat 
jego idei i kocha w nim nadzieję zniszczenia śmierci, a obrzuca 
go obelgami dopiero wtedy, kiedy widzi i przekonuje się, że 
wszystko to ł)yło kłamstwem, złudą, rewolucyjnem bez widoków 
podżeganiem, zniszczeniem znośnego spokoju wegetacyi na 
rzecz fantasmagoryi, z których tak Pilatus Pontius, jak wszyscy 
Pn*' ' Tyberyusui kpią i śmieją się. Ahaszweros krzywdzi 

i oc,^ 'Jhrystasa fanatyka nowego życia, kiedy rozczaro- 
wany widzi go idącego na śmierć, na zwykły, stary kres 
wszelkich upojeń, radości, rodzeń, kwitnień. 

Zważcie dalej na najgłębiej tragiczny, zgoła pierwszemu 
motywowi dyametralny : mus życia Ahaszwerosa i tegoż musu 
(bezgraniczną grozę. Biedny fanatyk lepszej i wyższej fonąy 
bytowania, nieograniczonego trwania slcazanj Jest właśnie na 
to nieograniczone trwanie. Przeżywa ^yde wszystkich naj- 
droższych, krewnych, blizkich, wiwiicie i spółczesnych ! musi 
żyć życiem obcych pokoleń, innych światów, przy coraz wzra- 
-tn:n-f>iTi <miertclnem znużeniu, znudzeniu, obrzydzeniu. 
1 wci^:. vw ,.,ż widzi te same małe wzloty i te same opadania 
na ziemię, te same pychy i te same nicości i ciągle ten sam 

N«vMqrtaki, SiklM Mcncki* 13 



— 194 — 

kołowrót gnechów i ciągle 1^ samą preleDsyonalną bookoM 
dużych mrówek, dużych pszczół i duże) szarańczy. Daremne 
wszystkie próby uśmiercenia się! Wyrzuca go woda, nie 
czepia sl^ go oj^eń, nie gryzie wąż jadowity, nie spada mu 
na łeb cegła; dziś, gdyby żył, nie imię się go ni śmien^ 
w wugonie,* ni śmierć z ręki Monny Lfles. Tak, tak... 

I^eżera go ciągłe, nieusypiąjące obrzydzenie do iyrh 
wstręt mizautropijny, bezkresna wzgarda kongregacyjnej. r. . 
strukcyjnej. iicliej pracy. Te same mozoły widzi w 1112-tyni 
i 1H12 tym, ' '.słęć lat po śmierci socyal-demo- 

knity nibbi J d HonooŁzri*) z Nazaretu i te same 

w roku trzysta dziesiątym. Tak I^aweł piszący list do Ko- 
ryntyan jak Wolt«r ] irzyny są mu tylko utalen- 

towanymi literauimi ; 1HIU/.15.. n.-/.j.->iko ; '■"• "^rnie. Ukochanie 
namiętne życia ukarane jest z podłą n lą niesprawiedli- 

wością Mojry: namiętnem pożądaniem śmierci. Wiara w moc 
trybuna zapowiadającego królestwo miłości, w „dobrego pa- 
sterza" ukaraną jest bez żadnej przyczyny przez starego Boga 
Jehowę, jako głos z nieba, skażający go na to, co właśnie 
chciał, na wieczne życie; ząb za ząb, oko za oko, życie za 
życia pożądanie. 

1 tu już nastręczają się waryacye tych dwóch motywów 
kardynalnych, tego tańca miłości i śmierci, życia i nienawiści. 
'iije się. jak całkiem w metafizyce spoczywał zaląłek 
.... ui .\ha8zwera. Myt ten, już począwszy od Goethego, 
t-ałkiem zantropomorfizowany, staje iią wymarzonym dosko- 
nałym materyałem dla przerabiania go w kształty różno- 
rodnych systematów myślowych i różnych zmiennych pcyęć 
o zagadce życia i .świata. 

II. 
Figura z br :• •' * '^idul&usa nadaje się, jak mało która 
postać z mytów oznego, obrazowego bronienia bardzo 

odrębnych sobie filozoficznych postaw i stanowisk. Staje 8i»: 
więc ten nieznąjący spoczynku wędrownik wyrazicielem, cho- 
rążym monoteizmu a itkU panteizmu. prze<l»*>*«'7v«;fii'.'ni i^dn.qk 

*l Pełn«- nazwlflko Chrystuna. 



— 196 — 

l>Qcląt- liprhową posucią pesymizmu. Są ootyAiliCcie i całkiem 

<l"\N"!fi«* iwowych /.ych /.namion 

\!i -, , jjo w pama ...... ..c ; ale głównie. 

iiu, u przeważnej czijści twórców, {k) ważnie się z legen- 

dowym motywem porających jest Atiaszweros wyrazicielem 

:»bv ' -- ' ••= twa. W '-' -' .................. 3cj^ 

* 1' . ,v wu : sc« , , . ya- 

lisią, panteisia i generalnym oskarżycielem chrjstyanizmo ; 
więc antychrystycznym ludzkości rzecznikiem. 

I)o całkiem jednak dowolnych należy traktowanie jego 
„.skrzywdzenia- i odpędzania Cłirj-stusa, jako aktu konsekwent- 
nego i żarliwego monoteizmu. Miło.^ Jakoby jedynego Boga 
ma " ' ' 'nie nie pozwalać na jakąkolwiek 

łan r twórcy przewrotu o charakterze 

Jakiegoś jakoby Juliana .Apostaty, dla .poganina*' Chrystusa, 
w dalekich przenośniach zapo¥riadąjącego Już nawet trzeciego 
l»oga. D<» również dość dowolnych, problemowo-chaotycznych 
koncepcyi należy np. epopeja łlamerlinga, tłomaczona u nas 
przez Ordona (w r. 1877;: „Ahaswer w Rzymie." W tym nie- 
zwykle .szumnym, pneładowanym, tyradowo-fąjem-erkowym 
poemacie jest Abaszwer równocseśnie fanatykiem spokoju, uko- 
jenia, milczenia i fanatykiem zniszczenia (?). Całkiem niedys- 
ryplinowana fantazya wierutnego dekadenta niemieckiego 
dyktuje Hamerlingowi scenę, w której Ahaszwer, wróg wszel- 
kich transcendentalnych polotów myśli wychwala Neronowi 
Jego żądze destrukcyjne i pożar Rzymu, jako widome owoce 
iierońskiego filozoficznego ogarnięcia fenomenu świata. W tern 
chyba tylko konsekwentnym jest choć do peMmego stopnia 
tradycyi i logice swojej legendy ten Ahaszwer, że to pierwszy 
rewolucyonista, kainita. W tern zaś Hamerling odbiegł już 
^^,.r~- '-•-,> aż do paradoksalnego jego przeistoczenia, że Ałias- 
we ik to Już wiadomo), obrońcy i rzecznikowi życia prze- 

li wstawia Nerona, nienasyconego fanatyka tycia; czyli tylko — 
CO! wowi przeciwstawia superlatyw. Ahaszwer Hamerlinga 

}Mi,. ..... ..atem wspaniałem w swym kolorystycznym patosie 

przeinaczeniem mytu o wiecznem tułactwie. Również do wy- 
kolejonych waryacyi legendy należy zaliczyć te, w których żyd 



— 196 - 

tułacz wy8^pi\|e Jako niezmoiony poszukiwacz Boga, w dalazem 
rozwinięciu chrysiyaniczny aposUM, nawracający do ewangelii 
biuźniącycti młodzieńców, lub przestrzegający groźnie przed 
wszelkiem przeciwstawieniem się wszechmocy bóstwu. Albo 
znowu nawrócony żarliwy chrześcian (u A. Schicgla), wędri^ący 
tak długo po świecie, póki Jego dawni współwiercy żydowie 
w ostatnim .Ii: '--"Tku nie nawrócą -- '—.styanizm (Achim 
von Amim, i -nie polskie \it\ 

Tymczasem istotnie wiernym swemu pierwopoczątkowi 
jest Ahaszweros tam tylko, w tej grupie utworów, gdzie idea 
jego wałczy z ideą Chrystusa, gdzie ją niweczy i gdzie 71^. »" 
pokutiye. Ahaszweros jest Ahaszwerem tam. gdzie jako rzec- 
skazanej na życie ludzkości rozpoczyna i wiedzie nieprzerwalny, 
bezlitosny bój na całej linii z Chrystusem, prorokiem niestwier- 
dzonego, nieyjętego, supernaturalnego szczęścia i mirażem 
szczęścia mamiącym rzesze ludzkie zahypnotyzowane. zahaszy- 
szowane nieszczęsne. I do tej kategoryi wielkich dzieł z Ahasz- 
werem choćby jako boczną figurą, ale reprezentantem wolnej, 
ziemskiej, niepodległej myśli ludzkiej należy Shelleya: , Królowa 
Wieszczek", Edgara Quineta dramat, H. Andersena poemat 
stu wierszowy i cały szereg drobni irami nowel 

czy wierszy, jak: Kdouarda Grónic ,„.;.._ j^-mes", 1869), 
wiersz Herangera, epopeja tercynami Niemca Moaena, wiersz 
czeskiego poety Machara, nowela ekscentryczna J. Ch. Zedlitz^i 
i wielu innych, bo nawet królowej... Carmen Sylwy... 

Czy w Żydzie wiecznym tułaczu jest zogniskowaną „cała" 
„wieczna (?) nienawiść" do chrystyanizmu lub nawet do kato- 
licyzmu, jak stara się przekonać w swe] dramatycznej figurze 
Abaszwera Adolf Willbrandt („Mistrz z i*almyrj'", 1889> « ''^ni 
należy wątpić, już choćby konstatując^ jak nieproporc, 
mało synów Izraela czepiało się tego tematu, tak dla polemiki 
z chrys^yanizmem przecież wdzięcznego: Poprostu na kilku- 
dziesięciu znanych Jest tylko dwóch: y. Ozech Seligman Heller, 
autor olbrzymiej epopei (r. 1886), w którąj z bardzo wielu ty- 
siączków rymowanych wierszy przebya się (wedle soąjących 
op"^' '">rące umiłowanie czyst^ Chiystusa bez da^*""''' 
11 iiej nnń przez Collegium rabinów-szarlatanów- < 



— 107 — 

łów n; vm, sresztą niesprawdzonym nau- 

kowo, .V' i-ł/.«- '^Mobno pomagał Suemii 

w koncypowaniii ,;o golarzu, tak lubie- 

żnie pochłanianego pnez nasze babki i dziadków (patrz komedy<: 
St. Bogusiawskiego ..Opieka woiskowa**). Okazi^je się wi^ ie 
chyba Ahaamreros nie Jest takiem zogniskowaniem łydowdciej 
nienawiści do chrytyanlzmu, skoro go żydowscy autorowie, jak 
wiadomo pczywi na już skrystalizowane tematy, tak 

sobie l)agiiU;iix.vfVdlL 

Jakiei te^y Jeezcze wygląda Ahaszwer w oświetleniu Aryj- 
czyków czystej krwi? Otóż jest to przede wszystkiem ludzkość 
sama, w ^da swojem skrępowana na niewolnicę metafizycznych 
potrzeb i t^knic. Jest to Ahas, upadły anioł zwątpienia, 
który razem z Chrystusem zstąpił na ziemię, a zaprzecza 
istności Boga właśnie nawet w tem, co boskie, zaczem to 
obraz ludzkości samej w sobie. U Andersena (tego samego, 
co bajeczki dziedom pisał) przeciwstawiony jest Ahasowi nie 
Judasz (socyal-rewolucyonista Goethego, pchający Chrystusa 
do proklamowania ekspriopriacyi), a Barabasz morderca słabo- 
raózgi, człek nawrócony. W poemacie Andersena Weronika 
staje się siostrą Ahasa— Yerą. Upadły anioł jest rdzennym 
sceptykiem i odrzuca całą ideę Boga. Andersen, jak i inni 
autorowie, korzysta z tego, że Ahas zmuszony jest przebywać 
różne epoki historyczne i choć nie każe mu być świadkiem 
kolejno całych dziejów ludzkości, nie odwala z nim bezlitośnie 
całego repetitorium dziejów (jak to czynią zawsze w grafomanię 
wpadające epickie Niemiaszki, Mosen i inni), ale zawsze wodzi 
go dość długo po różnych kontynentach: Chiny, Indye, Egipt, 
Orecya, wstawia w różne historyczno-przełomowe momenta: 
.Mahomet, Attyla, z Henrykiem w Kanossę, w krucyaty, przy 
Hussie, Kolumbie... ażeby na tle kolejnych ewolucyjnych ludz- 
kości przemian wykazać, jak ten wieczny tułacz sceptycyzm, 
rozum ludzki, wabiony przez różne kulty relig^ne, kładnący 
sobie nadzieje zgniecenia fantomu metafizycznego, w Attyli, 
w Mahomecie, w Henryku, w Husie— zawsze atoli tajemnymi 
mocami, niewidzialnymi pętami ciągniony, nawraca pod ten 
krzyż: symbol ckwUomej klęski nazareńskiego socyalisty. Znacs- 



— l'J8 — 

nie wcseśnic^Bąyni od poematu Andersena Jest dramat hi^torykn 
Kd. Ouineta (1888). Jak znowuł. od tego wcześniejszą Jest 
tytaniczna eksklamacya przeciw bogom w Cueen Mab Shelleya 
(1817) lub Jego ballada. .The wandering Jew' do tego stopnia 
ekscytował młodziutkiego Percyego. tego Oberona o ogniu we* 
wnf^trznym tytanów, ie Jeszcze t>^ąc szesnastoletnim młodzień- 
cem, napisał powieść o Ahaswerze. Runtowniczońć tej postaci 
magnetyzowała go tak stale, łe wreszcie zrzucił Ją sobie z bark, 
powołując Abaszwera w wielką scenę w Queen Mab, kiedy 
bogini zaklina cień Abaszwera na potwierdzenie przed . '- "-'m 
ludzkości** (co przespał tak długie czasy) wiarogodn* /^ 

obrazu, który właśnie roztacza się oku metafizycznemu z 
z obłoków, międzygwiezdnych sfer patrzącemu. I .\h- 
tłomaczy im sens świata, jego '^">" '•• '•• ''"■ ^ 
absolutnej", konieczność i niezwyci' 
podłości, ciemiQstwa, obłudy, zbrodni, nędzy, chuci; konieczność 
sici^teia dla trutniów. Ahaszweros, \\ierny swej 1- 
złonBeczy, przeklina i dokumenti\je,ie ten ś^iat, w którym .. 
ludzko (^\ięc przewrotnie i fałszywie) pojęty zaczyna wsz; 
już zagarniać pod swe panowanie, z chwili kiedy ostatnia ziemi 
część zostanie chrze.ściańską, z tą chwilą niestety nie będzie 
Już miał w sobie ni «ienia z ducha Chrystusa, gdyż Chrystus- 
władca Jest już czystym antychrystyanizmem. Pokrewny świat 
idei odczuwa się z rapsodycznego dniniatu germanofila E. Quineta, 
przyjaciela Heinego. Rzecz więcej znana w Niemczech, niż we 
Prancyi, cała w tonie dytyramblcznym, głęboko uduchowiona, 
przepojona pantełzmem, w technice romantyczno-wichrowata 
(^uinet allegorysta personifiki^je w niąj wszjystko: ptaki, drzewa, 
duchy, burzy, demonów, aniołów. Znając szkic Goethego 
i ksiąiecskę z Bpinal, żałosną pieśń o biednym „Juif errant". 
daje w swym mistycznym, dytyramblcznym dramacie lekką 
folgę antypatyi do hierarchii kuryi apostolskiej i do bonzów 
kardynalskich. Ahaszwer Jest tu wcieleniem w Jednostkę 
dobrego ducha łiistoryi, zwalczającego oficyalny chrystyanizm. 
Żiyd wieesny tałaci to r^igoiycioiiy idealista o sawiedskmych 
nadimach w mołHwotfć dooeesnego szcsę^lda, to meiafliyrznv 
pęd w człowieku, gardzący koncesyami. Jakie nąjszccytni 



— 199 - 

ideai meufi^cmy: Chrystus ca^ni systen^ •> na rzecz 

koniecBDoM realnych intareeów i ułomności ...xh. 

Pomniejsi poed porussąją pnewałnie jedną ze strun bólu 
wszechludskiego u tego niesKS^mego wędrownika. Lenau 
w jednym poemacie krótidm da)e piękną arabeskę na temat 
Ahaszwera, w której śmiertelnie snnłony swem «nieprzemi)a- 
niem" Ahaszweros wreszcie strzela do siebie, a kula odbya się 
splassczona w ksstałt monety okrągłej, z wyrażonym na niej 
wizerunkiem : Zbawiciela biednych ludzi. I Bćrangera (w piosnce 
z roku 31) poruaia specyalnie ta godna najwyiszej litości 
znuźoność człowieka, co nie moie odejść w spokoju... Może nąj* 
oryginalniąjszą jest koncepcya J. Cbr. Zedlitsa (r. 1839). U niego 
Ałiaszwer umarł i w grobie musi leieć świadomym, odczuwa- 
jącym i współżyjącym wszystkim kolejno pokoleniom ludzkim 
(sytoacya zewnętrzna powtarza się w jednej skabrycznej noweli 
Dostojewskiego). I on również spodziewa się ratunku ze 
swej grobowej kaźni w momentach historycznych napięcia walki 
z chrystyanizmem. Tymczasem nadzieje zawodzą i biedny, 
188S-cio-letni żydowina leiy gdzieś w grobie, słysząc i widząc 
wszystko, co złego, grzesznego, plugawego i zbrodniczego dzieje 
się na ziemi; i tak... aż póki Królestwo miłości bliźniej nie 
nastanie... 

Im bliżej nas^ch czasów i doby pozytywnych ideałów, 
tem Ahaszwer staje się więcej typem tryumfującego życia. 
U jednych w wiecznem swem poszukiwaniu znajduje tylko 
fakt: samego siebie, i utwierdziwszy się w analitycznem ogar- 
nięciu swego Ja", szydzi ze wszelkich polotów transceden- 
talnych. Wiemy ziemi matce — Tetydzie, wrogim stawa się 
wszelkim nadprzyrodzonym wiarom. Bóstwa szoka w walce, 
w miłości, w czynie, w potędze i ukoiws^f się i uleczywszy, 
pantelstycznie formuliye bóstwo Jako ; .stawanie się" (Carmen 
SyWa). U innych znowu jest on tylko poszukiwaczem Piękna, 
alłx) znowu gorącym apostołem życia (Mactiar), albo demonem 
materyalizmu, atletą woli, dążącym systematycznie do pełni 
mocy i władztwa nad materyą, cyfrą, naukami; albo znowu 
tym. od którego odwraca się wszystko, którego z powrotem 
wyrzuca z łona swego ziemia, ponieważ- weepół ze swem 



— 900 - 

pkini *'m opanował Z pomocą 8 wego biMtorycEnego 

WKZci:.... ,.^ic, prasę, nauk<i, handel, złoto, ideały 

wolności, no i z pomocą... wolnoinularzy dały do skrzyM-dzcnia, 
odepctinięcia Cłiryatusa, do: pancezaryzmu semitów... Tnełw 
bowiem dodać, id i do antysemickimi tendencyi zdołał pu.p- 
transponować myt Ahaszwery Jakiś pisartyna, )eden z tyi h 
Miielu, o których mówi w pewnym niemieckim wiereso 
borssowaldm sam Ahanwer: 

.PtolgnynowalMi po ił»macJi, 
w proida, w Jtatech I tfochąjach* 
Nl6 knywdiUm tgreh lehmM. 
śdgaU nnlebM Uto4d. 
Ach, gddał tiokĄ biedne kości !- 

Literatura belletrystyczna takie dość ci^to rospisąje sit; 
o tym człowieku, który nigdy się nie śmiał. U starego Du- 
masa nacywa się on z belgijska Izaakiem Laquedemem. Jaku 
Laquedem występował iei w... komedyi francuskiej Craigneia 
(1812), w Thóatre de la Oaietć. Oprócz osławionej powieści 
Sue'go jest Ahaszwer pierwszą postacią z osławionej powi(v^ri 
szećciotomowej, pełnej rozwścieczonego romantyzmu i ki 
porterskiej grozy sir Lewisa Wallacea (autora „lien Hura*) 
pod oszałamiąjąco-nęcącym tytułom: ,J[8iąię Indyjsld albo 
upadek Konstantynopola". Otchłań to nitryg, afer, sdaneń. 
fig^r, oblężeń, sekt, walk, pochodów, tajemnic. O Abasiwerzc 
jest Jeszcze... pe¥ma komedya angielska Andrew Franklina, 
są Już i niemieckie naśl:tr'"-v- -'wa romantycznego misteryum 
Ooineta. Są także pod i m Ahiiszwera powieści nowo- 
czesne o Icwestyi żydowsldej (Mauthner), jednoaktowy utwór 
Heyennansa i t p... 

Zdumiewać się musimy, że u nas, w tąj drugiej iydów 
ojczyźnie przybranej niema dotychczas ani Jednego pisarza, 
kióiyby psychologicznie pogłębił tę postać wiecznego tułacaa 
s uwzględnieniem naszej wspólnąj ąymbioąy, wielu analogii 
i szeroldch perspektyw histoiyozoficznych. Na ca^ym obnarze 
literatury polskimi raz tylko z nasząj twórczości Jawi dę Aha- 
szwer i to Jeszcze w r. 1779 u Krasickiego w niezbyt udałcj 
„t^istoryi na dwie kai^ podzielonej"; Ahaszwer, wiecznie 



— 2Ul — 

odmład" • <5i«j świadek caiego biegu bistoryi, jc.^i lu nie- 

tylko - 'lii wszystkiego, co siij dzieje za Aleksandra 

Wielkiego, w Kartaginie, Atenacb. Galii w średniowieczu ai 
do naszego Mieszka i Kyk^, ale i autorem tych dziejów, opo- 
wiadającym Je. Prócz Abaszwera Krasickiego postać ta ani 
jeden raz już nic ii7łania się nigdzie. A przecież ten żyd 
wieczny tolicz właśnie, przeważnie nazywany jest w Europie: 
polskim! -. 



KLEJNOTY POLSKIE W ROSYI 




iły, ciemny, posępny pokoik w Jedoem se sknydeł 
wielkiego, niemile bitego pałacu. Sześć kroków wszere, 
siedem kroków wzdłuż. Bnidnawe szybki okien nie 
przepuszczają omal ani uncyi słonecznego światła. Po rogach 
sufitu zaczajone pająki, w kątacłi podłogi wstrzymywane ludz* 
kiemi krokami chrupanie rozpanoszonych nocami myszy. Ubi- 
kacya, pełna starjch na pierwszy rzut oka rupieci i gratów : 
jakoweś szafy, bardzo stoczone, stoły, stołki, komody, papiery. 
Żywy człowiek zaledwie trzy kroki mote zrobić w tym lamusie 
dziwacznym i zatęchłym, ciasnym i niskim. A na ścianach? 

A na ścianach od góry do dołu zawieszone w bezładzie, 
na przygodnych hakach, bez ram i bez sznurów, ot, na chybił 
trafił, byle jeden przy drugim, byle się wszystko zmieściło, byle 
jak najmniej miejsca zabierał>', byle się gwoździem nie prze- 
dziurawiły: obrazy... 

Obrazy y. ciemne płótna, których się na pierwsi^ nut 
oka nie widzi nawet, nie odróżnia, których się nie chce oglądać 
wobec mmczności tej ublkacyi. I dopiero cichy, jakby powsty- 
dzony, głos oprowadzającego: ,wot kartiny polskie**— wstrząsa 
oglądającego prądem stu wolt! 

I wtedy trzeba istotnie nadludzkiego wysiłku, aby się 
wraz opanować, nie wybuchnąć potokiem gniewnych słów. 
uśmiechnąć po gentlemeńsku i zacząć spokojnie przegląd tego, 
co tu rozwieszono. 

Jesteśmy bowiem w polskicy sali Muzeum Rumiancewsklego 
milionerskiej i miijonowej Moskwy. 

Samo Muzeum — to po prostu anomalia, paradoks i kurio- 
sum w jednem pojęciu razem. Trudno sobie wyimaginować 
wprost gmach bardziej antimuzealny w swej architekturze, 
rozkładzie sal kurytarzy, w umieszczeniu okien, schodów drzwi. 



To ul na normalDym .człowieku z Zachodu" robi U .Awiąinica* 
imuki i sztuki wrażenie wprost hoirendalne. Czy^. Je^t moż- 
liwością, aby w XX wieku, w mieńcio. ktAre liczy Ja' ' "^-ro 

łMiropejczyków prawio. a jakicli 8W.(HX) ludzi, omns i«; 

systematycznie z cywilizacyą, aby w taktem miencle, iutercsują- 
cem pełnią i pełnią kapitalnej, starej, Jednolito^ią im- 
lH)niyącej ari...an>idry, mogło ojczystować tak cłiao!' '"•• " "ro. 
madzenic skarbów natiki. kultury, sztuki, historyi w i.i ». 
meracie n<2dzn3'cb, kiepskich, ciasnych, ciemnych, niskich i wprost 
' ' tonowanych ubikarył? .les/' * Mjące 
r. . . .-. W (nawiasem mówiąc, nit ; . ^.. . . .i^tniny 
rzeczy świetnych z fabrykatami olejnemi ostatniej marki), 
jeszcze te sjile mają pomieszczenie znośne, aczkolwiek kilka- 
dziesiąt obrazów wisi w kamerach "* ' "'■ ■-•• •■' -Mlujnej 

klatce scho<lowrJ. Natomiast sale ♦ >v t j. 

niejako kolonialne Muzeum Im|>eryum Rosyjskiego sprawiają 
widok — dla Kosyan chyba przygn«:biający, dla nas wprost 
upokarzający wobec faktu, że jest to, bądź co bądź, dokun^Mit 
poziomu kulturnego naszych... opiekunów i protektorów... 

Ąle U) już sprawa obojętna, nas tylko mimochodnie intc- 
r> ''. ' ■ już w bliskiej pr?; ' " '■ ■ »'-{.. 

Ol . j. czy Muzeum k«>. 

pomieszczone Jest w spelunkach ; dziś wycijjgamy z t^o tylko 
konsekwentną argumentacyę w formule: czyli godziło sie wycofy- 
war ostatnie resztki zabytków polskich z '-'-'^' ł^ -^ "-"'Mnych 
zbiorów i koUekcyi, aby, z niemi tak w;i: )dzą<' 

się, umieszczać je bezładnie w pierwszej wreszcie z brzegu, 
luygorszoj norze tego Iście anomalicznego Muzeum Rumiance 
w>'ch?... Godziło się? 

Zarzutów takich nie powtarzam przy drugiem Muzeun 
moskiewskiem, którego lwią częścią są także rsecsy po! 
t j. pr2y Onr**"- ' ■ " » •;. Arsenale Krem'" ^=*" '^" •' 
mniej wszyst lo składnie, ef« 

Nadto — bardzo wiele rzeczy, zdobytych na polu walki knvi.i 
stanowi do pewnego i bezdysku^ 

; ..ofea w militamem sank: u rosyjskien; . n 

zabytków polskich na Kremlu, koło armat z herbami i literami 



- !2a7 — 

ł^otockich i Lubomirakich na podwórzu, koło chorągwi i RztAn* 
laruw w salach ArsoDahi przechodzi hię spokojnie, z sercem, 
bijącem normalnie, s powagą paniywDą, pn^pominając sobie 
tylko, te znowuż i sstandary rosyjskie wissą sobie i w Kon- 

tantynopolu, i w Berlinie, i w Wiedniu, a jui bardzo licznie 
\o. 
^>^olna, krok za krokiem idzie się od Jednej zbroi polskiej 
do drugiej, od strzelb do szabli, od sztandarów napolońskich 
do tronów z Zamku warszawskiego... Owszem, pytamy nawet 
lojalnie. Jak na^ywą|ą się ci, którzy tu... tu, w tak europejski, 
pełen smaku artystycmego sposób ułożyli to wszystko : oto nad 
całym lvremlem czuwają geuerał-mąjor Istomin i generał-major 
kniiiż Odoleński Bfassów; ludzie to chyba o pełnej kulturze. 
kiedy ztakiem piet3rzmem kierowali temi pracami „uproszczenia** 
sal Arsenału ; pan Miletin Jest kustoszem. Jemu podobno naj- 
wainiej zawdzit^czają te sale swój całkiem spokojny i estetyczny 
wygląd. Od opinii tych to tnech panów będzie w latach przy* 
s^ch zdaje się wiele zaleiało, co MinLster>'um Dworu z tego 
mnóetwa wywożonych, konfiskowanych, legalnie zdobywanych 
lub pokątnie tylko wysuwanych zbiorów będzie uważało za sto- 
sowne zwrócić pogodzonej z Ro«yą Polsce. Tylko bowiem starcy 
i chłopaczki mogły pod tym względem stracić wszelkie nadzieje; 
ludzie cierpliwi, nie zrażając się wcale nonsensami dnia dzisiej- 
szego, mają głęboko w duszy pewność, że Kreml Wawelowi 
odda, co Jest Wawelskiego, a co jest Polskiego — ł^olsce. 

Wielka część zbiorów, „ofiarowanych" Muzeum Rumian- 
cewowskiemu głównie przez wieszatiela wileńskiego Murawiewa, 
rozesib się do prowincyonalnych Muzeów rosyjskich i tam 
zatoD^ raz na zawsze. Biblioteka uniwersytecka wileńska 
wraz z krociom tomów innycłi książnic „wcieloną* została Juł 
organicznie w imponi^ącą biblioteka R. Muzeum. Poezło to 
wszystko do szaf i na półki — na wieczny odpoczynek. Fran- 
cuskie, włoskie, polskie, łacińskie książki, przeważnie jeoscie 
pięknie lub świetnie oprawne nadają w ten sposób tej Bibliotece 

i hodnio europejskiego poloru. Ot, przedzie Jaki innostraniec, 
.:iik. Francuz, Niemiec, Katolik — i otie zdumieje się, zo- 
/ywczy, jakie to ksi^ Jakich autorów czytano w Rosyi 



— 908 — 

w 17 i 18 wieku. Szczególnie Francuz brat Jak będzie mile 
zdziwiony. zobnczywRzy tyle ty8i<}cy tomi^w swoich klaitycznycti 
autorów. 

I taki to naród, mający takie biblioteki, oómieląją się ci 
ł*olacy nazywać w chwilacli złości: barbarzyńcami, dst 
emb^tant! Shocking. Kilkuset portretów i biustów h 

z Muzeum Kumiancewa „przydzielono** łaskawie do o.../..j,,ej 
Pałaty, iiadąji^e w ten sposób militarnemu Arsenałowi arty 
stycznego poloru i blasku. Niecbżeż widzą Francuzy, jak to 
popierała Kosya w \H wieku sztukę europejską, ile to gipsów 
i dobrych portieiow, marmuniw, bronzów bywało na tak 
(laickim Wschodzie. Nawet tak chytry człek. Jak Angliczanin. 
nie odróżni nazwisk Oboleńsky od Opaliński. Mierosławski od 
Mscisławskł, a już Sapiej^ł, Sanguszki, f<adziwiłły — to w*-^- 
z biusUiw i malowideł musieli hyc'- najlsiniej ruscy In 
przeważnie nawet — podgolone łby. 

Do.4ć, że Jak w życiu politjeznem, hi.si"! lak 

i tu, w życiu muzealnem historyczncm, polsko.M . . ..4 /(»- 

stała na ogniwo, łączące Hosyę z Jewropą, a jedynie i wyłączni*- 
przedmioty sztuki i nauki, z polskich zamków, pałaatw 
i dworów „pr/ydzielone", nadają tym salom dwóch Muzeów 
moskiewskich barwy pół-europejskiej. Gdyby nie one, nie te 
z Polski zbroje i sztandary, medaliony i bronzy, książki, to tak 
Muzeum Rumiancewych, Jak i Orużejna Pałata, miałaby cel 
wyłącznie etnograficzny i na zachodnio-europejczyka działałyby 
wyłiicznie swych objektów egzotycznościa, pstrością, grotesko 
wością, dziwacznością i często dzikością; Anglik przeciętna 
nie odróżniałby na razio ol ' " " hary od 

objektów od Nowgorodu czy i . .. „-„^ .-książęce 

mógłby wziąść za ozdoby Tamerlana cxs perekopskich Agm 
chanów. Tymczasem tak stanowczo nie jest 

W tych jednakże dwóch Muzeach dopiero widzi - • - - 
ocznie i namacalnie, czem ws^stkiem. czem upru. 
czem nieodco¥mem była i jest ta biedna, zdeptana, ztachm.t 
niona i wyssana Polska dla Kosy i. Tu bowiem takie, w w 
carskiej, tronowej salce Arsenału, za kutemi żelaznemi wrotam 1 
strzeżonemi dziś także przez długobrodych karaułów. widzi si- 



— ^^ -• 

coś. co w .CD jakby j^ułouwidziwcm oczach rosrasta 

ci się do r .. ^tstałamiąjącego symbolu historyoficiMgo. 

Tu w szafce, zu gnibem szkłem kryształowem, zobaczjn 
po raz pierwszy jego — Piotra Wielkiego ubranie polskie f 

Tak, Dymitrze Sergijewiczu Mere/kowskil Tak, mocny 
i uczony wizyonerze rosyjskich dziejów! Chadzał sobie dość 
często w polskim stroju Car Piotr Wielki, pozytywista, 
realista. ini[>eryalista, marzyciel! Mówią o tem liczne źródła 
cudzozienihkie i wasze. Milczy o tem tylko wasza literatura 
i sztuka; niema ani jednego rosyjskiego obrazu, tym Piotrowym 
strojem polskim natchnionego, niema, choć jest ich tyle w tem 
przebogatem i świetnem malarstwie rosyjskiem 2-giej połowy 
XIX wieku. Niema, choć to motyw i ,sobomy, i „gro- 
madzki", i .bogocilowiecsy", i nadczłowieczy, i omal „apoka- 
liptyczny"! Niema w waszych muzeach Cara Piotra w polskim 
stroju, choć jest tyle, tyle innych polskich rzeczy! 

I to wogóle wielka szkoda, Dymitrze Sergijewiczu, że 
wasza sztuka i literatura tak mało, tak nic, tak absolutnie 
nic, tak wyczerpt\jąco nic nie wie o naszej ojczyźnie. 
I szkoda, łe tak mało o naszej ojczyźnie dowiaduje się 
choćby, choćby, przepraszam bardzo... z waszych Muzeów. 



II. 

I tygodnie tylko i okolicznościowo dotychczas zajmowano 
się u nas tymi wszystkimi skarbami kultury i oświecenia 
polskiego, które w róinych czasach kolejno utartymi, śnieżny- 
mi szlakami wędrowały daleko do Rosji. Tu i owdzie poją- 
>^iały się przypadkowo artykuły podróżników, znawców sztuki 
lub uczonych, odrywających się od specjalnych fachowych 
poszukiwań i badań dla dania wyrazu zdumieniu swojemu na 
widok tylu polskich sal bibljotecznych, tylu setek tek z rycinami 
z Polski, tylu tysięcy polskich inkunabułów !"' -■ Iropisów i to 
nie tylko w stołecznym Petersburgu, ale w Ci: .f, w Astm- 

chaniu, nad modrą Kamą. Ozas więc obecnie 1 „sprzyjają" 
okoliczności, aby zrobić pierwszą próbę inwentarza tych sirat 
bezcennych, ^ch szkód niepowetowanych i tych denivf.*.\v 



.! V. ti. które zestawione raz ilu< tako pełny chcK? 

1* /«/.«• iiif.-cisły obraz tego. co utmrili ■: uirkn 18 i 19-yni, 

a r.» 7. pown)tem jako bezsporni} wl.i i -> ; w i.i\vf\ rewindy- 
kować w 20-tym wieku musimy. 

Inwentarz taki skarbów kultury poi.^ ,»^ 

przez całe przeszło stulecie w czasoweni po.-...^ . n 

być sporząidzoDy Jeszcze skrupulatniej i metodyczniej in 

wyszczególnieniem i rozróżnieniem rzeczy skonfiskowanych pod- 
czas wojen a po wojnach, rzeczy zagrał ' ■ '- całemu ~ ' wl 
a rzeczy z prywatnego posiadania „pr/ *. l*o »i lu 

takiej inwentaryzacji trzeba będzie przetłomaczyć tekst regestru 
na język ogólno-europejski i dyplomatyczny t. j. ki 

i w momencie odpowiednim pi-zedłożyć U> tym w.^,.^,.^wr^.in. 
których to może interesować^, ewentualnie tym wszystkim, (m1 
których w jakimkolwiek stopniu może wyjść presja w kierunku 
oddania narodowi polskiemu tego, co było i będzie znowu 
narodu polskiego własnością. 

Pamiątld polskie, ^monumenta patriae naufragio" nie 
„erupta", t. j. z huraganów historycznych, jakie nad Polską szalały, 
nie ocalałe rozraucone si\ po całym świecie. ^(>» = ' ♦• - polskie, 
znąjdi\jące się i w miejscowościach, o których - i muzeal- 

nym kustoszom krakowskim nie śniło. Nie będziemy się tu 
nimi zajmowali, żywiąc nadzieja*, że świeżo w tym " u 

przed wojną rozbudzony ruch miłośników pamiątek Oj^.. ....,ch 

po wojnie zajmie sio tem ze wzmożoną energją i zszedłszy ze 
zbyt utartych szlaków poszukiwań w wielkich muzeach i świa- 
towej sławy ksi- : ' ■ ^ ' ' :o też nadspodziewanie wiele 
i w bardzo proNN „ irdzo oddalonych przybytlcach 
sztuki i wiedzy. Mimochodem tylko stwierdzimy, że np. mot 
pamiątek polskich jest w posiadaniu książąt Sachaen • Koburg- 
Gotha, dziedziczonych po jednym ze znanych kollekcjonistów 
tego mecenasoskiego rodu, księciu Erneście, bracie Leopolda I 
belgijskiego; moc pamiątek w prywatnem posiadaniu dynaści 
angielskiej w spadku po księciu Ąu. Fryderyku Sussei, bracie 
Jerzego 1\' i przyjacielu polaków ; dość wiele w pałacach austry- 
jackiej aiystokraąji Windischgraetzów, Kińskycb, LAriach- 
Moennich Lobkowitzów itp. ; sporo w całkiem prowincjonalnych. 



— 211 — 

'ta boj^atelizowanych muzeach mii^jskich miast pruskich, 

'^ ' ' '. Wszystkie te pamiątki z wył: >m 

>th siv w niektórych nuizeach wi. li 

i berlińskich, nabyte są przeważnie drogą kupna- kollekcjooowania. 
* i juko takie mogą mieć dla nas tylko ,,preŁium 
bez myśli o zwrocie. O ile zań coś z tego kiedyś 
wn^i do polskich muzeów czy arsenałów czy Bibljoteki Naro- 
dowej w Warszawie, to wróci tyJko z dobrej woli i pańskiej 
'■•■■■■ ■•• 'racji centralno-eurf '•'"'. k tura w ten sposób 
ułomki z pai^skit v, dałaby istotne do- 

wody, że w walce z Roąją woji^je o ideały kulturalne i dla 

• •brony tych ideałów pomaga polakom w stawaniu kulturalnych 
fortec na rubieżach i okniinach Wschodniej Kuropy. 

Tymczasem wi<jc zajmiemy się tu tem tylko, co w różnych 
czasach z polskich pałaców, dworów i zamków przeniosło się 
bezwłasnowolnie w głąb centralnej Rosji. Trzy są historyczne 

• laty pod tym względem dla kultur>* polskiej pogromowe 
i złowrojrie r. 1795. r. 1832, r. 1864, podczas których odbywa 

' ria ekspropjacja naszych skromnych zresztą, 

,.,.......,. " 7aparciem się Sezamów Sarmackich. 

Je>- iopodobnie znacznie przed pierwszą z tych 

lat w czas pierwszycli wizyt rosjan w Krakowie na konfedera- 

uich trzechkrotnie zdobytym >\7cofano z krakov, ' i w 'u 

i. zw. Rafaelowskie arrasy, t. j. gobeliny w li*, i- 

nastu. O wartości ich można mie^- wyobrażenie, jeżeli się zważy, 

e z kompletu 18 sztuk trzy zawiózł w prezencie Ossoliński 

•'szcze papieżowi Urbanowi Y^Ill do Rzymu, gdzie też dotąd 

.i^/.ą w Appartemento Borgiii. Arrasy te, czyli jak w ł^olsce 

mówiono „szpalery", przedstawiające Peristromata Diluvii (Klęski 

Potopu), rolK)ty któregoś z uczniów I^faela, Mrisiały na Zamku 

•ni czasów Zygmunta Augusta, a kilkakrotnie w czasach wielkich 

potrzeb wojennych zastawiane były w Gdańsku, poczem znów 

vracały na swoje miejsce. Że te kobierce złototkane wywieziono 

/ Krakowa jeszcze znacznie przed r. 1794, świadczy o tem to. 

że Katarzyna II ofiarowała je w prezencie Potemkinowi do 

Pałacu Taurydskiego, a Potemkin umarł jeszcze w r. 1791. 

Znaczy się więc, że wywieziooe zostały albo po plerwszem 



- 212 — 

zdobyciu KrHkowa przez Aprak.sina i IgelHtrOmH, albo po dnigiem 
zdobyciu pr. ! lUbo przy traeriem I ;;ii. 

Sanui M.n-. ..»i ...» /.itrzymula wtedy d;. ki 

równij^i dla nas drogocenne, bo: różę zloUł, ofi.ir« . .ej 

Mar>'sien<*e przez papież^i. czajK; kunsztowDej rol)oty, dar Inno- 
centego 1 I-tego, szkatułę mistenK). d ' i I)randenbur- 
skiego dla Zygmunta I. miecz korona III. a wreszcie 
Kłynny Szczerbiec, t J. mlecz* koronat. artystyczny 
niemieckiej roboty, przypisywany jako* \\ia«nu.sc Chrobremu, 
przedmiot sztuki płatnerskiej, mający dla na^ l)ezcenną sym- 
boliczną wartość, miecz który nawiasem mówiąc potem gdzieś 
„zniknął", tak. że musiał być powtórnie odkupiony przes Dwór 
Rosyjski od handlarza sztuki Biizylewskiego. 

. Wszystkie te tu wyliczone skarby koronne Kepubliki 
Polskiąj znajdują się dziiś w Oatczynie i w Ermitażu. Auten- 
tyczność ich i geneza została poświadczona przez obecnego 
konserwatora sztatsrata v. Lenza, a wo^stkie według niniej- 
szego przypuszczenia w^^iezione były JeoECZe znacznie przed 
pierwszą, pogromową datą dla kultury polskiej, t j. przed r. 1794. 



III. 

Rok 1795 t. j. rok właściwej likwidacji państwowości 
polskiig Jest też straszną datą dla ' ry. Wyjeżdża 

przedewszystkiem z Warszawy Br .^ : . ..kich z ulicy 

Daniłowiczowskiej. Zbierana z niesłychanym mozołem przez 
dosłownego anachoretę i dziwaka w ai ; ie ks. 

'^ ' ••:n Kijowskiego, ma rozmiarj' tak nit*i.>>wi.r i ♦-•aiiuść tak 
. 'Wą, że papież Benedykt XIV wydaje specjalną bullę 
ekskomunikąjącą kaidego, ktoby chciał naruszyć jej całośr 
Biedny ' który 7 lat spędzić musiał na wygnaniu w Ka- 

łudze, ni ,.... ^zuwał, umiengąc i zapisiyąc ją narodowi, co za 
los czeka ten olbrzymi spichlerz duchownych pokarmów 
Wywiezieniem kien\je dawny rezydent rosyjski baro! 
von Asch. 

Niestety jednakie nie tylko Bib^oteka Załuskich przenir 
sioną została do Petersburga. RóMmocześnie bowiem wywi< 



— 218 — 

ioiio wielkie archiii^iini prezydenta miasta J. Zakrzewskiego, 
archiwum koronne metryk, raennic<j, archiwum poselstwa fran- 
cuskiego oraz między innemi zdobyczami wojennemi kolekcję 
tych bronzowych i marmurowych biustów, które obecnie znąj- 
fiu.ią się na Kremlu w rycerskiej sali Orużejnoj Pałaty, 
i przedstawiają w naturalnej wielkości i więcej niż poprawnem 
wykonaniu : Jaoa Zamoyskiego. Stefana Czarnockiego, Stani- 
sława Jabłonowskiogo, Pawła Sapiehę, Stan. Lubomirskiego, 
Pawła Działyńskiego, Michała Paca, Jt^drzeja Załuskiego, 
Adama Naruszewicza, Jerzego Ossolińskiego, Korybuta Wiśnio- 
v.i^.ii...r> Jana Wielopolskiego, Stanisława Małachowskiego, 
szka, Jana Heweliusza, Marcina Poczobutta, Jana 
Szembeka, Piotra Kochanowskiego, Andrzeja Lipskiego, Stani- 
ława KonarsJdego. Słj-nna koUekcya kopersztychów Stan. 
vu^u:<w, przez samego króla własnoręcznie nalepianych, zbie- 
;ina przez lat 30. koUekcja, której mu tak zazdrościł Fry- 
deryk II, o której wzmianki znajdi\ją się w ówczesnych pa- 
miętnikach tak swojskich jak obcych, w tym csasie również 
jechała z królem do marmurowego więzienia w Petersburp^u. 
Po śmierci króla została włączoną do Gabinetu Sztychów Ge- 
r -■ i Akademii Sztuk Pięknych, którego też dotychczas 
u;;.j\vi pierwszą podstawę i lwią część z przydanymi kol- 
lekcjami, w późniejszych latach z Polski „przenoszonymi**. 
Hibljotekę prywatną króla prząjęto po jego śmierci również 
1 ' l)ecnie większa jego część znajduje się w mało przez po- 
1 ir.w odwiedzanej i znanej Bib^jotece Departamentu wyznań 
(obcych. Równocześnie z tem „zakładaniem* ksi^ozbiorów 

wne zbogacenie Gatczyny, Oranien- 

^ . __: jii obrazami głównie niderlandzkich 

rzów, nie należy w tym wypadku jeszcze przypisać legal- 
nemu poaneksyjnemu złupieniu Warszawy, gdyż obrazy t« 
. , u j^jl^, głównie z zakupu berlińskiej kollekcji Jana Ernesta 
skiego, znanego przemysłowca i kunsthUndlera oraz 
'irszawskiej kollekcji Br Uhlów. 

Na ten sam rok nieszczęsny 1795 przypada w KraKowie 

/nowuż zwiedzenie zamku i katedry przez pruskich generałów 

■ ma, Langa i Ton Katza i związana z iem legenda, jakoby 



- 214 — 

ci dowódKcy pned wyjiiciem l okupowaiu^o crzawwu Krakowa 
skonfiskowali polskie klejnoty koronne. Legenda ta opierała 
się na zeznaniach hr. V. Lubieńskiego, który rackomo miał je 
widzieć i poznać w r. 1797 podczas koronacyi w Królewcu 
oraz na kilkalcrolnycti zapcwnieniacłt wyżej wzniiankowan^^^o 
ks. Au. Fryd. Sussez czynionych J. U. Niemcewiczowi. / 
dząjący w r. 18H1 zamek Wawelski cesarz Frj'dcryk na / 
tanie szczerze i jasno postawione przez bib^jotekarza ' - 
skiego '/egot<; l'aulego, odpowiedział wprost, że je«t ni- j. 

Wyjątkową szlachetność tego tak przedwcześnie zgasłego mo- 
narchy pozwala nam sprawę \a\ iiważar za r- 
klejnotów polskich koronnych w Ik^rlinif nie l». ... ...a. 

W międzyczasie od r. 1796 do 18^4 lata krytyczne dla 
dobytków kultury |>ol8kiej zachodzą znów przy końcu epoki 
napoleońskiej. Polska jest wielkim terenem zmagań się olbr^- 
niow militarnych, ofiarą tego padają miasta, dwory, uv. ■.. 
pałace. W r. 1813 przjT)ada kolej na Nieśwież, gdzie kró- 
lowsko-magnacka, jrdna z najbogatszych wogóle w Europie 
rodzin książąt Radziwiłłów wiekami składała drogocenne przed- 
mioty sztuki i komfortu. Choć część Hib^joteki Nieświeskiej 
wywieziono do stolicy nadnewskiej jeszcze w r. 1772, mszcząc 
się na księciu Panie Kochanku za .sprawę Tarakanowej i po- 
pieranie Konfederacyi HarskieJ, to Jednakże teraz dopiero ma 
miejsce prawdziwy i)ogrom Nieświeża. Wyjeżdża cala Biblio- 
teka, olbrzymi zbi(')r pien*szych druków litewskich i rusi 
archiwum Radziwiłłów, wśród tego wszystkiego knik na* ' 
rękopis DługoszłL Wyjeżdża wreszcie jeden z my w 
w Europie zbiorów numizmatycznych, by znaleźć schronicnił* 
i stać się ozdobą mn hią... Cłi 

Na nieco późni* ./, czasy ; ..... i;,.aa też zakupno pr/«»/ 

cesarza Aleksandra, a ww konfiskata (Jak ciągle bł*. 
powtarza szeroka publiczność) Iklwedeni i Łazienek. Pienss/v 
sprzedaje włn ' ' "ii Teresa Kicka w r. 1818 w s' ■■ ' 
opłakanym, t i zaś odsu^puje Romanowym ^ 

iewiczowa w r. 1817 za mocną sumę 1,800,000 złotych 
pol&kich z ł> ^ ścianach, bez obraK^w. błv. 

mebli '"-' ...i.,.* «ko to bowiem. "^ ^i^i^nwił.. 



— 2in - 

uzdob«^ i luksiiN artystyczny traech pałac('»w Łazienkowych aż 
do ostatnich czas<)w. było wi*dług niniojsząj h^^potezy zwiezione 
Już później, poustawiane i pozawieszane za pierwszego i za 
dnigicgo wielkiego ksi«^»cia Konstantego. Wszystko to atoli 
pochodziło nie z prywatnego posiadania rodzin Holsztrjn — 
Tłottorp i Anhalt — Zerbst dek h w ten sposób nowo 

j^.,i.,„ ...>...^ jjg właśnie ze /.u •• -''»żiiych czasach 

.,( i", i „przenoszonych" z do I*etersburga. 

Wszylkie straty z magazynów kultury europejskiej w Poisc*' 
bledną i maleją w zestawieniu z tern, co zo stanu {)osiadania 
sw.iirtT" -f! aciła Pr.lśkfl w la!;u*h na8t<jpnych po 1831 i 1863. 

IV. 

I 1863 a z nim ; • tak ni** 

fierpli V . ^ ..^ro upragnione p. . .. ..żiui i wpły- 

wową partjc biurokracji w Petersburgu i jej krewniaków i po- 
pleczników w Warszawie i gdzieindziej. I znów powstanie to 
z trudem niesłychanem zwalczone i zgniecione przez dowódców, 
których... nazwisk zestiiwienie na niezwykle interesujące na- 
prowadza reflekąje. Wielkorządcą nadwiślańskiego kraju zostaje 
z:*' militarysta rosyjski Teodor Remberg Berg von Żagwi t/ 

1 .. /.wycłęKy wodzowie i zasłużeni dygnitarze otrzyin iii 

w nagrodę w samem Królestwie 156 donacji majorackich, z c/ ^ 
69 dla generałów i sŁatsratów pochodzenia nierosyjskiego. Tym 
razem z Warszawy niema już nic do wywiezienia., omal nic. 
Jeszcze bowiem za Paszkiewicza wjsłano ztąd w r. 1863 ostatnie 
partje pak, w których miało być 683 obrazów a 286 ^tkanin", 
leszcze stary kniiiź Erjwanski polecił przelać do swego majątku 
do Homla Thorwaldsena księciu Poniatowskiego, czego z w rut 
obiecał w ostatnich czasach dziedzic Homla p. Bałaszow. 

Tego zaś Thorwaldsenowskiego Księcia Marszałka Francji, 
jM.j.v»-,'o przpz twórcę w duchu epoki klasycystycznąj, jako Jednego 
z tych ^TiM kich wodzów Milcyadesów, co to „ukoctiani prsez 
t)ogów umierają młodo", specjalnie nam żałować godzi się 
i zwiiży, że jest to jedno z najbardziej udanych dzieł duńskiego 
mistrza (jak niektórzy nawet twierdzą, znaJH'* '»• '•''!<• z repro- 
dukcji) Thorwaldsenoski standard • work. 



- 'ilC — 

Już daleko łatwiej bylibyśmy przeboleli zarekwirowanie 
naprzykład pomnika Sobieskiego, t^gohorrendzkiego barokowego 
rnriosiim, które rakiem słusznie, wychodząc z punktu widzenia 
artystycznego usunięto w późniejszym czasie / * "■'•>< i pne- 
prowadzono na ulic«» Agrykoii. l*rzy tej 8po^< rącąjąc 

tu o niegodny i nieetyczny pomnik tego króla wszectiświatowej 
ongiś w 17-tym wieku sławy, p "ne 

specjalnie poszukiwane specjalnie • .. , ni 

świecie. Z tego co wiemy Iwwiem: archiwum famliyne ich 

znł\jdi\je się w Herlinic, jedna przepyszna zbroja królewska 
w Dreźnie, druga w wiedeńskiej Ambrosjanie, tabakierki w pry- 
watnych zbiorach Berlińskich i Paryzkich, a wóz tr>'umfalny 
„kolebka** t j. kolasa, w której jochał pier>vszy wybawca Wiednia 
w tryumfalnym |)ochodzie przez ulice .stolicy nad' i«j, 

zawędrowała aż na Pomorze i tam służy jako kazalnica • le 

w Raddarz, inajątku hrabiów Klejstów. 

Podczas samego powstania pada ofiarą zniszczenia wspa- 
niała galcrja obrazów Mieroszowskich w Pieskowej Skale, spalona 
przez rosyjskiego generała von Medema, 

Na Podolu, Wołyniu i Ukrainie gdzie co można było już 
i zabrano i rozdrapano. W Wiśniowcu Mniszchów. w tern itócie 
medycejskim Tusculum światłego i europejskiego rodu, rezyduje 
już rosyjska familia hr. Tollów ; częAć wspaniałej Biblioteki 
i europejskiej sławy galeiję przewożą do Paryia. gdzie po śmierci 
ostatniego sfraii' ie hr. .\ndrzeja I^ona Mniszka 

wszystko sprzeu.,j^ .;, . - ji publicznej. Bezecna lekko- 

myślność kresowej magnatcrji polskiej i jej utracjuszostwo 
obłędne w Parj-żu za Napoleona i Eugcryi idzie tu ręka w rękę 

z tendencją rządową wysadź ■ • • iemi i eimif- '- '--f^-jtu 

polskiego. Gotówka za ind» jł« po roku l .oj 

przyczynia się do rozpalania pańskich fantazji i bezprzykładnego 
rozr/utnictwa potomków królewiątek. Hranickim, Sanguszkom 
i Czetwerljóskim konfi.ski^e rząd dobra za udział u f.nw^i:łniii 
lub aympat^iowanie z niem. 

Wtedy to przepada Antopol Czctwertyńskich a iioh 
szczyznę przedtem jeszcze sprzedają potomkowie ' nra 

nirkloco udziałom**, by finansowo podtrzymnr ; anty- 



— 217 — 

rosyjską we Francji. Wtedy to Dermanszcąjnia Lubomirskich 
■rzechodzi do Engelhardtów, hr. Worcellowa odBtQpu|je klucz 
t ' NviłTki Abbazie. Grocholscy olbraymle wloAd sprzedają 
; r ::.cinu muzykowi Tereszczence, Rzyszcsewscy klucze 
W t rrszczacki ł ^iUkowiecki, Jełowiccy wspaniały Aresztów. 
Kadzi wiłiowie klucz Berdyczowski, Ilińscy dobra pod Ostrogiem. 
Lubomirscy klucz Dubieński, Potoccy Daszów, Tulczy^ "-" ' wkc. 
Biorąc te straty polskie w ziemi ze stanowiska et -euro- 

pejskiego, przy dzisiejszych metodach eksploatacji ziemi są to 
traty nie mi\jonowe ale dosłownie mi|jardowe. 

^'^ nie waż jednakie w nieszczęsnem powstaniu z r. 1863 
> udział procentowo i moralnie brała demokratyczna 
/Jacbta litewska niż (z kilkunastoma wyjątkami) magnaterja 
polska z Czerwonej Rusi, przeto też cała namiętność kolekcjo- 
nowania nowych wielkorządców Polski zwraca się teraz i kon- 
centruje na Litwę. Zniesienie tu Uąji i przeprowadzenie jej 
likwidacji przez Pawła E. Kotzebuego otwiera szerokie per 
ty wy dla nowych nabytków muzealnych i bib^joteczn^,*... 
Podczas, gdy Berg zamyka w Królestwie 114 klasztorów, na 
Litwie Murawjew przeprowadza również żelazną ręką wielki 
plan petersburski zdławienia kat' 'u i polonizmu w Za- 
chodnim Kraju. Praktyczne przepi nie tego wytropienia 
katolicyzmu, rozpoczęte jeszcze przed powstaniem przez generała 
go Schneidra, teraz po powstaniu dokoniyą prawa ręka 
\va generał Kaufman i lewa rrka adjutant Komarów 
zy redaktor Swieta). Wedle tego programu szlachta 
; olska musi być ogłodzona i wysadzona z siodła. Kiejdany 

' i;| Totlebenowi, Kai noberze Czapskich V' ' •■, 

! . .L . . . ka — Janczewskim, Hanuszyszki Satk w 

Usufjewom, Rudobietki Lappów baronowi Wranglowi (zięciowi 
Katkowa); wypędzają Witkiewiczów z Poszawiec, \Vańkowic>zów 
i. Slepianki itd. itd.. właśnie wybierając tych wszystkich. 
ktoiYth dwory ogniska cywilizacji europejskiej i gospo- 
iarstwa nowoczesnego promieniowały na okolice światłem i cie- 
}>łem polskiej kultury. 

Równoczej^nic z tern zamykają 26 katolickich klasztorów 
rozpoczynają masowy wywóz zagrabianych bibljotek w głąb 



— 218 — 

Kosyi. Wyjeżdża Bibjoteka kupituiy wileńsktąj. biblioteki 
±2 8zkół średnich, wyjeżdża 12 bibUotck prywatnych f 26 
Hjbljolek klasztornych \\ przybliżonej (wedł' " ' va) 

1^50CX) lonmw. 1«;5 ii ułów. Wyjeżdża i ,. . mr 

numizmatów wileńskich. .Teraz książki z Litwy płynęły do 
Kosyi rzeką-, stwierdza zapalony łiibliofil w starosyjskim stylu 
pan Korniłow... 

Istotnie rzeki ksiiiżek polskich płyn«;ły z Królestwa, 
z Litwy, z Wołynia na Wschód i wpływały nąjniespodzie* 
waniej i przede wszy stkiem niynicpotrzcbniej do mif^scowości 
takich, w których jako przedmioty, u'v *-= -o si«; 7^eść nawet 
w stanie rozgotowanym, stanowczo iiii . ze swoim celem. 

Kaktem jest bowiem, że jak chorjigwie polskie wojenne Mrisiałj* 
i wiszą np w wiejskich cerkwiach wol ':iej f;(uł)emii. 

tak znowuż i\'kopisma polskie, druki k.i.. ... ..le. ba nawet 

ai7ai'iskie znajdują się w Seminaryjim F*rawowiernym aż 
w... Astrachaniu. 

«Gdzie nasze nie przepadało** jest wobec leg!) przysło- 
wiem i mądrością narodową daleko daleko bardziej polskr? i^i- 
rosyjską I 

Z pierwszymi wydaniami francuzkich klasyków na maro- 
kinie i z elzewirami z herbami Wielhorskich. llińskich spoty- 
kali się podróżnicy i badacze polscy tak często w najobskiir- 
niejszych pół animalicznie bytujących osadach nąjgłuchszej. 
najgłębszej Rosy i, jak znowuż bardzo często podróżnicy nasi 
i obcy spotykali się ze sUirjmi, * mi w muzeach, przed 
arsenałami, pałacami, kanakami, a: i. na kU.'»rych wyrj't<^ 

Kniły w słońcu herby Potockich, Zamoyskich, z napisami 
„Johannes Zacharias fecit me V'arsavla'*. 

Na zapytanie skąd się ni ' /.iąr niozuzierze i puszki 
z regimentów polskich., na i> ach, odpowiadano im, że 
ofiarował w prezencie wtedy a wtedy, ten a ten Car osw^ 
bodziciel 

Długą za 1 Sie i u. robih i i . ,; 

w polskiej Warszawie < .mini o < 

oswobodione Bałkany.. 



— 21tł — 

V. 

Od czasu ostatniego masowego wywozu po r. 1868 nie 
w>"\%'oiono już oficjalnie z Polski omal niczego. Coprawda nie 
hyło już nic do wywożenia. Na zewnątrz pod względem kultu- 
ralnym zrównano nas Już z poziomom ogólnie obowiązującym 
w Cesarstwie, owszem raczej nawet obniżono poniżaj tego 
poziomu. Bądi co bądź podróż i scy, zwiedzający pryn- 

cypalniejsze miasta w Rosji, mo^.. .. ..... j.. z podzi¥riać piękną broii, 

siodła i czapraki w Moskwie, mogli zdumiewać się na widok 
dziwnych instrumentów astronomiczny^^ nad którymi kiedyś ślę- 
czeli Pocznbut czyśniadecki, mogli z nabożeństwem sł" ^" opo- 
wiadań o olbrzymiej wartoftci gobelinów przez oprowa -go 
ich po salonach gatczyńskich dworskich, cycerona, mogli nawet 
w Charkowie znajdywać nadspodziewanie druki florenckie czy 
padewskie w bajecznych oprawach ze słoniowej kości c^ 
w kordu l)ańsldej skórze. Skąd są te maleparta, do kogo 
pierwotnie należały, nikt się tam nie zapytał, zresztą gdyby 
nawet zapytał, zapewne nie umianoby go objaśnić. Nieliczni 
tylko specyalitei mogliby pouczyć innoziemca podróżi\jącego. 
Jak to na tych ksi^ozbiorach expolskich sprawdza się dziwnie 
prastare powiedzenie Terentiusa Maura: habent sua fala 
libelli. Nieliczni oficjaliści rosyjscy jak np. prof. Librowicz 
mogliby cudzoziemcowi powiedzieć rzecz rewelacyjną, że pierwsze 
książki ruskie drukowało się przez dhigie czasy w polskich 
tłoczniach na Litwie, że pierwsze promienie nowożytnej 
cywlizacji wogóle szły w Rosję tylko z dziś zdeptanej Sarmacji. 
Z nielicznych dopiero katalogów i reportów rosyjskich rzeczo- 
znawców muzealnych hr. MUnnicha, br. Wrangla Bruniego, 
<jp;..u^:i„ i semowa oraz z wydawnictw Cesarskiego Tow. 
Mn V Starożytności zostającego pod protektoratem W. Księ- 
cia liCUchtenttBfftkiego, mógł się kto ciekaw dowiedzieć, jak 
to sys- ^ie „przesiewane- polskie kollekcje i zbiory 
nr/vr/ . ,.^ pierwsze do nadania i wewnętrznego zachodnio- 
•go polom obu stolicom rosyjskim, do wytworzenia 
pierwszych ognisk wiedzy i piękna. 

Po rokn więc 1864, powtarzamy, nie zaszedł już ani jeden 
faki oficyalncgo en massc wywożenia klejnotów starej Polski 



— wo- 
do Roąji. Nie znacz- to Jednakie, aby csaaem nie zdamly 
się objawy recydywiatyczne w tym icieranlcu. .lesacze za pa- 
nowania Unrlci wszecliwładna połowica jego Marja 
z domu hmbianlca von Salius. wrząca do4ć ś> 
patryotyzmeni wiclkonisl^im. od czasu do cza«u < - i» ^/,< /o 
znajdywała ze starych antyków na strychach zamko\»7ch 
i w r w. Jeszcze rentki 

mebli ... .. , mudzl operował po 

klasztorach i zakryst^jach kościelnych jenerał Klingenberg. 
Z Chełma, z kościoła parafialnego wywieziono kosztowne 
srebrne antepr ' =: 7 przed głównego ołtarza, przedstawiające 
dziękczynne n >two obozowe Jana Kazimierza po wiktoiji 

odniesionej pod Bercsteczkiem. Jeszcze w r. 1888 z zamku 
wywieziono przypomniane aparaty i instrumentu astron' 
jeszcze w r. 18«łó wycofano z ł>azienek Rcmbrandta i \^., w.. 
Ilolsta, a przedtem Wouwermana dwa obrazy przedstawiające 
Walkę Polaków ze Szwedami i Walkę Polaków z Turkami. 

W każdym jednak razie wypadki te m »'go poi^r ' 

do dawnych nałogów koUekcjonistycznych n- Diurokrai; . 

nym stylu przytrafiają się już sporadycznie. Ubytek natomiast 
ogólnie-narodowego stanu posiadania kulturalnejjo ma jes 

inną formę już całkiem '-r^ ' ' - 'Ywąjącii ' -^ <^''r ■ 

z częstych marjażów an viej z n- 

sposób np. wspaniała bibijoteka hrabił'»w Chreptowiczów 

w Sźczorsach przechodzi wraz ze /■ 

razem /e Szczorsami. W ten ...... 1.. v. .. , ; 

wszczyznę; panny Potockie kolejno w różnych czasach i z róż- 
nych linji wychcwlzące za mąż za liachmetiewa, Sołtykowa. 
Kisielewa, Naryszkina. Woroncowa. wnoszą swym męż^r^ 
posagi magnackif. a z nimi piękne klucze i pałace, a w pałacu ■ 
skarby sztuki, klejnoty meblarstwa angielskiego, kollekgc 
porcelan polskich i zagi*anicznych. Cała fortuna ksiąiąt Ogiń- 
skich >vy8()cc wyrafinowanego kulturalnie rod' i«. i^iif>go rozpn'1^ 
się na częi^cl i ginie. Równie tragicznie i pc». .orozsyi 

się land-lordeckie latyfun(^um ksiąiąt Czetwertynskich. Ró\\ 
tragicznie resztki Radziwiłłowskie drogą marjażu z rosyjskimi 
Wittgenstefnam! przechodzą w posiadanie czysto-niemiecUego 



— 921 — 

rodu ktłiąiąi Hobeulohe. A ra/eni / tern UMUMrąjąoem się 
/. pod nóg: c^^amoziemem. który móg^ł w mocnych ręktch 
ii-zymany i nowocześnie (^spodarowany wyżywiać nie krocie, 
nie mi)jon.v polskich kolonistów zmuszonych do emigragi. 
anierykański(>J i parjasoskicy tułaczki po całym globie, rasem 
z lą przerażtyąco szybką w swem tempie utratą terytoijalnego 
stanu pDsiadanIa na Litwie i Kusi. idzie też zagaszenie ognisk 
kultury zachodniej na polskim Wschodzie, idzie zaguba skarbów 
\>o- tuki i kultury pozostających w posiadaniu prj^watnym, 

idz. >.v.-ui klejnotów polskich mniej znanych publicznie, nie 
podle^jących kontroli opinji ogółu, nie zinwentaryzowanych 
w ogólnym majątku narodowym, ale jeżeli nie większych, 
drogocennejszych. bogatszych od wziętych z Warszawy, z Wilna, 
z Pnław, to w każdym razie równych im i równie ważnych. 
Jeiell dziś autentyczne meble Chippendale znąjdi\je się 
często gdzieś u zbogaconych Kułaków na Litwie, jeżeli naj- 
pyszniejsza sewrska porcelana zdobi czasem salony Jakiegoś 
Jenerała Kajdanowa czy policmajstra Satrapienki, jeżeli w gabi- 
necie przyjęć kijowskiego magnata cukrowego Halporina cęt 
Brodskiego prawnuk hetmana Rzewuskiego spostrzega portrety 
przodków, jeżeli dzisiaj egzemplarzy najstarszych polskich „far- 
furów* trzeba szukać w guberniach riazańskiej czy kazańskiej. 
Jeżeli kryształowe puhary z Trąbami Radziwiłłów znajdują się 
w !'^-^5 «^'»niu rodziny Marmeladowów czy Smerc^akowów, jeżeli 
w iiiejsze okazy litych pasów słuckich ubiera na bal 

kosyumowy francuską tancerkę młody kupiec moskiewski 
Aljosza Karmazynow czy Karawanów, jeżeli gdzieś w nąjzapa- 
dlejszym Kaukazie pochylony nad olbrzymim foljałem Blb\ji 
łacińskiej archimandryta Porfirjusz spostr&ega w nabijanej 
nibinami bezcennej oprawie nieznanego sobie Orła Polskiego 
z Litewską Pogonią... to wszystko to, wszystko to ongiś zdobiło 
;>ol>kie dwory i kasztele na Litwie i Podolu, wszystko to 
wliczało się do regestru bogactw kulturalnych tego narodu, 
którego ziemia dziś przedstawia jedne wielkie pustynne cmen- 
tarzysko. Omal wsąystko, cośmy mieli ze złota i klejnotów, 
rozdziobały nam kruki i wrony. Jeżeli chcemy widileć najstarsze 
polskie sztandary i bandery, musimy je oglądać w Cerkwi 



,^ •>♦>♦> __ 

Kn/.ańhkiej IiiIi w .Miiz<Mim .^ m. . .Ir m 

ilzi(H- arcydzieła |. .'-i • -i- s/.i>« .i.n/ » , .utinimy .)»• -k 
sarskini (iał)ln«oi« uów, który \f*H{ znmzł*m n 

polskim K)il>inptcm sztych<^w. . 

I diaU^n to dzisiaj nniróaiu sobu* t) tern wasysikieni i 
pomnieć summarycznie. >)c>st to także sen o potędze, o poi* : 
naszej dawniej kullurulnej równonMjdnoóci ze wszystkiemi im 
Htwnmi Zachodu. Hoj^ctwa te w jakiejś czijści i w Jakiejś for- 
mie do nas wnK'i('- muszą. Bezprzykładna w rałej • *• 

Iiistorji grul>i(v. mienia całego Jednego narodu |)optM 

drugi naród musi w interesie całe) cywilizacji europejskiej być 

przedews/ itowan^. ściśle określon:|. do 

skiej wiui:^. ^. , i;;.i, nie Jak dotąd forniaJnie /...».. 

Obowiązkiem naszym Jest upomnieć si<; o zwrot tego i i 
tego, co s\<i nam należy. Obowiązkiem lOiiropy tak Centraine) 
Jak i K " inej Jest zwrot ten nn - znać i stuletnią krzywdę 
dwutl/ lijonowego narodu n •• wynagrodzić. Od tego 

odstąpić nam nie wolno i nie godzi się. Koąja zaś dzisiejsza 
ł)ez pamiątek i hibyotek polskich Już się obejdzie. 



'kllt 



TRESC. 



8atvni staropolska >l; 

Ikilzac w Polsce i w Nirmr7ech. .. 36 

Szekspir po polsku 43 

Teatr irlandzki. '>9 

Biblia Belgów. 71 

Yerhaeren 79 

'^M^Mira Czechów .... ^ 'Xi 

: de Beaiimarchais (Przed prpmłerą) , 117 

Goethe a życie praktyczne . . 123 

Aleksander Świętochowski, JubiUt. ^ 133 

Angielskie przekłady Jana Kasprowiczii .. 147 

Wiktor Alfieri. . 161 

Gockowsky ^ 177 

Żyd wieczny tułacz w literaturze „ 187 

Klejnoty polskie w Rosyi . „ 208 



eiNDING SEC V. MAR 1 6 1965, 



y^iTTiT' .jślSm^tiat^^^-' I TiTTM^łilMl m I ' 



PG Mowacsynski, Adolf 
7015 Słklce literackie 
M68 



PUEASC DO NOT REMOVE 
CARDS OR SUPS FROM THIS POCKET 

UNIYKSITY OF TORONTO UBRARY